Recenzja - konsole

Asy Przestworzy - Ace Combat 7: Skies Unknown - Recenzja

Michał Grabowski, 18 stycznia 2019 07:00 0

W nowy rok wlatujemy przełamując barierę dźwięku!

Podczas ogrywania Ace Combat 7: Skies Unknown doszedłem do jednego i dość prostego wniosku – jeśli gra powoduje u mnie niewiarygodne pokłady ekscytacji, każdą pokonaną misję kończę słowami „hell yeah!”, a ścieżka dźwiękowa powoduje ciarki na całym ciele, to znaczy, że jest bardzo dobrze. Spoglądając na listę wszystkich tytułów w serii Ace Combat aż dziw bierze, że na ostatnią, pełnoprawną odsłonę serii lotniczych shooterów od Project Aces musieliśmy czekać aż dziewięć lat. W międzyczasie Bandai Namco próbowało romansować od 2014 roku z darmowym Ace Combat Infinite (zamkniętym w 2018 roku), a po ogłoszeniu prac nad „siódemką” w 2015 przekładano datę premiery wręcz w nieskończoność.

Doczekaliśmy się – Ace Combat 7: Skies Unknown wylądowało na sklepowych półkach „Asom” znów dają radę, choć nie obyło się bez kilku problemów.

Siódma odsłona Ace Combat ma miejsce w 2019 roku. Kolejna wojna na kontynencie Usean jest nieunikniona, a Federacja Oseii oraz Królestwa Eruesii ponownie zaczynają gromadzić swoje siły. Gracz wciela się w pilota Oseańskich Sił Obrony Lotniczej o pseudonimie Trigger, który wraz ze swoim oddziałem ma za zadanie eliminować zagrożenie ze strony królewskich sił powietrznych Eruseii. W trakcie jednej z misji dochodzi jednak do wypadku, a Trigger zostaje zesłany do specjalnej kolonii karnej dla pilotów. W niej zostaje utworzony oddział do zadań specjalnych, którego celem jest wspieranie wojsk Federacji. Nawet, jeśli piloci musieliby zapłacić w ich trakcie najwyższą cenę.

Całość kampanii fabularnej składa się łącznie z 20 misji, z czego przejście całości na normalnym poziomie trudności zajmuje mniej więcej 8 - 10 godzin. Wszystko zależy od tego, ile czasu spędzimy na ewentualnym powtarzaniu konkretnych sekwencji. Czy to dobry wynik? Całkiem dobry, choć z pewnością mógłby być o wiele krótszy, gdybyśmy pomijali wszelkie cutscenki. Tym bardziej, że Ace Combat 7 arcydziełem pod względem fabularnym niestety nie jest. Dla wielu osób zaprezentowana opowieść będzie raczej powodem do tego, aby ponownie wzbić się w powietrze i zestrzelić kilka celów. Fani Ace Combat natomiast będą doceniali wszelkie szczegóły związane z kolejnym rozdziałem konfliktu między dwoma państwami.

Jednak to, co w Ace Combat 7 jest najważniejsze to radość z latania przeróżnymi maszynami i tę radość gra dostarcza hektolitrami. To świetne wyważenie między symulacją i arcade sprawia, że każdy gracz, bez względu na zaawansowanie znajdzie coś dla siebie, a to, co dzieje się czasami na ekranie potrafi wywołać wielkie "wow!". Każda misja stawia nieco inne wyzwanie przed graczem i nie raz zachęca do kombinowania ze sprzętem - czy to w przypadku myśliwców, czy też uzbrojenia, którymi dysponują. Spora liczba samolotów (m.in. F-16 C, MiG-29A, Su-33) oraz dziesiątki przeróżnych ulepszeń w drzewku umiejętności to robota na dobrych kilkadziesiąt dodatkowych godzin, jeśli komuś zależy na odblokowanie kompletnie wszystkiego. Podobnie sprawa się ma ze zdobywaniem tytułów, emblematów oraz skórek do myśliwców, a także wspinaniem się na wyżyny swoich umiejętności awiacji tylko po to, aby zdobyć najwyższą rangę. Raj perfekcjonistów? Bardzo możliwe, ponieważ w niektórych przypadkach zdobycie "S" wymaga sporej dozy umiejętności oraz cierpliwości.

Inną sprawą są dostępne w Ace Combat 7 misje na PlayStation VR i… czuć spory niedosyt. Co prawda ogrywanie ich sprawia niesamowitą frajdę, ale jest ich stanowczo za mało. Tym bardziej, że liczyłem, iż twórcy pokuszą się dostosowanie wszystkich misji do obsługi gogli. Wtedy ponowne przejście kampanii fabularnej byłoby właściwie formalnością. Wrażenia z gonienia po niebie kolejnych myśliwców czy zdejmowania instalacji wroga są niesamowite. Szkoda, że ograniczenia sprzętowe nie pozwalają modułowi VR Ace Combat 7: Skies Unknown… rozwinąć skrzydeł. Jakość obrazu jest co najwyżej poprawna, przez osoby o czulszym wzroku mogą szybko mieć spory problem. Nie mniej jednak, jeśli macie PS VR i nie boicie się tego, że od kręcenia beczek i pętli po niebie będziecie odchodzić od konsoli na miękkich nogach, to spróbujcie. Z pewnością będziecie pod wrażeniem.

