Przed otrzymaniem Yakuzy Kiwami 3 i Dark Ties do recenzji, byłem przekonany, że będzie to najbardziej kontrowersyjna premiera gry z serii Yakuza w ostatnich latach.
Dobra wiadomość jest taka, że nie jest tak źle z Yakuza Kiwami 3 i Dark Ties, jak mogłoby się wydawać… ale niesmak w pewnych kwestiach nadal pozostaje.
Przed otrzymaniem Yakuzy Kiwami 3 i Dark Ties do recenzji, byłem przekonany, że będzie to najbardziej kontrowersyjna premiera gry z serii Yakuza w ostatnich latach.
W ostatnim czasie wydarzyło się dużo rzeczy, które trudno zignorować. Niełatwo też wskazać, co sprawia najwięcej problemów. Z jednej strony pojawiają się oznaki niekonsekwencji, z drugiej czasem zasady są naginane, by sytuacja pasowała do bieżących potrzeb. Podsumowując, jest burzliwie, jak nigdy dotąd, a fani serii Yakuza (czy Like a Dragon) szukają winnych tego stanu rzeczy. Wszędzie w społeczności graczy pojawiają się żywe dyskusje. Niektórzy fani wyrażają swoją frustrację na forach i mediach społecznościowych, podkreślając, że niektóre decyzje twórców mogą wpływać na spójność całej serii. Mimo to, istnieje również grupa, która docenia wprowadzone zmiany, widząc w nich krok ku odświeżeniu i nowym możliwościom dla przyszłych części.
A szkoda, bo ekstremalny remake „trójki”, podążając śladami poprzednich odsłon, nie wypada wcale tak źle, jak mogłoby się wydawać. Nie oznacza to jednak tego, że nie mogło być lepiej na wielu płaszczyznach.
Krótko postaram się fabularnie opowiedzieć, jaki jest stan gry w przypadku Yakuzy Kiwami 3, zostawiając ewentualne omówienie spoilerów z zakończenia na później.
Po wydarzeniach z Yakuzy Kiwami 2 w teorii wszystko miało być pięknie – Kazuma Kiryu znalazł miłość swojego życia w postaci policjantki Kaoru Sayamy i… no jednak nie wyszło, a główny bohater wraz z Haruką zajął się sierocińcem na Okinawie. Tym kawałkiem ziemi zaczęły się również interesować wyższe sfery, które to miały w planach postawienie nam luksusowego resortu. Problem w tym, że w tej całej układance jest o wiele więcej dodatkowych warstw, a i Kiryu ponownie będzie musiał się wziąć za porządki w gangsterskim światku Kamurocho.
To, co jednak najważniejsze to fakt, że obok głównej historii związanej z Yakuzą Kiwami 3 mamy również kilka dodatkowych wątków do rozwiązania, które rozszerzają to, co było w oryginalnej wersji gry.
Jest sierociniec, którego podopiecznymi trzeba się zaopiekować i pomagać w codziennych problemach, a to oznacza, że Kiryu musi się wcielić w rolę przybranego ojca. Jest też lokalna społeczność, której wesoła ekipa z sierocińca pomaga dostarczając różne produkty. Dodatkowo jest motocyklowy gang, który to w oldschoolowym stylu walczy o miano tego najsilniejszego gangu nie tylko na Okinawie, ale w całej Japonii. Dodajmy do tego mnóstwo dodatkowych historii, które pojawiają się tradycyjnie w Yakuzie i ponownie można się przygotować na wtopienie dobrych kilkudziesięciu godzin obijając złych kolesi w dobrze znanym stylu.
Nie piszę jednak „starym”, gdyż Yakuza Kiwami 3 czerpie z rozwiązań nowych, brawlerowych odsłon serii—tak jak Kiwami korzystała z Zero, a Kiwami 2 z szóstki. Nie jest to wadą: w porównaniu z Gaiden czy „piratami” powrót do tych rozwiązań sprawdza się dobrze. Zwłaszcza że kładzie nacisk na uniki oraz walkę z kontry w stylu Smoka do walki jeden na jednego.
