Uniwersum Obcego odżyło, więc pojawienie się Aliens: Fireteam Elite 2 nie zaskakuje. Problem w tym, że można było to wszystko zrobić o wiele lepiej na wielu płaszczyznach.
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Przyznam szczerze, że nie do końca chciałem uwierzyć, że minęło już tyle czasu od premiery Aliens: Fireteam Elite. Być może dlatego, że jak przez mgłę myślałem, iż ogrywałem tę grę do recenzji na… PlayStation 4. Klimat ku temu był nie byle jaki, ponieważ takie kooperacyjne, luźne strzelanie świetnie wpisywało się w klimat z poprzedniej generacji konsol. Czy był to hit? Trudno powiedzieć, choć jeśli powstaje kontynuacja, to można przypuszczać, że tak. 20th Century Fox również zapewne chciałoby wykorzystać markę Obcego tak mocno, jak tylko można, więc wszystko składa się w idealną całość.
Dobra wiadomość jest taka, że pod względem rozgrywki i mechaniki udało się utrzymać pewien poziom. Co innego, jeśli spojrzymy na stan faktyczny gry w dniu premiery – jest on, mówiąc delikatnie, „dyskusyjny”.
Powrót w kamasze, dobrze znane i (chyba) lubiane
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Po raz kolejny marines wracają na statek USS Endeavour, aby walczyć z tytułowymi Obcymi. Tym razem jednak chodzi o pewien sygnał nadany ze Storr Boon’s Mining Facility znajdującego się na planecie LV-558. O ile obecność Ksenomorfów jest do przewidzenia, to okazuje się, że placówka skrywa jeszcze jeden sekret, a do tego dochodzą zbuntowane androidy i roboty, które wymknęły się spod kontroli. Innymi słowy mówiąc – Marines mają co sprzątać, więc przyda się w każdym oddziale jeden dodatkowy towarzysz (tym razem zespoły mogą mieć po cztery osoby).
Tak jak w poprzedniej części Aliens Fireteam Elite, tło fabularne jest właściwie tylko i wyłącznie przyczynkiem do tego, aby strzelać do Obcych, androidów czy innych mieszanek, które powstają na dystansie historii. Tym bardziej, że całość ma niesamowicie podobną strukturę:
Statki Weyland-Yutani? Są.
Miejscówki rodem z „Prometeusza”? Są.
Kopalnie? No nie, tego nie było, ale były dżungle, więc właściwie mamy komplet.
Co prawda wiele z tych miejsc jest nieco bardziej złożonych i szczegółowych, ale schemat zabawy pozostaje ten sam – przebijamy się korytarzami, czyścimy miejscówki, wykonujemy zlecane przez nas zadania, podbijając poziom naszej postaci oraz wybranej przez nas klasy wraz z bronią, którą nosimy. Największą bowiem zmianą w tym całym obrazku jest fakt, że mamy nieco większe pomieszanie w tym ostatnim aspekcie zabawy.
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Mamy bowiem do dyspozycji sześć klas postaci, z czego ostatnia (Specialist) pozwala na mieszanie różnych umiejętności i atrybutów z pięciu pozostałych (Hunter, Duelist, Marauder, Machinist, Medic). Część z nich jest bardzo podobna do tego, co mieliśmy do wyboru w poprzedniej grze, i to dobra wiadomość. Również dobrą wiadomością jest to, że charakterystyczne dla Fireteam Elite mieszanie umiejętności w ramach specjalnej „czekoladki” oraz układanie wszystkiego tak, aby pasowało do buildu, również powraca w zbliżonej formie. Co prawda, można byłoby o wiele bardziej przyłożyć się do różnorodności niektórych modyfikacji, np. w przypadku działek dla Machinisty, ale jestem w stanie zrozumieć to, że pewne elementy, takie jak obrażenia od żywiołów, pozostawiono albo po stronie pocisków do broni, albo po stronie specjalnych działek z kategorii Major.
Również dużym plusem jest to, że pod względem broni, wszelkich dodatków jest zdecydowanie więcej niż było w poprzedniej grze – jest z czego wybierać, ceny wyrażone w kredytach nie są aż tak wygórowane, a i szansa na trafienie nowego celownika lub pochłaniacza ciepła jest również spora. Podobnie jak w przypadku wszelkich dodatków kosmetycznych – można je kupić, a mogą również pojawić się losowo po wykonaniu misji. Jeśli dorzucimy do tego wszystkiego fakt różnych poziomów trudności czy mnożników kart wyzwań, to ten zarobek nie jest aż taki trudny i całość sprawia wrażenie całkiem zbalansowanej.
