Gear.Club Unlimited 3 zaliczyło świetny start, ale szybko z rozbiło się w połowie okrążenia...
Użytkownicy konsoli Nintendo Switch 2 raczej nie mają zbyt dużego wyboru wśród gier wyścigowych z samochodami na licencji. Takim największym tytułem od początku pierwszego Switcha było Gear.Club Unlimited. Właśnie otrzymaliśmy trzecią część tej Switchowej samochodówki, jednak po całkiem niezłym pierwszym wrażeniu, szybko pojawiło się rozczarowanie.
Gear.Club Unlimited 3
Gear.Club Unlimited 3 nie będzie waszym spełnieniem marzeń...
Gear.Club Unlimited 3 to gra wyścigowa w której śmigamy po malowniczych trasach Japonii oraz Francji. Do dyspozycji gracza oddano licencjonowane samochody, możliwość tuningu aut i rozwoju “bazy”, a także całkiem długą jak na serię kampanię fabularną. Produkcja jest czasowym ekskluziwem dla konsoli Nintendo Switch 2, ale wersje na konsole PlayStation i Xbox, a także na PC, mają pojawić się jeszcze w tym roku. Studiem odpowiedzialnym za powstanie tych wyścigów jest Eden Games, a wydawcą Nacon. Gra posiada polską wersję językową, co jest bardzo miłym dodatkiem.
Gear.Club Unlimited 3
Mobilka na Switchu?
W Gear.Club Unlimited 3 ścigamy się na zamkniętych trasach. Mamy do dyspozycji klasyczne wyścigi z przeciwnikami, pojedynki na autoastradach w stylu Tokyo Extreme Racer, a także zwykłe czasówki. Głównym trzonem zabawy jest jednak kampania, która wprowadza gracza do świata wykreowanego przez twórców i wyścig za wyścigiem tłumaczy kolejne mechanizmy rozgrywki. Rzecz w tym, że kampania w tej grze jest tak skonstruowana, że… mogłoby jej w ogóle nie być. To po prostu kolejno rozgrywane wyścigi, przeplecione dosłownie kilkoma obrazkami z tekstem, w których bohaterowie rzucają hasłami w stylu: “ten gość widział jaki jesteś szybki i chce się z Tobą zmierzyć! Myślisz, że dasz mu radę? Jedziesz!”. Dialogi sprawiały wrażenie wyciągniętych z gier mobilnych jakich jest pełno na smartfonach. Nie oczekiwałem tutaj nie wiadomo czego, ale skoro to tylko nic nieznaczące i nudne wstawki do przeklinania, to już wolałbym otrzymać zwyczajnie prosty przycisk “następny wyścig”, bez zbędnego przedłużania.
Gear.Club Unlimited 3
W trakcie kampanii rozbudowujemy swój garaż, a właściwie dwa. Krótki wstępniak zaczyna się we Francji, następnie właściwa przygoda startuje już w Japonii, by po kilkunastu wyścigach znowu przeniosła się do Francji. Garaż w obu miejscach wygląda inaczej, ale kupione i ulepszone sprzęty pozostają po przelocie do innej lokalizacji. Te sprzęty to różne wyposażenie profesjonalnego warsztatu, dzięki któremu możemy zwiększać osiągi samochodów lub zmieniać je pod kątem wizualnym. Tuning jest prosty i polega na etapowym udoskonalaniu poszczególnych obszarów, takich jak aerodynamika, silnik, opony i tym podobne. Gdy kupimy jeden pakiet, wówczas odblokowujemy następny – droższy, ale lepszy. W przypadku wizualnych elementów, po prostu kupujemy to co nam się podoba, jeśli oczywiście nas na to stać.
Gear.Club Unlimited 3
Brak poszanowania czasu gracza
Tutaj pojawia się bardzo poważny problem kampanii. Jej początek jest niezwykle zachęcający, mamy mnóstwo pieniędzy i specjalnych punktów potrzebnych do modyfikowania samochodu (wszystko zdobywamy za ukończenie wyścigu). Rzecz w tym, że jak na początku możemy czuć się jak król życia, to szybko, bo już w połowie kampanii w pierwszej lokacji, okazuje się, że na wszystko zaczyna brakować środków. W tym momencie zaczyna się grind, a im dalej i im lepsze rzeczy chcemy kupić tym staje się on jeszcze bardziej agresywny, żeby nie powiedzieć chamski. Pieniądze da się jeszcze jakoś uciułać, ale zdobywanie punktów do ulepszeń to prawdziwa katorga.