Drugi styl walki bazowany na naukach z Okinawy to coś, co zdecydowanie bardziej przydaje się do walki w tłumie (np. starcia gangów, kilka walk fabularnych), a i do możliwości, które on daje trzeba się przyzwyczaić, bowiem kontrolowanie ataków za pomocą pojedynczych czy dłuższych naciśnięć na padzie w odpowiednich momentach jest ryzykowne przy zmasowanym ataku. Z drugiej strony sama nauka tego stylu walki również wymaga z naszej strony z jednej strony wydatków na specjalne punkty umiejętności (zdobywane przez wykonywanie kolejnych kamieni milowych), a z drugiej przejścia o poziom wyżej podczas specjalnego testu. Na szczęście obie te rzeczy wpadają dość naturalnie.
Jeśli chodzi o rozwijanie umiejętności Kiryu, można się zastanawiać, czy proste drzewko umiejętności to dobry wybór, zwłaszcza biorąc pod uwagę poprzednie gry. Rezygnacja z dodatkowego ekwipunku i skupienie na samej akcji sprawia, że gra bywa łatwa – za wyjątkiem trudniejszych walk w Purgatory lub Hell’s Arena.
W kwestii dodatkowych atrakcji w Yakuzie Kiwami 3 tu również mamy właściwie standardowy zestaw, który oferowały poprzednie gry z serii dostosowane do warunków roku, w którym ma miejsce akcja tej odsłony. Dlatego też obok standardowych atrakcji w Club Sega, grania w kręgle, darty czy karaoke mamy również możliwość zbierania i grania w gry z Sega Genesis oraz odpalania muzyki w tle z odtwarzacza MP3 w telefonie Kiryu. Chociaż tutaj trzeba przyznać, że najwięcej zabawy przyniosły minigry z sierocińca Morning Glory – wyszywanie w stylu „wyścigowym” czy odrabianie lekcji z dzieciakami trochę tej frajdy dawały.
Najważniejsze jest jednak to, że w bezpośrednim porównaniu tej zawartości w Yakuzie 3 dzięki „Kiwami Treatment” jest więcej, a to biorąc pod uwagę fakt, iż fabularnie momentami gra pędzi naprawdę szybko od rozdziału do rozdziału (głównie w drugiej połowie gry) te wypełnienie jest wręcz zbawienne. Z drugiej strony w odświeżonej “trójce” zabrakło poznawania nowych ruchów Kiryu za pomocą Revelations... chociaż nadal mamy w grze możliwość robienia fotek i zbierania ich do albumu tak, jak było to chociażby w Like a Dragon: Infinite Wealth.
Moduł Dark Ties do Yakuzy Kiwami 3 to właściwie dodatkowa historia uzupełniająca wątek Yoshitaki Mine oraz jego połączeń z Daigo Dojimą, a także tego jak piął się w strukturach Yakuzy ostatecznie zakładając swoją własną rodzinę w ramach klanu Tojo.
I tutaj nie zaskoczę nikogo tym, że tak naprawdę przyglądając się Dark Ties z daleka, to otrzymujemy zasadniczo to samo, co w przypadku Yakuzy Kiwami 3 z kilkoma różnicami tak, aby pasowało to wszystko do obrazka. Wiele elementów takich jak chociażby polowanie na oprychów w Kamurocho (po to, aby pokazać, że Kanda to dobry człowiek jest!) to właściwie przeniesienie modułu Reaperów z Kiwami 3. Z drugiej strony zamiast Purgatory otrzymujemy Hell’s Arena, które obok tradycyjnego ringu oferuje coś na kształt labiryntu – przebijamy się w nim przez kolejne poziomy poszukując wzmocnień, nowych broni oraz pieniędzy.
Pieniądze, podobnie jak w przypadku Kiwami 3, są tutaj głównym elementem pozwalającym na rozwój umiejętności Mine. Różnica jest taka, że w przypadku Dark Ties ten postęp jest tak jakby przyspieszony i zamiast dwóch czy trzech tysięcy jenów otrzymujemy ich nawet setki tysięcy. Niby proporcjonalnie jest podobnie, ale jednak przyspieszenie jest zauważalne.
