Koei Tecmo kolejny raz odświeża tę samą grę. Czy tym razem z odpowiednim skutkiem?
Wydawanie nowego survival horroru w okolicach premiery Resident Evil: Requiem to przykład wyjątkowej odwagi. Tej nie brakuje zespołowi Koei Tecmo – Japończycy przypominają, że seria Capcomu to nie wszystko. Jest też Silent Hill, Alone in the Dark, Dead Space, ale jest też Fatal Frame, który mogą kojarzyć nieliczni, którzy grali w gry w okolicach początku lat 2000. W dodatku musieli to być gracze konsolowi, którzy gustowali w niszowym, w tamtym czasie w naszym kraju, dorobku japońskiego gamedevu.
Fatal Frame to jedna z tych serii horrorów, która nie przetrwała próby czasu i w pewnym momencie zniknęła z rynku, nie pozostawiając po sobie znaczącego dziedzictwa, którym może się pochwalić chociażby Silent Hill. Trudno więc było znaleźć wiele głosów za tym, aby Fatal Frame przywrócić do życia. Koei Tecmo nie poddało się jednak i po raz kolejny odświeżyło dwójkę, najbardziej ikoniczną dla cyklu. Kolejny, bo jeden remake, na Nintendo Wii, już otrzymaliśmy. Czy drugi jest potrzebny? Powiedzmy wprost – w takim odświeżaniu klasyków możliwe cele są zazwyczaj dwa. Pierwszy to przywrócenie gry do życia, aby pozwolić młodszym graczom na nadrobienie zaległości i poznanie growej historii. Drugi, znany chociażby z Resident Evil oraz Silent Hill, to sposób na odgruzowanie IP, aby odzyskało dawny blask i ponownie rozkochało miliony graczy.
Nie zdradzę od razu, który ze scenariuszy wydarzył się w przypadku Fatal Frame, nie będę psuć wszystkiego w trzecim akapicie. Zacznijmy więc od początku, czyli sielankowego spaceru dwóch młodych dziewczyn, które trafiają do opuszczonej wioski. Coś jakby je ciągnęło tam, a gdy tylko wchodzą do pierwszego domu, zaczyna się ich mroczny koszmar. Swego czasu w okolicy rozpoczęto pradawny rytuał, który pozostawił po sobie wieczną ciemność oraz grasujące duchy, z których większość jest agresywna. W tym wszystkim główna bohaterka będzie jeszcze musiała poradzić sobie ze stale pakującą się w problemy siostrą, a następnie uciec z przeklętej wioski. Czy się uda?
Pstryk i po duchach
Niemal każda ważna seria horrorów ma swój znak rozpoznawczy. W przypadku Fatal Frame jest to stary aparat fotograficzny. To za jego pomocą rozwiązujemy część zagadek, a przede wszystkim walczymy. Brzmi to intrygująco, chociaż w praktyce sprawdza się mizernie. Przede wszystkim zmiana kliszy trwa nieco za długo, a do tego każdy duch przyjmuje na siebie zbyt dużo ciosów. Gra, mimo że to remake, zachowała swoją toporność, a więc robienie uników i uciekanie przed wrogami nie zawsze jest szybkie i sprawne. Do walki można się przyzwyczaić, ale mimo wszystko na dłuższą metę staje się ona męczącym przerywnikiem. Fatal Frame II jest więc rzadkim przypadkiem gry, którą polecam ogrywać na najniższym poziomie trudności, aby pojedynki były szybsze i mniej problematyczne (nawet jednak wtedy nie są formalnością) – dużo się nie traci, a można mocniej skupić się na klimacie.
