Star Wars: Episode I Racer to gra ponadczasowa i studio Fuse Games zdaje się to doskonale rozumieć. Właśnie dlatego Galactic Racer może być naprawdę godnym następcą kultowych wyścigów z końcówki lat 90.
Podczas tegorocznego Gamescomu miałem okazję zagrać w Star Wars: Galactic Racer, którego premiera jest zaplanowana na 6 października. Do dyspozycji oddano mi jeden wyścig, który pełnił rolę wprowadzenia oraz samouczka i który przy okazji pozwolił przetestować wszystkie cztery typy pojazdów. Drugi wyścig był już pod moją pełną kontrolą i rozgrywał się w nie byle jakim miejscu, ponieważ na słynnej trasie na planecie Tatooine, którą z pewnością doskonale pamiętacie z filmu Gwiezdne Wojny: część I – Mroczne Widmo. To właśnie tam młody Anakin Skywalker pokonał Sebulbę, zdobywając wolność oraz brakujące części do statku Qui-Gona i spółki.
Star Wars: Galactic Racer
Zagrałem w Star Wars: Galactic Racer
Do dyspozycji graczy twórcy oddają kultowe Podracery, Landspeedery, Skim Speedery oraz kosmiczne motocykle Speeder Bikes. Wybór pojazdu to nie jest jedynie kwestia wyglądu. Śmigacze (tak umownie nazwę wszystkie z nich dla wygody pisania) prowadzą się nieco inaczej. Przykładowo, kosmiczny motocykl jest bardzo lekki i zwrotny w porównaniu do masywnego podracera, co ułatwiało manewrowanie między ciasno rozstawionymi skałami, ale znacznie łatwiej padałem ofiarom kontaktu z innymi rywalami lub obiektami na trasie. Poza tym czuć ciężar poszczególnych pojazdów, więc z pewnością każdy znajdzie swój ulubiony sprzęt do ścigania lub do warunków panujących na trasie.
Star Wars: Galactic Racer
Zanim wystartuje wyścig, odpala się mini gra na czas, dzięki której możemy aktywować dodatkowe możliwości na wyścig, np. nieco zwiększoną osłonę. To są drobne boosty, ale przy tym co dzieje się na samej trasie i tak mogą być bardzo pomocne. To co od razu rzuciło mi się w oczy po starcie wyścigu to połączenie klasycznego Episode I Racer z… Burnoutem. W trakcie wyścigu wszystkie chwyty są dozwolone, dlatego rywale próbują spychać nas na skały, a my naturalnie możemy próbować się odwdzięczyć. Działa to dokładnie na tych samych zasadach co w serii Burnout, a gdy już pchniemy odpowiednio mocno jegomościa, wówczas włącza się specjalna kamera pokazująca jak rozpada się pojazdy rywala. Było to bardzo satysfakcjonujące doświadczenie i przyznaję, że często kusiło mnie, aby grać nieczysto. Rozwalenie na skale lub jakiejś bandzie nie kończy wyścigu, ale tracimy na tym sporo czasu, a wraz z przywalaniem w obiekty (nie zawsze kończy się to eliminacją) lub po takedownach, nasz pojazd ulega zniszczeniu i dokładnie tak jak w klasycznej grze możemy odpalić system odpowiadający za naprawę. Wówczas śmigacz wyraźnie zwalnia, ale w zamian sam reperuje uszkodzone elementy.