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Na koniec chyba to, co najbardziej rozczarowuje w przypadku Aliens: Fireteam Elite 2, czyli pomysł na ostateczne starcie z Królową, który w porównaniu do poprzedniej gry jest zwyczajnie nijakie. Jeden pokój z wielkim potworem, który co jakiś czas ucieka i atakują nas mniejsze stwory w porównaniu do walki w samym centrum roju i ucieczki z pola bitwy to jednak potężny downgrade. To tylko potwierdza, że miejscami ekipa Cold Iron zwyczajnie nie miała pomysłu na ten tytuł i starała się wykonać drugi równy skok w tym uniwersum. Problem w tym, że to stosunkowo niewiele, ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia. Co prawda, dobrze widzieć więcej misji w kampanii — problemem jest przepotężne poczucie déjà vu.
Bugs everywhere…
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
To, co teraz napiszę w tym miejscu, może okazać się komuś bardzo dziwne, ale przyznam, że chyba pierwszy raz, grając od wielu lat, spotkałem się z czymś takim.
Bowiem Aliens Fireteam Elite 2 to pierwsza gra w historii, która w zaskakujący sposób po przejściu gry… odzyskuje utracone FPSy. Już wyjaśniam o co chodzi.
Tradycyjnie, w moim zaufanym fireteamie, postanowiliśmy razem stawić czoła wszelakiemu robactwu czy androidom, które wymknęły się spod kontroli. W tym przypadku jest o tyle dobrze, że każde z nas ma PlayStation 5 i PlayStation 5 Pro – dzięki temu zawsze można sprawdzić to i owo, pogadać o wrażeniach, aby uzyskać pełne informacje na temat danej gry.
GramTV przedstawia:
Ogrywając kampanię wspólnie, okazało się, że przy dużym zamieszaniu na ekranie, przeróżnych efektach oraz przeciwnikach latających tu i ówdzie, bazowe PlayStation 5 nie radziło sobie z tym tematem zbyt dobrze. Powiedziałem sobie: „No dobra, tak też może być”. Tym bardziej szkoda, że Fireteam Elite, podobnie jak pierwsza odsłona, nie ma możliwości wyboru trybu wyświetlania – jest jeden i tyle. Nic pomiędzy. Problem pojawił się natomiast wtedy, gdy grając samotnie na PlayStation 5 Pro, nasilał się wraz z postępami w karierze. I nie działało to tak, że na jednym wdechu dokończyłem pozostałe rozdziały gry – to byłoby możliwe, ale męczące. Rozłożyłem to sobie na kilka wieczorów i im dalej, tym gorzej. Tym bardziej, że gra ma oznaczenie PS5 Pro Enhanced, więc to PSSR (w trybie 1.0 czy 2.0) powinno dawać radę.
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Największym twistem w tym wszystkim był fakt, że po przebiciu się przez grę i pokonaniu Królowej nagle, w trybie szybkiej gry, te FPSy… wróciły do ustawień fabrycznych. Specjalnie więc wróciłem do starych misji i tak – gra działała bez problemu, jak powinna, na prawie sztywnych 60 FPS (z małymi spadkami, dropami, ale to można przełknąć). Jak to się stało? Szczerze naprawdę chciałbym wiedzieć!
Odpowiadając na pytania – nie, aktualizacji na konsolach nie było. Co prawda pecetowa wersja dostała jakiś mały hotfix, ale konsole nic takiego nie dostały. Nie zmienia to jednak faktu, że Aliens: Fireteam Elite 2 trapią mniejsze lub większe problemy pojawiające się momentami znikąd. Raz nie będzie działało dodawanie przedmiotów do wykorzystania, raz nie da rady wziąć przedmiotu ze skrzynki, raz apteczka w trakcie użycia zniknie bezpowrotnie, bo przeciwnik nas uderzył i zamiast przerwać akcję, zjadł ją i nie oddał. A raz hosta gry wywaliło i gra wpadła w pętlę, poszukując kogoś, kto przejmie pałeczkę.
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Tym bardziej szkoda, ponieważ od strony klimatu, grafiki oraz dźwięku Fireteam Elite 2 nadal świetnie wykorzystuje motyw Obcego do tego, do czego ma się on tutaj sprawdzać – do rozwałki. Nawet jeśli AI nie ogarnie wszystkiego w pełni, a modele postaci będą próbowały tańczyć „Smooth Criminal”, wędrując po mapie w dziwny sposób, próbując atakować walczących z mniejszymi przeciwnikami Marines. Tak naprawdę jako plus można byłoby podciągnąć ponownie muzykę autorstwa Austina Wintoriego, ale znowu jest ona praktycznie momentami jeden do jednego przełożona z poprzedniej gry. Jednym się to spodoba, innym niekoniecznie, a jeszcze inni powiedzą: „trudno byłoby znaleźć inne motywy w świecie Obcego”… i każdy miałby właściwie rację.
