W tym roku mogłoby się wydawać, że Capcom niejako przyćmił pozostałych japońskich wydawców dość skutecznie. Prawda jest natomiast trochę inna, bo gdyby tak spojrzeć na wszystko z dystansu, to również pozostali mają czym się pochwalić.
Bandai Namco na Gamescomie 2026 zdecydowanie postawiło na akcję – tym razem kilka słów o tym, jak wypada Gundam: Rogue Orbit oraz Ace Combat 8: Wings of Theve.
W tym roku mogłoby się wydawać, że Capcom niejako przyćmił pozostałych japońskich wydawców dość skutecznie. Prawda jest natomiast trochę inna, bo gdyby tak spojrzeć na wszystko z dystansu, to również pozostali mają czym się pochwalić.
Tradycyjnie w trakcie Gamescomu lubię bowiem wskoczyć czy to do Bandai Namco, czy do SEGA, aby sprawdzić, co tam nowego mają do pokazania. Dziś na ruszt wskakują ci pierwsi, bowiem miałem okazję pograć zarówno w Gundam: Rogue Orbit, jak i w Ace Combat 8: Wings of Theve. Dobra wiadomość jest taka, że obie gry zapowiadają się naprawdę dobrze, choć w przypadku Gundama widać pewne podobieństwa do innych gier wydawcy.
Podczas Gamescomu w strefie Bandai Namco mogliśmy ograć jedną misję z Ace Combat 8: Wings of Theve i ktoś mógłby powiedzieć, że jest to dość… niewiele. Jest w tym trochę racji, ponieważ przebicie się przez wszystkie zadania związane ze starciami w porcie nie było aż tak wymagające. Tym bardziej, jeśli trochę zagrało się w gry z serii Ace Combat.
Nie zmienia to jednak faktu, że zasadniczo można było trochę więcej polatać i powalczyć, ponieważ samo demo miało ustawiony czas powyżej 40 minut.
Ale od początku – w ramach tego, co zaoferowało Bandai Namco w Kolonii, można było dowolnie pobawić się nie tylko wybranym przez siebie samolotem w rosterze, ale również ustawić interesujące nas wzmocnienia, a także skonfigurować dowolnie jakimi maszynami będą operować nasi towarzysze w zespole. I jest to ten element zabawy, którego najbardziej mi w serii Ace Combat brakowało, zwłaszcza po ponownym ogrywaniu czwartej części. I chyba bardziej zastanawia mnie w tym całym obrazku, na ile te nasze wybory związane z mieszaniem w naszych szeregach będą wpływały na wykonywanie zadań.
Przyjmując bowiem scenariusz portowy, w którym do wyeliminowania mieliśmy kilka łodzi przeciwników, a także sporo przeróżnych dział przeciwlotniczych stojących tu i ówdzie, oddanie w ręce jednego z naszych podopiecznych bombowca byłoby dobrym pomysłem… jeśli AI pod wpływem naszych rozkazów będzie się skupiała na tym konkretnym elemencie zadania. Z drugiej strony zawsze możemy przejąć pałeczkę, wziąć się za eliminowanie celów naziemnych, a reszta w myśliwcach zajmie się pozostałymi „latawcami”. Mimo wszystko ten krótki fragment, nawet ogrywany wielokrotnie, nie odpowiedział mi na wszystkie pytania rodzące się w mojej głowie.
Jednakże jest nadzieja, że Ace Combat 8 będzie mieszanką Zero, Squadron Leader oraz Skies Unknown, więc fani serii powinni być zadowoleni. Tym bardziej, że ostatnie zapowiedzi dotyczące trybów sieciowych podgrzały atmosferę — i to skutecznie. Realizmu co prawda będzie tutaj stosunkowo mało, ale tego fanom serii raczej nie ma co tłumaczyć. Co nie zmienia faktu, że Unreal Engine 5 w Ace Combat 8 wygląda naprawdę dobrze, a jedyne, czego nie udało mi się ustalić, to na którym PlayStation 5 rozgrywka była prezentowana. Stawiam jednak, że było to bazowe PlayStation 5. Inna sprawa, że jednym z dodatkowych elementów rozgrywki ma być większy nacisk na wykorzystanie chmur podczas walki i tutaj jeszcze będzie miejsce do eksploracji.
Wiedzieliście może, że po premierze Armored Core VI: Fires of Rubicon pojawiły się modele mechów z tej gry do samodzielnego składania? Ja też nie wiedziałem, a okazuje się, że Bandai wypuścił ich kilka sztuk.
Wspominam o tym dlatego, że jeśli spojrzeć na Gundam: Rogue Orbit, to od razu można sobie wyobrazić serię Armored Core i to nie tylko ze względu na fakt charakterystycznych mechów. Bowiem w przypadku Bandai Namco często jest tak, że gdy pewna formuła odniesie duży sukces, próbują przenosić ją na inne marki. Trochę tak było chociażby z Code Vein, które czerpało mocno z Elden Ringa, i tak samo jest z Gundam: Rogue Orbit oraz rozwiązaniami z Armored Core VI: Fires of Rubicon.
