Hot Wheels: Infinite Rush wkracza w piękny otwarty świat. To fajna zmiana, ale nie wykorzystano jej pełnego potencjału.
Po dwóch odsłonach gier z serii Hot Wheels od studia Milestone, przyszła pora na trzecią część i jedną bardzo istotną zmianę. Gra otrzymała otwarty świat, który w pewnym stopniu zmienił rozgrywkę, ale nie na tyle, aby mówić o jakiejś rewolucji. To wciąż fajne wyścigi w które polecam zagrać, ale jak już to zrobicie to pierwszym o czym pomyślicie będzie: „no tak, typowy Milestone”.
Hot Wheels: Infinite Rush
Recenzujemy Hot Wheels: Infinite Rush
Zacznijmy zatem od największej zmiany w serii czyli od otwartego świata, który jest podzielony na cztery różne krainy. Pierwsza, główna lokacja to klasyczna metropolia z drapaczami chmur. Kolejna dostarcza wakacyjnego klimatu dzięki malowniczym widokom i plażom. Trzecia miejscówka zabierze graczy na surowe pustynne tereny, z kolei ostatnia lokacja jest inspirowana Japonią i sprawia wrażenie najbardziej różnorodnej oraz bogatej w szczegóły. Między wszystkimi czterema mapami można przemieszczać się za pomocą szybkiej podróży, choć trzeba przyznać, że ekran ładowania pokazuje się trochę za długo (grałem na PC). Pomijając jednak chwilę oczekiwania, zmiana miejsca rozgrywki jest niezwykle prosta.
Hot Wheels: Infinite Rush
Każda wyspa oferuje w zasadzie te same wyzwania, różniąc się jedynie finałowym wyścigiem z bossem. Oznacza to, że po wymaksowaniu jednego terenu, na kolejnym robimy dokładnie to samo, tyle że w innej scenerii. Plus jest taki, że aktywności jest sporo i są dość różnorodne, więc trudniej popaść w powtarzalność. Mam jednak problem z rozmiarem wysp. Z jednej strony mogę stanowczo stwierdzić, że są bardzo małe i błyskawicznie można przejechać z jednego końca na drugi. Z drugiej strony ich konstrukcja sprawia, że cały czas coś się dzieje i nie ma nudnych przejazdów pustymi drogami. To chyba klasyczny przykład sytuacji „coś za coś”. Przyznam szczerze, że dzięki intensywności przejazdów, rozmiar wysp nie przeszkadzał mi aż tak bardzo. Pewnie gdyby to była „duża” samochodówka to sytuacja wyglądałaby jednak inaczej. Tutaj mówimy jednak o makiecie z zabawkowymi autkami.
Hot Wheels: Infinite Rush
Pomysł na otwarty świat moim zdaniem jest świetny, ale niekoniecznie w grze dla jednego gracza. Przede wszystkim swoboda jazdy po wielkich, bardzo fajnie zaprojektowanych makietach to frajda sama w sobie, ale do pewnego momentu. Po kilku godzinach zacząłem się zwyczajnie czuć samotnie. Hot Wheels: Infinite Rush posiada multiplayer, ale działa on w klasyczny sposób, czyli dobiera nas do jakiegoś wyścigu, po czym śmigamy na wyznaczonej trasie. Niestety same miasteczka nie pełnią żadnego rodzaju hubu, dlatego w pewnym momencie zaczynało mi brakować towarzystwa i jedyną szybką postacią w całym mieście byłem ja oraz autko, które można złapać, aby przypisać je do swojego garażu (o tym później). Konstrukcja świata, aż prosi się o pozwolenie graczom na wspólne śmiganie po mieście, no chyba, że po premierze coś się zmieni, ale niestety w wersji, którą ogrywałem nic takiego nie miało miejsca. Mimo wszystko nadal uważam, że otwartość świata to coś co wychodzi Hot Wheelsom na dobre. Dostajemy piaskownicę w której nadal możemy robić naprawdę odjechane rzeczy. Jest jeszcze lokalny tryb do czterech graczy co nieco ratuje sytuację, ale jak się nie ma chętnych do gry znajomych, to niewiele w moim przypadku to zmieniło. Podsumowując, jest co robić na mapach, ale prawdopodobnie szybko złapie was znużenie swobodną jazdą i zapragniecie czegoś więcej.
