Felieton

Gry tygodnia #11: Przyrodni brat Diablo 3, rycerze i rowery, polowania na potwory i inne horrory

Maria Wawrzyniak, 06.09.2019 21:15 0

Obiecana druga porcja gier oto ląduje w wasze ręce. Parę większych premier, parę mniejszych indyków – stare-nowe śmieci, krótko mówiąc. Najważniejsze, że jesteśmy na bieżąco!

W ubiegłym tygodniu było znacznie więcej popularniejszych premier. Dostaliśmy dość kontrowersyjnego hack’n’slasha Pagan Online, wyczekiwane Hunt: Showdown, dziwaczne Control i pomysłowe, aczkolwiek niewykorzystujące swojego pełnego potencjału Ancestors: The Humankind Odyssey. Miłośnicy horrorów mogli wreszcie zagrać w The Dark Pictures: Man of Medan oraz polskie Blair Witch. Znalazło się nawet coś dla posiadaczy konsoli Nintendo Switch, którzy doczekali się premiery Astral Chain. Do tego, jak zawsze, omówimy kilka ciekawych indyków. Ruszajmy!


WTOREK (27.08)

PAGAN ONLINE

Zestawienie rozpoczynamy niełatwym orzechem do zgryzienia. Praktycznie już od pierwszej zapowiedzi grze Pagan Online towarzyszy bardzo szerokie spektrum różnych emocji. Na początku wyglądało to tak, jakby powstały dwa skrajne obozy i po prostu od czasu do czasu jedna, dwie czy maksymalnie trzy osoby decydowały się zmienić namioty. Średnia ocen krytyków w serwisie Metacritic wynosi 65 punktów na 100, zaś użytkownicy wystawili grze 6.8 punktów na 10. Na pierwszy rzut oka Pagan Online wygląda jak przyrodni brat Diablo 3. Mamy tutaj do czynienia z grą RPG akcji należącą jednocześnie do podgatunku hack’n’slash, który aktualnie reprezentują takie tytuły, jak właśnie Diablo, czy chociażby Path of Exile albo Grim Dawn. Akcja Pagan Online toczy się w czasach “przedbiblijnych”. Bogowie odwrócili się na pięcie i pozostawili świat w stanie kompletnego, wszechobecnego chaosu – sytuacja z każdym dniem coraz bardziej wymyka się spod kontroli, mroczne siły niepokojąco szybko rosną w potęgę i porywają coraz więcej dusz tych, którzy są zbyt słabi, aby się bronić. Gracz natomiast wciela się w postać jednego z wybrańców bogów. Musimy stanąć w obronie niewinnych, rzucając tym samym wyzwanie złu. Pytanie tylko, czy damy radę. Bohatera obserwujemy z góry, czyli perspektywy izometrycznej. Rozgrywka jest dokładnie taka, jak powinna – bardzo dynamiczna, pełna walk z ogromnymi hordami przeciwników. W przerwach zaś rozwijamy swoją postać i zarządzamy jej wyposażeniem, zbierając czy wytwarzając przedmioty. Misje są zróżnicowane, a wykonywać możemy je na wybranym przez siebie poziomie trudności. Gramy natomiast albo samotnie, w ramach całkiem sporej kampanii dla jednego gracza, albo z innymi użytkami w sieciowym trybie wieloosobowym.

