Recenzja

DOOM Eternal - recenzja - niech żyje heavy metal!

Michał "Muradin" Grabowski, 17.03.2020 15:01 4

DOOM Slayer powrócił i to z mocnym uderzeniem. Tak, jak wszyscy tego chyba chcieliśmy.

Zacznę od pewnego wyznania – Doom Slayerze, zwątpiłem.

Mimo moich najszczerszych chęci nadal nie mogłem uwierzyć, że DOOM Eternal może być lepszy od swojego poprzednika… ale stało się – DOOM naprawdę jest wieczny! Mówię to trzymając mojego wewnętrznego psychofana gdzieś w schowku pod schodami, bo o ile uwielbiam serię od id Software, tak pamiętam moją reakcję po ograniu DOOM z 2016 roku. To była jedna z niewielu gier, o których tak często opowiadałem swoim znajomym i zachęcałem ich do sprawdzenia, czym jest na własnej skórze. Podobnie jak Rip and Tear oraz BFG Division, które z impetem wlatuje cyklicznie na moje Spotify. Mick Gordon już w momencie premiery Wolfenstein: The New Order pokazał, na co go stać, ale dopiero przy DOOM pokazał swój majstersztyk i na stałe wpisał w grono jednych z najlepszych autorów muzyki w grach komputerowych.

Nie dziwić może więc fakt, że moje oczekiwania co do DOOM Eternal były ogromne, podobnie jak obawy o to, czy uda się doścignąć to, co już wyglądało na idealny powrót legendarnej serii po latach.

Rip and tear… until it’s done.

Tak jak wspomniałem wcześniej w swoich wrażeniach z pokazu w Cenedze na samym początku miałem wrażenie, ze fabularnie DOOM Eternal rozpoczyna się… nagle, z pominięciem zakończenia poprzedniej odsłony. 

Doom Slayer przybywa swoim Doom Fortress w okolice naszej planety, która powoli zostaje opanowana przez demony. Słychać krzyki, słychać raporty o tym, ile procent Ziemi jest zajęte przez plugastwa, a główny bohater przeładowuje strzelbę i rusza przez portal załatwić wszystkie sprawy raz na zawsze.

Twórcy rzucają gracza w sam środek tego całego zamieszania. Na każdym kroku dają kolejne zabawki, pokazują ich zastosowanie i mówią „idź sprzątać dalej!”. Ten szacunek to pewna wypadkowa tego, co już miało miejsce w DOOM z 2016 roku – twórcy zakładają, że gracz wie, po co tak naprawdę tu przybył. Nie potrzebuje dodatkowego trzymania za rączkę na każdym kroku czy też pokazywania co chwilę ekranów o tym, czego można użyć w danym momencie. Na to zwyczajnie nie ma czasu, bo DOOM Eternal jest piekielnie szybkim shooterem, a tempo wraz z każdą kolejną mijającą godziną wzrasta kolosalnie. Do tego stopnia, że właściwie ostatnie etapy to ciągłe ślizganie się po arenie i kombinacyjne eliminowanie wszystkich przeciwników w taki sposób, aby zdrowia, pancerza oraz amunicji było pod dostatek.

To spora różnica zważywszy na to, jak mocno gracze narzekali na tempo rozgrywki w 2016 roku. Jednakże id Software postanowiło posłuchać graczy, odkręcić zawory bezpieczeństwa i nawet na poziomie normalnym pewne starcia zamieniają się w istny taniec zniszczenia, gdzie margines błędu jest wręcz zerowy na wyższych poziomach trudności… czyli tak, jak w DOOMie być powinno.

Mogę stawiać śmiało żołędzie przeciw szyszkom, że w niektórych tekstach na bank pojawią się porównania do Dark Souls ;)

Wracając jeszcze do fabuły, to nawet jeśli gra ona właściwie rolę drugo czy nawet trzeciorzędną, to warto wspomnieć, iż ciekawie się ogląda próbę wyjaśnienia pewnych wydarzeń. Podobnie, jak przyswojenia sobie memów, które wytworzyły się po premierze poprzedniej części. Reszta to tak naprawdę słuchanie porozrzucanych po mapach logów oraz czytanie codexów, co wcale nie jest niczym złym w tego typu grze. Dla każdego coś miłego!