Hot Wheels: Infinite Rush
To co jednak robi świetne wrażenie, to właśnie uczucie jazdy po wielkiej makiecie. Tutaj naprawdę należy pochwalić Milestone, ponieważ interakcje z obiektami stoją na wyśmienitym poziomie. Każda rzecz w którą przywalimy, ławka, przystanek, autko na parkingu lub na drodze, drzewa – wszystko to daje nam do zrozumienia, że poruszamy się po zabawkowym świecie. Skoro już wspomniałem o ruchu ulicznym to ten istnieje, ale nie jest specjalnym utrudnieniem w zabawie, choć bywa gęsty. On daje poczucie żyjącego miasta, a dzięki kolizjom z pojazdami możemy właśnie najlepiej odczuć, że prowadzimy jednak zabawkowy samochodzik i to jest piękne. Poprzednie Hot Wheelsy od tego samego studia nie dawały aż takiego poczucia, że jednak zwyczajnie się bawimy, a to w przypadku takiej produkcji spory plus.
Hot Wheels: Infinite Rush
Jeżeli chodzi o możliwości zabawy, to poza śmiganiem po otwartych lokacjach, Hot Wheels: Infinite Rush oferuje kilka klasycznych trybów rozgrywki, takich jak szybki wyścig, time attack, demolka, pogoń za losowymi autkami, eliminacja, dostawy, jazda przez bramki, jazda do celu bez GPS, multiplayer i tym podobne. Tutaj akurat nie ma żadnej rewolucji i są to standardowe tryby dla wielu gier wyścigowych, ale trzeba przyznać, że różnych aktywności zebrało się w jednym miejscu naprawdę sporo, więc jest co robić. Zwieńczeniem tego jest naturalnie kampania, która składa się między innymi z niektórych wyżej wymienionych rodzajów zmagań. Kampania ma jednak jeden poważny problem. Kilka różnych rodzajów zawodów jest rozgrywanych na tych samych torach. W poprzednich częściach Unleashed, obiektów do ścigania było znacznie więcej i każdy następny na drodze do finału gry był po prostu inny. Tutaj trzeba się nastawić na powracanie do tych samych torów, tyle że raz będzie to wyścig, a innym razem czasówka. Czyli aktywności jest wiele, ale miejsc w których je realizujemy już nie do końca. Sytuację na szczęście ratuje edytor tras, ale o tym później.
Hot Wheels: Infinite Rush
GramTV przedstawia:
Wszystko to ma sprawić, że będziemy zdobywali kolejne samochodziki i odblokowywali następne wyzwania. Niestety w wersji recenzenckiej gry studio Milestone troszkę przesadziło, ponieważ ograbiło mnie z możliwości sprawdzenia jak wygląda rozwój gry. Mój build miał dosłownie wszystko odblokowane z całym pakietem samochodów garażu – szkoda. Z jednej strony mogłem dzięki temu przetestować każdą aktywność i pojazd, co też ma swoje plusy, ale nie jestem w stanie przez to określić jak szybko odblokowuje się kolejne elementy gry, czy to w postaci wyścigów czy też autek. Mogę jednak powiedzieć, że autka zdobywa się poprzez zakupy za walutę zdobywaną w grze, wygrywanie konkretnych wyścigów oraz za łapanie znalezionych na ulicy autek. Sposobów jest zatem kilka, a rodzajów samochodów mamy cztery. Jedne lepiej driftują, inne opierają się na mocnym przyspieszeniu, kolejne nadają się do jazdy w terenie, a czwarta kategoria to uniwersalne samochodziki, którymi w zasadzie możemy poradzić sobie w każdej sytuacji. Dodatkowym plusem jest tuning naszych czterokołowców, dzięki któremu możemy je dopasować do naszych preferencji, modyfikując kilka parametrów technicznych (np. sposób działania nitro) oraz ich wygląd.
