Trzecia Era to jedno z bardziej nietypowych podejść w grach w uniwersum Władcy Pierścieni.
W czasie, gdy większość gier osadzonych w Śródziemiu stawiała na dynamiczną akcję, widowiskowe bitwy i filmowy rozmach, Electronic Arts postanowiło zrobić coś bardzo nieoczywistego. Zamiast kolejnej gry akcji lubkontynuacji strategii jaką była poprzednio omawiana Wojna o Pierścień, EA uraczyło nas klasycznym turowym RPG, ale takim który bardziej przypominał japońskie produkcje spod szyldu Final Fantasy.
Władca Pierścieni: Trzecia Era
Wracamy wspomnieniami do Trzeciej Ery
Dla wielu graczy był to ruch zaskakujący. Dla niektórych wręcz niezrozumiały. A jednak po latach Trzecia Era pozostaje jedną z najciekawszych prób opowiedzenia historii Śródziemia za pomocą innego gatunku, a za sprawą losów bohaterów stojących obok głównej opowieści. Zamiast prowadzić gracza przez wydarzenia znane z filmów z pomocą najbardziej rozpoznawalnych postaci, twórcy stworzyli własną drużynę. Tak oto poznawaliśmy losy Berethora z Gondoru, elfki Idrial, krasnoluda Hadhoda, wojownika Elegosta, a później również kolejnych towarzyszy.
Władca Pierścieni: Trzecia Era
Grupa podróżowała przez Śródziemie równolegle do wydarzeń znanych z filmowej trylogii Petera Jacksona. Bohaterowie pojawiali się w tych samych miejscach, które odwiedzali członkowie Drużyny Pierścienia, lecz oglądali je z własnej perspektywy. Trafiali do Morii chwilę po przejściu Gandalfa i jego towarzyszy. Przemierzali Rohan, gdy wojna zaczynała obejmować cały świat. Docierali do Minas Tirith, gdy nad światem zawisł cień ostatecznej bitwy. Było w tym coś bardzo ciekawego, ponieważ choć nie byliśmy w centrum wydarzeń, to jednak byliśmy na swój sposób ich świadkiem. Dzięki temu Trzecia Era miało własny charakter, nawet jeśli przez cały czas korzystało ze znanych nam przygód.
Władca Pierścieni: Trzecia Era
Jak już wspomniałem, gracz nie sterował głównymi postaciami trylogii, ale twórcy mimo to zadbali o mocne połączenie z filmami, dlatego w grze wykorzystano materiały z kinowej trylogii. Pojawiały się, więc fragmenty scen z udziałem uwielbianych aktorów. Nie oznaczało to jednak, że ich twarze zostały bezpośrednio przeniesione do grywalnych postaci. Główna drużyna była autorskim tworem studia i miała własny wygląd.Poza tym, znani bohaterowie pojawiali się raczej jako tło wydarzeń, a nie centralny element rozgrywki. Tam gdzie modele postaci nie mogły, tam klimat nadrobiła oprawa dźwiękowa, która mocno czerpała z filmu. Muzyka przywoływała skojarzenia z kompozycjami Howarda Shore’a, a całość miała budować atmosferę dobrze znanego Śródziemia. Dzięki temu nawet nowi bohaterowie wydawali się częścią świata, który pokochaliśmy.
Władca Pierścieni: Trzecia Era
Przejdźmy jednak do tego co było największym zaskoczeniem, a mianowicie do rozgrywki. Trzecia Era była klasycznym RPG z turowym systemem walki. Każda potyczka przenosiła gracza na osobny ekran, gdzie bohaterowie i przeciwnicy ustawiali się naprzeciw siebie, a następnie wykonywaliśmy kolejne akcje według ustalonej kolejności. Ataki fizyczne, zdolności specjalne, leczenie, magia i wsparcie działały w sposób znajomy fanom japońskich gier RPG. Porzucono dynamikę starć na rzecz spokojniejszej, bardziej taktycznej przygody. Każda postać rozwijała się osobno. Zdobywała nowe umiejętności, rosła w siłę i odblokowywała kolejne specjalizacje. System rozwoju pozwalał dostosować drużynę do własnego stylu gry. Ważnym elementem było także zbieranie wyposażenia. Broń, zbroje i akcesoria wpływały na statystyki, a gracz mógł stopniowo budować coraz silniejszy zespół. Jak na realia gier osadzonych w świecie Tolkiena było to podejście dość nietypowe, ale bardzo satysfakcjonujące.
