Bez wyjścia - recenzja filmu. Wyścig szczurów podlany czarną komedią

Trochę musieliśmy na nowy film Park Chan Wooka w Polsce czekać. Czy było warto? Zdecydowanie tak, a po seansie zostaniecie z kilkoma zagadkami do rozwiązania.

Bez wyjścia - recenzja filmu
Bez wyjścia - recenzja filmu

Żeby powiedzieć, że reżyser Park Chan Wook nie ma szczęścia do nominacji oscarowych to tak jakby nic nie powiedzieć. Z jednej strony zarówno “Podejrzana” (”Decision to Leave”) oraz “Bez wyjścia” (”No Other Choice”) do ostatecznej rozgrywki o nagrodę Akademii Filmowej się nie przedarły, a i inne hity z przeszłości takie jak “Oldboy” czy “Służąca” (”The Handmaiden”) mimo uznania krytyków nawet nie były brane pod uwagę w szerokim kontekście.

Po sukcesie filmu „Parasite” Bong Joon Ho wielu wielbicieli koreańskiej kinematografii (w tym ja) myślało, że coś wreszcie w temacie ruszyło i ta droga do ewentualnych nagród będzie delikatnie wydeptana. Tak się jednak nie stało, a i my na pojawienie się “No Other Choice” w kinach trochę musieliśmy czekać. Na szczęście premiera już niebawem w marcu, a mi udało się dostać się na pokaz przedpremierowy. Zaskoczenia bowiem nie było - sala wypełniona po brzegi nie tylko dlatego, że było to walentynkowe popołudnie.

Czy warto więc czekać? Fani koreańskiej kinematografii powinni być zadowoleni, cała reszta również powinna, choć oczekujący po tym filmie drugiego “Parasite” powinni nieco obniżyć swoje oczekiwania... ale tylko tak delikatnie.

Uniwersalna opowieść o dzisiejszej klasie średniej – fabuła filmu „No Other Choice”

Bez wyjścia - recenzja filmu
Bez wyjścia - recenzja filmu

„No Other Choice” to historia Man Su (Lee Byung Hun) – człowieka z klasy średniej pracującego w fabryce papieru jako kierownik zespołu dbającego o jakość produkowanego materiału w dynamicznie zmieniającej się branży. W ramach redukcji etatów jego zespół zostaje zwolniony, bowiem korporacja uznała, iż „nie ma innego wyjścia”. W tym momencie życie Man Su oraz jego rodziny wywraca się do góry nogami, a główny bohater stara się znaleźć nową pracę. Okazuje się jednak, że sytuacja na rynku pracy nie tylko zderzy go z brutalnymi realiami dzisiejszych czasów, ale również postawi przed nim pytanie – ile jest w stanie zrobić, aby wrócić na odpowiednie tory swojej kariery oraz dobrobytu rodziny.

Zacznę od tego, co w przypadku „No Other Choice” rzuca się momentalnie w oczy – zadziwiająco duża ilość momentów, które sprawiają wrażenie wspieranych efektami specjalnymi. I teraz można byłoby zadać pytanie na ile jest to celowe zagranie Parka, aby wywołać poczucie sztuczności w pozytywnych momentach tego filmu, a na ile po prostu konieczność wykorzystania efektu. Bowiem poza końcowymi scenami, w których jest ono zrozumiałe reszta może być rozpatrywana pod kątem taniego efekciarstwa mającego zastąpić ujęcia z prawdziwego zdarzenia.

Bez wyjścia - recenzja filmu
Bez wyjścia - recenzja filmu

Inną kwestią jest natomiast to, iż jest to film, po którym człowiek ma ochotę usiąść i zastanowić się co tak naprawdę zobaczył rozkładając wszystkie elementy całości na czynniki pierwsze.

Bowiem „No Other Choice” można byłoby rozumieć w bardzo prosty sposób obserwując historię człowieka, który traci pracę i robi wszystko, aby nową pracę zdobyć motywując swoje czyny tym, iż nie ma innego wyjścia. Jednak to, co ciągnie Man Su powoli na dno nie jest związane tylko i wyłącznie z upływającym czasem, rosnącymi długami oraz dodatkowymi problemami, które w pewnym stopniu usprawiedliwiają przesuwanie się granic moralnych działań głównego bohatera przygotowując go na kolejne problemy do rozwiązania w drodze do zdobycia upragnionej pracy. Takiej, która będzie idealnie odpowiadała tej, którą już posiadał.