Hot Wheels: Infinite Rush
Jeżeli chodzi o model jazdy to ten jest niemal identyczny co w Hot Wheels: Unleashed oraz Hot Wheels: Unleashed 2 Turbochargerd. W Infinite Rush zrezygnowano z podskoku, ale nadal możemy uderzać przeciwników bokiem autek. Sama fizyka jazdy niewiele się zmieniła, choć w najnowszej odsłonie autka zdają się być „bardziej miękkie”, co było całkiem przyjemnym odczuciem. Niemniej jednak, jeśli graliście w poprzednie gry Mielstone’u to w Infinite Rush odnajdziecie się bez najmniejszego problemu. Nie uważam tego jednak za wadę, ponieważ od samego początku serii Hot Wheelsami jeździło mi się bardzo dobrze i nie inaczej jest w przypadku najnowszej odsłony gry. To cały czas przyjemny, zręcznościowy model jazdy, który łatwo opanować, ale jednocześnie taki który daje sporo satysfakcji, zwłaszcza w przypadku bardziej wymagających pojedynków. Na plus uznaję także poczucie prędkości, choć jest to zależne od możliwości samochodzików. Bywa jednak, że jest naprawdę szybko, a w tego typu grach jest to zawsze spory plus.
Hot Wheels: Infinite Rush
Same wyścigi potrafią być wymagające o ile gramy na wyższym poziomie trudności. Z kolei na tym maksymalnym, mam wrażenie, że są już zbyt hardkorowe i często nawet przy idealnej linii przejazdu oraz świetnym tempie, ciężko złapać rywali. Z kolei na normalnym bardzo łatwo wszystkim odjechać. Brakuje mi tutaj idealnego balansu, który zapewniłby mi wyzwanie, ale nie kosztem wypruwania sobie flaków, choć trzeba przyznać, że chyba ten trzeci poziom z czterech jest najbliższy tej wizji, ale to wciąż nie jest jeszcze to. Z całą jednak pewnością mogę stwierdzić, że walka z bossami to akurat inny rodzaj zabawy i ten faktycznie wymaga przyłożenia się, a jednocześnie jest chyba najlepiej zbalansowany. Przeciwnik z którym się mierzymy 1 na 1 jest wyraźnie szybszy i bardziej zadziorny, niezależnie od wybranego poziomu trudności. Do tego dochodzą specjalnie przygotowane trasy, które zawierają liczne przeszkody i szalone fragmenty, które wymagają już znacznie większego skupienia. To akurat dobrze, bowiem taki wyścig jest zwieńczeniem wielu innych zmagań, więc głupio byłoby gdyby najważniejsze wyzwanie nie dawało – no właśnie – żadnego wyzwania. Zdecydowanie najbardziej byłem zadowolony właśnie z wyścigów z bossami.
Hot Wheels: Infinite Rush
Jazda jazdą, ale Hot Wheelsy to nie tylko zwariowane ściganie. To również kolekcjonowanie samochodzików oraz budowanie szalonych tras. Już na start otrzymujemy ponad 150 różnego rodzaju autek, choć zabolał mnie fakt, że nie znalazło się odrobiny miejsca na motocykle. Tak czy inaczej jest co zbierać i kolekcjonować, choć tak jak wspomniałem wcześniej, nie dane mi było tego doświadczyć w klasyczny sposób w ogrywanym buildzie. Oczywiście zdobyte pojazdy można przetestować w otwartym świecie, klasycznych wyścigach lub… na zbudowanych przez siebie trasach. Tutaj będę szczery – edytory studia Mielstone są bardzo intuicyjne i rozbudowane, można w nich robić niesamowite rzeczy, ale ich konstrukcja nie zmienia się od lat. Jeśli mieliście styczność z edytorami tras i malowań w takich grach jak MotoGP, Ride i w poprzednich Hot Wheelsach, to w Infinite Rush nic was nie zaskoczy. To cały czas te same świetne, łatwe w obsłudze edytory, dlatego nie będą was zanudzał opisując dziesiąty raz to samo, o czym pisałem już przy poprzednich grach tego studia. Będziecie się w nich bardzo dobrze bawili.
