Wo Long 2: Wings of Ember - pierwsze wrażenia. W górę i do przodu!

Adam "Harpen" Berlik
2026/09/16 03:00
0
0

Najwyraźniej autorzy ze studia Team Ninja nie zamierzają tworzyć kolejnego symulatora odbijania ciosów. Wo Long 2: Wings of Ember zapowiada się na pełnoprawną kontynuację i nie będzie tym, czym był Nioh 2 wobec pierwszej odsłony tamtej serii.

Łyk historii, którą warto poznać

Odnoszę wrażenie, że po sukcesie Nioh z 2017 roku (tak, to aż tyle lat już minęło!) autorzy gry nie mieli pomysłu na drugą część, lecz najzwyczajniej w świecie musieli ją stworzyć, w efekcie czego gra wydana pod tytułem Nioh 2 określana jest przez fanów niejednokrotnie mianem Nioh 1,5 - zmian względem oryginału było niewiele, a przynajmniej nie na tyle dużo, by uzasadnić właśnie taką nazwę.

Kiedy wydawało się, że marka została właściwie pogrzebana, firma Team Ninja opublikowała trailer, który wypisz wymaluj prezentował grę wyglądającą, jak Nioh 3, lecz ostatecznie okazało się, że mamy do czynienia z zapowiedzią Wo Long: Fallen Dynasty. Gra spotkała się z ciepłym przyjęciem, zwłaszcza wśród fanów Sekiro: Shadows Die Twice, ponieważ esencję rozgrywki stanowiło odbijanie ciosów, wyprowadzanie przeciwników z równowagi i zadawanie im krytycznych ciosów. Zwykłe ataki były obecne, lecz w praktyce nie opłacało się takowych wyprowadzać.

Co nowego w Wo Long 2: Wings of Ember?

I tutaj docieramy do bardzo interesującego momentu - mianowicie zapowiedź drugiego Wo Longa wydawała się kwestią czasu, ale Team Ninja wspólnie z Koei Tecmo zaskoczyło wszystkich za sprawą udostępnionego kilka miesięcy temu Nioh 3. Zapoczątkowana blisko dekadę temu marka ma się dobrze, bo w końcu znalazł się ktoś, to miał pomysł na jej rozwój. Zamiast wybieranych z poziomu mapy kolejnych misji otrzymaliśmy coś na wzór otwartego świata, który przez producentów nazywany jest open field. Nie jest to bowiem gigantyczny obszar jak w Elden Ringu. Do dyspozycji graczy oddano kilka osobnych, mimo wszystko dość pokaźnych rozmiarów lokacji, zapewniając tym samym znacznie większą swobodę działania.

Wo Long 2: Wings of Ember
Wo Long 2: Wings of Ember

Z podobnego rozwiązania skorzysta Wo Long 2: Wings of Ember. Rodzi się tylko pytanie, czy w takim razie Team Ninja nie zacznie niedługo robić tego, co niegdyś robił Ubisoft. Skoro jedna mechanika zadziałała w danej grze, to… dlaczego nie wprowadzić jej do kolejnej? W przypadku francuskiej korporacji nie skończyło się to na dłuższą metę najlepiej, ale na ten moment open field w Wo Long 2: Wings of Ember przywitałem z otwartymi ramionami. Miałem bowiem okazję spędzić z nieukończoną jeszcze wersją tytułu sporo czasu. I powiem tylko tyle - już nie mogę się doczekać premiery.

Wo Long 2: Wings of Ember to nie sequel, to SEQUEL!

Żeby była jasność - Wo Long 2: Wings of Ember to, mimo wszystko, nadal Wo Long, a nie kolejny Nioh, bo system odbijania ciosów nadal jest w grze obecny. Niemniej autorzy zmodyfikowali swoje dzieło, więc nie da się tutaj odbijać wszystkich ciosów, co z kolei sprawia, że koniec ze staniem i czekaniem na czerwoną poświatę zwiastującą nadejście kolejnego ataku. Nie zmienia to jednak faktu, że odbijanie ataków sprawia ogromną frajdę. Po prostu dlatego, że gra oferuje świetny system walki. Ale nie do końca w tym rzecz. Musimy bowiem obserwować zachowanie naszego wroga i wyczuć, który atak można odbić, a którego lepiej uniknąć. Albo zaserwować przeciwnikowi serię ciosów. No właśnie, bo teraz to ma sens.

Wo Long 2: Wings of Ember
Wo Long 2: Wings of Ember

Team Ninja przeprojektowało starcia byśmy “w dwójce” mogli pokonywać przeciwników da się pokonać w tradycyjny sposób, czyli poprzez wyprowadzanie rozmaitych ciosów. I użycie słowa “rozmaitych” w przypadku Wo Long 2: Wings of Ember jak najbardziej na miejscu. Mamy tutaj ataki z powietrza, mamy też serie wykonywane na ziemi, które nie dość, że wyprowadzają niemilców z równowagi, to jeszcze pchają ich albo w ścianę, albo też w kierunku przepaści. Zakres ciosów jest ogromny, a w pełnej wersji na pewno będzie ich jeszcze więcej. Już teraz eksperymentowanie z tym, co oferuje Wo Long 2: Wings of Ember w temacie dostosowywania stylu rozgrywki do własnych preferencji zajmuje sporo czasu.

Ale w to się dobrze gra!