KNIGHTS AND BIKES

Knights and Bikes to przygodowa gra akcji zawierająca elementy RPG. Jest to równocześnie debiut studia Foam Sword, które w swoich szeregach posiada między innymi takie osoby, jak Moo Yu, główny programista przy Rachet and Clank: Tools of Destruction, czy chociażby Rex Crowe, czyli główny projektant gier Tearaway oraz Tearaway Unfolded. Akcja Knights and Bikes toczy się na wyspie Penfurzy, która jest zlokalizowana w pobliżu wybrzeży Kornwalii. Miejsce słynie z wielu legend, kilka sięga nawet czasów średniowiecza, jednakże w ostatnim czasie popadło ono w ruinę z powodów finansowych, a mieszkańcy zamiast świetlanej przyszłości widzą jedynie zagładę. Dotychczas ekonomia polegała praktycznie całkowicie na turystyce. Gdy jednak okazało się, że najcenniejszy artefakt historyczny znajdujący się na wyspie jest zwykłą podróbką, Penfurza stała się raczej krainą kłamstw aniżeli wartym odwiedzenia miejscem. My natomiast skupiamy się na dwóch przyjaciółkach, Nessy i Demelzy, które postanawiają na własną rękę sprawdzić, czy legendy związane z wyspą rzeczywiście są prawdziwe. Przy okazji uwalniają jednak okropne zjawy, które szybko zaczynają opętywać mieszkańców. Zadaniem gracza jest zaś odkrycie, czego dokładnie chcą potwory, aby finalnie móc odesłać je tam, skąd przyszły. Rozgrywka skupia się na eksploracji świata, wypełnianiu zadań, zbieraniu przedmiotów oraz walki z wrogami. Te wymagają od nas całkiem dobrej zręczności – znacznie więcej zależy bowiem od refleksu, aniżeli statystyk. Przemieszczamy się pieszo lub na tytułowych rowerach – które wykorzystujemy również podczas starć. Przy tym wszystkim uwalniamy opętanych mieszkańców. W zamian otrzymujemy nagrody, za które możemy ulepszać rowery oraz rozwijać umiejętności swojej postaci. Istnieje również opcja werbowania pomocników – ludzi oraz zwierząt – którzy biorą z nami udział w starciach.

HUNT: SHOWDOWN

Hunt: Showdown to pierwszoosobowa gra akcji, która największy nacisk kładzie na sieciową kooperację. Pierwotnie miała to być strzelanina ze zdarzeniami obserwowanymi zza pleców bohatera, w dodatku oparta o model free-to-play. Akcję gry umiejscowiono w alternatywnej wersji Luizjany. Mamy XIX wiek, a najstraszniejsze potwory z legend naprawdę istnieją. Co więcej, bezlitośnie terroryzują ludzkość. Nic więc dziwnego, że nagle na horyzoncie pojawia się tajne stowarzyszenie łowców, którzy zajmują się polowaniem na najbardziej niebezpiecznie stwory. Przy tym wszystkim rywalizują ze sobą o nagrody za ubicie tych potworów, a w szczególności jednego, wielkiego monstrum. Jeśli chodzi o samą rozgrywkę oraz aspekty techniczne, Hunt: Showdown łączy ze sobą pewne cechy battle royale (bardziej w stylu Playerunknown’s Battlegrounds aniżeli Fortnite, wiadomo) razem z elementami rasowego survivalu. Zdarzenia w grze obserwujemy z perspektywy pierwszoosobowej, spoglądając na świat oczami wspomnianego łowcy, którego wybieramy jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki spośród wielu różnych postaci. Dopasowujemy także wyposażenie. W grze może brać udział maksymalnie pięć dwuosobowych drużyn, aczkolwiek jeśli wolimy zabawę w pojedynkę, to absolutnie nic nie stoi nam na przeszkodzie, aby to zrobić. Trafiamy na otwartą mapę, przepełnioną na każdym roku dziwnymi stworami przypominającymi zombie oraz ogary prosto z piekła. Co jakiś czas natkniemy się również na legowiska znacznie dziwniejszych monstrów. Celem graczy jest zdobycie trofeum za ubicie szczególnie groźnego potwora, a następnie opuszczenie mapy żywym. Aby wytropić nasz cel, używamy wszelkich wskazówek oraz przeszukujemy obszar w poszukiwaniu potencjalnych kryjówek. Kiedy już znajdziemy bestię i uda nam się ją także pokonać, musimy wypędzić ją z powrotem do piekła. Dopiero wtedy zdobywamy trofeum. Na koniec musimy z nim dotrzeć do jednego z punktów, które umożliwiają oficjalne zakończenie rozgrywki. Poza zmaganiach graczy z otaczającym ich środowiskiem, musimy również pamiętać o konkurencji – nawet samo pokonanie bestii wcale nie musi nam gwarantować zwycięstwaMiejsce jej wypędzenia zostaje bowiem oznaczone na mapie i jest widoczne dla wszystkich uczestników sesji. Podobnie zresztą jest z drużyną, która ma ze sobą dowód pokonania bestii. Co to oznacza? Prawie-zwycięzcy muszą liczyć się z ewentualnymi atakami innych graczy. Jeśli dodać do tego elementy survivaloweHunt: Showdown stawia nas w całkiem trudnej sytuacji. Broń dystansowa nie jest tak celna, jak w większości strzelanek, amunicji jest niewiele, a pociski bardziej zabójcze. Śmierć oznacza utratę większości ekwipunku, a nasze łupy znikają. Brzmi nieciekawie i świetnie zarazem.

