Recenzja

Nintendo, nie jedź tą drogą - recenzja Mario Kart Tour

Jakub Zagalski, 28.09.2019 19:15 2

Mario Kart Tour to wyciskacz pieniędzy pozbawiony ducha radosnej zabawy, którą znamy z konsolowych wyścigów Nintendo. Smutna jazda bez trzymanki ku przepaści.

Zaczyna się obiecującą. Po ściągnięciu darmowej aplikacji, wita nas bajecznie kolorowy świat żywcem wyciągnięty z konsol Nintendo. Całość wygląda i brzmi znakomicie, a już na pewno znacznie lepiej niż większość produkcji free-to-play zalegających na półkach wirtualnych sklepów Google'a i Apple'a. Niestety pod tą uroczą fasadą kryje się prawdziwy smutek, obraz kreatywnej nędzy twórców i rozpaczy fanów, którzy bardzo szybko będą się chcieli pozbyć tej aplikacji ze swoich smartfonów i tabletów.

https://www.youtube.com/watch?v=1V6XecP27wE

Zacznijmy jednak od największego, obok oprawy audiowizualnej, pozytywu Mario Kart Tour. A jest nim w moim przekonaniu (i wiem, że to kontrowersyjna deklaracja) sterowanie. Mario Kart Tour grane na smartfonie wymaga do obsługi tylko jednej ręki. A jeżeli położymy telefon na stole czy innym stabilnym podłożu – wystarczy jeden palec. Rozgrywka wykorzystuje autogaz, więc gokart cały czas pędzi przed siebie, a rolą gracza jest skręcanie lub driftowanie. W opcjach wybieramy, czy przesunięcie palcem w wybranym kierunku będzie zwykłym skręceniem kierownicy (z założenia wariant dla początkujących) czy wprowadzeniem pojazdu w kontrolowany poślizg (teoretycznie dla zaawansowanych).

W praktyce driftowanie – podstawowa mechanika w konsolowych Mario Kartach – jest bardzo łatwe do opanowania w Mario Kart Tour. Przy czym sterowanie nie jest tak responsywne jak podczas grania na padzie. Ot, urok ekranów dotykowych i maksymalnego upraszczania sterowania. Brak przycisków oznacza również, że power upy wypuszczamy stukając w ekran przed lub za siebie.

Sterowanie jest maksymalnie uproszczone i pozbawione konsolowej głębi, ale spodobała mi się konsekwencja twórców. Mario Kart Tour nie próbuje być konwersją Martio Kart 8 DX ze Switcha czy chociażby Mario Kart 7 z 3DS-a. To zupełnie inny, oddzielny twór o własnym charakterze. Aplikacja z wertykalnym obrazem, pozwalająca rozegrać wyścig jedną ręką w tramwaju czy poczekalni. To nie jest pełnoprawne Mario Kart, na które pewnie wielu liczyło, więc nie należy go porównywać z poprzednikami.

Niestety w tym miejscu kończy się moja mowa obronna i zrozumienie dla tworu, jakim jest Mario Kart Tour. "Tworu", bo trudno jest mi użyć słowa "gra", które kojarzy mi się z zabawą i radością. Do Mario Kart 8 DX cały czas wracam z ogromną przyjemnością, podczas gdy Mario Kart Tour miałem ochotę odinstalować po kilkunastu minutach i odkryciu, z czym tak naprawdę mam do czynienia.

Mówiąc wprost: z maszynką do robienia pieniędzy na ludziach ze skłonnościami do hazardu. Gotowych wydawać prawdziwe pieniądze na "nagrody", które powinny być integralną częścią gry. Aplikacją pay-to-win, w której zwycięstwo nad wirtualnym przeciwnikiem (tak, ta gra nie ma nawet multiplayera) wiążę się z kolejną nic nie znaczącą zachętą w postaci nowego samochodziku, kierowcy itp.

Zaraz ktoś krzyknie, że wcale nie trzeba płacić, bo wszystko można odblokować za walutę zdobywaną w trakcie gry. Nie zmienia to faktu, że Mario Kart Tour ma na starcie prawie wszystko zablokowane i na każdym kroku kusi do zakupów. Nie tylko pojedynczymi mikrotransakcjami, ale nawet miesięcznym abonamentem. Gold Pass kosztuje 5 dolarów, za które odblokowujemy najszybszy tryb 200cc, dostajemy odznaki zdobywane w specjalnych wyzwaniach i kilka innych drobiazgów, które w żadnym stopniu nie tłumaczą tak wysokiej ceny. Wystarczy przypomnieć, że za Switch Online płaci się o dolara mniej na miesiąc, co daje nie tylko możliwość grania po sieci, ale także dostęp do stale rosnącej biblioteki klasyków z NES-a i SNES-a. Nie mówiąc już o niedawno uruchomionej platformie Apple Arcade, gdzie za 5 dolarów miesięcznie można grać w różne gry (w tym Sonic Racing) bez ograniczeń.

Pracownik ustalający cennik w Mario Kart Tour może i dostanie premię za świetny start (na początku na pewno znajdą się chętni chociażby do zapłacenie za 200cc), ale nie wróżę temu modelowi finansowania świetlanej przyszłości. Jak ktoś dobrze podsumował, Mario Kart Tour nie jest free-to-play, ale free-to-start, bowiem darmowe treści bardzo szybko się nudzą i albo zdecydujemy się na zakupy, albo na odinstalowanie.

Do tego, jak już wspomniałem, Mario Kart Tour cierpi na chorobę pay-to-win, co wydaje się kuriozalne w grze singleplayerowej. To smutne, ale prawdziwe. W tej grze nie liczą się umiejętności, znajomość trasy, świetne opanowanie ulubionego pojazdu, ponieważ nieprecyzyjne sterowanie i projekty poziomów tego nie wspierają. Każdy tor, w przeciwieństwie do tych z konsolowych Mario Kart, ograniczają niewidzialne bandy, więc nie sposób z nich wypaść. Oznacza to, że najszybszy kierowca w najszybszym pojeździe może dojechać do mety na wysokiej pozycji nawet bez pomocy gracza. Prawdziwa jazda bez trzymanki, która jest całkowitym przeciwieństwem tego, co znamy z Mario Kart 7, 8 czy nawet wcześniejszych odsłon serii.

Mario Kart Tour robi pozytywne wrażenie grafiką, muzyką i pomysłowym przystosowaniem konsolowej gry do mobilnych standardów. Ale nic poza tym. Nic nie stoi na przeszkodzie, by pobrać aplikację i sprawdzić samemu ten wynalazek, jednak szczerze tego odradzam. Szkoda czasu, a na pewno pieniędzy, bo Mario Kart Tour to zwyczajny wyciągacz kasy, który nie oferuje w zamian niczego ciekawego. Zmarnowany potencjał to mało powiedziane. To profanacja zasłużonej serii.

 

Sprawdź ofertę smartfonów i tabletów w naszym sklepie

Mario Kart Tour

  • Grafika i muzyka
  • Sterowanie dopasowane do smartfona
  • Bogata licencja Mario Kart
  • Free-to-start
  • Pay-to-win
  • Cena i zawartość abonamentu
  • Brak multiplayera
  • Glitche
  • Obraza dla fanów Mario Kart
Kilka kółek za darmo i można odinstalować 4.0
najnowsze