Kolejny spin-off serii Monster Hunter zapatrzony w Pokemony? Nic z tych rzeczy. Twisted Reflection kroczy własną ścieżką i zaskakuje rozmachem.
Z serią Monster Hunter Stories jestem od samego początku, czyli od 2017 roku, kiedy to pierwsza część pokemopodobnego spin-offa zadebiutowała na Nintendo 3DS. Kilka lat później wyszła druga część (już na Switcha), a prawie dwa lata temu wróciłem do tych tytułów za sprawą kompilacji remasterów wydanej na wszystkie platformy do grania. Mamy rok 2026 i na dysku mojej peespiątki zadomowiła się Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection. Gra, która wyznacza nowe standardy dla podserii MonHuna.
Królestwa Azuria i Vermeil stają na krawędzi zagłady. Gdy nadzieja wydaje się już wygasać, odnalezione zostaje niezwykłe jajo Rathalosa – gatunku potwora, który był dotąd uważany za wymarły. Radość nie trwa jednak długo, ponieważ legendarny potwór okazuje się mieć bliźniaka, a oba maluchy noszą symbol katastrofy związanej z wojną sprzed dwustu lat. Zły omen rzuca blady strach na członków dworu królewskiego, którego - jako gracz - jesteśmy częścią.
W Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection wcielamy się w postać księcia (lub księżniczki - gra zaczyna się od całkiem rozbudowanego kreatora postaci) Azurii. Młody następca tronu należy do elitarnej grupy stróżów, którzy zajmują się ochroną potworów i w gruncie rzeczy utrzymaniem ładu i porządku w całym ekosystemie. Zamiast siedzieć za biurkiem i wydawać polecenia podwładnym, książę chętnie wskakuje na grzbiet swojego Rathalosa i rusza w teren, prowadzi badania i przyucza nowych kandydatów na stróżów. Rąk do pracy nigdy za wiele - szczególnie w obliczu kryształowej plagi, która nieubłaganie niszczy środowisko naturalne w całym królestwie.
Tak pokrótce prezentuje się fabularny początek gry, do której można bez żadnych obaw podejść bez znajomości pierwszej i drugiej części Monster Hunter Stories. Można wręcz rzec, że Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to najlepsze zaproszenie do zapoznania się z tą serią. Szczególnie dla osób, których odrzucają proste historyjki o dzieciakach/dojrzewających młodzieńcach w estetyce japońskiej popkultury. Trzecia część co prawda nie zrywa ze stylem “kolorowego anime”, ale pod kątem opowiadanej historii i poruszanych tematów widać tu dużą różnicą w stosunku do poprzedniczek. Od razu zaznaczę, że scenariusz Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection nie jest ani szczególnie oryginalny, ani wybitnie napisany. Potrafi jednak zaintrygować i motywuje do działania, wprowadza szereg ciekawych postaci drugoplanowych i odchodzi, na ile może, od powielanego do znudzenia motywu ratowania świata przez herosa, który przemierza rozmaite krainy, kompletuje mocarną ekipę itd.
Twórcy Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection postawili na inny klimat niż w dwóch pierwszych częściach. Opowiadana historia jest dojrzalsza i na swój sposób poważniejsza, choć podkreślam - nie oczekujcie głębokich przemyśleń, filozoficznych esejów czy ciężkich dramatów. Podoba mi się jednak, że od samego początku jesteśmy wrzuceni w centrum dworskiej intrygi z wielką polityką w tle. To nie jest klasyczna historia “od zera do bohatera” z wplecionym motywem walk i kolekcjonowaniem potworów. Nasz bohater jest trybikiem (niezwykle istotnym, ale jednak), który ma własne dobrze nakreślone motywacje i pragnienia. Jego zadaniem jest odkrycie prawdy o dziwnych zjawiskach niszczących ekosystem i doprowadzających potwory do agresji. To motyw przewodni całej gry – świat natury znajduje się w kryzysie, a bohater musi przywrócić równowagę między ludźmi a potworami.
Seria Monster Hunter Stories, jak sugeruje sam tytuł, od początku była bardziej nastawiona na opowiadanie pewnej historii niż główny cykl MonHun. Ale dopiero w Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection poczułem, że scenariusz nie jest tu tylko dodatkiem do mechaniki. Autorzy nie uniknęli popadania w schematy typowe dla japońskich RPG-ów, ale należy im się plus za spójną i rozbudowaną w stosunku do poprzedniczek wizję świata, dodanie nowej “frakcji” stróżów i wszystkiego, co jest związane z ich działalnością. To po prostu się klei i choć z czasem wkrada się monotonia i powtarzalność podczas wykonywania zadań, to odkrywanie kolejnych fragmentów fabularnej układanki (zazwyczaj) rekompensuje gorsze momenty.