Przemierzając piekło na Ziemi…

W przypadku DOOM 2016 bardzo mocno ceniłem sobie pewną swobodę w eksploracji. Na tyle na ile oczywiście pozwalała na to mapa poziomu, ale mimo wszystko warto było spojrzeć na nią co jakiś czas i sprawdzić, czy za rogiem nie było gdzieś jakiegoś ukrytego przejścia.  DOOM Eternal idzie o krok dalej. Wszelakich znajdziek, ukrytych miejscówek czy specjalnych aren do walki z demonami jest o wiele więcej i nie ograniczają się one tylko do zbierania figurek, ale również plakatów, płyt z muzyką czy punktów do rozdania w przeróżnych dziedzinach.

Inną sprawą jest to, że zręcznościowy aspekt DOOM Eternal to nie tylko walki, ale również i poruszanie się po arenach. Dlatego też dotarcie do konkretnych miejscówek wymaga czasami wręcz małpiej zręczności oraz cierpliwego wyliczania naszych możliwości. Tyczy się to czasami również miejsc, które można uznać za główną ścieżkę do przejścia misji. Dlatego też warto się porozglądać, pomyśleć poza pewnymi schematami i spróbować szczęścia. Jeśli nie znajdziecie dalszej drogi, to chociaż zgarniecie figurkę Cacodemona czy innego stwora i to jest niezwykle duży plus.

Armia Ciemności i narzędzia pacyfikowania demonicznego tłumu.

Demoniczna armia ponownie przeszła konkretną modernizację. Obok dobrze znanych impów, wcześniej wspomnianego Cacodemona czy Hell Knightów pojawiają się nowi, o wiele bardziej niebezpieczni adwersarze z piekieł. Nie będę psuł niespodzianki, ale powiem tak – nie zawsze prucie do wszystkich ogniem pomaga i w tym aspekcie DOOM Eternal zamienia się shootera, który wymaga również dużych pokładów umiejętności od Doom Slayera.

Różni przeciwnicy, przeróżne taktyki, słabe punkty i okazuje się, że każde starcie przeradza się w wojnę, po której trzeba chwilę odetchnąć. Zwłaszcza, że heavy-metalowa orkiestra pod batutą Micka Gordona gra i gra…

W kwestii zabawek dostępnych w grze trudno mówić o konkretnych zmianach – arsenał jest bardzo podobny do tego, z którego korzystaliśmy już w poprzedniej odsłonie. Nawet niektóre ulepszenia takie jak granaty dla Combat Shotguna czy rakiety naprowadzające były pewnikami w DOOM Eternal. Dochodzą jednak dodatkowe środki pacyfikowania demonów w postaci miotacza płomieni, wyrzutni granatów oraz… a nie, tego nie powiem. Tak czy inaczej, ogólnie każde z narzędzi użyte w odpowiednim momencie zwraca z demonów część pancerza, zdrowia czy amunicji, a to z kolei znacznie wpływa na przetrwanie. Dosłownie. Szkoda jednak, że ostatecznie nie znalazło się miejsce dla kilku nowych sztuk broni, które można byłoby z powodzeniem wymieniać między kolejnymi misjami. Jedni mogą to uznać za spory minus, inny odnajdą się w dobrze znanym ekosystemie i ruszą do boju wiedząc, na jakich zasadach grają. 

Tu ponownie wchodzi element, o którym wspominałem już kilka razy w swojej recenzji – żonglowanie modyfikacjami, tworzenie kombinacji oraz odpowiednie poruszanie się po mapie tworzy z DOOM Eternal coś więcej, niż tylko kolejnego shootera z dziesiątkami przeciwników do przemielenia. Być może właśnie dlatego w Eternal widzę o wiele większy potencjał w kwestii ewentualnego ogrywania gry na wyższych poziomach trudności, jak i z różnymi dodatkowymi modyfikatorami (dzięki Master Levels). Może okazać się, że DOOM faktycznie stanie się przez jakiś czas wieczny.