CONTROL

Control to strzelanka osadzona w świecie science fiction. Zdarzenia w grze obserwujemy z perspektywy trzecioosobowej. Gracz wciela się w postać Jesse Faden — kobietę, która udaje się do nowojorskiej tajnej agencji o nazwie Federalne Biuro Kontroli w celu rozwiązania wszelkich spraw ze swojej przeszłości. Kiedy jednak dociera już do budynku, nie potrzebuje wiele czasu, aby zorientować się, że miejsce, znane również jako Najstarszy Dom, stało się celem inwazji mocy, która zdecydowanie nie ma nic wspólnego ze światem ludzi. A jakby to nie było wystarczająco poważnym problemem, podczas ataku ginie dyrektor wspomnianej agencji, zaś na skutek jakichś dziwnych rytuałów, które przejęły kontrolę nad Federalnym Biurem Kontroli, jego miejsce zajmuje Jesse. Wówczas obowiązek opanowania sytuacji i tym samym zneutralizowania zagrożenia spada na nasze barki. Zadanie brzmi prosto, wręcz banalnie — walczyć o tytułową kontrolę. Produkcja koncentruje się głównie na dynamicznych starciach, podczas których możemy korzystać z naszych umiejętności specjalnych. Do tego dochodzi ekwipunek z możliwością szczegółowej modyfikacji, a także interaktywne (a do tego bardzo przyjemne dla oka!) otoczenie. Brzmi całkiem zwyczajnie. Tyle że nie jest to typowa strzelanka, co zresztą udowodniły wszelkie materiały promocyjne gry. Jesse posiada bowiem futurystyczny pistolet, który poza zwykłym strzelaniem, posiada również funkcje telekinetyczne, pozwalające bohaterce między innymi na podnoszenie różnych obiektów czy przeciwników i rzucanie nimi na odległość. Do tego może zmieniać kształt, dzięki czemu zapewni nam dostęp do zupełnie nowych funkcji. Szczególną uwagę warto zwrócić również na lokacje – twórcy inspirowali się pewnym oryginalnym stylem architektonicznym z końca lat 40. XX wieku, który niektórzy z was mogą kojarzyć pod nazwą brutalizm. Jego główne założenie jest dość proste: najważniejsze są przestrzeńkonstrukcja oraz uwrażliwienie na właściwości zastosowanych materiałów. W Control lokacje, które zwiedzamy, regularnie ulegają zmianom, co zresztą najczęściej dzieje się na naszych oczach, dzięki czemu twórcom udało się wzbogacić swoją produkcję o sporą dozę niepokojącego surrealizmu. Na oprawie wizualnej jednak wcale się nie kończy, bowiem to wszystko ma również wpływ na samą rozgrywkę. Z oczywistych względów mapy poszczególnych poziomów nie są stałe. Wnętrze Najstarszego Domu na przykład, choć sprawia wrażenie niewielkiego, jest znacznie większe, niż nam się wydaje.

