Szeptacz – recenzja filmu. Niepokojący głos zza okna

Radosław Krajewski
2026/08/30 10:00
0
0

Na Netflixie pojawił się nowy kryminał oparty na popularnej powieści. Oceniamy, czy produkcja zdołała zapewnić widzom mrożącą krew w żyłach historię.

W starym stylu

Moda na masowe ekranizowanie bestsellerowych kryminałów już odchodzi w zapomnienie. Jeszcze kilka lat temu Hollywood chętnie sięgało po tego typu literaturę, aby na jej podstawie tworzyć nowe filmy, ale teraz częściej widzimy filmowe i serialowe adaptacje fantasy, science fiction i przede wszystkim romansów. Tym razem Netflix poszedł jednak pod prąd i zamówił ekranizację Szeptacza autorstwa Alexa Northa. Popularna powieść znalazła sporą grupę fanów, więc nic dziwnego, że platforma zobaczyła w tym potencjał na streamingowy hit. Niestety produkcja wygląda, jakby powstała nie tyle dekadę temu, co przynajmniej ze dwie. Niby wszystko tu jest na swoim miejscu, ale to prosty kryminał z powolnym tempem i zwrotami akcji, które objawiają się dopiero pod sam koniec opowieści. Reżyser Jams Ashcroft stworzył film na nostalgii za klasykami gatunku, takimi jak Siedem, Milczenie owiec, czy Kolekcjoner kości. Zamiast jednak nowoczesnego hołdu, otrzymujemy masę schematycznych rozwiązań, które z czasem zaczynają nudzić. Mimo to Szeptacz ma spory atut w postaci samej fabuły, która potrafi wciągnąć do samego końca.

Szeptacz
Szeptacz

Głównym bohaterem jest Tom Kennedy (Adam Scott), owdowiały pisarz kryminałów, który po śmierci żony przeprowadza się wraz z kilkuletnim synem Jakiem (Acston Luca Porto) do rodzinnego miasteczka. W nowym domu chłopiec zaczyna widzieć tajemniczą dziewczynkę w niebieskim swetrze. Tom zaczyna traktować dziwne zachowanie syna, jako element żałoby i dziecięcej wyobraźni. W międzyczasie w mieście dochodzi do tajemniczego zaginięcia dziecka, a działania porywacza zaczynają przypominać sposób, w jaki dwie dekady temu Szeptacz polował na swoje małoletnie ofiary. Detektyw Amanda Beck (Michelle Monaghan) kontaktuje się z emerytowanym Petem Willisem (Robert De Niro), któremu udało się schwytać oryginalnego Szeptacza (Michael Keaton) i posadzić go na długie lata do więzienia. Pewnej nocy znika również Jake, a Amanda zaczyna podejrzewać, że za porwaniem stoi osoba, która podszywa się pod mordercę sprzed wielu lat. Trop prowadzi jednak do mężczyzny, który już siedzi w więzienia. Wkrótce prawda wyjdzie na jaw, a tajemnica okaże się o wiele bardziej osobista, niż ktokolwiek mógł wcześniej przypuszczać.

Już w samej narracji widać, że Szeptacz nie zamierza być żadną rewolucją. Twórcy świadomie wykorzystują staromodny sposób prowadzenia fabuły, ze wszystkimi tego zaletami i wadami. Jest dziecko, które widzi więcej niż dorosły. Morderca ze swoim charakterystycznym modus operandi. Nie brakuje również powiązania historii z przerażającą przeszłością. Gdy dodamy do tego strudzonego życiem, emerytowanego glinę, dla którego nowe śledztwo staje się sprawą osobistą, łatwo w tym wszystkim znaleźć doskonale znajome motywy, które przewijają się w thrillerze już od wielu lat. Nie musi być to rzecz jasna wadą i wszystko zależy od tego, czy widz będzie usatysfakcjonowany takim staromodnym kryminałem. Sama książka do rewolucyjnych również nie należała, choć tam kryminalne klisze nie były aż tak wyczuwalne. Niestety w produkcji Netflixa jest to podbite również samą warstwą wizualną, która od razu przywodzi na myśl klasyki gatunku, jak wspomniany wcześniej Kolekcjoner kości, czy nawet Zodiak.

