Zapewne dla wielu z was, gry osadzone w uniwersum Władcy Pierścieni kojarzą się z widowiskowymi produkcjami klasy AAA, rozbudowanymi systemami walki, otwartymi światami i setkami milionów dolarów budżetu. Jednak zanim Śródziemie stało się areną dla realistycznej rozgrywki (o ile możemy tak powiedzieć w przypadku świata fantasy), wcześniej coś musiało to zapoczątkować. Wyobraźcie sobie, że lata temu uniwersum The Lord of the Rings stawiało pierwsze kroki w świecie gier w sposób cichy, wręcz niszowy, czasem eksperymentalny i o wielu pierwszych tytułach zapewne mało kto dzisiaj pamięta.
Początki Władcy Pierścieni w grach
Lata 80. i wczesne 90. to czas, gdy adaptacje Tolkiena powstawały głównie z pasji, przy wykorzystaniu ograniczonych licencji i naturalnie technologii. Dziś wydałyby wam się zwyczajnie prymitywne. Pierwsze gry często były produkcjami opartymi na samym tekście, ewentualnie były to proste wariacje strategiczne i RPG, które dziś wydają się archaiczne, nieprzystępne dla współczesnego gracza i wymagające sporej cierpliwości. Mimo wszystko to właśnie te tytuły jako pierwsze próbowały przetłumaczyć mitologię Tolkiena na język gracza i należy im się hołd, choćby za to trudne przecieranie szlaków. Zapraszam was na pierwszą część cyklu o grach osadzonych w uniwersum Władcy Pierścieni. Przedstawię wam dziesięć pierwszych tytułów (chronologicznie), które wprowadziły twórczość Tolkiena do świata gier. Zaznaczę tutaj, że na rozgrzewkę przytoczę gamingowe początki LOTR nieco w skrócie, ze względu na konstrukcję samych produkcji, natomiast w kolejnych częściach cyklu, będziemy rozkładali na czynniki pierwsze prawdopodobnie każdą grę jaka się ukazała, zwłaszcza, że może je już pamiętać większość z was.
The Hobbit (1982)
Pierwsza poważna gra osadzona w świecie Tolkiena była grą tekstową. The Hobbit został wydany w 1982 roku, a sama gra została stworzona przez Melbourne House. Chyba nie przesadzę jeśli wam powiem, że to jedna z najsłynniejszych tekstowych przygód w historii gier w ogóle. Działała na dziesiątkach platform, począwszy od ZX Spectrum i Commodore 64 po Amigę i Atari. Produkcja wyróżniała się czymś absolutnie przełomowym jak na swoje czasy, a mianowicie zaawansowanym parserem języka naturalnego. Już tłumaczę jak to działało. Gracz nie wpisywał prostych komend pokroju “idź na północ” lub “weź miecz”, lecz mógł konstruować bardziej złożone zdania, jak choćby “zapytaj Gandalfa o pierścień” lub “Daj Thorinowi mapę”. Oczywiście całość działała w języku angielskim, ale dla wygody czytania przytoczyłem spolszczone przykłady. Co dla wielu fanów jest bardzo istotne, The Hobbit bardzo wiernie adaptował fabułę książki, ale z pewną dozą swobody. Rzecz w tym, że gra potrafiła być nieprzewidywalna. Bohaterowie mieli coś na kształt własnej woli (przypominam – rok 1982!), dlatego taki Thorin mógł odmówić nam współpracy, a Gandalf mógł nagle zniknąć (choć złośliwie powiedziałbym, że to nic nowego). To była naprawdę wierna, bezkompromisowa adaptacja, której grafiką była nasza wyobraźnia, a mapą umiejętność i kreatywność w konstruowaniu pytań.