ANCESTORS: THE HUMANKIND ODYSSEY

Ancestors: The Humankind Odyssey to przygodowa gra akcji z bardzo zaawansowanymi elementami survivalu, gdzie zdarzenia obserwujemy z perspektywy trzecioosobowej. Jest to debiut studia Panache Digital Games, na którego czele dumnie stoi Patrice Désilets – były pracownik między innymi Ubisoftu czy THQ Nordic, a także współtwórca trzech pierwszych części serii Assassin’s Creed oraz gry Prince of Persia: The Sands of Time. Produkcja nie zna takiego słowa jak skrupuły i już na początku bezpardonowo wrzuca gracza do okrutnego świata pełnego najróżniejszych niebezpieczeństw. Nie wiemy, co musimy zrobić, więc do wszystkiego dochodzimy metodą prób i błędów albo czasem (i dosłownie) po trupach. Fundamentem gry jest poznawanie świata za pomocą trzech głównych zmysłów: inteligencji, słuchu oraz węchu. Instynkt pozwala nam na odczuwanie zapachów roślin, które gra identyfikuje dla nas jako unoszący się pył nad krzaczkami w trybie inteligencji. Interaktywne obiekty zostały oczywiście stosownie wyróżnione, zaś początkowe interakcje ze światem ograniczają się właściwie do poznawania otoczenia i panujących w dżungli zasad. Jeśli chodzi o przeciwnikówwe wczesnym etapie ewolucji praktycznie sto procent przypadków nie pozostawia nam wyboru – musimy uciekać. Spotkanie z pytonem czy tygrysem oznacza wówczas pewną śmierć. Kiedy jednak rozwiniemy odpowiednie gałęzie neuronów i poznamy na przykład umiejętność obrony oraz ataku, szybko możemy zamienić się z takim tygrysem rolami. Jeśli zaś chodzi o samą ewolucję, w grze zdecydowano się ją ukazać z bardziej globalnej perspektywy. Spoglądamy więc na ten proces ze świadomością wielu minionych (oraz przyszłych) lat – właśnie dlatego ważne jest, aby nie zapominać o przekazywaniu wiedzy naszym dzieciom w genach. Gracz może tworzyć pary i kopulować, pozyskując tym samym nowych członków swojego klanu. W tym przypadku ilość ma znaczenie, bowiem liczna grupa to klucz do ewolucji – a raczej do tego, aby była procesem stałym oraz płynnym. Jest to również zapewnienie sobie bezpieczeństwa na wypadek śmierci któregoś z osobników, ponieważ wtedy gra przekazuje nam po prostu kontrolę nad kolejnym. Jeśli chodzi o kwestie czysto techniczne, mogę śmiało stwierdzić, że Ancestors: The Humankind Odyssey to gra, która została wykonana dobrze. Nie jest fenomenalna, nie zapiera tchu w piersiach, ani nie wzrusza jakością – jest po prostu, najzwyczajniej w świecie dobra. Wygląda przyjemnie, krajobrazy są ładne, roślinki ruszają się tak, jak powinny. Jedyne, co odrobinę rzuca się w oczy i wcale nie jest cechą pozytywną, to futro naszych przodków, na które najwyraźniej twórcy poświęcili mniej czasu, niż powinniSoundtrack jest niezwykle przyjemny, a przede wszystkim idealnie oddaje panujący w grze klimat.