Zostaje multiplayer, który aktualnie trzeba przyznać, że jest na ten moment bardzo ubogi. To chyba najsłabszy element całej układanki, ponieważ gra oferuje właściwie dwa tryby rozgrywki – Battle Royale i Team Deathmatch.

Tutaj muszę powiedzieć, że szanuje bardzo swego rodzaju trolling ze strony Project Aces, ponieważ spodziewałem się czegoś na kształt dużego starcia kilkudziesięciu myśliwców w stylu „ostatni zgarnia wszystko”. Okazuje się jednak, że tak, każdy na każdego… ale nadal to zwykły deathmatch, w którym punkty zgarniamy za zadawanie obrażeń lub też zniszczenie wrogich myśliwców. Podobnie sytuacja ma miejsce w przypadku Team Deathmatch i właściwie to w nim grało mi się zdecydowanie lepiej. I to właściwie tyle. Przynajmniej w momencie premiery gry. Mam jednak nadzieję, że z czasem pojawią się również nowe tryby. Szkoda również, że zastosowano pokoje kosztem automatycznego matchmakingu graczy o podobnym poziomie. Zwłaszcza, że pojedynki są krótkie, a więcej czasu czasami zajmowało znalezienie odpowiedniego pokoju niż faktyczna rozgrywka.

Na koniec kilka słów o oprawie audio-wideo. Tu ponownie mam mały problem z Unreal Engine 4, ponieważ za każdym razem całość sprawia wrażenie nieostrości. Tak, Ace Combat 7 w ruchu prezentuje się fenomenalnie, a niektóre efekty wręcz powalają – czy to krople wody na szybie, czy to pioruny walące wprost w nadlatujące samoloty. Natomiast gdy nic się nie dzieje, to brakuje tego ostatecznego wykończenia i nadania temu wszystkiemu połysku, aby było perfekcyjnie. Trzeba jednak przyznać, że optymalizacja stoi na naprawdę bardzo wysokim poziomie i podczas zabawy rozgrywka ani razu nie miała problemów z gubieniem klatek.

Pod względem ścieżki dźwiękowej natomiast ponownie Namco Sound Team stanął na wysokości zadania. Utwory nie tylko budują odpowiednią atmosferę, ale również zapadają w pamięci – nic, czego nie mogliśmy doświadczyć w poprzednich odsłonach cyklu i z pewnością również niektóre utwory będą krążyć zapętlone w innych grach.

Ace Combat 7: Skies Unknown to gra, która daje niesamowitą radość z latania i to jest najważniejsze. Jest przystępnie dla nowicjuszy, a weterani niebios będą wyciskać z tego dobra jeszcze więcej. Mam jednak wrażenie, że mimo dość długiego procesu produkcji najnowsza odsłona serii Project Aces pozostawia niedosyt. Liczę jednak, że z czasem w grze pojawi się również dodatkowa zawartość w trybach mutliplayer. Byłoby szkoda pozostawić tak dobry kawałek kodu z dwoma deathmatchami – Ace Combat zasługuje zdecydowanie na więcej.

Nie mniej jednak cieszy pewnego rodzaju powrót do korzeni po eksperymentach z Ace Combat Infinite i Assault Horizon - do tego, co fani serii uwielbiają. Może zabrakło jeszcze odrobiny szaleństwa, ale to już są detale.

Wielbiciele wirtualnej awiacji mogą spokojnie sięgnąć po nowego Ace Combata. Próżno aktualnie szukać gry o lataniu, która łączyłaby świetną zabawę tak niesamowitym klimatem. Nie ma co narzekać- trzeba zagrać!

Ace Combat 7: Skies Unknown PS4

  • Świetne połączenie symulacji i arcadowego szaleństwa
  • Mnogość myśliwców oraz ulepszeń
  • Wymagające misje w kampanii dla jednego gracza
  • Audiowizualna uczta dla fanów awiacji
  • Tryb VR...
  • ... który mógłby być o wiele bardziej rozbudowany
  • Niewykorzystany potencjał trybów sieciowych.
Mimo turbulencji maszyna wróciła cała i zdrowa. 8.0
Nieudany autoplagiat: recenzja Days Gone
Survival po japońsku - recenzja Zanki Zero: The Last Beggining
Mortal Kombat 11 - recenzja - Lany Poniedziałek!
Bloodborne na PC, Gears of War na Switchu, a Zelda na Xboksie?
najnowsze