Waleczny stróż
Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to MHS3 nie wprowadza rewolucyjnych zmian. Gwoli przypomnienia, seria Montser Hunter Stories odrzuciła model rozgrywki action RPG z walką w czasie rzeczywistym i żmudnym ulepszaniem postaci/sprzętu w celu polowania i pokonywania co raz to silniejszych potworów. Zamiast tego mamy walki turowe i sporo naleciałości z Pokemonów, choć zdecydowanie nie jest to prosty klon hitów od Game Freak. Tak jak w poprzednich częściach, pojedynki bazują na schemacie papier-kamień-nożyce, gdzie ataki dzielą się na trzy rodzaje: moc, technika, szybkość. Wybór odpowiedniego ataku jest kluczowy w kontekście nadchodzącej reakcji przeciwnika (szybkość bije moc, moc technikę, a technika przewyższa szybkość), do tego dochodzą różnorodne akcje naszego potwora i towarzyszy z ekipy, które można łączyć w zabójcze i niezwykle spektakularne kombinacje. Ponadto mamy różne typy broni, które możemy wybierać w trakcie walki w zależności od potrzeb i zaplanowanej strategii. Mechanika ta wydaje się prosta, ale z czasem rozwija się w skomplikowaną układankę taktyczną. W efekcie system walki w Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection choć jest znajomy, to zdecydowanie bardziej rozbudowany i satysfakcjonujący niż w poprzednich częściach.
GramTV przedstawia:
Podobnie wygląda sprawa “łapania” i hodowania potworów. Tutaj również doszły zupełnie nowe elementy i mechaniki, które pozwalają spędzić sporo czasu na rozwijaniu i genetycznym modyfikowaniu naszych podopiecznych. Tak jak poprzednio, gracz zdobywa jaja potworów w ich legowiskach, wykluwa je i rozwija ich umiejętności, tworząc drużynę marzeń. W trzeciej części mechanika ta została rozszerzona o system odbudowy ekosystemów. Eksplorując świat, możemy przywracać równowagę w zniszczonych regionach, ratując rzadkie gatunki i wpływając na pojawianie się nowych potworów. Gra nie ogranicza się więc tylko do zbierania kolejnych potworów – gracz faktycznie ma wpływ na świat przedstawiony, który jest kolejną zaletą Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection.
Potwory na wolności
Świat gry jest zdecydowanie bogatszy, bardziej żywy i interaktywny niż w poprzednich częściach. Kolorowe krajobrazy, różnorodne lokacje i imponujące projekty potworów sprawiają, że eksploracja świata jest dużą przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem docierania z punktu A do B. Twisted Reflection potrafi zachwycić, gdy przemierzamy rozległe tereny na grzbiecie potwora, szybujemy nad dolinami albo wspinamy się po skalistych klifach. System Riding Actions pozwala wykorzystywać zdolności potworów do eksploracji – jedne potrafią latać, inne wspinać się czy niszczyć przeszkody. W efekcie relacja stróż-potwór jest integralną częścią nie tylko samej opowieści, ale właściwej rozgrywki. I wypada to naprawdę świetnie.
Graficznie Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection jest zdecydowanie najładniejszą i najbardziej rozbudowaną częścią serii. Trudno się temu dziwić - “jedynka” powstała jako exclusive dla Nintendo 3DS, “dwójka” była projektowana pod ograniczone możliwości Switcha, tymczasem Twisted Reflection od razu debiutuje na “dużych” konsolach i pecetach. Mamy więc naprawdę duży i różnorodny świat z mnóstwem eksploracji, niesamowicie widowiskowe walki, świetne modele postaci i potworów. Wszystko to utrzymane w estetyce japońskiego fantasy z obowiązkowymi dla serii MonHun motywami kocich pomocników itp.
Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection jako największa i najbardziej kompletna, pod względem relacji fabuła-rozgrywka, część serii, nie jest przy tym wolna od wad. Najbardziej dziwi mnie mniejsza niż w “dwójce” liczba występujących gatunków potworów. O powtarzalności zadań i wkradającej się monotonii już pisałem. Do tego dorzucam żal za brak jakiegokolwiek trybu multiplayer. W drugiej części można było się świetnie bawić przy kooperacyjnych zadaniach i pojedynkach 1 na 1. W Twisted Reflection nie ma nic z tych rzeczy.
Mimo tego zdecydowanie polecam najnowsze Stories zarówno fanom MonHuna (inne spojrzenie na uniwersum) jak i miłośnikom szeroko pojętego gatunku jRPG. Kryje się tu wielka i ciekawie opowiedziana przygoda z satysfakcjonującymi i momentami mocno wymagającymi walkami. Standardowo dużo zależy od nieustannego zdobywania nowych surowców i tworzenia broni/ekwipunku, nie uciekniemy od grindu, ale to elementy, które od zawsze były wpisane w model rozgrywki Monster Hunter. Twisted Reflection jest przy tym dużo bardziej przystępne niż standardowe MonHuny stawiające polowanie na potwory na pierwszym miejscu. Twisted Reflection jest tytułem, który potrafi wciągnąć na dziesiątki, a nawet setki godzin. Dla fanów serii Monster Hunter to ciekawa alternatywa dla klasycznych polowań, a dla miłośników japońskich RPG-ów – solidna przygoda w intrygującym świecie.
Grałem w demo, faktycznie gra ma rozmach. Choc na Switchu 2 niestety optymalizacja kulała. Generalnie Monster Hunter to specyficzna seria - ciągnie mnie do niej, ale ciągle się od tych gier odbijam. Próbuje je ukończyć ale wypalam się gdzieś w połowie (próbowałem Rise, próbowałem Freedom). A nawet trochę World. Wydawało mi sie że Stories to coś co idealnie jest pode mnie. Ale nie mogę się przekonać do tego systemu walki - niby to powinna być wariacja zwykła na temat "kamień-papier-nożyce" ale coś mi tu nie pasi - przekombinowane. Natomiast fakt że możesz jeździć na stworach super. Może jeszcze spróbuje kiedyś jak będzie tańsze.