Niby tak samo, ale jednak… gorzej?
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Największym paradoksem w przypadku Aliens Fireteam Elite 2 jest fakt, że ta gra pod wieloma względami, od strony czystej rozwałki, jest rzeczywiście lepsza. Klasy postaci są trochę inaczej zbudowane, możliwości dostosowywania broni również robią wrażenie, a sama zabawa w czyszczenie korytarzy z przeciwników nadal sprawia podobną frajdę. Tak jak kilka lat temu.
Problem w tym, że ktoś tam w Cold Iron lub po stronie wydawcy wpadł na pomysł, że trzeba grę wypchnąć teraz, bo za kilka miesięcy wszyscy o niej zapomną. Jest w tym trochę racji, ale w tym przypadku niestety była to bardzo zła decyzja.
Jest to prawdopodobnie pierwsza gra, którą ogrywam, która mimo posiadania oznaczenia PS5 Pro Enhanced właściwie nie wykorzystuje tej mocy w sposób odpowiedni. Co prawda, da się w nią grać, ale nadal pojawiają się potężne spadki klatek przy dużym zamieszaniu podczas kampanii, aby nagle ich nie było po jej pokonaniu. Problem w tym, że nie każdy będzie miał na tyle samozaparcia, aby dotrzeć do tego etapu po około 10 godzinach rozgrywki. O wiele gorzej mają posiadacze tych podstawowych konsol – u nich nagle powinna się odpalić gra turowa z Obcym w roli głównej, bo ogrywanie tego jest po prostu tragedią. Jeśli dorzucimy do tego brak możliwości wyboru trybu graficznego, to mamy przepis na katastrofę.
Aliens: Fireteam Elite 2 – recenzja gry na PlayStation 5
Tym bardziej zaskakuje fakt, że jest to bardzo mocno zmodyfikowany silnik Unreal Engine 4, co w tym przypadku powinno działać na korzyść gry na aktualnej generacji konsol, a tak nie jest. A jeszcze ciekawszy jest fakt, że niektóre przywary „piątki”, takie jak charakterystyczne mrużenie czy też problemy z wyświetlaniem tekstur, występują tutaj również.
Dlatego też ocena może tutaj przypominać coś w stylu: „dobrze się bawiłem, ale nie cieszyłem się (momentami)”. Zdecydowanie również gracze na bazowych konsolach powinni odjąć od tej noty jakieś dwa oczka i mieć nadzieję, że optymalizacja jednak pojawi się z czasem, bowiem nie jestem w stanie uwierzyć, iż znajdzie się ktoś, kto po zakupie gry miałby na tyle silną wolę, aby cieszyć się nieco lepszą liczbą FPSów w szybkich rozgrywkach.
Szkoda, bowiem to nadal prosta strzelanka kooperacyjna, która może dać wiele frajdy fanom luźniejszej rozrywki. Zwłaszcza że pojedynek Obcych z Marines to klasyka kosmicznego horroru.
5,0
Aliens: Fireteam Elite 2 to powtórka z rozrywki - w każdym tego słowa znaczeniu, pozytywnym i negatywnym.
Plusy
Ta sama frajda z rozwałki i strzelania do Obcych - bo to nigdy się nie nudzi.
Podobnie jak system rozwoju klas, który podobnie wciąga bez popitki.
Dodanie jednego gracza więcej pomaga przy większej liczbie przeciwników.
Miejscami jest naprawdę ładnie, dźwiękowienie jest niczego sobie...
Minusy
... ale całość powoduje duże poczucie powtórki z rozrywki.
Optymalizacja, która na starych sprzętach praktycznie nie istnieje... a na nowych odblokowuje się później, z jakiegoś dziwnego powodu.
Walka z Królową, która rozczarowuje.
Fabularnie praktycznie nie istnieje, a NPC niczym androidy emocji nie okazują.
Z-ca Redaktora Naczelnego Gram.pl. Wielbiciel wyścigów, bijatyk i tych gier, które zasadniczo nikogo. To ja zacząłem ruch #GrajciewYakuzę. Po godzinach fan muzyki niezależnej i kuchni koreańskiej.