Podczas rozgrywki w Wo Long: Fallen Dynasty można było odnieść wrażenie, że poruszamy się po makiecie. Owszem, gdzieniegdzie wchodziliśmy trochę wyżej, schodziliśmy nieco niżej, lecz generalnie poszczególne lokacje zaprojektowano raczej w poziomie. Wo Long 2: Wings of Ember zmienia sposób zwiedzania rozmaitych obszarów za sprawą pionowej eksploracji, a co za tym idzie także możliwości biegania po ścianach (jedynie w wyznaczonych miejscach, rzecz jasna). To rozwiązanie w połączeniu ze świetnym systemem walki, która jest znacznie bardziej różnorodna niż “w jedynce”, a także otwartymi lokacjami i zaznaczaniem sobie na mapie kolejnych zadań do odhaczenia sprawia, że gra zwyczajnie wciąga.

Wo Long 2: Wings of Ember
Wo Long 2: Wings of Ember

GramTV przedstawia:

Jest jeszcze jedna istotna rzecz, która powoduje, że od Wo Long 2: Wings of Ember trudno się oderwać. Powraca bowiem system morale naszego i naszych wrogów, który funkcjonuje obok klasycznego levelowania na kolejne poziomy doświadczenia. Podczas rozgrywki stawiamy kolejne flagi, odblokowując tym samym miejsca pełniące tutaj funkcję ognisk z Dark Souls, czyli de facto to właśnie przy ostatniej takiej fladze odradzamy się w momencie śmierci. Stawianie kolejnych flag sprawia ponadto, a może niekiedy przede wszystkim, że zwiększamy swoje wpływy na danym obszarze. Jeśli mamy, przykładowo, piąty poziom morale, to nie ma co startować do przeciwników na 10., ale możemy z powodzeniem rozprawić się z tymi na czwartym, szóstym, a może nawet i niekiedy siódmym (zwłaszcza w pojedynkach “jeden na jednego”).

Wydaje się, że w Wo Long 2: Wings of Ember, dzięki open field, zniknie konieczność grindowania flag, bo nie ma tu już mowy o sytuacjach, w których wybierając nową miejscówkę z mapy latamy po danym obszarze, by zebrać ich jak najwięcej. Nasz system morale dotyczy bowiem znacznie większego obszaru. To doskonała wiadomość dla tych, którym rozwiązanie to w pierwszej odsłonie niekoniecznie przypadło do gustu - tutaj widać, że lepiej sprawdza się na znacznie bardziej otwartych przestrzeniach. Tym bardziej, że to w pewien sposób nakierowuje nas na właściwą drogę. Jasne, mamy z góry określony cel, ale na wysokim poziomie morale, więc zanim tam dotrzemy, pokonamy szeregowych wrogów, a także różnych bossów.

Wo Long 2: Wings of Ember
Wo Long 2: Wings of Ember

Jest łatwiej, ale nie wszędzie. To dobrze!

Jeśli poziom trudności z przedpremierowego wydania Wo Long 2: Wings of Ember zostanie zachowany, to… w sumie dobrze. Z jednej strony gra wydaje się dość prosta na otwartych terenach, stawiając przed nami różnorodne wyzwania niewymagające ani wybitnych umiejętności, ani mnóstwa czasu. Tym bardziej, że możemy skorzystać z pomocny towarzyszy SI. Zginiemy tu i ówdzie, ale o wielkiej frustracji nie ma mowy. Druga strona medalu to z kolei miejsca zamknięte, niczym w Elden Ring, tam znajdą dla siebie coś najbardziej zagorzali fani Soulsów. Trzeba będzie bardziej poeksperymentować z buildem, przygotować się na to, że zanim odniesiemy zwycięstwo, to zginiemy X razy, ale raczej wyłącznie ze swojej winy. Na ten moment Wo Long 2: Wings of Ember to gra naprawdę uczciwa, taka w której porażki wynikają jedynie z błędów grającego, a nie zaproponowanych przez twórców systemów.

Jeśli chodzi o grafikę, optymalizację czy samą fabułę w Wo Long 2: Wings of Ember, to są tematy, do których przejdziemy przy okazji pełnoprawnej recenzji. Na ten moment nie chcę oceniać wspomnianych aspektów, wszak od premiery dzieli nas kilka miesięcy - rynkowy debiut Wo Long 2: Wings of Ember zaplanowano na pierwszy kwartał 2027 roku. Gra ukaże się na PC oraz konsolach Xbox Series X/S i PlayStation 5.

Wo Long 2: Wings of Ember
Wo Long 2: Wings of Ember

Czy warto czekać na Wo Long 2: Wings of Ember?

Wo Long 2: Wings of Ember to gra, w której czułem się jak turysta na świetnie zrealizowanej wycieczce. Co chwilę chciałem sprawdzać, jakie zagrożenia czy też przedmioty kryją się tuż za rogiem, co jeszcze przygotowali twórcy i czym mogą mnie zaskoczyć. Gra momentami sprawiała wrażenie mniejszego Elden Ringa, w którym przepadłem bez reszty ze względu na maksymalnie angażującą eksplorację, co wynikało ze świetnie zaprojektowanego świata. Tu jest podobnie, ale właśnie na inną skalę - można zatem zaryzykować stwierdzenie, że niebawem fani souls-like’ów otrzymają hit. Ale czy tak będzie, przekonamy się za jakiś czas. Jestem naprawdę dobrej myśli.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!