Gear.Club Unlimited 3
Wyobraźcie sobie, że za jeden wyścig możecie dostać na przykład 4 punkty potrzebne do upgrade’u. Oczywiście traktujcie to jako uśredniony przykład, bowiem czasem za wyścig dostaniemy 2 punkty, a w innym już 7. Niech będzie, że przy dobrych wiatrach zawody ukończycie w 4 minuty. Na koniec okazuje się, że aby ulepszyć tylko jeden element, na przykład silnik, potrzebujecie takich punktów… 98. Teraz weźmy pod uwagę, że to jeszcze nie jest najdroższa rzecz, a poza tym mamy ich kilka do ulepszenia. Idźmy dalej – to tylko jeden samochód, a co jak macie w garażu dziesięć i też chcecie je wymaksować? A że tras niestety nie ma super dużo i szybko zaczynają się powtarzać to sami sobie odpowiedzcie czy po tygodniu grania zwyczajnie nie odpadniecie z tej zabawy. Grind w tej grze jest absurdalny i problem w dużej mierze dałoby się zniwelować, gdyby zrezygnować z tych dziwnych punktów, a zostawić samą kasę. W takiej formie dałoby się to jeszcze jakoś przełknąć. Całą kampanię przeszedłem jednym samochodem, bo szkoda mi było punktów na budowanie innej fury od zera. Męczarnia. Dobrze, że chociaż w szybkim wyścigu można pojeździć normalnie innymi samochodami, bo zanim tutaj uzbierałbym i wymaksował jakieś Bugatti, to twórcy zdążyliby już wydać kolejną odsłonę gry…
Gear.Club Unlimited 3
Piękne lokacje, ale duża powtarzalność
Japonia i Francja mają naturalnie inny klimat, ale także kolorystykę. Obie lokacje oferują również nieco inną specyfikę samych tras. Japonia daje się bardziej wyszaleć na krętych i ciasnych serpentynach, z kolei Francja posiada więcej łagodnych łuków. Są także trasy nastawione na prędkość, jak choćby autostrady, które albo należy przejechać poniżej określonego czasu albo uciekając przed rywalem. Muszę przyznać, że to jeden z najfajniejszych elementów gry, a wymijanie ruchu ulicznego na zatłoczonej Tokijskiej autostradzie potrafi niesamowicie przetestować refleks. Dodatkowo możemy pościgać się w nocy, w dzień lub o zachodzie słońca, a to dodaje wyścigom pewnego uroku, zwłaszcza nocne zmagania po krętych górach Japonii. Niestety specyfika lokacji sprawia, że wiele z 50 dodanych tras jest do siebie bardzo podobnych. Już w połowie pierwszej kampanii w Japonii odczułem pierwsze znużenie i powtarzalność. Po wejściu do rejonu Francji na chwilę pojawił się powiew świeżości, ale później uczucie szybko się odnowiło. Niestety nie pomaga w tym wszystkim konieczność kilkukrotnego powtarzania tych samych wyścigów w celu zdobywania punktów, także monotonia wkrada się tutaj bardzo szybko. Muszę jednak przyznać, że w obu rejonach możemy podziwiać bardzo ładne widoki i jest to jakiś malutki rodzaj rekompensaty.
Gear.Club Unlimited 3
Jedyny porządny element tej gry
Samochodów nie ma zbyt wiele (na start 39 modeli), ale wybrano takie perełki, które gracze raczej lubią i które są stałymi bywalcami gier wyścigowych. Nissan GT-R, Ford Mustang, Porsche 911 czy też Mazda RX-7 są tu na porządku dziennym. W tym miejscu zaznaczam, że jest to gra w pełni zręcznościowa i nie ma nic wspólnego z realizmem, ale mimo to twórcy postarali się, abyśmy odczuli różnicę w prowadzeniu np. muscle cara od hypercara – oczywiście z wyłączonymi asystami. Jeśli jednak z nich skorzystacie, wówczas różnice bardzo mocno się zatrą. Na szczęście, model jazdy jest bardzo przyjemny jak na arcade’ówkę i tak naprawdę ten element ratuje całą grę. Grind może z jednej strony męczyć, ale jeździ się tutaj na tyle przyjemnie, że czasem trudno się oderwać i mimo wszystko chce się jeszcze odpalić kolejny wyścig, aby wyhaczyć kilka kolejnych punktów. Oczywiście gra jest prosta, więc nie oczekujcie tutaj wyzwania ze strony modelu jazdy, ale w przypadku wyścigów na Switcha to pewna zaleta, zwłaszcza, że konsola ma zero-jedynkowo działające triggery. Do plusów mogę zaliczyć również bardzo przyjemną jazdę podczas korzystania z widoku z kokpitu.