Szeptacz
Szeptacz

Problemy zaczynają się nawarstwiać, gdy historia zaczyna odpowiadać na najważniejsze pytania. Tajemnica zbudowana wokół Szeptacza wydaje się bardziej skomplikowana, niż w rzeczywistości jest, co może wiele osób rozczarować. Porozrzucane przez twórców wskazówki łatwo połączyć w jedną całość i już mniej więcej od połowy odgadnąć, kto stoi za przerażającymi porwaniami. Szczególnie jeden z kluczowych zwrotów akcji jest na tyle mocno zasygnalizowany, że przestaje być mowa o jakimkolwiek zaskoczeniu, czy dalszym budowaniu tajemnicy. Reżyser do pewnego momentu potrafi prowadzić tę zagadkę, ale o wiele gorzej wychodzi mu jej rozwiązanie. Głównie dlatego, że postaci pobocznych jest tu jak na lekarstwo i łatwo jest zgadnąć, kto jest tytułowym mordercą. Historia jednak nie ogranicza się wyłącznie do policyjnego śledztwa. Fabuła skupia się również na relacjach ojca i syna oraz jak przekazywane traumy oddziałują na kolejne pokolenia. Tom próbuje odbudować więź ze swoim synem po śmierci żony, jednocześnie zmuszony jest skonfrontować się z własnym ojcem, z którym od dawna pozostaje skonfliktowany.

Mroki kryminału

O wiele gorzej wypadają drugoplanowe postacie, na czele z Amandą Beck, która powinna być kolejnym filarem tej opowieści, ale w praktyce sprowadzono ją do pomocy dla bardziej doświadczonego detektywa. Amanda nie otrzymuje żadnego własnego wątku i jej obecność na ekranie wcale nie była konieczna. Nieźle za to wypada Michael Keaton jako morderca z przeszłości, który nadaje swojej postaci pewną osobliwą aurę. Na drugim biegunie jest z kolei przerysowany Hamish Linklater jako kolekcjoner pamiątek po seryjnych mordercach. Ten wątek jest zdecydowanie dziwniejszy od reszty filmu, momentami ociera się o groteskę, ale paradoksalnie właśnie dlatego zapada w pamięć.

Szeptacz
Szeptacz

GramTV przedstawia:

Pod względem wizualnym Szeptacz może się podobać, o ile jesteście fanami kryminałów z ubiegłego wieku. Nie ma tu charakterystycznej palety kolorów, jak w Zodiaku, czy Labiryncie, ale film ma swój klimat. Bywa mrocznie i depresyjnie, więc to idealna propozycja bardziej na jesienne wieczory, niż końcówkę lata. Niestety czasami produkcja popada w typową streamingową nijakość. Brakuje scen, które mogłyby przełamać tę kolorystyczną monotonię, nadać nieco więcej stylu i ożywienia całości. Na szczęście wiele nadrabia dźwięk, który jest mocnym elementem Szeptacza. Szczególnie dobrze wypadają wszystkie dźwięki pochodzące od tytułowego mordercy, który straszy samym swoim głosem.

Aktorsko film wypada tylko poprawnie. Adam Scott nieźle odgrywa zdesperowanego ojca, który nie jest pewny, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy swojego syna. Z kolei Robert De Niro gra oszczędnie i powściągliwie, nie ukazując wielu emocji, ale jednocześnie nadając całości więcej spokoju i ciepła. Michelle Monaghan jako Amanda Beck próbuje jakkolwiek nadać charakteru swojej postaci, ale scenariusz na niewiele jej pozwala.

Szeptacz nie zostanie nowym klasykiem gatunku. To dosyć średni kryminał, który wiele traci na tym, że brakuje tu jakiejkolwiek oryginalności, twórczego szaleństwa, czy reżyserskiej odwagi, czego nie brakowało Davidowi Fincherowi w wielu jego dziełach, czy Denisowi Villeneuve’owi w Labiryncie. Mimo to Szeptacz jest sprawnym thrillerem, który spodoba się fanom podobnych pozycji, o ile nie będą oczekiwać zbyt wiele. W tym przypadku mimo wszystko warto sięgnąć po książkę, która zdecydowanie lepiej potrafiła przedstawić tę historię.

5,0
Szeptacz to przyzwoity, oparty na gęstym klimacie thriller w stylu lat 90., który nie dorównuje swoim wielkim poprzednikom, ale dzięki dobrej atmosferze i solidnej obsadzie potrafi zapewnić całkiem przyjemną rozrywkę.
Plusy
  • Klimat klasycznych thrillerów kryminalnych z lat 90.
  • Kilka naprawdę niepokojących scen
  • Dobrze wykorzystany motyw rodzinnej traumy przekazywanej z pokolenia na pokolenie
  • Adam Scott i Robert De Niro dobrze wypadają w swoich rolach
  • Sprawne tempo prowadzenia kryminalnej historii
Minusy
  • Duża przewidywalność w zwrotach akcji
  • Zbyt wiele znanych schematów kina o seryjnych mordercach
  • Michelle Monaghan nie dostaje odpowiednio dobrze napisanej postaci
  • Część pobocznych wątków jest niepotrzebnie rozbudowana
  • Wizualnie film nie wyróżnia się szczególnie na tle innych produkcji Netflixa
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!