Film Park Chan Wooka można bowiem rozumieć również za uniwersalny komentarz do sytuacji rodzin, w których głowa rodziny jest również głównym źródłem zarobku i sytuacji, w której jedno tąpnięcie powoduje lawinę pozostałych wydarzeń oraz drastycznych zmian w życiu całej rodziny. Z innej strony może on służyć jako początek do dyskusji na temat męskiego ego oraz prób radzenia sobie z problemami podlewanego dobrze znanym „wszystko mam pod kontrolą, dam sobie radę” bez rozmów z najbliższymi – rodziną czy przyjaciółmi.

Bez wyjścia - recenzja filmu
Bez wyjścia - recenzja filmu

Całości dopełniają wątki związane dzisiejszym rynkiem pracy, wyścigu szczurów, ale również nierównej walki z postępem nie tylko technologicznym związanym z wykorzystaniem AI. Okazuje się bowiem, że kwestia umiejętności przekwalifikowania się i dostosowania do nowych warunków (ponieważ nie mamy innego wyjścia, jak się dostosować) również jest tu poruszana na wiele sposobów, a ta forma czarnej komedii sprawia, że można przedstawić kilka tematów i zadaniem widza jest te wszystkie wątki w wolnej chwili przetrawić. Mogą bowiem te wszystkie powiązania uzupełniać się w szerszym kontekście filmu, a pewna przemiana Man Su na pełnym dystansie ponad dwóch godzin również będzie jakby lepiej zrozumiała.

W kwestii gry aktorskiej zapada w pamięci popisowa rola Lee Byung Huna w roli Man Su, który świetnie łączy poważne wątki poruszane w „No Other Choice” z elementami czarnej komedii. Świetnie wypada również Son Ye Jin w roli Miri – żony Man Su podobnie jak ich dzieci – Si One i Ri One grani przez odpowiednio Kim Woo Seunga oraz Choi So Yul. Najbardziej z kolei zaskakuje dość krótka rola Cha Seung Wona, która to prawdopodobnie będzie rozwinięta wraz z pojawieniem się ewentualnej wersji reżyserskiej (to z tej sceny uszczknięto podobno trochę czasu). Być może zwyczajnie nie było innego wyjścia, bowiem film trwałby wtedy ponad dwie i pół godziny, co dla niektórych mogłoby przekroczyć próg bólu.

GramTV przedstawia:

To, co jednak warto pamiętać w przypadku „No Other Choice” w przypadku bohatetów pierwszo oraz drugoplanowych, iż jest to połączenie nie tylko ewolucji wewnętrznej Man Su oraz jego dokonań, ale również zmieniającego się dynamicznie otoczenia w domu, pracy czy wśród znajomych.

Nadal świetny obraz Park Chan Wooka, choć nie najlepszy w jego dorobku

Bez wyjścia - recenzja filmu
Bez wyjścia - recenzja filmu

Przyznam, że po obejrzeniu „No Other Choice” miałem nieodparte wrażenie, że Park Chan Wook w pewnym stopniu próbował wstrzelić się tym obrazem w gusta Akademii Filmowej.

Być może nie było innego wyjścia, aby spróbować zawalczyć o kolejną statuetkę dla Korei Południowej. Z drugiej natomiast brak ewentualnej nominacji do finałowego starcia może sugerować, że czegoś w tym obrazie musiało zabraknąć. To jednak zostawiam do przemyślenia dla Was na przyszłość, gdy już będziecie mieli okazję obejrzeć ten film w kinach.

Główną siłą „No Other Choice” jest jego podwójny wymiar: film może być odebrany jako prosty dramat o utracie pracy, lecz przede wszystkim stanowi gorzki komentarz na temat kondycji klasy średniej oraz wyzwań związanych z rewolucją technologiczną. Choć przekaz filmu jest szczególnie trafny w koreańskim kontekście, jego ukazanie tradycyjnej rodziny sprawia, że przekaz jest uniwersalny i zrozumiały także poza Koreą. Można również tutaj odnaleźć kilka dodatkowych wątków, które dopełniają tego momentami gorzkiego obrazu przewlekanego ironią oraz charakterystycznym humorem.

I tak jak napisałem kilka akapitów wyżej – trudno jest mi zrozumieć to wykorzystanie efektów specjalnych w pewnych scenach. Prawdę mówiąc trudno jednoznacznie powiedzieć czy był to zabieg celowy mający na celu prezentowanie różnych stanów ducha bohaterów, czy też zwyczajnie nie było innego wyjścia i trzeba było sięgnąć po wsparcie efektami komputerowymi.

Można byłoby zadać sobie pytanie: czy jest to jeden z lepszych filmów w dorobku Park Chan Wooka?

