Recenzja filmu Pies 51 – le cyberpunk 2045

Joanna Kułakowska i Łukasz M. Wiśniewski
2026/01/13 12:00
0
0

Najnowszy film Cédrica Jimeneza to sensacyjny akcyjniak SF, którego odbiór w dużej mierze zależy od podejścia widzów do specyfiki kina francuskiego.

Recenzja filmu Pies 51 – le cyberpunk 2045
Art of VFX

Pies 51 (Chien 51), wyreżyserowany przez Cédrica Jimeneza i napisany przezeń wspólnie z Olivierem Demangelem, stanowi adaptację niewydanej u nas dystopijnej powieści pod tym samym tytułem, której autorem jest Laurent Gaudé (laureat Nagrody Goncourtów za Słońce Scortów). Mamy tu fantastykę bliskiego zasięgu, akcja rozgrywa się bowiem w roku 2045. Zarówno książka, jak i film nawiązują do tradycji szeroko pojętego cyberpunku – są opowieścią o społecznym podziałach, przepaści ekonomicznej i technologicznej, aspiracjach do władzy absolutnej ze strony rządu i korporacji, instytucjonalnym ucisku, systemowym nadzorze oraz antysystemowym buncie. Obraz Jimeneza zawiera jednak elementy, których nie ma w pierwowzorze, co więcej stają się one „mięsem” i osią fabuły. Prezentowana historia koncentruje się na policyjnym śledztwie, a najważniejszą kwestią związaną z budową świata, losem bohaterów, jak również zawartymi w produkcji pytaniami i problemami okazuje się sztuczna inteligencja.

Kino Świat

Wybór twórcy nie dziwi. Trudno dziś znaleźć bardziej kontrowersyjną kwestię niż skutki rozwoju i wykorzystywania w praktyce AI. Sam Cédric Jimenez dał się zaś poznać jako utalentowany reżyser, serwując widowni kryminały i thrillery o policjantach walczących z przestępczością w ubogich dzielnicach Marsylii. Powstały cztery lata temu Listopad (Novembre) jego autorstwa dotyczy dramatycznego śledztwa sił policyjnych i francuskiej jednostki antyterrorystycznej po zamachach w Paryżu 13 listopada 2015 roku, uwypuklając społeczne problemy znajdujące się w sferze zainteresowania twórcy. Podczas seansu Psa 51 przenosimy się natomiast do Paryża przyszłości, a w obiektywie kamery centralne miejsce zajmuje dwoje policjantów – Zem (Gilles Lellouche) i Salia (Adèle Exarchopoulos). On jest szeregowym „psem gończym” ze zdominowanej przez biedotę, usianej slumsami, pełnej ćpunów i wszelkiego rodzaju wyrzutków Strefy 3, ona zaś funkcjonariuszką z uprzywilejowanej Strefy 2, w której żyją „porządni” ludzie o średnich i wysokich dochodach. Mamy też oczywiście luksusową Strefę 1 – mieszka tam śmietanka społeczna, w tym przedstawiciele rządu.

Kino Świat

Liberté, égalité, fraternité ALMA

Filmowa Francja stała się de facto państwem policyjnym i społeczeństwem kastowym. Nad krajem sprawuje pieczę AI o nazwie ALMA, wspomniane strefy są ściśle kontrolowane przez patrolujące drony, a w inwigilacji obywateli pomagają obowiązkowe bransoletki identyfikacyjne. Szczególną uwagę poświęca się punktom kontrolnym pomiędzy strefami. Wszystkie te podziały, rola AI i uzbrojeni po zęby specjalsi są po to... aby zapewnić bezpieczeństwo i „lepsze, bardziej sprawiedliwe społeczeństwo”. A jednak przestępczość wciąż kwitnie. Któż by się spodziewał, że policja nie będzie się wyrabiać, działając pośród mieszkańców niechętnych władzy, za to spragnionych narkotyków, porządnego jedzenia, gadżetów i odrobiny choćby złudnej wolności? Lub że gangusy jakoś sobie poradzą pomimo aparatu kontroli? W końcu dochodzi też do sytuacji zdawałoby się niemożliwej... W obrębie „ideału bezpieczeństwa”, jakim jest obszar Strefy 1, zostaje zamordowany... twórca ALMY. Oskarżenia kierowane są w stronę wrogiej rządowi organizacji Breakwalls i jej przywódcy Jona Maframa (Louis Garrel) – ruchowi bojowników przeciwko sztucznej inteligencji i wszechobecnemu nadzorowi. Tak czy owak, misję zbadania tej szokującej sprawy i schwytania Maframa otrzymuje obiecująca, ambitna śledcza Salia, a jako że zarejestrowane ślady prowadzą do Strefy 3, zostaje jej przydzielony Zem, czyli tytułowy pies 51 (cyfra to ID postaci). Odtąd obserwujemy postępy śledztwa, z którego szybko wynika, że z owym zabójstwem sprawa jest dalece bardziej skomplikowana, niż chciałyby pewne „czynniki”, a także specyficzną, subtelnie pogłębianą relację dwojga pozornych przeciwieństw w wydaniu pary głównych bohaterów.

