MyACG Studio stara się wyróżnić się na tle innych przedstawicieli swojego gatunku, jednocześnie nie naruszając solidnych fundamentów klasycznych RPG-ów akcji w konwencji rogue-lite’a. Z jakim skutkiem?
Świetny początek. Może być już tylko lepiej!
Od premiery gry Cinderia w ramach wczesnego dostępu na Steamie minęło raptem kilkanaście dni. W tym czasie produkcja MyACG Studio doczekała się bardzo pozytywnych opinii ze strony graczy. Nie bez powodu, wszak mamy tutaj do czynienia z naprawdę udaną premierą, a twórcy ze swej strony robią wszystko, by nie tylko oferować wciągającą i różnorodną zabawę, ale także reagować na opinie społeczności. Efekt? Tak naprawdę ciężko zliczyć, ile mniejszych i większych aktualizacji do Cinderii pojawiło się na przestrzeni ostatnich tygodni. Dlatego też trzeba pochwalić twórców za to, że nie tylko pracują nad nową zawartością, ale także sukcesywnie poprawiają błędy i dodają funkcje zwiększające komfort rozgrywki (tzw. quality of life).
Cinderia
Pierwsze wrażenie? Ciężko się do tej gry przekonać, ale…!
Cinderia na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie gry zasadniczo wtórnej i - można powiedzieć - zupełnie niepotrzebnej. Ot, przemierzamy kolejne lokacje, walczymy z przeciwnikami, kolekcjonujemy przedmioty, ulepszamy statystyki postaci, aktywujemy nowe umiejętności, a następnie… giniemy. Po śmierci wracamy do centralnego punktu w mrocznym, fantastycznym świecie, by po przeprowadzeniu kilku dialogów i odblokowaniu nowych funkcji (zwiększamy np. liczbę punktów zdrowia, odblokowujemy możliwość jednorazowego wskrzeszenia postaci), wyruszyć w kolejną podróż. I tak, a jakżeby inaczej, w kółko. Oczywiście z każdym podejściem zwiększając możliwości bojowe kierowanej przez nas postaci, a co za tym idzie dochodząc coraz dalej. Ale to nie wszystko. Choć nawet gdyby opisywany tytuł nie oferował czegoś więcej, to i tak zapewniałby całkiem sporo angażującej zabawy.
Największą atrakcją Cinderii jest jednak efekt domina. O co dokładnie chodzi? Nazywać można to na różne sposoby, ale w istocie mowa o tym, że nie ma tu jedynie klasycznego systemu ulepszania poszczególnych elementów wyposażenia. Istotne znaczenie ma bowiem to, jak poszczególne rodzaje ataków i zdolności wpływają na siebie bezpośrednio, także za sprawą dostępnych modyfikatorów i ulepszeń. Owszem, pojedynczo także jakoś tam działają, ale dopiero, gdy umiejętnie połączymy je ze sobą, otrzymamy naprawdę potężne kombinacje. Jeśli na broń nałożymy efekt ognia, a dodatkowo dysponujemy umiejętnością zwiększającą obrażenia od tego żywiołu, to nietrudno się domyślić, jaki efekt uda nam się osiągnąć. Dlatego też w Cinderii sporo czasu spędzamy na eksperymentowaniu i… liczymy na łut szczęścia, bo poszczególne ulepszenia czy też zdolności są losowane z pewnej, dość ogromnej puli.
Cinderia
Cinderia to przede wszystkim walka i… buildy
Takie odkrywanie, co z czym najlepiej się komponuje, to w Cinderii esencja rozgrywki. Dzięki temu trudno oderwać się od ekranu, bo chcemy tworzyć kolejne buildy, nawet jeśli po śmierci tracimy to, co udało nam się zebrać i ulepszyć po drodze. A niekiedy zgon na wczesnym etapie okazuje się błogosławieństwem, bo niestety, ale pan RNG nie bywa czasem zbyt łaskawy. Niemniej warto dodać, że ogromną frajdę sprawia pozyskiwanie tych samych rodzajów ataków w różnych wariantach. Przykład? Pierwsza z dostępnych postaci może atakować w zwarciu, ale także na dystans - rzucając we wrogów kilkoma nożykami. Potem ich liczbę da się zwiększyć, a następnie zdobędziemy umiejętność jeszcze lepszą, co sprawi, że celownik zajmie nam sporą część ekranu. Wówczas liczba nożyków drastycznie wzrośnie, a co za tym idzie - obrażenia również.
