Wąż na stole - recenzja Metal Gear Solid: Gra planszowa

Jakub Zagalski
2026/05/20 19:00
0
0

Przekładanie jednej z najważniejszych gier w historii elektronicznej rozrywki na język gry planszowej brzmi jak karkołomne wyzwanie. Na szczęście analogowy MGS nie zawodzi prawie pod żadnym względem.

Wąż na stole - recenzja Metal Gear Solid: Gra planszowa
CMON

Pozwólcie, że zacznę od prywaty. Metal Gear Solid to jedna z tych gier, które wymieniam jednym tchem, pytany o najważniejsze/najlepsze/najbardziej przełomowe tytuły w moim życiu. Doskonale pamiętam, kiedy jeszcze przed japońską premierą w 1998 roku jarałem się każdą zapowiedzią, każdym screenem z MGS znalezionym w branżowej prasie (internet był dla mnie wtedy niedostępnym luksusem). Hype był ogromny, ale efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania. MGS okazał się przejawem geniuszu, zachwycał innowacyjnymi rozwiązaniami, filmową narracją, niezapomnianymi bossami i znakomitą rozgrywką. Kiedy więc ponad ćwierć wieku później (sic!) na moim stole wylądowała planszowa adaptacja Metal Gear Solid, miałem poważne obawy, ile w tym będzie oryginalnego MGS-a, a ile licencjonowanej planszówki z doklejonym tematem, który nijak ma się do tego, co pamiętam z konsoli.

Nie owijając w bawełnę - Metal Gear Solid: Gra planszowa zdecydowanie nie jest prostym skokiem na kasę fanów serii. Gra autorstwa Emersona Matsuuchiego (Century, Reef) zaskakująco dobrze oddaje ducha oryginalnej produkcji, przenosząc możliwie dużo wątków, motywów i rozwiązań do wersji analogowej. Rozgrywka w Metal Gear Solid: Gra planszowa opiera się na kilkunastu misjach tworzących spójną kampanię, która pokrywa się z najważniejszymi wydarzeniami z hitu Hideo Kojimy – od przekradania się za plecami strażników w kierunku windy po finałową walkę. Na pudełku widnieje informacja, że w grze może brać udział od 1 do 4 gracza, co stanowi kluczową różnicę w stosunku do pierwowzoru. W rzeczywistości jest w tym trochę nieprawdy. Pierwsze etapy są bowiem grywalne wyłącznie w trybie solo i dopiero w kolejnych można dorzucać kolejnych bohaterów (Meryl, Otacon, Gray Fox) - i też nie zawsze wszystkich czterech! Mowa o misjach kampanijnych, bo oprócz nich są też misje VR (trening w symulowanym środowisku). I tylko one oferują rozgrywkę dla 1-4 graczy niezależnie od wybranego poziomu.

Czy brak pełnego wsparcia dla 2-4 graczy przez całą kampanię to wada? Nie do końca. Widać bowiem wyraźnie, że Metal Gear Solid: Gra planszowa była projektowana jako doświadczenie dla jednego gracza i w takim wariancie sprawdza się najlepiej. Dorzucenie 2-3 towarzyszy do zabawy kooperacyjnej wydaje mi się wymogiem stawianym przez wydawcę (gry solo to nisza w świecie planszówek). Niby jest ok, bohaterowie mają wyjątkowe umiejętności i mogą się uzupełniać, ale zdecydowanie bardziej wolę skradać się jako samotny wilk (czy raczej wąż) niż członek drużyny. Fani kooperacji nie powinni być jednak zawiedzeni wariantem wieloosobowym, który jednak moim zdaniem nie jest najmocniejszą stroną, tzw. selling pointem tej produkcji.

