xCloud Microsoftu pokazał, jak bardzo w tyle jest Stadia

Mateusz Mucharzewski
2020/02/15 14:00

Jeśli do tego dodamy niezły start GeForce NOW, sytuacja platformy Google wygląda bardzo mizernie.

xCloud Microsoftu pokazał, jak bardzo w tyle jest Stadia

Po bardzo niemrawym 2019 roku w ostatnim czasie na rynku streamingowym zaczęło się dziać bardzo dużo. Do kopiącego się po głowie Google Stadia dołączyć microsoftowy xCloud, a ostatnio rozwiązanie Nvidii. Te dwa ostatnie pokazały kto jest obecnie na jakim etapie. Okazuje się, że już na starcie różnice między poszczególnymi platformami streamingowymi są bardzo duże. Na tyle, że wyraźnie widać kto jest liderem, a kto potrzebuje wyraźnego przyspieszenia.

O tym jak wielkim niewypałem był debiut Stadii wiemy od dawna. Google ze swoim streamingiem boryka się z problemami związanymi z płynnością rozgrywki oraz przede wszystkim ubogą biblioteką gier. Nie jest to wielkim zaskoczenie, ponieważ gigant z Doliny Krzemowej zaczyna swoją przygodę z elektroniczną rozrywką, a więc nie dysponuje własnymi studiami czy znanymi markami. Dopiero teraz obserwujemy liczne inwestycje, jak na przykład przejęcie Typhoon Studios (twórcy niedawno wydanego Journey to the Savage Planet) czy sfinansowanie produkcji nowej gry Tequila Works (twórcy Deadlight oraz Rime). Gracze mają więc ogromne powody do narzekań. Na Stadii, jeśli już działa prawidłowo, po prostu nie ma w co grać. Sytuacja może się zmienić, ale wymaga to od Google głębokiego sięgnięcia do kieszeni. To prawdopodobnie niedługo się stanie. Wcześniej jednak na rynku pojawił się poważny konkurent.

Microsoft sprawia wrażenie bardzo pewnego siebie na polu streamingu. Biorąc pod uwagę jak rozwija się jego xCloud, nie ma w tym nic dziwnego. Usługa w pierwszej kolejności pojawiła się w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz Korei Południowej. Debiut okazał się całkiem udany, głównie pod względem technicznym. O ile Stadia miała swoje problemy, tak testerzy xCloud nie narzekali na lagi czy kłopoty z połączeniem. Oczywiście technologia nadal wymaga dobrego łącza, ale jeśli już ktoś je ma, mógł bez problemu korzystać ze streamingu. Na plus na pewno należy też zaliczyć fakt, że Microsoft nie bał się na start udostępnić produkcji, w których nawet niewielkie opóźnienia mają ogromne znaczenie. Mam na myśli takie produkcje jak Killer Instinct czy Gears of War.

Obecnie xCloud dostępny jest na całym świecie. Trzeba mieć tylko urządzenie z Androidem 6.0 lub wyższym oraz należeć do programu Xbox Inside (od niedawna z usługi może korzystać również ograniczona grupa posiadaczy urządzeń z systemem iOS). Mimo wysokiej jakości usługi nie mówi się o niej zbyt wiele. Stadia, chociaż zadebiutowała w niższej niż oczekiwano jakości, wywołała sporo medialnego szumu. Czy to oznacza, że xCloud przeszedł bez echa? Niekoniecznie. Microsoft może być szczególnie zadowolony z debiutu w Korei. Mimo iż gigant z Redmond nie jest zbyt silny w Azji (chociaż ostatnio intensywnie próbuje to zmienić, o czym pisałem w TYM TEKŚCIE), właśnie tam xCloud cieszy się największym powodzeniem. Na koreańskim rynku Microsoft współpracuje z firmą SK Telecom. Według niej lokalni gracze spędzają ze streamingiem 1,75 razy więcej czasu i 3 razy częściej powracają do usługi niż osoby z USA i Wielkiej Brytanii. Zaskoczenie? Trzeba pamiętać, że w Korei Południowej ponad połowa populacji gra w gry mobilne (via dane Newzoo), a do tego dochodzi bardzo rozwinięta infrastruktura zapewniająca łatwy dostęp do bardzo szybkiego Internetu. Dla Microsoftu xCloud może więc być szansą na zdobycie takich rynków.