Liberté, égalité, fraternité ALMA, Recenzja filmu Pies 51 – le cyberpunk 2045
Art of VFX

Pies 51 porównywany bywa do Raportu mniejszości. To stwierdzenie na wyrost. Sztuczna inteligencja nie przewiduje tu przyszłych przestępstw, lecz przedstawia scenariusze dokonanych wraz z procentową szansą. Owszem, poszczególne wizualne wybory mające za zadanie wywołać przytłaczające wrażenie nieustannej obserwacji mogą skojarzyć się ze światem wykreowanym w filmie Stevena Spielberga. Tym bardziej, że większość funkcjonariuszy wydaje się uzależniona od ALMY, wierząc podsuwanym rozwiązaniom i idąc na łatwiznę. Obrazuje to fakt, jak łatwo człowiek traci wątpliwości, zdolność i chęć krytycznego myślenia, przywiązując się do technologii, ślepo ufając w skuteczność „sprawdzonych” wygodnych narzędzi. W czym zresztą pomagały władze niechętne nazbyt niezależnym i przez to samowolnym jednostkom. Notabene Jimenez za pomocą rozmaitych drobiazgów pokazuje, że zawierzenie nieomylności systemu zawiadywanego przez maszynę niekoniecznie jest bezpieczne. Nieustannie przychodzące do Zema paczki z mlekiem (w wyniku jakiegoś niezweryfikowanego błędu); prozaiczna zamiana czy „gubienie” bransoletek, jak również sposoby oszukiwania, fejkowania oferowane przez samą technologię... To ostatnie stanowi zresztą celny komentarz odnośnie do kwestii poruszania się w świecie informacji dnia dzisiejszego.

Kino Świat

Porównania do Łowcy androidów także nie są adekwatne. Tytułowy bohater Psa 51 niezbyt przypomina Ricka Deckarda. Zem przez cały czas żyje w symbiozie z tymi, których ma pilnować, kontrolować, a niekiedy ścigać, tylko pozornie jest po drugiej stronie, bo sam był i jest ofiarą systemu, choć przeznaczono mu rolę łapsa i kata (swoją drogą, w wątku tej postaci można dostrzec wręcz wariację na temat szanty Branka). Również Salia, która skrywa tajemnicę, a raczej po prostu nie chwali się pewnymi rzeczami (awans społeczny ważna rzecz, a łaska pańska na pstrym koniu jeździ), nie jest ani odpowiednikiem Deckarda, ani Rachael – nie przeżywa żadnego przebudzenia czy odkrycia człowieczeństwa. W pewnym momencie oboje chcą zrobić to, co uważają za słuszne, gdyż są ludźmi, nawet jeśli sytuacja zmuszała ich do roli trybiku w maszynie. W recenzowanym obrazie nie porusza się problemu, kto i kiedy staje się człowiekiem oraz czym tak naprawdę jest człowieczeństwo. Poruszony zostaje za to problem tęsknoty za wolnością. Możemy też pobawić się w dywagacje o AI. Na przykład kiedy zestaw działań może być wyrazem własnej woli i samoświadomości, a kiedy „tylko” konsekwencjami programu, ale w istocie to sztuka dla sztuki – wcale nie ma to znaczenia dla fabuły. Jednakże w samym sposobie kadrowania i w klimacie niektórych scen rzeczywiście da się odnaleźć ducha filmu Ridleya Scotta.