Nie hałasuj

Każdą z kilkunastu misji rozgrywa się na niewielkiej planszy (lub kilku złożonych “kafelków”), która przywodzi na myśl znane miejscówki: dziedziniec bazy z lądowiskiem dla helikoptera, gabinet z Psycho Mantisem itd. Figurki bohaterów i przeciwników, nota bene całkiem ładne i szczegółowe, poruszają się po kwadratowych polach, uważając na różne ograniczenia i przeszkody. W swojej turze gracz może wykonać jedną lub kilka różnych akcji, opłacając ich koszt. Tak jak na PlayStation, Solid Snake może się skradać, biegać, pukać w ścianę, by odwrócić uwagę strażnika, atakować zza pleców, wyprowadzać prostego combosa, zaciągać ogłuszonego wroga w ustronne miejsce, korzystać z wyposażenia (jeśli jakieś zdobędzie) itd. Niektóre akcje są skuteczniejsze, ale przez to droższe i mogą generować hałas, który alarmuje przeciwników. Każda tura jest więc swoistą łamigłówką, polegającą na planowaniu kolejnych ruchów, podejmowaniu ryzyka i przewidywaniu ruchów wrogów. Za ich zachowanie odpowiadają dwie talie kart, zawierające proste algorytmy. Z losowej karty wyczytujemy, o ile pól może się poruszyć, w którym kierunku skręcić, jak zareaguje, gdy znajdzie się na polu z żetonem “hałasu”. Zachowanie strażników jest przy tym uzależnione od trybu, w którym się znajdują. Jeżeli nic nie przykuło wcześniej ich uwagi, kontynuują spokojny patrol, ale gdy Snake za bardzo hałasował lub przebiegł któremuś z nich przed oczami, to przeciwnicy robią się dużo bardziej uciążliwi.

Portal Games

GramTV przedstawia:

Metal Gear Solid: Gra planszowa praktycznie z każdą kolejną misją wprowadza nowy element urozmaicający rozgrywkę. Co najfajniejsze, aby rozpocząć zabawę nie trzeba wkuwać instrukcji, ponieważ dwie pierwsze misje pełnią rolę praktycznych samouczków. Wystarczy rozłożyć planszę, żetony, figurki i gra krok po kroku zaznajamia nas z podstawowymi regułami. Uwielbiam takie rozwiązania. Świetne jest również stopniowanie poziomu trudności, odkrywanie nowych mechanizmów czy zbieranie ekwipunku – tak, jak w cyfrowym oryginale. Wisienką na torcie jest pudełko w kształcie PSX-owej karty pamięci, w której możemy przechowywać zdobyte fanty i wykorzystywać w kolejnych rozgrywkach.

Co mi się z kolei nie podobało? Z początku miałem wrażenie, że jest w tym za dużo łamigłówki, szukania jedynej właściwej/optymalnej ścieżki, którą powinien pokonać Snake, aby misja się powiodła. Już na pierwszym poziomie trzeba trochę pogłówkować, żeby nie ściągnąć sobie na głowę strażników. Z czasem jednak, kiedy dochodzą przedmioty i nowe mechanizmy, zyskujemy większą swobodę działania. Metal Gear Solid: Gra planszowa jako przygoda kampanijna na pewno nie jest jednorazowa i przy kolejnych podejściach można eksperymentować z różnymi rozwiązaniami. Największą słabością gry pozostaje tryb wieloosobowy. Szczególnie dla tych, którzy chcieliby przejść całą kampanię w tym samym gronie 3- lub 4-osobowym. Dlaczego? Ponieważ niektóre misje są zarezerwowane tylko dla Snake’a, a inne można rozgrywać wyłącznie w duecie Snake i Meryl. Z jednej strony fajnie, bo pokrywa się to z wydarzeniami znanymi z materiału źródłowego, ale z drugiej strony czuć niekonsekwencję. Idealnym rozwiązaniem pozostaje więc granie solo i traktowanie kooperacji wyłącznie jako dodatku.

Portal Games

Jeżeli skrót MGS przywołuje u was falę miłych wspomnień, to koniecznie musicie sięgnąć po Metal Gear Solid: Gra planszowa. To znakomita skradankowa łamigłówka z elementami gry akcji (walki z bossami), która oddaje ducha hitu Hideo Kojimy w najdrobniejszych szczegółach. Są rozmowy przez Kodek, bieganie w kartonie i cała masa innych nostalgicznych smaczków. Na plus można też odnotować stosunek jakości wydania do ceny. Za około 350 złotych (polskie wydanie od Portal Games) dostajemy pudło wypełnione po brzegi solidnymi komponentami, ładnymi figurkami i praktycznym insertem, który ułatwia porządkowanie elementów po zabawie i rozkładanie kolejnego etapu.

8,9
MGS rządzi nie tylko na ekranie
Plusy
  • Fabuła z oryginału
  • Jakość wydania
  • Uczta dla fanów MGS
  • Świetna skradanka dla samotnego gracza
  • Regrywalna kampania plus misje VR
Minusy
  • Multiplayer dodany na siłę
  • Nie wszystkie misje są dla 2-4 graczy
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!