Jak mówiłem jest milion powodów które mogą to powodować. Mogą mieć np. telemetrię albo jakiś inny system działający tylko za pierwszym przejściem kampanii. Z tymi shaderami to tak tylko gdybałem bo to bardzo popularny problem w dzisiejszych grach który sprawia problemy nawet segmentowi AAA.
Bo realnie jedyny sposób by się go pozbyć to znać z góry wszystkie kombinacje które możesz wygenerować i przeliczyć je z góry na starcie.
A realnie - jeżeli masz dynamiczne oświetlenie, cykl dnia i nocy, efekty pogodowe i proceduralnie generowane rzeczy jak np. włosy z całej palety RGB - kombinacji może być tyle że zawsze coś się będzie generować.
Dlatego też po prostu jestem ciekawy co tak naprawdę to spowodowało, ale pewnie nigdy nie dowiemy się tego w stu procentach. Mam też wrażenie, że to załatanie gry nawet na bazowym PS5 im trochę zajmie.
Tak czy inaczej jedyne, co bym mógł tutaj wkleić to ten mem ze słoniem z dopiskiem "adress me".
dariuszp
Gramowicz
07/09/2026 13:01
Muradin_07 napisał:
Kojarzę, ale to nawet nie o to chodzi - kilka razy powtarzałem poszczególne misje w kampanii i ten problem nadal występował na każdym z etapów w trakcie fabuły. Kompilacja shaderów gry też zrobiła ten proces raz na starcie, a później ani razu. Też trudno byłoby to zwalić na zapychanie się cache gry z czasem, bo to również z tego nie wynikało.
Koniec końców trudno byłoby to zwalić na to, że się wszystko nie doczytało z jeszcze innego powodu - niektóre miejscówki zwiedzamy kilka razy. Tym bardziej w ostatniej sekwencji, gdzie wracamy w konkretne miejsce. Tam powinno to w takim wypadku śmigać pięknie, a było najgorzej.
No chyba, że z jakiegoś niewiadomego powodu te fabularne linie dialogowe na Endeavour zawalają to wszystko, a jak znikną to i problem znika. Nie wiem, pierwszy raz się z tym spotykam i na jakieś nieco ponad tydzień po premierze nikt tego nie zaadresował :D
dariuszp napisał:
A to akurat nic nowego. Podobny problem miało Gotham Knights. Kojarzysz kompilację shaderów które teraz ma sporo gier? API graficzne w nowych silnikach przerzuciło to ze sterownika na grę. Kiedyś te rzeczy robił DirectX, dzisiaj gra robi to sama.
Jak mówiłem jest milion powodów które mogą to powodować. Mogą mieć np. telemetrię albo jakiś inny system działający tylko za pierwszym przejściem kampanii. Z tymi shaderami to tak tylko gdybałem bo to bardzo popularny problem w dzisiejszych grach który sprawia problemy nawet segmentowi AAA.
Bo realnie jedyny sposób by się go pozbyć to znać z góry wszystkie kombinacje które możesz wygenerować i przeliczyć je z góry na starcie.
A realnie - jeżeli masz dynamiczne oświetlenie, cykl dnia i nocy, efekty pogodowe i proceduralnie generowane rzeczy jak np. włosy z całej palety RGB - kombinacji może być tyle że zawsze coś się będzie generować.
A to akurat nic nowego. Podobny problem miało Gotham Knights. Kojarzysz kompilację shaderów które teraz ma sporo gier? API graficzne w nowych silnikach przerzuciło to ze sterownika na grę. Kiedyś te rzeczy robił DirectX, dzisiaj gra robi to sama.
Kojarzę, ale to nawet nie o to chodzi - kilka razy powtarzałem poszczególne misje w kampanii i ten problem nadal występował na każdym z etapów w trakcie fabuły. Kompilacja shaderów gry też zrobiła ten proces raz na starcie, a później ani razu. Też trudno byłoby to zwalić na zapychanie się cache gry z czasem, bo to również z tego nie wynikało.
Koniec końców trudno byłoby to zwalić na to, że się wszystko nie doczytało z jeszcze innego powodu - niektóre miejscówki zwiedzamy kilka razy. Tym bardziej w ostatniej sekwencji, gdzie wracamy w konkretne miejsce. Tam powinno to w takim wypadku śmigać pięknie, a było najgorzej.
No chyba, że z jakiegoś niewiadomego powodu te fabularne linie dialogowe na Endeavour zawalają to wszystko, a jak znikną to i problem znika. Nie wiem, pierwszy raz się z tym spotykam i na jakieś nieco ponad tydzień po premierze nikt tego nie zaadresował :D