GramTV przedstawia:
Ten z kolei jest mroczny tak mocno jak tylko się da. Każdy horror ma swoje momenty oddechu, kiedy jesteśmy względnie bezpieczni czy trafiamy do jasnego miejsca. W Fatal Frame II nigdy tak nie jest. Od samego początku towarzyszy nam noc i niska widoczność. Twórcy korzystają też z prostych sposobów na straszenie. Przykładowo przy otwieraniu drzwi wszystko staje się wolne, a kamera przybliża widok, aby potencjalny jump scare był jeszcze mocniejszy. Podobny motyw stosowany jest przy podnoszeniu niektórych przedmiotów, zwłaszcza ustawionych tak, że zawsze z mroku może coś chwycić naszą rękę. Kampania starczy na około dziesięć godzin, w czasie których nie ma ani chwili oddechu – maksymalnie gęsta atmosfera jak się zacznie, tak się nie kończy do napisów końcowych. Całość potęguje oprawa, która wygląda jakby nałożono na nią filtr odwzorowujący film VHS. To jeszcze zwiększa atmosferę klasycznego japońskiego horroru. Z drugiej strony wyłączenie tej opcji w ustawieniach sprawia, że Fatal Frame II wygląda ładniej i czytelniej.
Na ciężki klimat składa się też delikatnie “residentowe” podejście do rozgrywki. W Fatal Frame II ciągle eksplorujemy domy pełne ciasnych korytarzy i małych pomieszczeń, szukając po drodze przedmiotów i kluczy otwierających nowe przejścia. Znacznie mniej jest jednak walki, a ekwipunek sprowadzono do podrzędnej roli. Na tle Resident Evil czy Silent Hill Fatal Frame II wygląda jak daleki, znacznie mniej zdolny kuzyn, który wprawdzie ma ten swój aparat, ale nie potrafi zrobić z nim nic, co dzisiaj mogłoby ekscytować.
Patrząc całościowo na grę Koei Tecmo wyłania się jeszcze jeden, duży problem. Toporna walka, często w małych pomieszczeniach i nieustający mrok sprawiają, że Fatal Frame II nie jest grą na dłuższą sesję. Osobiście po godzinie miałem ochotę wyłączyć konsolę, bo byłem tym wszystkim zmęczony. Nie bałem się, bo na horrory jestem mocno uodporniony. Po prostu rozgrywka szybko zużywała moją siłę woli i nie nadawała się na to, aby spędzić z nią cały wieczór. To nie jest Resident Evil, który po prostu wciąga na tyle, że konsolę wyłącza się wtedy, kiedy trzeba iść spać, a nie kiedy nie chce się już grać. Fatal Frame II tego nie ma, w dużym stopniu przez to, że to teoretycznie remake, ale mający w sobie mnóstwo ducha oryginału. Aż za dużo.
To co, trzeci remake?
Bloober Team, robiąc remake Silent Hill 2, chciał stworzyć grę na obraz tego, co żyje w naszych wspomnieniach. Moim zdaniem to kwintesencja tego tematu. Fatal Frame II takie nie jest. Koei Tecmo zbudowało coś między remasterem a remakiem. Progres w oprawie graficznej i mechanikach jest, ale zbyt mały, aby spełniać współczesne standardy. Tym samym, wracając do kwestii poruszonej we wstępie do recenzji, ten remake nie sprawi, że gracze ponownie zakochają się w marce Fatal Frame i “strzelaniu” do duchów z aparatu fotograficznego. Niestety nowe wcielenie Crimson Butterfly to raczej atrakcja dla tych, którzy we w miarę zjadliwy sposób chcą doświadczyć klasyka z lat 2000. Jako lekcja historii sprawa się to całkiem nieźle – jako nowa, duża gra, już znacznie mniej.
6,5
Ciekawa lekcja historii, chociaż miłośnicy typowo japońskiej grozy powinni sięgnąć po Silent Hill f.
Plusy
Możliwość sprawdzenia niegdyś popularnej serii
Mocny klimat duchów, które nie występują często w grach
Minusy
Przeciętna oprawa graficzna
Za bardzo czuć toporność rozgrywki oryginału
Klimat tak mroczny, że aż ciężkostrawny w dłuższych sesjach
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!