Co do samej historii natomiast to trzeba przyznać, że brakowało mi w tym wszystkim większej ilości mrugnięć okiem w kierunku graczy znających historię z poprzednich odsłon serii. Tego o wiele więcej było w przypadku dodatkowej historii Majimy w odświeżonej „dwójce” i działało to bardzo efektywnie. Tutaj właściwie poza powiązaniami z Daigo oraz… jeszcze czymś, o czym wspomnę w akapicie o kontrowersjach, to zasadniczo brakowało mi w tym wszystkim czegoś, co pozwoli mi na jeszcze głębsze poznanie Mine jako jednego z głównych antagonistów trzeciej części serii. Koniec końców wchodzi w to wszystko powtarzalność i odklepywanie kolejnych podpunktów.
Miałem również mały problem z tym, że w Dark Ties w jakiś sposób możemy próbować zaprzyjaźnić się z Kandą i o ile zrozumiały jest motyw dlaczego tak jest, to… po prostu zwyczajnie mi to tutaj nie pasowało. Tego typu pewien dysonans pojawiał się w mojej głowie przez nieco ponad cztery godziny ogrywania Dark Ties, w którym to można byłoby zadawać pytanie: „czy to my to złymi jesteśmy, dobrymi?”.
W ostatecznym rozrachunku i tak wchodzi w grę honor członka Yakuzy.
Zacznę może od tego, co wywołuje największą dyskusję przed premierą – kontrowersje związane z obsadzeniem w roli Goh Hamazakiego aktora Teruyukiego Kagawy wymagają wyjaśnienia. Kagawa oskarżony był o całkowite nieprzestrzeganie norm społecznych w przeszłości, co niepokoi fanów serii. Jest to szczególnie istotne w kontekście wcześniejszej decyzji Ryu Ga Gotoku Studio o zastąpieniu Hirokiego Namiyi (aktora grającego Masayoshiego Tanimurę) przez Toshikiego Matsudę w wyniku innych kontrowersji. Podobny los spotkał Pierre’a Takiego przed premierą Judgment, gdy został zastąpiony przez aktora Miou Tanakę. Fakt, że sam Kagawa przyznał się do swojego niewłaściwego zachowania, tylko podkreśla pewną niekonsekwencję w działaniach studia i trudno jest przejść wobec tego obojętnie.
Wracając jednak do samej idei ponownego obsadzenia niektórych postaci w Yakuza Kiwami 3, to tak naprawdę jeśli ktoś nie grał w oryginalną lub odświeżoną „trójkę”, to tych zmian właściwie nie zauważy. No chyba, że chodzi o Hamazakiego – z mojej perspektywy Kagawa zwyczajnie nie pasuje mi do roli bezwzględnego i brutalnego gangstera (i nawet wyjaśnienia twórców na temat bycia “śliskim typem” również były nie na miejscu). Zaskakująco natomiast dobrze do wersji Kiwami pasuje nowy Rikiya grany przez Masaru Kasamatsu, ponieważ nadal czuć w tej postaci „gangstera z małej wioski”, którego przemiana jest zauważalna na pełnym dystansie rozgrywki.
Mimo wszystko jednak Yakuza Kiwami 3 traci przez to pewną „swojskość” tej historii – innej niż perspektywa Kamurocho, choć tę w pewnym stopniu próbują wyciągnąć z gry wszelkie minigry związane ze wsparciem lokalsów w sierocińcu czy nawet walkę gangów.
To co jednak najbardziej zaskakuje w przypadku Yakuzy Kiwami 3 to fakt zmiany zakończenia i tutaj w przypadku ewentualnych spoilerów będę je oznaczał.
