Recenzja filmu Kolejne 365 dni. I chyba nie ostatnie

Radosław Krajewski
2022/08/19 15:35

Na Netflixie pojawiła się trzecia część 365 dni. Oceniamy, czy twórcy wyciągnęli wnioski po poprzedniej odsłonie serii.

Ograne motywy

Zaledwie cztery miesiące po premierze 365 dni: Ten dzień debiutuje trzecia część słynnej polskiej serii erotycznej. Druga odsłona nie stała się takim hitem jak pierwsza, choć nadal cieszyła się ogromną popularnością. Dlatego decyzja Netflixa o wypuszczeniu tak szybko kolejnej części może wydawać się dziwna, to platforma mogła liczyć, że na fali poprzedniego filmu, trójka nie będzie potrzebowała kampanii marketingowej, aby zrobić więcej niż zadowalające wyniki oglądalności. Z drugiej strony oba filmy są do siebie pod wieloma względami podobne i platforma miałaby problem, aby podkreślić, że Kolejne 365 dni to inna produkcja, od Tego dnia. Nie oczekujcie więc wielkiego, widowiskowego zwieńczenia serii, bo nie tylko widać już zmęczenie materiału, ale zakończenie wskazuje, że to jeszcze nie koniec.

Po dramatycznych wydarzeniach z poprzedniej części, Laura (Anna-Maria Sieklucka) i Massimo (Michele Morrone) muszą ułożyć swoje małżeństwo na nowo. Nie jest to jednak łatwe, gdy głowa mafijnej rodziny wciąż opłakuje zmarłego brata, a Laura nadal dochodzi do siebie po postrzale. Między nimi nie ma już tej samej namiętności co wcześniej. Sercem Laury zawładnął Nacho (Simone Susinna), sprawiając bohaterce wiele moralnych rozterek. O wiele lepiej radzi sobie Olga (Magdalena Lamparska), która korzysta z dostatniego włoskiego życia, planując swój ślub. Niedługo później dochodzi do poważnego konfliktu między Laurą i Massimo. Dziewczyna decyduje się na kolejną rozłąkę ze swoim mężem.

GramTV przedstawia:

Jeżeli 365 dni: Ten dzień był typową kontynuacją, gdzie wszystkiego musiało być więcej, mocniej i szybciej, tak Kolejne 365 dni jest zupełnym przeciwieństwem, gdzie wszystkiego jest mniej, słabiej i wolniej. Ma to swoje zalety i film nie rozpoczyna się serią nudnych teledysków i reklam przerywanych mechanicznym seksem. Pierwszy stosunek między bohaterami odbywa się dopiero w dziesiątej minucie, co jest sporym zaskoczeniem. Na kolejny trzeba czekać następne czternaście minut, co może złudnie wskazywać, że twórcy przerwy wypełnili jakąś fabułą. Nic jednak bardziej mylnego i historia nadal sprawia wrażenie dopisanej na biegu, aby bohaterowie mieli jakikolwiek powód, aby się do siebie odzywać.

Seria 365 dni od początku planowana była na trylogię i po ostatniej części należałoby oczekiwać prawdziwych fajerwerków. W końcu mowa o wielkim zwieńczeniu, które powinno obfitować w zwroty akcji (byle nie takie jak w poprzedniej części), emocje i wzruszenia. Ale otrzymujemy dwugodzinną nudę, w której bohaterowie snują się bez większego celu na ekranie. Czyli w zasadzie otrzymujemy poprzedni film, tylko z wyciętymi wszystkimi dynamicznymi i mniej lub bardziej zamierzonymi żartami.

Komentarze
4
Headbangerr
Gramowicz
20/08/2022 17:33
prostik napisał:

I tak będzie znowu megahiciorem na netflixie bo stado samotnych kobiecin w średnim wieku śniących o tym by je porwał przystojny śniady książę sie rzuci jak reksio na szynkę :D

Obawiam się, że nie tylko samotnych, nie tylko w średnim wieku i nie tylko kobiet XD

prostik
Gramowicz
20/08/2022 10:23

I tak będzie znowu megahiciorem na netflixie bo stado samotnych kobiecin w średnim wieku śniących o tym by je porwał przystojny śniady książę sie rzuci jak reksio na szynkę :D

Yarod
Gramowicz
19/08/2022 18:50
Headbangerr napisał:

Spalić to i pogrzebać, a reżyserowi dać dożywotniego bana na wykonywanie zawodu i usunięcie nazwiska z wszelkich rejestrów, jak w starożytnym Egipcie.

Sugeruję co najwyżej zezwolenie na karierę w mięsnym. W ekipie odpowiedzialnej za kaszankę.

Headbangerr
Gramowicz
19/08/2022 18:10

Spalić to i pogrzebać, a reżyserowi dać dożywotniego bana na wykonywanie zawodu i usunięcie nazwiska z wszelkich rejestrów, jak w starożytnym Egipcie.