Wonder Man – recenzja serialu. Inna strona uniwersum Marvela

Radosław Krajewski
2026/01/27 14:00
0
0

Już wkrótce na Disney+ zadebiutuje nowy serial z MCU. Oceniamy, czy ta niepozorna produkcja może stać się największym hitem Marvela w 2026 roku.

Być albo nie być

Wonder Man stał się jedną z „ofiar” rewolucji w Marvelu po wielu nieudanych filmowych i serialowych produkcjach. Studio przez wiele lat trzymało ten projekt w zamrażarce, aby wreszcie do niego powrócić i dać mu szansę realizacji. Zgodnie ze słowami prezesa Disneya Boba Igera, jak i szefa Marvel Studios Kevina Feige’a, kolejne produkcje z MCU miały na pierwszym miejscu przede wszystkim stawiać na jakość, stąd też twórcy nie śpieszyli się z realizacją Wonder Mana. Wiedzieli, że to jedyna szansa, aby wprowadzić tego bohatera do MCU i zaklepać sobie Yahyę Abdula-Mateena II na długie lata, zanim konkurencja by go podkradła. Najwyraźniej ten plan się udał i najnowszy serial Marvela jest ogromnym pozytywnym zaskoczeniem. Wonder Man jest zupełnie inny od wszystkiego, co do tej pory serwowało nam MCU, pokazując bardziej ludzką, przyziemną stronę bohaterstwa, bez potrzeby ratowania świata, ale próbie odnalezienia samego siebie i życiu w cieniu swoich niechcianych supermocy.

Wonder Man
Wonder Man

Simon Williams (Yahya Abdul-Mateen II) jest utalentowanym, ale niespełnionym aktorem, który od wielu lat bierze udział w niezliczonej liczbie castingów, wciąż nie otrzymując najważniejszych ról. Przez swoją ambicję, ale również wrażliwość i nadgorliwość, często sam sobie sabotuje karierę, nie mogąc postawić kolejnego kroku na drodze do wielkiej sławy. Simon skrywa jednak pewien sekret, którego nie potrafi wykorzystać na swoją korzyść. Posiada moce oparte na energii jonowej, bez trudu mogąc dołączyć do obrońców Ziemi u boku Avengersów. Nie chce jednak zostać superbohaterem, ale spełnić się w aktorstwie, co nie jest łatwe, przez klauzulę, przez którą osoby z nadnaturalnymi zdolnościami mają zakaz występowania na ekranie. Aktorzy muszą podpisywać specjalne oświadczenie, że nie są superludźmi, jednak Simon nie może dłużej ukrywać swoich zdolności przez pewne wydarzenie, które sprowadza na niego prawdziwe kłopoty.

Bohater napotyka na swojej drodze Trevora Slattery’ego, skompromitowanego aktora, który wcielił się w Mandaryna, a teraz po powrocie do Ameryki chce odbudować swoją karierę, a co ważniejsze, również dobre imię. Ich znajomość jest nieoczywista, nieoparta na relacji mistrz-uczeń, ale bliższa kumpelskim komediom, gdzie mogą wymieniać się doświadczeniami z planów, ale również współdzielić czystą miłość do kina, szczególnie tego klasycznego. Łączy ich również wzajemne zrozumienie, jako że Trevor spadł z piedestału, a Simon dopiero próbuje się na niego wspiąć, chociaż obaj znajdują się w podobnym punkcie swojej kariery, lecz na zupełnie innych etapach życia. Simon i Trevor tworzą jeden z najlepszych duetów Marvela, który bawi, ale i wzrusza. Ostatnio w serialach mamy renesans męskich przyjaźni i dopiero co można było chwalić relacje Dunka i Jaja z Rycerza Siedmiu Królestw, a teraz otrzymaliśmy tego kolejny przykład za sprawą nowej produkcji z MCU.

Wonder Man
Wonder Man

Serial w intrygujący sposób wykorzystuje również całą filmową otoczkę, w której rozgrywa się jej akcja. Otóż bohater chce otrzymać główną rolę w reboocie kultowej produkcji „Wonder Man”, dzięki której zaczął marzyć o zostaniu aktorem. Tym samym produkcja Marvela dostarcza błyskotliwy metakomentarz o pracy przy filmach, ale także celną satyrę na mechanizmy rządzące w branży, począwszy od castingowych absurdów, przez niekończące się poprawki w scenariuszu, napięcia na planie, a skończywszy na zbyt wybujałym ego aktorów, czy osób stojących za produkcją. Destin Daniel Cretton oraz Andrew Guest, twórcy serialu, nie poprzestają jednak na żartach, ale wykorzystują to do opowiedzenia szczerej historii zagubionego aktora, który marzy o wielkości, ale zwyczajnie nie sprzyja mu szczęście. Nie bez znaczenia jest również wątek ceny, jaką aktor musi zapłacić za swoje marzenia. Tym samym supermoce Simona jawią się jako metafora pewnych charakterystycznych cech aktora, czy będzie to jego głos, budowa ciała, czy defekty występujące na twarzy – tak naprawdę wszystko może zadecydować, czy otrzyma się wymarzoną rolę, czy też kolejną rolę trzecioplanową.

