Trochę czasu od premiery Starfield na PlayStation 5 już minęło, więc przyszedł czas na podsumowanie pewnej wyprawy z grą Bethesdy.
Po premierze Starfield na PlayStation 5 spodziewałem się nie tylko lepszej formy w stosunku do wersji premierowej, ale również wykorzystania pełni mocy PS5 Pro Enchanced. Nie jest źle, ale mogło być lepiej.
Trochę czasu od premiery Starfield na PlayStation 5 już minęło, więc przyszedł czas na podsumowanie pewnej wyprawy z grą Bethesdy.
Kilkadziesiąt godzin w kosmosie spędziłem i zdecydowanie wiem jedno – mogłoby być zdecydowanie lepiej pod wieloma względami. Zostawiając z boku to, jak wszystko trzyma się tutaj fabularnie, ponieważ to nadal jest typowy, bethesdowy erpeg, to od strony czysto technicznej spodziewałem się po Starfieldzie gry lepiej wykorzystującej możliwości PlayStation 5 Pro na wielu różnych płaszczyznach. Tym bardziej, że można trafić na kilka produkcji ze stajni Xbox Game Studios, które wypadają na tym polu o wiele lepiej.
Najważniejszą informacją jednak jest to, że…
Tradycyjnie już krótkie przypomnienie – poniższy tekst na temat Starfield na PlayStation 5 nie jest recenzją gry samej w sobie. Takową poczynił jakiś czas temu nasz redaktor naczelny Michał „Myszasty” Nowicki i ten tekst znajdziecie tutaj!
W wielu miejscach się z nim zgadzam, sam pod koniec tekstu krótką opinię z mojej perspektywy wygłoszę, ponieważ moja relacja ze Starfieldem jest dość nietypowa biorąc pod uwagę fakt, iż lubię trochę polatać w kosmosie w innych grach, bardziej sandboxowych z o wiele słabiej zarysowaną strukturą fabularną (to znaczy ona istnieje, ale nie jest głównym elementem zabawy per se).
Nie zmienia to jednak tego, że jest to głównie ocena portu, a nie gry samej w sobie. Pamiętajcie o tym czytając ten tekst.
To jak to jest z tym Starfieldem na PlayStation 5? Mogło być zdecydowanie lepiej…
Powiem tak – największym zaskoczeniem jest to, że Starfield na PlayStation 5 ma pewien problem z polskim językiem w grze. Głównie dlatego, że włącza się on tylko i wyłącznie wtedy, gdy macie ustawiony język konsoli jako polski. W przypadku gdy macie włączony język angielski, natomiast opcji pobrania polskich napisów… nie ma.
Z jednej strony i tak dobrze, że są one dostępne w grze – to zawsze cieszy. Biorąc pod uwagę to, że opcji zmiany języka z poziomu menu nie ma, brak możliwości pobrania interesującej wersji językowej już jest zaskoczeniem. Myślałem, że może jest to błąd natury technicznej, ale koniec końców podobnie sprawa ma się (prawie) również na Xboxie. Dlatego też spokojnie — Bethesda nie oszukała graczy w żadnym wypadku. Po prostu chcąc grać po polsku, konsola też musi być włączona w trybie języka polskiego.
Natomiast co do samego faktu, jak Starfield działa na PlayStation 5 Pro, to tu muszę przyznać, iż spodziewałem się o wiele więcej. Tym bardziej, że w ostatnich tygodniach tych przypadków związanych z lepszym działaniem na mocniejszej konsoli Sony wraz z wprowadzeniem PSSR 2.0 jest więcej niż powinno. Plusem jest zdecydowanie fakt możliwości wyboru jednego z trzech trybów wyświetlania – Osiągów, Wizualnych oraz Enhanced, a także liczby klatek 30 i 60 (z dodatkowymi opcjami dla posiadaczy VRR) oraz włączonego VSync.
Dlaczego jednak mówię o rozczarowaniu? Głównie dlatego, że z jednej strony Creation Engine od Bethesdy swoje lata ma i zasadniczo na tej mocniejszej konsoli powinien zdecydowanie lepiej działać. Tym bardziej, że część gier oznaczonych jako PS5 Pro Enhanced i wykorzystujących PSSR 2.0 świetnie balansuje skalowaniem, jakością oraz rozdzielczością obrazu, próbując trzymać się tych 60 FPS. Takimi przykładami mogą być chociażby Resident Evil: Requiem, Pragmata, niedawno wydany Saros czy jakiś czas temu wydany Hitman: World of Assassination. Bowiem o ile można byłoby powiedzieć, że modele postaci oraz stylistyka Starfield „już taka jest i tyle”, tak różnica między wersją Wizualną a Enhanced nie jest duża i można byłoby pod tym względem zwyczajnie zejść poziom niżej z 60 FPS (mniej więcej stałymi, choć spadki się zdarzały głównie w otwartym świecie).
Czy to oznacza, że Starfield wygląda źle? Nie, wygląda całkiem dobrze (jak na erpega na Creation Engine, tutaj w wersji 2.0). Po prostu myślę, że wykorzystując magię PSSR 2.0 można byłoby tu poczarować bardziej, aby ta jakość była zdecydowanie lepsza.
I niestety również nie obyło się bez występujących raz na jakiś czas wypadów do dashboardu konsoli (po aktualizacjach jest lepiej, ale potrafią zaskoczyć), jak również zdarzają się momenty, gdy pierwszy lepszy NPC zablokuje się, wejdzie bez celu w kadr czy po prostu zwyczajnie nie będzie można z nim pogadać… bo tak. Takie drobnostki pojawiają się losowo podobnie jak spadek płynności rozgrywki po dłuższych sesjach z grą – o ile na początku jest naprawdę dobrze, tak z czasem powroty do większych miast skutkują dropami o kilka FPS w dół.