Władca Pierścieni: Trzecia Era
GramTV przedstawia:
Jednym z bardziej interesujących dodatków był tryb Evil Mode. Po wygraniu bitwy gracz mógł rozegrać ją ponownie, tym razem kontrolując siły przeciwnika. Brzmiało to jak drobna ciekawostka, ale w praktyce dawało dodatkową warstwę zabawy. Nie tylko pozwalało spojrzeć na walkę z drugiej strony, ale także zdobyć unikalne przedmioty. Ten pomysł nie był fundamentem gry, lecz pokazywał, że twórcy odważnie szukali sposobów, aby wzbogacić klasyczną strukturę RPG o coś własnego i myślę, że im się to udało. Sama kampania prowadziła gracza przez najbardziej rozpoznawalne lokacje Śródziemia takie jak Moria, Helmowy Jar, Osgiliath czy też Pola Pelennoru. Wszystkie te miejsca wracały, ale tym razem nie jako sceny wielkich filmowych bitew, lecz jako przestrzenie do eksploracji i skromniejszej walki dla nowej grupy bohaterów. Trzecia Era była dość liniowa. Gracz podążał od jednego rozdziału do następnego, poznając kolejne fragmenty historii. Nie było tu wielkiej swobody wyboru kierunku, aczkolwiek kilka drobnych rozgałęzień się pojawiło. Koniec końców finał był zawsze taki sam. Twórcy wyraźnie chcieli, aby Trzecia Era przypominała spójną podróż przez trzecią erę Śródziemia, niekoniecznie wierną wobec książki, ale emocjonalnie bliską fanom filmów.
Władca Pierścieni: Trzecia Era
Jak przyjęto Trzecią Erę? Otóż… umiarkowanie dobrze. Generalnie gra miała swoje plusy i minusy, ale najbardziej oberwało się jej za nową formułę. Po świetnym Powrocie Króla, zapewne wielu graczy liczyło na kolejną grę akcji, zamiast spokojnej rozgrywki w stylu jRPG. Ja akurat lubię takie produkcje, więc Władcę Pierścieni z turowym systemem walki przyjąłem z pocałowaniem ręki. Niestety gra nie mogła dotrzeć też do wszystkich. Produkcja ukazała się na PlayStation 2, Xboxie oraz GameCube. Największą popularnością cieszyła się na PlayStation 2, które w tamtym okresie było naturalnym wyborem do grania poza PeCtem, o popularności samej konsoli nie wspomnę. Sam miałem okazję zagrać w tę grę na długo po jej premierze, ale spory czas oczekiwania został mi porządnie wynagrodzony.
Władca Pierścieni: Trzecia Era
Myślę, że produkcja jest niedoceniona, ale na pewno nie można jej odmówić tego, że pozostaje jedną z najbardziej nietypowych gier osadzonych w świecie Władcy Pierścieni, co czyni ją na swój sposób bardzo oryginalną. Myślę, że jej losy mogłyby się też potoczyć inaczej gdyby trafiła na PC, ale to już tylko gdybanie. Podoba mi się jednak to, że po tak hitowych produkcjach na bazie filmów Jacksona, twórcy odważyli się obrać inną ścieżkę, podobnie jak to było w przypadku strategii wydanej rok wcześniej (Wojna o Pierścień). Dla mnie Trzecia Era pozostanie jedną z najfajniejszych gier w tym uniwersum i polecam wam wszystkim w jakiś sposób zgłębić tę produkcję, jeśli do tej pory wam to umknęło.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!