Nie ukrywam, że przez chwilę chciałem zagrać rolę adwokata diabła i próbować obronić fakt, że scena, w której Goh Hamazaki wbija nóż w Kiryu w geście zemsty za to, co się wydarzyło wcześniej miała większy wymiar emocjonalny lata temu niż teraz, gdy bardzo dobrze wiemy, co będzie dale – pojawi się kolejna część cyklu. Oznacza to, że nie ma zupełnie sensu tworzyć cliffhangerów (w przeszłości Yakuza 3 i Yakuza 4 wychodziły niejako po sobie oraz były jednymi z najpopularniejszych serii w Japonii, więc takie „tanie grzanie” graczy było zrozumiane). Tutaj jest praktycznie niepotrzebne. Problem w tym, że w tym wszystkim zawsze musi być jakieś „ale”.
Pojawia się powód dlaczego do tego zdarzenia nie doszło, a mianowice Yoshitaka Mine, jakimś cudem i zrządzeniem losu przeżył upadek z dachu szpitala, który to znajduje się jakieś ponad trzydzieści pięter… ponieważ spadł na żywopłot. Do tego dochodzi wątek Daidoji, które to od jakiegoś czasu jest motywem przewodnim Yakuzy od Gaiden i wygląda na to, że wszystkie gry z serii Yakuza można podzielić na te po stronie oryginalnej i tej po stronie Kiwami.
I teraz tak, żebyśmy się dobrze zrozumieli – seria Yakuza daleka jest o racjonalnego wyjaśniania pewnych kwestii. Przykładowo nadal można być w szoku, że okręt klasy Yamato jest ukryty w jakimś miejscu na wyspie i przez te wszystkie lata nikt nic nie wiedział. Ewentualnie próbować uwierzyć w to, iż na jednej z wysp jest składowana taka ilość nieczystości promieniotwórczych, która bezproblemowo mogłaby równać się mocą z problemami z reaktorem elektrowni atomowej w Czarnobylu.
W Yakuzie Kiwami 3 natomiast Ryu Ga Gotoku Studio zwyczajnie przesadziło i o ile przepisanie zakończenia tak, aby dopasować elementy układanki do ewentualnego Kiwami 4 oraz 5 (które powstanie prędzej czy później, nie ma co się oszukiwać) mogłoby pomóc wyrównać pewne nieścisłości, tak wprowadzanie tak, powiem wprost, durnych twistów po prostu szkodzi serii. Nawet nie ratuje tego Dark Ties z Yoshitaką Mine w roli głównej, choć tutaj jedynym moim poważnym zastrzeżeniem jest chęć stworzenia z Kandy „dobrego ziomeczka, z którym można pójść na karaoke”, a ten nim zwyczajnie nie jest.
Co do ewentualnego przepisywania elementów rozgrywki z Kiwami 3 do Dark Ties nie ma co się przyczepiać, ponieważ podobna historia miała miejsce niejako w przypadku modułu Majimy w Kiwami 2 – tutaj mamy standardową zagrywkę z podręcznika RGG Studio.
Rzadko kiedy robię tak rozbudowany fragment tekstu, w którym poza właściwą recenzją dodaję swój komentarz odnośnie pewnych problemów z tytułem. W przypadku Yakuzy Kiwami 3 jednak ten wyjątek związany z tym, iż pamiętam jak dziesięć lat temu cieszyliśmy się, że twórcy serii zaczynają otwierać się na zachód. Po tłustych latach widać zauważalny spadek jakości nie tylko od strony tego, co oferuje rozgrywka i jak ona się prezentuje, bowiem gry z dopiskiem Kiwami zawsze jakoś czerpały z tego, co aktualnie najbliższa osłona oferowała. Jednakże cała reszta elementów, które przedpremierowo niepokoiły fanów mogą niepokoić w kwestii przyszłości serii.
A szkoda, bo prawda jest taka, że sama Yakuza Kiwami 3 i Dark Ties to całkiem porządny remake w duchu, w którym już Ryu Ga Gotoku Studio nas przyzwyczaiło. Pod tym względem pewien poziom został zachowany, ale nadal pewien niesmak pozostaje. Podobnie jak niezrozumienie dla pewnych decyzji, których dokonali Japończycy.
… nie chodzi tu o jakość, a raczej wykorzystanie tego, co najświeższe odsłony serii miały do zaoferowania w ostatnim czasie.