ŚRODA (28.08)

DIN’S LEGACY

Tym razem mamy do czynienia z RPG-iem akcji, osadzonym w mrocznym świecie fantasy. Za stworzenie Din’s Legacy odpowiada niezależne studio Soldak Entertainment, które znane jest między innymi z takich tytułów, jak Zombasite czy Drox Operative. Akcja skupia się na rozłamie rasy Orków. W ten sposób podzielono ją na odmienne grupy: Mroczne OrkiZombielordów oraz Zmutowanych. Ostatni są skażeni nekromantycznym pasożytem, który po pewnym czasie powoduje u nich zmianę formy. Nasz bohater również do nich należy. Za wszystkimi stoi natomiast bóg Din, który zawarł pakt ze Zmutowanymi. Każdy Ork może podjąć się wykonania dla niego zadań, niezależnie od tego, gdzie zostanie wysłany. W zamian za to, kiedy umiera w służbie swojego pana, zostaje wskrzeszony. Zdarzenia obserwujemy z perspektywy izometrycznej, przemierzając losowo generowane lokacjezabijając potwory, a także zbierając kosztowności oraz punkty doświadczenia. My natomiast nieustannie mutujemy – mamy możliwość częściowego wpływania na nie, lub powstrzymywania ich, gdy niekoniecznie są nam potrzebne w danej chwili do szczęścia.


PIĄTEK (30.08)

THE DARK PICTURES: MAN OF MEDAN

W dużym skrócie: Man of Medan to filmowa przygodówka utrzymana w klimacie horroru. Produkcja otwiera cykl The Dark Pictures Anthology, czyli serię gier grozy od studia Supermassive Games. Wydawnictwem zajęła się firma Bandai Namco Entertainment. Każda odsłona ma być osobną historią, niepowiązaną w żaden sposób z pozostałymi częściami. W pierwszej historia zaczyna się od czteroosobowej grupy Amerykanów, którzy udają się na wyprawę w celu zbadania zatopionego samolotu z okresu II wojny światowej. Podczas badania wraku zaczynają się jednak dziać bardzo dziwne rzeczy, których częstotliwość (oraz dziwność) wzrastają praktycznie z każdą kolejną sekundą. Jakby tego było mało, bohaterowie zaczynają się martwić nadchodzącym sztormem. Na horyzoncie pojawia się również tajemniczy statek. Zapowiada się więc ciekawie, ale zarazem bardzo strasznie. Man of Medan polega w dużej mierze na dokonywaniu wyborów, jednakże nie braknie również pomniejszych wyzwań zręcznościowych oraz łamigłówek. Historia jest nieliniowa – nasze decyzje wpływają praktycznie na wszystko. Od nas zależy, kto przeżyje, kto umrze, a także w jaki sposób gra się zakończy.

BLAIR WITCH

Blair Witch to pierwszoosobowa gra przygodowa w klimacie horroru, która korzysta z licencji popularnej serii kinowych filmów grozy. Za produkcję gry odpowiada polskie studio Bloober Team, mające już na swoim koncie takie tytuły, jak Layers of Fear czy Observer. Tytuł przenosi nas do Stanów Zjednoczonych. Jest rok 1996, a cała historia rozpoczyna się od tajemniczego zniknięcia pewnego małego chłopca. Stało się to w lesie Black Hills w pobliżu Burkittsville w stanie Maryland. My natomiast wcielamy się postać dorosłego mężczyzny o imieniu Ellis – byłego policjanta z niezbyt ciekawą przeszłością. Dołączamy do poszukiwań chłopca, podczas których musimy zmierzyć się nie tylko z własnymi lękami, ale także z tytułową wiedźmą z Blair, która według legend nawiedza las Black Hills. Jak już zostało wspomniane, zdarzenia w Blair Witch obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby, zaś rozgrywka koncentruje się głównie na eksploracji. Wbrew wszelkim pozorom, to wcale nie jest symulator głaskania psa. Wprawdzie mamy ze sobą naszego wiernego czworonoga – psa o imieniu Bullet – razem z którym przeczesujemy mroczny las, tak jest on naprawdę przydatny w wielu sytuacjach. Może nas poinformować o ważnych rzeczach lub ostrzec przed niebezpieczeństwem. Wydajemy mu również komendy. Co jakiś czas spotykamy na swojej drodze łamigłówki oraz inne wyzwania zręcznościowe, jak na przykład sekwencje ucieczki.

najnowsze