Star Wars: Galactic Racer
Sam gameplay jest naprawdę miodny. Przede wszystkim tempo ścigania jest niesamowicie wysokie i bywa, że nawet z dobrą zręcznością ciężko uniknąć jednocześnie kilku skał i pojazdów rywali. Gdy się jednak uda to satysfakcja jest ogromna. Podobnie jak lata temu, gra oferuje różne widoki z kamer i ta usytuowana na „masce” to po prostu hardcore. Wtedy naprawdę trzeba mieć refleks godny Jedi, ale właśnie to jest fantastyczne! Do tego mamy kilka rodzajów turbo, drift do ciasnych nawrotów, manewrowanie bokiem w wąskich przestrzeniach, a także możliwość miękkiego lądowania o ile trafimy odpowiedni przycisk we właściwym momencie. Grając nie poczułem nudnych momentów (poza jednym gdy zaliczyłem dwa wypadki pod rząd i spadłem na ostatnie miejsce). Jeśli jednak unikamy katastrofalnych sytuacji to podczas starcia nie ma nawet chwili wytchnienia. Zwłaszcza, że oprócz samej walki z wysoką prędkością i konstrukcją trasy, cały czas musimy mierzyć się z rywalami chcącymi na każdym kroku utrudnić nam ściganie. Nie byli oni jakoś bardzo nachalni, ale absolutnie nie dadzą się skupić na zwykłym ściganiu i poprawie czasów okrążeń.
Star Wars: Galactic Racer
GramTV przedstawia:
Na koniec muszę pochwalić oprawę audiowizualną. Z tego co widziałem, graliśmy na komputerach z procesorami Intel Core Ultra 7 26K 5.5 GHz Tray, pamięcią RAM 2x Lexar Ares 16GB DDR5 6000MHz CL30 RGB oraz na karcie graficznej ASUS TUF Gaming RTX 4070 Ti SUPER OC 16GMS, czyli sprzęt miał podobną specyfikację do mojego komputera, na którym zwykle testuję dla was gry. Cieszę się, ponieważ w tej konfiguracji Star Wars: Galactic Racer wygląda obłędnie i działa wyśmienicie. Nie wiem oczywiście jaki poziom detali został uruchomiony oraz jakie funkcje graficzne zostały aktywowane, ale patrząc na to jak prezentowała się gra, zakładam, że wszystko było ustawione na ultra, ale z obsługą DLSS. Pobocza, roślinność, skały, modele pojazdów, iskry przy zderzeniach, płomienie wydobywające się z dysz, oświetlenie - to wszystko robi wrażenie i zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jedna z najładniejszych gier wyścigowych ostatnich lat. Nawet wierność odwzorowania trasy na Tatooine może rozwalić mózg, ponieważ faktycznie przejeżdża się przez fragmenty trasy, które wyglądają jak żywcem wyjęte z filmu. Jedyna różnica jest taka, że na trybunach są kosmici, a nie patyczki higieniczne. Udźwiękowienie wcale nie odbiega od grafiki. Muzyka nadaje klimat brutalnym i dynamicznym wyścigom, głosy znanych postaci zostały zachowane 1 do 1, a dźwięki silników oddają charakterystykę pojazdów i są w kilku przypadkach nawet takie same jak w filmie. W tym miejscu koniecznie muszę wspomnieć, że słynny podracer Sebulby, który wydaje taki nieco dudniący dźwięk, brzmi dokładnie tak jak go zapamiętałem z filmu. Nie wiem jak na głośnikach, ale na słuchawkach byłą to po prostu bajka.
Star Wars: Galactic Racer
Jeśli twórcy dowiozą pełną wersję, zapewnią wiele zróżnicowanych i ciekawych tras, być może dodadzą jakąś fajną warstwę fabularną (na co się zapowiada), to Star Wars: Galactic Racer może stać się jednymi z najlepszych wyścigów ostatnich lat, a już na pewno godnie zastąpią wysłużone już (choć wciąż wściekle grywalne) Episode I Racer. Czekam z niecierpliwością, ponieważ po tym krótkim demo czuć doskonale, że studio rozumie czym była klasyczna gra, czego mogą oczekiwać gracze i starają się to przenieść na współczesne realia technologiczne. Poza tym wśród wyrastających jak grzyby po deszczu symulatorów, potrzebujemy tak zwariowanych i dynamicznych wyścigów!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!