Przekrój przez Draw Distance, czyli wyboiste drogi budowy studia

Mateusz Mucharzewski
2021/04/19 19:30

Krakowski deweloper w tym roku wyda swoją największą grę i już planuje kolejne, duże wyzwanie. Nam opowiada jak trudna była droga do tego miejsca.

Przekrój przez Draw Distance, czyli wyboiste drogi budowy studia

W swoim segmencie Draw Distance, twórcy między innymi Serial Cleaner, jest jednym z ciekawszych polskich studiów. Po przejściach, ale z ogromnym bagażem doświadczeń. Mimo że historycznie nie wszystko się udawało, deweloper krok po kroku buduje swój biznes. Nie ma tutaj miejsca dla spektakularnych sukcesów i złotych strzałów. Historia jak nie z branży gier, gdzie najbardziej medialne są pojedyncze projekty, które często z nieznanych ekip robią gwiazdy. Draw Distance to konsekwentna droga, od jednego doświadczenia do drugiego. Nie wszystko w tej opowieści jest oczywiste. Wcale nie musi być też jasne obecne postrzeganie spółki. Może jednak teraz przyszedł jej czas. Ostatnie zmiany w strategii komunikacji i szersze otwarcie na graczy oraz inwestorów przychodzą w dobrym momencie. Korzystając z okazji postanowiłem zajrzeć głębiej do tego co dzieje się w Draw Distance. Możecie mi zaufać, dzieje się sporo.

Pierwszy raz kiedy Draw Distance stanęło w blasku reflektorów miało miejsce w 2017 roku, wtedy jeszcze funkcjonując jako iFun4All. Studio znane wcześniej głównie jako mało znaczące przybudówka Bloober Team coraz mocniej odklejała się od spółki-matki (obecnie posiadającej ok 35% udziałów). Krok po kroku powstawały kolejne projekty, aż wreszcie na rynek trafił Serial Cleaner. Mimo pozytywnych opinii sprzedaż rozczarowała, a inwestorzy zaczęli masowo sprzedawać akcje. Dzisiaj jednak wszyscy patrzą z optymizmem na kontynuację. Skąd taka zmiana nastrojów? Przede wszystkim studio nie porzuciło projektu i do końca walczyło o jego sukces. Mimo braku finansowania ze strony wydawcy udało się przygotować port na Switcha, który finalnie okazał się najpopularniejszą wersją. Pomogły również starania o to, aby gra pojawiła się na coraz większej liczbie platform sprzedażowych i w bundlach. Dzięki temu baza graczy znających Serial Cleaner to dzisiaj ponad 1,3 mln osób. Trwają nawet rozmowy w sprawie powstania serialu animowanego na bazie marki. Za projektem stoi nie byle kto, bo samo Sony Pictures Television, które podpisało umowę z krakowskim studiem w lipcu zeszłego roku. Nic jeszcze nie jest przesądzone, ale trudno wskazać inną polską markę z branży gier, która w tym temacie zaszła tak daleko.

Duża baza graczy oraz potencjalny serial to nie jedyny powód powstania kontynuacji. Studio w ostatnim czasie powiększyło się o deweloperów z doświadczeniem m.in. w Techlandzie, Bloober Team czy Flying Wild Hog i intensywnie pracuje nad tym, aby wszyscy pracownicy stanowili zgrany zespół. Taki projekt, w dużym stopniu wykorzystujący kompetencje studia, wydaje się więc dobrym rozwiązaniem. Nie mówimy jednak o zachowawczej kontynuacji. Idee Serial Cleaners dobrze przed laty opisał Cliff Bleszinski jako „bigger, better and more badass”. Tym razem praktycznie wszystko ma być lepsze – animacje, scenki przerywnikowe, historia, AI i dodatkowe mechaniki. Patrząc na konkrety brzmi to jeszcze lepiej – czwórka bohaterów o unikalnych umiejętnościach, pełne 3D, wertykalne poziomy i przede wszystkim przeniesienie akcji z lat 70. do 90. Zmian jest tyle, że docenią je weterani pierwszej odsłony. Nowi gracze również będą mieli czym się zainteresować.