Bez wyjścia - recenzja filmu
Bez wyjścia - recenzja filmu

Niekoniecznie, choć prawda jest taka, że nadal jest to styl, do którego przyzwyczaił nas Mistrz Park w swoich obrazach przez te wszystkie lata. To nadal świetny komentarz co do kondycji dzisiejszego społeczeństwa, który pozostawia widza z pytaniami, na które sobie powinien odpowiedzieć po seansie na temat własnego systemu wartości, moralności oraz tego na ile jesteśmy wstanie się dostosować do dynamicznych zmian. Ewentualnie tego ile jesteśmy w stanie poświęcić, aby do tego doprowadzić.

Całości dopełnia świetnie zagrana przez Lee Byung Huna rola Man Su, bowiem w świetny sposób udało mu się w tym “szaleństwie” odnaleźć bez utracenia charakterystycznej dla niego maniery, a także mocna obsada pozostałych bohaterów przewijających się przez około 140 minut seansu.

Dlatego też w marcu chyba nie macie wyjścia – do kina warto będzie się wybrać.

8,0
Trafny, momentami wielowarstwowy, komentarz na temat zmieniającej się sytuacji klasy średniej nie tylko w Korei Południowej.
Plusy
  • Mimo jednego głównego wątku wiele różnych tematów zawartych w jednym filmie.
  • Świetnie pasujący do obrazu Lee Byung Hun.
  • Momentami czarny humor, który potrafi rozbawić po trudniejszych momentach.
  • Zabawa obrazem, dźwiękiem i tworzenie symboliki.
  • Uniwersalny obraz jako komentarz do sytuacji nie tylko w Korei Południowej, ale i na świecie.
Minusy
  • Momentami za mocne wykorzystanie efektów specjalnych.
  • Wątek "drugiego kandydata" za krótki (ma być nieco dłuższy w wersji reżyserskiej).
Komentarze
2
JakiśNick napisał:

Nie wiem co miał przekazać ten film. Zabij i zakop, żeby dostać pracę, konsekwencji nie będzie?

Ani to śmieszne, ani ciekawe.

Bardzo chaotyczny montaż, momentami nie wiadomo na kogo się patrzy bo aktorzy wyglądają tak samo. Nie odróżniałem kata od ofiary i żony kata od żony ofiary. Szkoda, że nie wybrali bardziej charakterystycznych aktorów. 

Powiem tak - to samo myślałem po wyjściu na świeżo z kina rozmawiając z moją znajomą. Nawet zerknąłem sobie na oceny i powiedziałem "kurna, no to chyba najsłabszy film Park Chan Wooka w historii", ale później trochę pomyślałem, zacząłem to rozbierac na lewo i prawo grupując wszystkie wątki, jakieś aluzje i ironiczne podejście do tematu, które zawsze u niego występowało i zapewne byłaby z tego jakaś dłuższa, mega spoilerowa recenzja/analiza. 

Bo prawda jest taka, że tutaj momentami tylko ta dosłowność tego, co ma miejsce na ekranie ma rzeczywistą rację bytu. Reszta to łapanie tych chaotycznie poprowadzonych wątków i sklejenie tego wszystkiego w całość. Pod tym względem naprawdę w tej historii jest o wiele więcej ciekawszych historii niż sam fakt zabijania po to, aby ostatecznie dostać pracę. Całość to symbolika, a w jednym momencie nawet może i zwątpienie w to i owo. Nie chcę spoilerować, bo trochę w tym tkwi zagadka, o której piszę w tekście ;)

To, co rzeczywiście wypada tutaj na minus to właśnie momentami montaż (było kilka niedociągnięć m.in. można było lepiej ogarnąć scenę z ogniskiem... trochę to wyglądało jakby student to montował). Co do aktorów być może też właśnie tak miało być, chociaż nie do końca zgodzę się z tym, że nie są oni charakterystyczni. Może Cha Seung Won mi tu nie pasuje dlatego, że zawsze miałem go w koreańskim kinie za takiego "złego typa", ale koniec końców też jest ok. Nadal jednak licze, że ta wersja reżyserska rozwinie ten wątek drugiego kandydata, bo był on stanowczo za krótki.

Dobra, bo ja tu esej piszę. Koniec końców podsumowując warto wyjść poza ten doraźnie przekazany główny wątek.

JakiśNick
Gramowicz
Dzisiaj 20:48

Nie wiem co miał przekazać ten film. Zabij i zakop, żeby dostać pracę, konsekwencji nie będzie?

Ani to śmieszne, ani ciekawe.

Bardzo chaotyczny montaż, momentami nie wiadomo na kogo się patrzy bo aktorzy wyglądają tak samo. Nie odróżniałem kata od ofiary i żony kata od żony ofiary. Szkoda, że nie wybrali bardziej charakterystycznych aktorów.