Hot Wheels: Infinite Rush
Na koniec poruszę jeszcze kwestie techniczne. Przede wszystkim szacunek dla studia za grafikę, ponieważ tak jak w poprzednich wersjach, włosi idealnie odwzorowali pojazdy pokazując w każdym detalu, że są to zabawkowe samochodziki. Tyczy się to również wszystkich z czterech map. Styl graficzny po prosty perfekcyjnie oddaje to czym są Hot Wheelsy. Jeśli jednak chodzi o glitche, to tych było całkiem mało. Bardzo rzadko zdarzyło mi się, że samochodzik odbił się od przeszkody w bardzo nienaturalny sposób lub jakiś obiekt zawisł w powietrzu, tyle i aż tyle. Na szczęście nie miałem żadnych poważniejszych sytuacji, dzięki czemu śmiem twierdzić, że Infinite Rush jest na premierę bardzo dobrze przygotowane technicznie. Tutaj jednak zastrzegam, że nie było mi dane sprawdzić gry wieloosobowej online, więc nie mam pewności co do działania tego trybu, ale znając Milestone mam gdzieś z tyłu głowy, że ten element może nie być idealny <patrzy w stronę serii MotoGP>.
Hot Wheels: Infinite Rush
Czy bawiłem się dobrze w Hot Wheels: Infinite Rush? Pewnie. Czy będę do tej gry wracał? Naturalnie, zwłaszcza, że mam kolejne pomysły na tworzenie własnych tras. Czy nowa struktura rozgrywki z otwartym światem cokolwiek zmienia? Tylko trochę, bowiem finalnie to wciąż bardzo podobna gra do poprzednich w której i tak z otwartego świata trafiamy na zamknięte tory, celem rozegrania kolejnego wyścigu. Tak naprawdę nowe Hot Wheelsy to bardzo fajna gra i jedyne co mnie boli to fakt, że otwarty świat jest taki “na moment”, bowiem finalnie i tak śmigamy na zamkniętych trasach, a ta otwartość to po prostu możliwość złapania chwili oddechu między kolejnymi zawodami, robiąc głupkowate rzeczy. Tak czy inaczej polecam zagrać jeśli potraficie bawić się sami ze sobą – w takiej sytuacji Hot Wheels: Infinite Rush was nie zawiedzie.
7,0
Otwarty świat niewiele zmienił, ale też nie zabił tego co w Hot Wheels jest najfajniejsze.
Plusy
Otwarty świat wygląda pięknie
Mapy są małe, ale w zamian skonstruowane w taki sposób, aby można było fajnie poszaleć
Bardzo dużo różnego rodzaju zawodów
Ogromna kolekcja autek do zdobycia na start
Świetna grafika podkreślająca zabawkowość tego świata
Bardzo przyjemny model jazdy
Walki z bossami zapewniają super wyzwanie
Świetne oraz przystępne edytory tras i malowań
Tuning samochodzików fajnie urozmaica ściganie
Minusy
Wspomniane atrakcje otwartego świata mogą się niestety znudzić już po kilku godzinach, a gracz w końcu poczuje się samotnie
Balans poziomów trudności
Drobne glitche fizyki obiektów
Nieco za długie ekrany ładowania między zmianą wysp
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!