Cinderia to gra, w której nie ma jednak nic za darmo, bo odblokowując czy też ulepszając zdolności napełniamy pasek erozji. Jeśli wypełnimy go w całości gra będzie mogła nas ukarać jakimś negatywnym efektem (np. im dłużej trwa walka, tym mniejsze obrażenia zadajemy albo przeciwnikom powoli regeneruje się zdrowie). Musimy więc mieć się na baczności i tworząc wymarzoną postać cały czas mieć z tyłu głowy to, że nie ma co przesadzać, bo bycie zbyt słabym w Cinderii nie jest mile widziane, ale bycie zbyt mocnym może napytać nam biedy. Prawda, że ciekawe? Cinderia to taki system naczyń połączonych. Co prawda w internecie znajdziemy już najlepiej zoptymalizowane buildy, ale korzystanie z tego typu poradników zabija całą frajdę. Jasne, poziom trudności jest tutaj dość wysoki (może nie na samym początku, ale sukcesywnie wzrasta), więc jeśli nie dajemy sobie rady, to zamiast sprawdzać, co tam w sieci słychać, lepiej obniżyć sobie stopień wyzwania. W jaki sposób?
Cinderia
Dwa poziomy trudności, a w zasadzie to znacznie więcej. Tak jakby
Wzorem przywołanego już Hadesa (nieistotne czy mowa o pierwszej czy drugiej odsłonie cyklu, bo opisywana mechanika obecna jest w obu częściach tej serii) w Cinderii zaimplementowano tryb Fairy Tale, gdzie po każdej śmierci otrzymywane przez nas obrażenia w kolejnym podejściu są zmniejszane (maksymalnie aż do 80 procent). Inspiracje widać gołym okiem, wszak mechanika ta identycznie działa w produkcjach studia Supergiant Games. Nie mamy tu więc klasycznych poziomów trudności do wyboru, ale innego rodzaju ułatwienie, które sprawia, że im gorzej nam idzie, tym większe szanse na dojście dalej mamy w następnych wyprawach.
Co oferuje Cinderia we wczesnym dostępie?
Cinderia już teraz zapewnia co najmniej kilka godzin rozgrywki, o ile zdecydujemy się przejść całą zawartość wczesnego dostępu, pokonując pięciu głównych bossów (konfrontacje te są różnorodne i - przynajmniej przy pierwszym czy drugim podejściu - dość wymagające). Z grą warto spędzić jednak nieco więcej czasu, sprawdzając w akcji nie tylko pierwszą dostępną postać, ale pozostałe trzy, które odblokowują się wraz z postępami w kampanii. Tym bardziej, że diametralnie różnią się one od siebie, a dodatkowo na tym etapie tytuł oddaje do naszej dyspozycji ponad 130 różnych elementów wyposażenia. To z kolei zachęca do wspomnianego już tworzenia różnorodnych buildów i testowania rozmaitych taktyk. Jest się czym bawić. Zwłaszcza, że fundamenty są bardzo solidne. Nie ma mowy o jakichkolwiek problemach z hitboxami, sterowanie jest responsywne, a śmierć wynika jedynie z braku umiejętności grającego, a nie jakichkolwiek błędów w systemie. Co nie znaczy, że błędów nie ma w ogóle.
Cinderia
Kilka niedociągnięć jest…
Jeśli miałbym na cokolwiek narzekać w przypadku Cinderii, to byłyby to dwie rzeczy. Przede wszystkim odnoszę wrażenie, że same walki są odrobinę zbyt wolne, mało dynamiczne. Aż prosi się o lekkie zwiększenie tempa rozgrywki, ale wymagałoby to również przeprojektowania balansu gry. Cinderia, przynajmniej w początkowych etapach, sprawia wrażenie produkcji nieco za bardzo taktycznej, a za mało stricte zręcznościowej. Sytuacja ulega jednak zmianie w dalszej części, kiedy dochodzimy do bardziej wymagających lokacji, stawiając czoła wielu przeciwnikom jednocześnie (w tym również potężnym wrogom i nie, nie chodzi wyłącznie o bossów).
GramTV przedstawia:
Pozostając przy wadach należy dodać, że w Cinderii czasem RNG działa tak, że nie pozostaje nam nic innego, jak poddać się, wrócić do bazy i spróbować jeszcze raz, bo choć wszystkie dostępne umiejętności są przydatne, nie brakuje sytuacji, w których losują się w taki sposób, że nijak do siebie nie pasują. Inna sprawa to fakt, że Cinderia miewa problemy ze wspomnianym balansem i zdarzało mi się przypadkowo odblokować naprawdę potężne ataki, które sprawiały, że jednym kombo potrafiłem ściągnąć pół paska życia bossa.
Cinderia
Czy warto zagrać?
Cinderia już teraz jest z pewnością grą wartą uwagi. A patrząc na podejście twórców do rozwoju produkcji można zaryzykować stwierdzenie, że po premierze wersji 1.0 otrzymamy hit. Nie wydaje mi się, że będzie to przebój na miarę Hadesa, niemniej fani rogue-lite’ów już teraz mogą zacierać ręce i sprawdzić w akcji dzieło MyACG Studio, które dostępne jest na Steamie w cenie 82,99 złotych. Naprawdę polecam.
W gram.pl od 2008 roku, w giereczkowie od 2002. Redaktor, recenzent. Podobno dużo gra w Soulsy, choć sam twierdzi, że to nieprawda. To znaczy gra, ale nie aż tak dużo.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!