Kluczowa w Serial Cleaners jest historia. Czwórka nowych bohaterów spotyka się w Sylwestra 1999 roku i wspomina swoje dokonania z ostatniego dziesięciolecia. Każdy jest też narratorem stworzonej pod niego mapy. Na razie poznaliśmy dwójkę z nich – Boba, którego dobrze znamy z jedynki oraz nieokrzesanego i mało dyskretnego Psycho. Obu widzimy na debiutanckim trailerze, będącym jednym z najjaśniejszych punktów marcowego Future Game Show (kolejny materiał z nową postacią i lokacją, nowojorskim 5 Pointz, pojawi się w tym tygodniu). Widać na nim pierwsze różnice między bohaterami. W finalnej grze będzie ich więcej. Jeden będzie lepszy w skradaniu, drugi wykorzysta elementy otoczenia, trzeci z kolei potrafi dynamicznie się przemieszczać. Dodatkowo twórcy planują znacząco rozbudować wszystkie dostępne mechaniki. Serial Cleaners nadal więc będzie grą o sprzątaniu miejsca zbrodni, ale tym razem ze znacznie większą głębią. Poprawione zostaną też błędy oryginału. Wielu graczy narzekało na przykład na wysoki poziom trudności. Tym razem pomogą punkty kontrolne w trakcie rozgrywki.

Wspomniany trailer pokazuje planszę inspirowaną filmem Fargo. Takich nawiązań do popkultury będzie więcej. Lata 90. to zresztą wdzięczny okres, z którego Draw Distance chce czerpać pełnymi garściami. Więcej o tym Krzysztof Szczudłowski, lead designer w krakowskim studiu.

GramTV przedstawia:

Nasza gra jest przede wszystkim historią kryminalną, więc bazą dla nas są najlepsze filmy gangsterskie oraz thrillery z lat 90. - Chłopcy z ferajny, Życie Carlita, Donnie Brasco, Milczenie Owiec, Seven oraz filmy Tarantino i braci Coen. Nasze nowe postacie wprowadzają powiew świeżości w życie bohatera pierwszej części i tak samo my staramy się balansować ponury klimat, sięgając do brutalnych akcyjniaków, kina afroamerykańskiego, niezależnego oraz historii o pokoleniu X. Na końcu posypujemy wszystko bardziej rozpoznawalnym popkulturowym brokatem.

W kwestii rozgrywki punktem wyjścia pozostaje Hotline Miami. Draw Distance chce jednak czerpać też z większych gier. Na liście referencji znajdują się nawet produkcje Rockstar Games, przede wszystkim kultowa seria Max Payne. Studio nie zapomni też o oryginalnym Serial Cleaner. Warto też podkreślić, że wybór lat 90. nie jest decyzją przypadkową. Deweloper chce wiernie oddać ducha tych czasów – w warstwie fabularnej oraz w rozgrywce. Więcej o tym ponownie Krzysztof Szczudłowski.

W latach 90. w wielu mediach powszechnie uważanych za infantylne zaczęły pojawiać się odważniejsze treści skierowanie do dorosłego odbiorcy. Najlepszym przykładem jest powstanie komiksowego wydawnictwa Vertigo. Ogólnie bycie edgy było w modzie - animacje w MTV, tzw. attitude era w wrestlingu, Batman w zdecydowanie mroczniejszym wydaniu u Burtona czy później w animowanym serialu itd. Podobną drogę obieramy z naszymi Cleanersami. Zachowujemy DNA jedynki, poważny temat z przymrużeniem oka, ale komiksowy slapstick zastępujemy cynicznym czarnym humorem typowym dla lat 90. W tym wszystkim nieprzypadkowo pomijamy lata 80., wtedy miejsce mają ważne wydarzenia z życiu Boba, które znacząco wpłyną na jego dalsze losy. Gra dojrzewa tak samo, jak jej główny bohater. Klimat i fabuła nabierają głębi. Podobnie jest z gameplayem.

Serial Cleaners na razie jest na początkowym etapie kampanii marketingowej. Niedługo powinniśmy poznać kolejne szczegóły, ponieważ premiera ma mieć miejsce jeszcze w tym roku na PC i konsolach. Draw Distance ciągle też rozmawia z potencjalnymi wydawcami. Raczej nie będzie nim Curve Digital. Partner przy kolejnym projekcie ma też dać z siebie dużo więcej niż pobranie swojej prowizji, stąd przedłużające się rozmowy. Niewykluczone jednak, że spółka zdecyduje się na self-publishing, na który jest w pełni gotowa. Ma w końcu ku temu podstawy. Kiedy w 2017 roku cena akcji Draw Distance mocno spadała, a inwestorzy uciekali po nieudanej premierze Serial Cleaner, w środku studia nikt nie załamywał rąk. Wręcz przeciwnie, rozpoczęto prace nad projektami, które teraz przynoszą duże korzyści.

Komentarze
0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!