Dobra wiadomość jest taka, że pod względem rozgrywki oraz usprawnień względem oryginalnej Yakuzy 3 nowa wersja nie wypada wcale tak źle, jak mogłoby się wydawać i nadal ogrywa się to w całkiem przyjemny sposób. Tym bardziej, że jest ona wypełniona dodatkową zawartością w stylu nowszych odsłon serii, choć tutaj można było pewne elementy lepiej rozłożyć w czasie zamiast na każdym kroku rzucać nimi w gracza z subtelnością Kiryu rzucającego w kogoś rowerem w Kamurocho. Podobnie można byłoby rozwiązać kwestię Dark Ties, choć nie oczekiwałem po dodatkowym module z historią Mine czegoś więcej niż powtórki z rozrywki w nieco innym, szybszym pod względem postępów stylu (tutaj piekielna wersja lochów jest niesamowita). Podobnie trudno jest narzekać na Yakuza Kiwami 3 od strony technicznej - co prawda Dragon Engine miał swoje lepsze momenty w historii serii, co można było zobaczyć głównie w Gaidenie oraz pirackich przygodach Majimy. Trudno tu bowiem mówić o jakichkolwiek czkawkach czy problemach z płynnością. Można mieć również nadzieję, że problemy z oświetleniem i kilkoma graficznymi problemami znikną po aktualizacji “dnia pierwszego”.
Niestety pewnego rodzaju hipokryzja oraz fakt zmiany w bardzo kontrowersyjny sposób zakończenia Yakuzy Kiwami 3 sprawia, że trudno jest mi ocenić ten remake lepiej niż ocena, która pojawia się poniżej.
Nie ukrywam, że gdy zobaczyłem obie sceny po napisach powiedziałem sobie tak w myślach: „chyba wiem dlaczego Nagoshi odszedł z RGG Studio...”. Można było bowiem te zakończenie zmienić w o wiele lepszy, wiarygodniejszy sposób i tych kontrowersji byłoby zdecydowanie mniej. Nie jest to bowiem Tekken, w którym w typowo „dragonballowy” sposób okazało się, iż Heihachi Mishima został uratowany przed niechybną śmiercią w wulkanie przez latającego mnicha. Jestem w stanie również zrozumieć, że seria Yakuza też daleka od realizmu jest, a Kazuma Kiryu to właściwie miał kilka okazji, aby umrzeć i nadal do tego nie doszło. Uważam, że jest to ten moment, w którym trzeba powiedzieć „dość” i wskazać twórcom, że chyba nie tędy droga. Sam również jestem ciekaw jak to nowe zakończenie odbiorą gracze z Japonii, w której to seria Yakuza jest zdecydowanie wyżej w hierarchii niż na zachodzie. Czasami sam również staram się pewne nastroje tonować, a reakcje fandomu uznawać za przesadzone, ale tym razem nawet moja wyrozumiałość została wystawiona na potężną próbę.
I piszę te słowa z ogromnym bólem, ponieważ kto dobrze mnie zna ten wie, że przygody czy to Kazumy Kiryu, czy to (teraz) Kasugi Ichibana są mi cholernie bliskie. Czas chyba, aby Ryu Ga Gotoku Studio wróciło do podstaw, ponieważ myślę, że pierwsza gra Nagoshi Studio może mocno namieszać… wtedy już miejsca na potknięcia raczej nie będzie.
Tutaj jeszcze ważna informacja niejako wyjaśniająca ocenę – Yakuza 3 Remastered dostała ode mnie w recenzji 7/10. Tutaj byłbym nawet w stanie podbić tę ocenę do okolic 8/10 gdyby nie minusy, bowiem w tę wersję momentami gra się naprawdę lepiej niż w przypadku “Blockuzy”. Szkoda jednak, że wraz z pojawieniem się Yakuza Kiwami 3 wersja Remastered została wycofana ze sprzedaży i prawdopodobnie jedynym sposobem, aby ją zakupić jest kupno całej kolekcji serii Yakuza.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!