Art of VFX

GramTV przedstawia:

Wizja świata zaprezentowana w filmie Pies 51 odnosi się do psychodelicznych, paranoicznych utworów Philipa K. Dicka, jak również lęków społecznych i ostrzeżeń zawartych w dystopijnych, antysystemowych, opisujących proceduralną przemoc powieści Raya Bradbury’ego i George’a Orwella. Warto dodać, że sam Cédric Jimenez, choć bawi się tu zarówno kryminałem, jak i fantastyką nie jest zwolennikiem określania niniejszego filmu jako science fiction, informując, że to po prostu „rozszerzona współczesność z wyraźnym dystopijnym akcentem”. Jeśli chodzi o ów akcent, trudno nie zauważyć także tropu noir i neo-noir. Zem to bohater po trosze w typie Chandlerowskim, zgorzkniały, wyzbyty złudzeń, nieco cyniczny, chociaż nie pozbawiony ciepła oraz tęsknoty za lepszym życiem i światem. Wraz z tylko pozornie zimną, pielęgnującą twardą „zbroję”, za jaką służy wizerunek profesjonalnej wyższości, Salią tworzą tandem charakterystyczny dla motywów buntu, oporu i wezwania do rewolucji, często obecnych we francuskim kinie. Kluczowe są tu słowa Maframa o tym, że dążenie do sprawiedliwości stanowi odwieczną rzecz dla człowieka, inaczej Zema nie byłoby w punkcie, w którym się znalazł. Produkcja Jimeneza pod wieloma względami mocno koresponduje nie tylko z francuskim kinem przemocy, które w specyficzny sposób łączy brutalność i cynizm z romantyzmem, ale również uderza powinowactwem z V jak Vendetta w reżyserii Jamesa McTeigue’a.

Art of VFX

Cyberpunk à la française

Jeśli chodzi o technikalia, w obrazie Jimeneza uderza surowość paradoksalnie połączona z dekadencją (nie mogło się obyć bez pełnych przepychu i perwersji scen zabawy na ulicach czy w klubowym wnętrzu). Mamy bardzo dobry montaż, kiedy to jedna sceneria płynnie przechodzi w drugą (świetna jest scena karaoke zgrabnie zmieniająca się w policyjną rozwałkę), oraz wciągające zrywy akcji ilustrowane energetyczną muzyką. Ścieżka dźwiękowa to zdecydowanie mocna strona filmu, czasem rolę ambientu przejmują odgłosy technologiczne, zwłaszcza w symulacjach systemu ALMA, czasem wybrane utwory dopowiadają dodatkowy kontekst do scen (wejście Wish You Were Here Pink Floyd w scenie kulminacyjnej). Nieczęsto się zdarza, by strona dźwiękowa była równie ważnym elementem narracji. Guillaume Roussel to kompozytor znany i uznany, ale Pies 51 naszym zdaniem udał mu się ponadprzeciętnie. Odpowiedzialny za cały pion efektów specjalnych Cédric Fayolle zaś doskonale czuje, co stanowi kwintesencję cyberpunku, i umieszcza odpowiednie elementy wszędzie tam, gdzie tylko fabuła i wspomniane wcześniej podejście reżysera na to pozwalają (a Jimenez całkowicie wykluczył możliwość nakręcenia czegokolwiek z użyciem zielonego ekranu).

Cyberpunk à la française, Recenzja filmu Pies 51 – le cyberpunk 2045
Art of VFX

To Francja, więc od razu wiemy, że policji nie podskoczysz – francuska policja uchodzi za najbrutalniejszą w Europie i nie wzięło się to znikąd, a reżyser potrafi to odpowiednio zaakcentować. Podczas seansu instynktownie to czujemy, począwszy od dłoni w czarnej rękawicy bezpardonowo lądującej z trzaskiem na szybie zatrzymywanego samochodu. Nie zabrakło także malowniczej szarży protestujących i płonącego samochodu (w zasadzie to dziwne, że został wyeksponowany tylko jeden). Czy produkcja jest na wskroś oryginalna? Nie, widziało się podobne motywy. Lecz to film, który naszym zdaniem broni się kompozycją, strukturą opowieści oraz jako komentarz do obecnej sytuacji i niebezpieczeństw, jakie skrywa przyszłość. Film, który dobrze się ogląda, i to pomimo pewnej naiwności rozmaitych elementów w samej treści czy faktu, że nie potrzeba specjalnie „szukać dziury w całym”, by te dziury i głupotki zauważyć. Wiele można wybaczyć też dzięki gwiazdorskiej obsadzie (choć znalazły się osoby, którym nie przypadła do gustu interpretacja Exarchopoulos).

Kino Świat

6,8
Solidne widowisko, acz nic przełomowego.
Plusy
  • bardzo przemyślana warstwa dźwiękowa
  • niezłe studium francuskich lęków związanych z wolnością
  • celny komentarz w temacie sztucznej inteligencji
  • solidna gra aktorska
  • tytaniczna praca ekipy od efektów (zero green screenu)
  • dynamiczny montaż
Minusy
  • większość tego już było
  • mimo aspiracji scenariusz miejscami jest dość naiwny
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!