Jak w masło…

To, co mnie zaskoczyło najbardziej to fakt, ze DOOM Eternal na starym, już mocno wysłużonym PlayStation 4 FAT z łatwością trzymał 60 FPS przez cały czas rozgrywki i wyglądał naprawdę dobrze! Na pecetach z pewnością poprzeczka będzie postawiona o wiele wyżej, a graficznie Doom Slayer rozpali do czerwoności niejedną maszynę. Jednakże trzeba oddać id Software to, że zoptymalizowali Eternala perfekcyjnie. Zwłaszcza, iż na ekranie bardzo często dzieje się tyle, że sam wręcz nie mogłem uwierzyć w to, co widzę.

Choć przyznam się, że bardzo chętnie dowiem się, czy DOOM Eternal będzie dobrze działał na słabszych konfiguracjach na pecetach – dajcie znać nam koniecznie!

O muzyce się już rozpisywałem chwilę wcześniej, ale powtórzę – Mick Gordon ponownie wszedł na wyżyny swojego geniuszu i nawet, jeśli dla wielu osób nie będzie to rewelacja na poziomie poprzednich jego produkcji, to i tak potrafi perfekcyjnie służyć jako tło do przepięknej rozwałki, której sprawcą jest Doom Slayer. Nie mogę się już doczekać pojawienia się tej ścieżki dźwiękowej na streamingach! 

Niech żyje heavy metal!

Po kilku dniach przerwy od DOOM Eternal przyszedł czas na ocenę i ta być inna nie może – brać, grać, delektować się każdą kolejną chwilą spędzoną na mordowaniu demonów! To niewątpliwie lepsza, odważniejsza wersja tego, co otrzymaliśmy w 2016 roku, gdy DOOM powracał po latach przerwy. A to chyba wystarczająca rekomendacja, aby sięgnąć po grę w dniu premiery, hm?

Całość gra ze sobą wręcz perfekcyjnie i jedyne, do czego faktycznie mieć pretensje to tak naprawdę brak wielu nowych zabawek. Zapalniczka i granaty – spoko, ale liczyłem na więcej nowych narzędzi do siania zniszczenia. A tak to po skończeniu DOOM Eternal zapragniecie, aby przygody DOOM Slayera trwały wiecznie.

Zostaje jeszcze Battlemode, o którym kilka słów napiszę tuż po premierze. Taki urok przedpremierowych recenzji, że na zapełnienie serwerów trzeba będzie chwilę poczekać. Z drugiej strony… jeśli w DOOMa nie gra się dla fabuły, to czy gra się dla multiplayera?

Suplement do recenzji – tryb Battlemode:

Powiem tak – pograłem chwilę, ale czy będę fanem… niekoniecznie. Podobnie jak w przypadku DOOM z 2016 roku oraz trybów sieciowych, które pojawił się w tej grze zdaję sobie sprawę z tego, że jest to raczej ciekawostka niż coś, co przyciągnie graczy na stałe. Choć zapewne kilku fanów tryb Battlemode zyska, bo to dość ciekawa wariacja na temat asymterycznych trybów sieciowych. A jak mówi znane dobrze wszystkim przysłowie “dwóch na jednego to banda Łysego”. W tym przypadku Łysy jest nadzorcą piekieł, a w zależności od sprawności graczy często mecze grane są do jednej bramki. Albo dostaje srogi łomot Slayer, albo demony. Dodatkowo matchmaking oraz usługi sieciowe Bethesdy skutecznie zniechęcają do zabawy, więc… po co tak naprawdę zawracać sobie nim głowę? 

Do trofek, bo kilka jest ściśle związanych z trybem Battlemode. Ostatecznie zagrać można, nie trzeba. Skupcie się na kampanii, a multiplayer spokojnie możecie sobie odpuścić.

Doom Eternal

  • Świetny sequel DOOM z 2016 roku!
  • Znacznie przyspieszone tempo rozgrywki.
  • Cała masa przeróżnych zagadek platformówkowych do pokonania.
  • Fabularne wyjaśnienie początków Doom Slayera
  • Muzyka autorstwa Micka Gordona kopie w co trzeba!
  • Świetna optymalizacja graficzna na PlayStation 4 bez spadków w jakości.
  • System upgrade, znajdźki oraz smaczki do znalezienia w każdym miejscu.
  • Walki z bossami.
  • Dla niektórych narzucone tempo może być w późniejszych etapach gry zbyt wysokie.
  • Zbyt mała liczba nowości w arsenale Doom Slayera
Doom jest wieczny - brać i grać! 9.0
najnowsze