Monarch: Dziedzictwo potworów – recenzja drugiego sezonu. Zapomnijcie o Godzilli, nadszedł czas Tytana X

Radosław Krajewski
2026/02/26 19:00
0
0

Na Apple TV startuje drugi sezon serialu Monarch. Oceniamy, czy ten spin-off dla Godzilli i Konga spełnia swoje zadanie rozbudowy świata Monsterverse.

Godzilla kontra Tytan X

Praktycznie żadne kinowe uniwersum nie może obyć się bez serialowych spin-offów. I chociaż takimi produkcjami łatwo jest rozmydlić strukturę świata, jego historię, czy też bohaterów, co też przydarzyło się chociażby Marvelowi, to przy odpowiednich twórcach da się zrobić nie tylko skutecznie, ale również w taki sposób, aby serial mógł stać na własnych nogach. Właśnie tym był pierwszy sezon Monarch: Dziedzictwo potworów, który stanowił nie tylko rozbudowę już i tak dosyć bogatego świata Monsterverse, ale również niski próg wejścia dla nowych widzów, którzy nie mieli okazji jeszcze obejrzeć przygód Godzilli i Konga na dużym ekranie. Jak przystało na produkcję Apple TV, serial zachwycał również pod względem technicznym, dlatego z niecierpliwością czekałem na drugą serię. Nowe odcinki już za chwilę zadebiutują na streamingu i na szczęście są jeszcze lepsze od tych z pierwszego sezonu – ciekawszy fabularnie, z większą stawką i nowym przeciwnikiem, który spokojnie mógłby zadebiutować najpierw w nowym kinowym widowisku.

Monarch: Dziedzictwo potworów
Monarch: Dziedzictwo potworów

Po wydarzeniach z pierwszego sezonu, w którym Cate Randa (Anna Sawai), jej przyrodni brat Kentaro (Ren Watabe) oraz ich ojciec Hiroshi (Takehiro Hira) wydostali z tajemniczego wymiaru Axis Mundi Keiko Miurę (Mari Yamamoto), naukowczynię i współzałożycielkę Monarch, zaginioną w 1959 roku, w alternatywnej rzeczywistości pozostaje Lee Shaw (Kurt Russell), który poświęcił się, by umożliwić innym powrót. Dwa lata później Cate i Keiko są zdeterminowane, by wrócić do niebezpiecznego świata i uratować Shawa. Kluczem ma być Wyspa Czaszki, dom Konga, który skrywa jeszcze wiele tajemnic. Równolegle korporacja Apex Cybernetics próbuje wykorzystać nowo odkryty świat do własnych celów, a nad wszystkim wisi groźba nowego tytana, znanego jako Tytan X. Gdy zagrożenie staje się poważne, na scenę wkracza Król Potworów.

Chociaż Godzilla pojawia się w drugim sezonie Monarch: Dziedzictwo potworów, to prawdziwą gwiazdą jest Tytan X. Nowy potwór to jedno z największych osiągnięć całego uniwersum. Ta wodna bestia z bioluminescencyjnymi, wijącymi się mackami, która przeraża nie tylko swoim wyglądem, ale również ogromnym potencjałem. Projekt potwora zachowuje klasyczną estetykę znaną z produkcji kaiju od Toho, ale jednocześnie wyróżnia się na tle dotychczasowych potworów znanych z kinowych produkcji. Co istotne, Tytan X nie jest tylko chwilowym zagrożeniem, ale otrzymuje sporo ekranowego czasu z własnym wątkiem, który trwa przez cały nowy sezon serialu od Apple’a. Dodatkowo w pewien ciekawy sposób powiązany jest z drogą Cate i reszty bohaterów, więc nie jest to jedynie potwór, który ma rywalizować z Godzillą, czy Kongiem, ale integralna część historii.

Monarch: Dziedzictwo potworów
Monarch: Dziedzictwo potworów

Tytan X wprowadza również większą, bardziej spektakularną skalę. Jeżeli widzowie pierwszego sezonu byli rozczarowani brakiem porządnego antagonisty, to drugi sezon naprawia ten problem z nawiązką. Potwór wprowadza wiele świeżości do serialu, a niektóre sceny z jego udziałem, przypominają najlepsze sekwencje z filmów o Godzilli i Kongu. Dwa doskonale znane kaiju również odgrywają ważną rolę w drugim sezonie, szczególnie przerośnięta małpa ze względu na wątek rozgrywający się na Wyspie Czaszki, ale to nie one znajdują się w samym centrum fabuły. I działa to z korzyścią dla serialu, którzy może rozwijać inne wątki, ale jednocześnie silnie trzymając się korzeni całej serii.