Lord of the Rings: Game One (1985)
Trzy lata później to samo studio Melbourne House, wróciło do Śródziemia z pierwszą częścią planowanej trylogii obejmującej Władcę Pierścieni. Nowa produkcja skupiła się na wydarzeniach z pierwszego tomu, a zatem z Drużyny Pierścienia. Pod kątem mechanik, była to kontynuacja tego co poznaliśmy w pierwszej produkcji The Hobbit. Mimo wszystko gra była znacznie trudniejsza. Z jednej strony gracz kontrolował powiernika pierścienia, czyli Froda, ale żeby utrudnić rozgrywkę, dołożono także wydawanie poleceń całej drużynie, zarządzanie ich ekwipunkiem i relacjami. Tak, w tej grze tekstowej bohaterowie mieli jakieś relacje między sobą, co dziś może się wydawać abstrakcyjne. Studio poczyniło jeszcze jeden mały postęp. W tej grze zdecydowanie liczyła się znajomość książkowej fabuły, ponieważ bez niej łatwo było utknąć. Wiedza o świecie Tolkiena nie była tu jedynie dodatkiem, ale kluczem do przetrwania i ukończenia gry.
Shadows of Mordor (1987)
Wiecie, że Shadow of Mordor nie miało swojej premiery w 2014 roku? No dobrze, miało, ale mimo wszystko w 1987 pojawiła się już gra o tym samym tytule i była to bezpośrednia kontynuacja Lord of the Rings: Game One. Kolejna gra tekstowa obejmowała wydarzenia prowadzące do Wojny o Pierścień i kładła jeszcze większy nacisk na planowanie oraz koordynację drużyny. Była już znacznie mniej przygodowa, a bardziej strategiczna – na swój sposób oczywiście. Decyzje miały długofalowe konsekwencje, a błędy często kończyły się katastrofą. To jedna z tych gier, które dziś byłyby niemal niegrywalne dla przeciętnego odbiorcy, ale w swoim czasie stanowiła szczyt ambicji tekstowych adaptacji fantasy. Reszta mechanik pozostawała bez zmian, więc wiecie już na czym polegał gameplay.
War in Middle-Earth (1988)
Rok 1988 był przełomowy, ponieważ przyniósł coś zupełnie innego. War In Middle-Earth to strategia wojenna z krwi i kości. Ten tytuł był próbą przedstawienia całej Wojny o Pierścień w formie gry strategicznej, łączącej elementy RTS-a, strategii turowej i RPG. Gracz mógł dowodzić zarówno siłami Wolnych Ludów, jak i Saurona. Był to pierwszy raz gdy mogliśmy stanąć po stronie sił zła. Mapa Śródziemia była podzielona na regiony i to właśnie między nimi przemieszczały się armie, z kolei potężni bohaterowie pokroju Aragorna, Gandalfa czy choćby Nazguli, mieli realny wpływ na przebieg prowadzonej kampanii. Co istotne i zarazem innowacyjne, gra symulowała upływ czasu. Oznacza to, że jeśli gracz zwlekał zbyt długo ze swoimi ruchami, to Frodo mógł zginąć, a Sauron zwyciężyć niezależnie od sytuacji militarnej. To była jedna z pierwszych gier, które próbowały oddać skalę konfliktu znaną z książek w ramach strategii i trzeba przyznać, że całkiem rozbudowanej jak na końcówkę lat 80.
The Crack of Doom (1989)
Wracamy do gier tekstowych. Bardzo mocno zapomniane już dzisiaj The Crack of Doom, skupiało się na końcowych wydarzeniach Władcy Pierścieni i mowa tu oczywiście o fabule z Powrotu Króla. Co ciekawe, ta gra tekstowa jeszcze inaczej podeszła do rozgrywki niż jej poprzednie odsłony. Pierwsza była nastawiona bardziej na przygodę, kolejna na zarządzaniu drużyną i prowadzeniem potyczek, a The Crack of Doom bardzo mocno koncentrowało się na fabule i opowiadanej historii. Gra była dość krótka, ale za to bardzo intensywna. Z pewnością bardzo cieszy przedstawienie Mordoru jako bardzo wrogie miejsce, wręcz bezlitosne dla gracza i dało się to odczuć w trakcie rozgrywki. Tutaj również pokuszono się o swego rodzaju symulację upływu czasu, dlatego każdy błąd gracza lub przeciąganie decyzji mogło okazać się bardzo kosztowne. Jedno trzeba oddać tej produkcji – potrafiła w świetny sposób przedstawić napięcie jakie towarzyszyło bohaterom w ich ostatnich chwilach całej przygody. Była to też ostatnia gra tekstowa osadzona w tym uniwersum.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!