GramTV przedstawia:

Aby znaleźć główną przewagę xClouda nad rozwiązaniem Google nie trzeba się specjalnie wysilać. Wiadomo zresztą o niej od dawna, nie tylko dlatego że mówił o niej sam Phil Spencer. Chodzi o gry. Microsoft ma wieloletnie doświadczenie, własne studia, popularne marki i kontakty biznesowe. Google dopiero nad tym pracuje. Nic więc dziwnego, że pod względem treści xCloud wyprzedza o kilka długości Stadię. Najlepszym tego przykładem jest Destiny 2. Google długo zapowiadał tę premierę na swoje platformie. Miało to być wielkie wydarzenie. Tak się jednak złożyło, że niedawno produkcja Bungie trafiła również na konkurencyjny xCloud. Różnica polegała jednak na tym, że Microsoft zrobił to bez wielkich ogłoszeń, bez robienia z tego dużego wydarzenia i dorzucając do tego jeszcze kilkanaście innych produkcji. Coś co dla jednego było wielkim sukcesem, dla drugiego to nic nadzwyczajnego. Microsoft pokazał tym samym swoją siłę na polu treści. Z drugiej strony rywal nie był zbyt wymagający.

Spójrzmy teraz na niedawno uruchomione GeForce NOW. Rozwiązanie Nvidii pojawiło się na rynku bez większej fety i szybko pokazało jak słaba była premiera Stadii. Z nowym graczem na rynku wiąże się tylko jeden problem. Wielu graczy, którzy testowali darmową wersję musiało poświęcić sporo czasu na czekanie w kolejce aż będą mogli zacząć zabawę. Problemem na pewno nie były gry, ponieważ GeForce NOW pozwala na odpalenie produkcji, które mamy np. na swoim koncie Steam. To z jednej strony duży atut, z drugiej problem. Nvidia nie ma własnych gier, a więc niektórzy deweloperzy mogą odmówić udostępniania ich produkcji przez GeForce NOW. To niedawno wydarzyło się z Activision, które wycofało z usługi swoje produkty. Czy to kolejne złowieszcze zagranie jednej z najbardziej nielubianych firm w branży? Wątpliwe, aby chodziło o zwykłą zawiść zarządzających tym gigantem. Istnieje spore prawdopodobieństwo (tak spekuluje branża), że Activision ma jakąś umowę z Google, przez co gry firmy pojawią się na Stadii. Kto jak kto, ale oni akurat mają dużo pieniędzy, które w takich sytuacjach są ważnym argumentem w rozmowach. Jak wspomniałem na początku, Google dopiero zaczyna inwestycje w treści i na pewno jeszcze przepali na ten cel mnóstwo pieniędzy.

Streaming na razie ciągle jest niszą, ale w przyszłości na pewno to się zmieni. Nic więc dziwnego, że Phil Spencer z Microsoftu niedawno uznał, że to Google i Amazon są teraz głównymi konkurentami Xboksa, a nie Sony i Nintendo. Jeśli spojrzymy na rynek przez pryzmat grania w chmurze, nie ma w tym nic dziwnego. W końcu pierwsza z japońskich firm będzie korzystać z Microsoft Azure, a druga w kwestii rozwiązań sieciowych jest daleko w lesie. Google z kolei to wielka potęga technologiczna, która w gamingu widzi kolejne miejsce, w którym musi być obecna. Amazon jest jeszcze w lepszej sytuacji, ponieważ już od kilku lat rozwija swój pion produkcji gier wideo (na razie bez większych sukcesów), a do tego jest światowym liderem w rozwiązaniach związanych z chmurą obliczeniową.

Microsoft ma jednak ogromną przewagę związaną z posiadanymi treściami. Czy to oznacza, że xCloud będzie numerem jeden w streamingu? Rynkowi analitycy są raczej zgodni, że rozwiązanie giganta z Redmond oraz PlayStation NOW wychodzą na prowadzenie. Tutaj jednak jeszcze wiele może się wydarzyć. Przyszłość branży elektronicznej rozrywki kształtuje się na naszych oczach i warto to obserwować. To, że dzisiaj po pozycję lidera pewnie kroczy xCloud nie oznacza końca rywalizacji. Microsoft może ma większą ofertę i lepszą technologię niż Google, ale największe wyzwanie dopiero nadejdzie – przekonanie masowego odbiorcy do grania w chmurze.

Komentarze
0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!