Inną kwestią jest fakt, że wykorzystanie kontrolera DualSense w Starfield na PlayStation 5 jest całkiem przyjemne i... ponownie, będę się powtarzał jak zacięta płyta – uważam, że jest to najlepszy kontroler aktualnie na rynku i jest spora szansa, iż podobnie może być tylko z nowym kontrolerem od Valve’a.
Tu jednak ponownie pojawia się pewna niedoskonałość systemu, ponieważ domyślnie wsparcie dla Adaptive Triggers jest wyłączone i trzeba wskoczyć do menu dostępności, aby tę opcję włączyć. Zaskoczenie? Ani trochę, ponieważ spora część gier od Microsoft Studios tak właśnie ma to ustawione domyślnie. Nie zmienia to jednak tego, że tak – warto się tym pobawić, strzelać z pistoletu z pewnym charakterystycznym „kliknięciem”.
A teraz trochę na temat Starfield z punktu widzenia kogoś, kto czasami w kosmosie musi sobie sam szukać czegoś do roboty… bo czego by nie mówić – CMDR Muradin już trochę lat w Elite: Dangerous spędził.
I jakkolwiek to nie zabrzmi dziwnie, to gdy do Starfielda podchodzi się z pozycji kogoś, kto sobie lata na lewo i prawo w poszukiwaniu czegoś do roboty, to takie czyszczenie galaktyki z questów jest nawet przyjemne. Oczywiście, trudno tu mówić o ekscytacji fabułą (chociaż wątki różnych frakcji momentami są całkiem dobre), a system budowania oraz ulepszania statków mógłby być o wiele bardziej intuicyjny… ale koniec końców nie jest to wszystko aż tak tragiczne, jak mogłoby się wydawać. Powiedziałbym nawet, że zaskakująco jest to prawdopodobnie pierwszy bethesdowy RPG, w którego gram z przyjemnością wieczorami, nadal mając z tyłu głowy to, że nadal jest on daleki od tego, czego bym od niego wymagał.
Dla tych, którzy chcieliby odejść od typowo sandboxowego podejścia w Elite: Dangerous czy No Man’s Sky na coś z zadaniami i elementami jakiejkolwiek fabuły, Starfield powinien nawet przypasować. I mówię to jako osoba, która całą masę questów w podobnym stylu w takim Skyrimie czy Falloutach mogłaby ziewać z nudów. Po prostu styl, który można poniekąd nazwać „NASApunk”, mi odpowiada.
Dlatego też zasadniczo Starfield mi tę potrzebę w pewien sposób wypełnia, nawet jeśli trafiają się rzeczy na duży plus i duży minus. To jeśli przez te wszystkie lata z pewnym zarysem historii uniwersum w Elite jestem w stanie żyć i szukać sobie roboty na różne sposoby, to i ta bardziej „aktywna” strona zabawy w grze Bethesdy mi pasuje. Zwyczajnie raz trafi się coś dobrego, a raz trafi się krótki i łatwy do zaliczenia wątek w kilkanaście minut. I mówię to z perspektywy osoby, która właściwie w ostatnich latach z gier od Todda Howarda przeszła tylko Obliviona. Nadal się zastanawiam, jak do tego doszło.
Mimo wszystko jednak z tej perspektywy kogoś, kto lubi się błąkać po kosmosie, doceniam fakt, iż po tym, jak odpuściłem sobie dalsze granie na świeżo po premierze, ta lekko odświeżona wersja z dwoma dodatkami fabularnymi wypada nieco lepiej. Nadal jednak wszystko zależy od waszego podejścia do tematu.
Czy bym jednak kupił Starfield już teraz, bez jakichkolwiek obniżek ceny? Miałbym z tym dość duży problem, bo o ile na ten moment spędziłem w grze wiele godzin i zapewne drugie, może trzecie tyle również spędzę, to jednak czuję się mocno zawiedziony nie tyle zawartością, a wykorzystaniem możliwości PlayStation 5 Pro, gdy na tym polu wiele innych gier działa zwyczajnie lepiej i wykorzystuje te możliwości praktycznie do maksimum.
Cenowo również mogłoby to wszystko wypadać o wiele lepiej zarówno pudełkowo, jak i cyfrowo po trzech latach od premiery. Nie ma tragedii, ale jest duża szansa na to, że zdecydowana większość albo już ograła grę z Game Passa (na PC chociażby), a reszta będzie czekała na odpowiedni moment oraz zniżkę.
Wszystko zależy od tak zwanego progu bólu, ponieważ jednak jest grupa osób, która erpegi od Bethesdy zwyczajnie lubi i Starfield może być wypełnieniem pustki oczekiwania na nowego TESa czy Fallouta.
Dlatego też tragedii nie ma, ale też, biorąc pod uwagę inne premiery gier od Microsoft Studios w ostatnich latach na konsolach Sony, bywało zdecydowanie lepiej. Można byłoby zadać pytanie, czy da się z tego wyczarować coś więcej, a odpowiedź brzmi: zawsze można. Tylko czy rzeczywiście ekipie z Bethesdy będzie się chciało? Oby tak, ponieważ jakikolwiek ten Starfield nie jest… to fani kosmicznych wypraw raczej będą dla tego buszowania w galaktyce głównie grali.
A jak ktoś bethesdowych erpegów nie lubi to i ich nigdy nie polubi. A mój wyjątek tylko może potwierdzać tę regułę.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!