Ludzka strona potwora

Serial pozostaje skupiony na rodzinie Randów, a powrót Keiko po bardzo długiej nieobecności wywołuje wśród pozostałych bohaterów liczne komplikacje. Pojawia się napięcie między Cate i Kentaro, Hiroshi nie może przezwyciężyć poczucia porzucenia, a do tego pojawiają się nierozwiązana kwestia uczuć między nią, młodym Lee i Billem Randą. Tym samym Keiko wprowadza nową dynamikę w relacjach bohaterów, co pozytywnie wpływa na dramatyczną warstwę historii. Nieco gorzej jest z tą bardziej nastawioną na akcję. Gdy widowisko z udziałem potworów robi wrażenie, tak niektóre sceny z Cate i Kentaro są na tyle nieprawdopodobne, że ciężko uwierzyć, aby mogli wyjść z kolejnych kłopotów bez większego szwanku. Małym problemem są także nowi bohaterowie, czyli Jason Trissop grany przez Cliffa Curtisa oraz Isabela, w którą wciela się znana z filmu Predator: Prey Amber Midthunder, którzy nie otrzymują wystarczająco dużo miejsca i czasu, aby w pełni się zaprezentować. Oby trzeci sezon naprawił ten błąd.

Monarch: Dziedzictwo potworów
Monarch: Dziedzictwo potworów

GramTV przedstawia:

Dużym problemem filmów z Monsterberse był brak równowagi między wątkami ludźmi a potworów. W pierwszym sezonie w historii przeważali ci pierwsi, ale w drugim twórcy znaleźli odpowiednią równowagę. Tytan X, podobnie jak Godzilla, Kong, czy inne potwory, które pojawiają się często, stanowią integralną część fabuły, a stawka jest odpowiednio zarysowana. Dzięki temu twórcy nie boją się zaryzykować i doprowadzić do szokujących zwrotów akcji, które będą miały znaczenie dla serialu. Trzeba również pochwalić świetną warstwę wizualną, która dalece wykracza poza to, co seriale oferowały jeszcze kilka lat temu. Już pierwszy sezon udowodnił, że produkcja dysponuje bardzo wysokim budżetem i nie inaczej jest w nowych odcinkach. Efekty specjalne są dopracowane, a całość posiada odpowiednią skalę, rozmach i widowiskowość.

Ponownie mocnym atutem Monarch: Dziedzictwo potworów jest obsada. Anna Sawai znów błyszczy jako Cate, która tym razem otrzymuje jeszcze więcej dramatycznych scen i wykorzystuje je w pełni. To aktorka o wielkim potencjale, który twórcy wiedzą, jak wykorzystać. Świetnie spisuje się również duet Kurt i Wyatt Russellowie, czyli ojciec i syn, którzy grają tę samą postać w dwóch planach czasowych. Największym sukcesem jest spójność i wiarygodność postaci, którą odgrywają i widz nie ma problemu, aby ją identyfikować zarówno w scenach z przeszłości, jak i teraźniejszości. Show kradnie jednak Mari Yamamoto jako Keiko, która potrafi pokazać zarówno chłodny naukowy umysł swojej bohaterki, jak i ból matki i żony, która straciła połowę swojego życia w odosobnieniu.

Drugi sezon Monarch: Dziedzictwo potworów jest jeszcze lepszy niż pierwszy. To już nie jest tylko dodatek do kinowych produkcji, ale samodzielny rozdział większego uniwersum, który wprowadza sporo nowości i nie boi się zaryzykować, aby zagwarantować widzom sporo emocji. Ma swoje pomniejsze problemy, które mogą zostać wyeliminowane w trzeciej serii, ale też to widowiskowa, pełna atrakcji produkcja, która zachwyca zarówno wątkami dramatycznymi, jak i efektowną akcją z udziałem potworów. Apple kolejny raz udowodniło, że w gatunku science fiction nie mają sobie równych.

8,5
Drugi sezon Monarch: Dziedzictwo potworów to emocjonalnie intensywne i widowiskowe rozwinięcie Monsterverse, które łączy spektakularne starcia Tytanów z dramatycznymi wątkami rodziny Randów.
Plusy
  • Świetny Tytan X, zarówno jego wprowadzenie, jak i projekt, czy osobny wątek
  • Keiko wprowadza sporo nowej dynamiki do relacji między bohaterami
  • Twórcy nie boją się zaryzykować i zaproponować odważniejsze rozwiązania fabularne
  • Większa rola Konga i obecność Godzilli w wydarzeniach
  • Więcej potworów, ale bez uszczerbku na wątkach ludzkich bohaterów
  • Spektakularne efekty specjalne i widowiskowa oprawa wizualna
  • Znakomite role Anny Sawai, obu Russellów oraz Mari Yamamoto
  • Lepiej radzi sobie jako część większego uniwersum
Minusy
  • Nowe postacie mogłyby zostać lepiej wykorzystane
  • Niektóre zwroty akcji wydają się zbyt przesadzone
  • Główni bohaterowie zbyt często cudem uchodzą z życiem
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!