Bowiem, tak naprawdę, patrząc na rozgrywkę, poruszanie się Gundamów, możliwości wykonywania przeróżnych kombinacji oraz celowanie w czułe punkty są niewiarygodnie podobne do tego, co można było zobaczyć w ostatnim Armored Core, i to dobra wiadomość. Głównie dlatego, że będąc na „świeżo” po pokonaniu Fires of Rubicon, pewna pamięć mięśniowa związana z walką w tego typu mechach wchodzi naturalnie. Dochodzi do tego, co prawda, kilka elementów, jak m.in. zarządzanie i używanie zwykłych oraz ostatecznych umiejętności, ale to nie powinno za mocno zakręcić tymi przyzwyczajeniami.
Pod względem treningowym świetnie wypadała tutaj pierwsza misja mieszająca luźną walkę z mniejszymi przeciwnikami z ostatecznym starciem z tym nieco większym przeciwnikiem, która na pełnym dystansie nie była wcale tak wymagająca, jak mogłoby się to wydawać… ale to dobrze, bowiem w każdym z przypadków można było bliżej zapoznać się z możliwościami każdego z predefiniowanych buildów.
To natomiast, co już zauważyłem i co pozwala na zdecydowanie szersze pole do manewru, to ewentualny buildcrafting, ponieważ na tyle, na ile można było spróbować trzech różnych typów broni – zwykłego miecza oraz jego wariantów, czyli łańcuchowego i połączonego z lancą – ich przydatność na polu bitwy była również różna. Najmocniej pokazała to walka z bossem, która wymagała już konkretnych obrażeń oraz wykorzystania możliwości odpowiedniej broni. Tym bardziej że gdy w grę wchodziło przelatywanie nad miejscem starcia, efektywne wykorzystanie możliwości Gundama nie było tak oczywiste, przez co pierwsza walka dłużyła się niemożebnie, próbując walczyć mieczem łańcuchowym.
Co innego drugie, świadome już starcie oraz wybór pierwszej broni. Wtedy to dociśnięcie obrażeń oraz odpowiednie kombinacje lepiej wpasowujące się w czułe punkty przeciwnika miały więcej sensu, choć nadal zapewne inaczej spróbowałbym stworzyć komplet, tak jak miało to miejsce w Armored Core. Otwarte pozostaje pytanie, jak głęboko będziemy mogli sięgnąć w kwestii tworzenia odpowiedniej mieszanki umiejętności oraz uzbrojenia, biorąc pod uwagę, że rozgrywka w Rogue Orbit jest o wiele bardziej agresywna niż w przypadku Armored Core.
Zresztą broń to nie wszystko – również dobrze byłoby zobaczyć, czy pojawią się możliwości mieszania mechów tak, aby stworzyć coś w pełni spersonalizowanego pod siebie. Bo o to, że będziemy mogli dowolnie pomalować swoje Gundamy, możemy być spokojni, bo taka opcja będzie. I tak, szczerze mówiąc, moje nadzieje są wielkie, ale z drugiej strony staram się pamiętać, że jest to gra bazująca na pewnej marce, która również może podlegać ścisłym zasadom jej wykorzystania. Na razie jest na tyle ciekawie pod względem akcji, że jestem równie ciekawy, jak głęboko sięga ta królicza nora. Co prawda, chciałbym, aby podobieństw do ostatniego Armored Core było o wiele więcej, również od strony fabularnej, ale staram się też tonować emocje.
O tym jednak, jak będzie, w pełni dowiemy się zapewne w drodze do premiery w lutym 2027 roku.
Największym problemem w przypadku obu gier, które widziałem w strefie Bandai Namco, jest fakt, że na Gundam: Rogue Orbit będziemy musieli poczekać aż do lutego. Z drugiej strony, przy takim natężeniu premier, pojawienie się Ace Combat 8: Wings of Theve brzmi ryzykownie, ale, prawdę mówiąc, fani walki w przestworzach mogą być spokojni o swoją niszę. Dla całej reszty może to być dobra alternatywa w zatrzęsieniu różnych gier z głównych nurtów. O tym jednak, czy tak będzie, przekonamy się w październiku.
Nie zmienia to jednak faktu, że w przypadku Gundama, o ile bawiłem się dobrze, to chciałbym zobaczyć o wiele więcej szczegółów, które przy tego typu tytułach akcji są najważniejsze – tworzenie buildów pod swoje potrzeby bojowe. Bez tego to tak naprawdę trudno wyrokować, czy będzie to dobra gra dla początkujących, czy też dla zaawansowanych w walkach mechami tego typu. Stawiam jednak żołędzie przeciw kasztanom, że będzie bardziej w tę pierwszą mańkę i nie jest to wcale złe rozwiązanie. Im więcej osób dowie się o frajdzie z tego typu gier, tym większa szansa na kolejne gry o nich. Tutaj jednak będziemy musieli poczekać do marca 2027.
Tak czy inaczej, nadal przeraża to, w jakie gry będziemy mogli zagrać w najbliższych miesiącach… i nie wiadomo, czy również dobrą wiadomością jest to, ile z nich dobrze rokuje na premierę.