Gear.Club Unlimited 3
Zero wyzwania, wyścigi dla samotnych
Niestety gra posiada potężny drugi naprawdę poważny minus, zaraz za koszmarnym grindem. Nie mamy tutaj możliwości wybrania poziomu trudności, więc ścigamy się ze sztuczną inteligencją przygotowaną przez twórców. Efekt jest taki, że każdy wyścig wygląda jak zwykły time attack. Wszystkich rywali wyprzedzicie już w pierwszym zakręcie, a potem momentalnie uciekniecie! Gdy się powstrzymywałem to okazało się, że boty hamują już około 200 metrów przed zakrętem, a w samym łuku jadą nie więcej jak 40-50 kilometrów na godzinę. Gra nie oferuje żadnego wyzwania i w tej sytuacji botów mogłoby po prostu nie być. Mowa tu oczywiście o klasycznych wyścigach. Warto to zaznaczyć, ponieważ w wyścigu 1 na 1, rywal choć też wyraźnie wolniejszy, to jednak stara się jakoś trzymać za naszymi plecami. Jedyna możliwość, aby sprawić sobie jakiekolwiek wyzwanie to wyścig niezmodyfikowanym samochodem przeciw mocniejszym rywalom, tyle że nie tak to powinno wyglądać. Jeśli pomyślicie teraz: “spoko, nie z botami to nadrobi się w multiplayerze z ludźmi” to spieszę z informacją, że w tej części trybu wieloosobowego nie znajdziecie. Tak, poprzednia odsłona go posiadała. Twórcy na osłodę zaimplementowali chociaż tabele czasów, ale to tylko kropla w morzu potrzeb.
Gear.Club Unlimited 3
To nie jest najlepiej wykonana gra
Na deser zostawmy sobie grafikę i wydajność, a i tutaj jest bardzo ciekawie. Gear.Club Unlimited 3 posiada dwa tryby pracy: jakość i wydajność. Pierwszy oferuje 30 klatek na sekundę, a drugi 60. Muszę przyznać, że w trybie jakości nowy Gear.Club wygląda miejscami bardzo ładnie, choć nie jest to poziom choćby ostatniego portu GRID Legends. Niestety ten tryb kompletnie nie nadaje się do grania. Tekstury w wielu miejscach potrafią doczytywać się na naszych oczach, gra potrafi się przyciąć w losowych momentach, a wisienką na torcie jest fatalna responsywność sterowania, która niesamowicie utrudnia panowanie nad samochodami. Wiem, że w tej ostatniej kwestii zawsze w tych 30 klatkach jest nieco gorzej niż w 60, ale miałem wrażenie, że tutaj fatalną responsywność można odczuć znacznie mocniej w porównaniu do innych gier.
Gear.Club Unlimited 3
GramTV przedstawia:
Tryb wydajności na szczęście działa stabilnie, więc umożliwia przyjemną jazdę, ale kosztem nieco rozmytego obrazu, uboższych tekstur otoczenia i oświetlenia, a także sporej ilości doczytywanych tekstur, zwłaszcza roślinności. Musicie przygotować swoje oczy na małe cierpienie, ale mimo wszystko jest duża szansa, że jak się wciągniecie w ściganie, to mózg z czasem zignoruje takie “widoki”. Jestem tym o tyle zaskoczony, że ogólny poziom grafiki i skomplikowania gry, nie jest na jakimś super wysokim poziomie, a jednak taki tryb jakości nie wyrabia się na Switchu 2. Przypomnę, że na tym samym Switchu, na którym bardzo dobrze działają znacznie bardziej atrakcyjne i wymagające tytuły jak choćby Cyberpunk 2077 czy też Final Fantasy 7 Remake… Żeby było zabawniej, Gear.Club Unlimited 3 było krojone pod tę konkretną konsolę, więc teoretycznie studio powinno mieć możliwość dopieszczenia produktu tak, aby ten działał na tym sprzęcie idealnie, przy okazji dobrze się prezentując. Kompletnie nie wiem co tu poszło nie tak. Zbyt mały budżet lub gonitwa z premierą? Ta była już przekładana dwukrotnie, więc kto wie...
Gear.Club Unlimited 3
Podsumowanie
Zapowiedzi napawały mnie pewnym optymizmem, ale niestety wyszło jak zwykle. Żeby była jasność – choć gra posiada wiele wad, to jednak nadal można się w niej dobrze pościgać i tak naprawdę ten przyjemny oraz wciągający model jazdy to na ten moment jedyna rzecz, która mnie jeszcze przy tej grze trzyma. Niestety akurat od tej produkcji oczekiwałem jednak nieco więcej niż tylko przyjemny, zręcznościowy model jazdy. To trochę za mało, aby zrobić na graczach wrażenie, z drugiej strony współczuje fanom wyścigów korzystających ze Switcha, bo poza świetnym portem GRIDa, to jedna z nielicznych opcji, aby zaspokoić swoje prędkościowe potrzeby “bardziej na poważnie”. Jak żyć Nintendowcy, jak żyć?
4,0
Koszmarny grind i brak wyzwania zabija tę grę. Fajny model jazdy to jednak za mało, aby wyrobić sobie pozytywne zdanie.
Plusy
Ładnie zaprojektowane lokacje
Wyścigi na autostradzie
Bardzo przyjemny, zręcznościowy model jazdy
Obecność widoku z kokpitu
Polska wersja językowa
Minusy
Absurdalny grind, który zmęczy najwytrwalszych graczy
Trasy szybko zaczynają się powtarzać
Tryb jakości potrafi się przyciąć i wyraźnie pogarsza jakość sterowania
Tryb wydajności traci sporo w jakości grafiki
Brak jakiegokolwiek wyzwania, boty niemal "stoją" w miejscu
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!