Zwykłe problemy przy multiwersalnej wojnie

Najnowsza produkcja Marvela wyróżnia się na tle pozostałych tytułów z MCU niewielką liczbą scen akcji. W Wonder Manie można zliczyć tylko jedną pełnoprawną sekwencję walki, a tak otrzymujemy dramat obyczajowy z elementami komedii osadzony w superbohatrskim świecie. To miła odskocznia od ciągłego ratowania miasta, planety, czy wszechświata, a nawet multiwersum. Ta kameralna atmosfera udziela się na tyle, że wspomniana sekwencja akcji wydaje się zupełnie niepotrzebna, chociaż trzeba przyznać, że jest widowiskowa i dostarcza emocji. Tym samym superbohaterskie moce Simona stanowią jedynie dodatek, pewne tło, a nie wartość samą w sobie dla tej produkcji. Znamienny jest tu również odcinek zatytułowany „Doorman”, stworzony w całości w czarno-białej estetyce, który opowiada historię DeMarra Davisa, znanego jako Doorman, który doprowadził do stworzenia klauzuli o brak superbohaterów wśród aktorów. Dobrze, że ten epizod został włączony do serialu, a nie wykorzystano go jako spin-off, który wyszedłby dopiero za rok, czy dwa lata, aby przypomnieć światu o Wonder Manie. Otrzymujemy więc pełny obraz kompromisów, jakie aktorzy muszą podejmować, aby tłumić swoją tożsamość, pochodzenie, czy poglądy, byle tylko pasować do aktualnie panujących trendów w Hollywood.

Wonder Man
Wonder Man

GramTV przedstawia:

Obsadzenie w głównej roli Yahyę Abdula-Mateena II było strzałem w dziesiątkę. Aktor już w Aquamanie i serialu Watchmen pokazał, że świetnie odnajduje się w blockbusterowym kinie, szczególnie tym spod znaku superbohaterskiego. Jego Simon, pomimo imponującej postury, jest kruchym psychicznie, pełnym wątpliwości mężczyzną, który bywa momentami zamierzenie irytujący, ale też autentyczny we wszystkim tym, co robi. To zdecydowanie jeden z najbardziej ludzkich postaci w całym MCU, daleki od ideału Steve’a Rogersa, niezwykłej inteligencji Tony’ego Starka, czy błyskotliwości Stephena Strange’a. Świetnym dla niego uzupełnieniem jest Ben Kingsley, który po występie w Shang-Chi i legendzie dziesięciu pierścieni kolejny raz rehabilituje swoją postać, tworząc z niej jedną z najciekawszych i wymykającym się schematom. Dobrze wypada też X Mayo jako Janelle, agentka Simona, Zlatko Burić jako reżyser Von Kovak, a także dwie aktorskie gwiazdy, których tożsamości nie będę zdradzał, ale wcielają się w samych siebie.

Wonder Man świadomie odcina się od reszty uniwersum Marvela, jedynie wykorzystując ten świat, ale stojąc na własnych nogach, tworząc swoją własną tożsamość, tak odrębną od kolejnych superbohaterskich produkcji studia. Nie ma tu zagrożeń poziomu multiwersalnego, ani też wprowadzenia do nowych Avengersów, czy innego powiązania z MCU. Właśnie dlatego Wonder Man jest wyjątkowym serialem, który może przekonać do obejrzenia nawet te osoby, które już dawno postawiły krzyżyk na produkcjach Marvela. Gdy zaczynała się czwarta faza MCU, marzyłem o tym, aby studio poszło w stronę bardziej gatunkowych produkcji, które byłyby inne od zwykłego superbohaterskiego akcyjniaka. Najnowszy serial Destina Daniela Crettona i Andrew Guesta udowadnia, że jest na takie eksperymenty miejsce w uniwersum Marvela. Oby Wonder Man był zapowiedzią prawdziwej rewolucji w serii, która dokona się już w nadchodzącej trzeciej sadze.

8,5
Wonder Man to kameralna, zaskakująco szczera opowieść o marzeniach, aktorstwie i tożsamości, która udowadnia, że Marvel powinien częściej stawiać na ludzką twarz swoich postaci, a nie tylko tę superbohaterską.
Plusy
  • Rewelacyjnie napisana i odegrana relacja między dwójką głównych bohaterów
  • Świeże i odważne odejście do klasycznej formuły superbohaterskiej
  • Błyskotliwa satyra na Hollywood i filmową produkcję
  • Najlepszy jest wtedy, kiedy pokazuje ludzką twarz bohaterów
  • Yahya Abdul-Mateen II tworzy niezapomnianą postać…
  • …ale Ben Kingsley wcale mu nie ustępuje
  • Jest w tej historii dużo autentyczności i szczerości
  • Ciekawe postacie drugoplanowe
  • Widowiskowa scena akcji w połowie sezonu
  • Również osoby niezaznajomione z MCU mogą podejść do tej produkcji
Minusy
  • Aż szkoda, ze tylko osiem, około półgodzinnych odcinków
  • Osoby szukające akcji spod znaku Marvela nie mają tu czego szukać
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!