InformacjeFelieton

Wspomnienie po Telltale Games

... Kamil Ostrowski

Pomimo wad ich produkcji, zapisali się złotymi zgłoskami w historii gier wideo. Upadli znienacka, ale po pierwszym szoku trzeba stwierdzić, że dobrze się stało.

Zawsze będę miał ogromny sentyment do Telltale Games. Podobnie jak wielu graczy, studio to poznałem lepiej po wydaniu świetnego pierwszego sezonu The Walking Dead, która to produkcja wyciągnęła mnie z Wielkiej Depresji Growej 2012 roku (wirtualna rozrywka zwyczajnie nudziła mnie i odtrącała). Deweloperom z Telltale Games udało się stworzyć wciągającą opowieść, która szybko wiązała nas z charyzmatycznymi postaciami i dosyć dobrze udawała, że faktycznie kształtowana jest naszymi rękoma. Powiedzmy sobie szczerze, że w zdobyciu popularności pomogła rozpoczynająca się moda na zombiaki i rosnąca popularność serialu, co nie zmienia faktu, że w swoich ramach była to produkcja znakomita, a postaci Lee i Clementine stały się momentalnie ikonami świata gier wideo.

Ogromny sukces zarówno artystyczny jak i komercyjny, a także momentalnie przypięta łatka „mistrzów opowieści” pozwoliła Telltale Games rozwinąć skrzydła. Wyspecjalizowana w serialo-grach firma masowo zwiększyła zatrudnienie i zaczęła ogłaszać rozpoczęcie prac nad kolejnymi projektami. Kolejny rok przyniósł udane The Wolf Among Us – świetny sezon w obszernym uniwersum stworzonym na potrzeby komiksów. Następnie pojawiło się kolejne The Walking Dead – nie wzbudzające entuzjazmu, ale ciepło przyjęte. W międzyczasie Telltale Games się nakręcało i postanowiło wypluć z siebie jak najwięcej spin-offów dla popularnych marek. Jednym tchem wymienić trzeba: Borderlands, Game of Thrones, Minecrafta, Batmana i kolejne The Walking Dead. Wszystkie gry na licencji, co budzi moje podejrzenie, że koszty ich zakupu zrujnowały studio.

Produkcje tworzone przez Telltale Games trzymały w miarę równy poziom gdy analizujemy krótkie ramy czasowe. Zdarzały się odrobinę lepsze i odrobinę gorsze odcinki czy serie wydawane w danym roku czy dwóch - zawsze można było spodziewać się podobnych wrażeń. Gry były po prostu dobre. Sęk w tym, że z biegiem lat przestało to wystarczać. Produkcje stworzone w 2017 roku przypominały te z roku 2012 – zarówno pod względem grafiki, jak i konstrukcji samej rozgrywki. Podział na odcinki, śladowa mechanika, oparcie na dialogach i mikroskopijnej dawce eksploatacji. Podczas gdy inni twórcy specjalizujący się w opowiadaniu historii szli do przodu, tak produkcje od twórców The Walking Dead wyglądały jak anachroniczne odpady wygrzebane z kosza z przecenami, nawet wychodziły ręka w rękę z prawdziwymi hiciorami.

Powiedzmy sobie szczerze – kiedy Telltale było skromnym studiem, tworzącym dla wąskiego grona oddanych fanów, mogło funkcjonować zupełnie inaczej. Po wybiciu się na fali związanej z sukcesem pierwszego sezonu The Walking Dead próbowano zmienić formułę działania na taką, która przystawałaby do studia tworzącego dla mas. Niestety, na dłuższą metę nie udało się utrzymać zainteresowania graczy. Któż może się dziwić, jeżeli studio w kółko robi to samo, a w dodatku z czasem przestaje jednoznacznie kojarzyć się z jakością w opowiadaniu historii, z uwagi na powolną, ale postępującą degrengoladę. ?

Szczerze mówiąc sądzę, że zupełne zamknięcie studia będzie najlepsze dla wszystkich. Może to brzmieć bezdusznie, ale wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że legenda znajduje się na równi pochyłej. The Walking Dead: A Telltale Games Series brylowało ze średnią ocen 94/100. Wysoko oceniane były również produkcje z serii Tales From The Borderlands (z 2015 roku), aczkolwiek łączna średnia ocena gier z tego studia wynosi 75/100, co wskazuje na wyraźną tendencję spadkową (za Metacritic). Game of Thrones to zaledwie 64/100 w wersji na PC. W podobnych okolicach oceniany jest Minecraft: Story Mode. Najnowsza produkcja studia czyli Batman: The Enemy Within, uważany za jedną z lepszych ostatnimi czasy, to 80/100. Wyraźnie widać, że studio brakowało „pary” aby dmuchnąć w gwizdek wystarczająco mocno. W czasach kiedy jesteśmy zalewani świetnymi grami, a inni deweloperzy biją się raczej o to, aby zdobyć kolejny punkcik operując w granicach ocen wynoszących powyżej 90/100, produkowanie średniawek na drogich licencjach musiało się skończyć wywrotką.

Do wyboru mieliśmy więc szybki zgon, albo oglądanie wieloletniej udręki, konwulsji i bolesnej eksploatacji kolejnych marek. Coraz mniej i mniej popularnych, aczkolwiek posiadających grono fanów, z których można zedrzeć troszkę gotówki i dożyć do kolejnego projektu. Możliwe, że studio miało szansę na przeżycie, ale aby tak się stało, należało podjąć środki zaradcze już lata temu. O tym, że zaniedbano kwestię rozwoju świadczy chociażby fakt, że dopiero w czerwcu tego roku pojawiły się plotki na temat zmiany silnika, na którym studio pracowało od dekady. Umówmy się zresztą, że nigdy nie był on szczególnie wyrafinowanym narzędziem. Telltale Games zmierzało do nieuchronnego końca. Na nasze szczęście upadło w taki sposób, że nie stało się pośmiewiskiem. Zawsze mogło się wywrócić i sobie ten głupi ryj rozwalić.

Co dalej z historiami otwartymi przez Telltale Games? Na szczęście okazało się, że The Walking Dead: The Final Season zostanie dokończone przez Skybound Games (twórców m.in. komórkowego The Walking Dead: Road to Survival). Pozostałe projekty zostały zasadniczo zakończone – nawet jeżeli zakończyły się cliffhangerami, to raczej nikt nie będzie ich kontynuował. Jeżeli natomiast chodzi o gry typu „interaktywny film”, to na polu walki w epoce otwartych światów i trybów multiplayer pozostało już chyba tylko Quantic Dream. Ci na szczęście mają nad sobą parasol w postaci silnych związków z Sony, dla którego ich produkcje są źródłem przepięknych materiałów reklamowych. Do prezentacji w formie interaktywnej, jak i nieinteraktywnej. Takie czasy.

Najnowsze
Lubisz nas?