InformacjeBetatest

Omae wa mou shindeiru - graliśmy w Fist of the North Star: Lost Paradise!

... Michał Grabowski

Niby coś nowego, a jednak dobrze znanego. Yakuza Studio bierze się za przygody legendarnego Kenshiro.

Przez dłuższy czas zastanawiałem się nad tym, czy Fist of the North Star: Paradise Lost nie będzie zbyt niszowym tematem, aby SEGA podjęła się wydania gry na zachodzie. O ile wielbiciele japońskiej animacji z łatwością kojarzą Kenshiro oraz jego charakterystyczny zwrot, tak pozostali po usłyszeniu tytułu gry zachodziliby w głowę "o co w ogóle chodzi?".

Możemy również przyjąć, że wielu graczy kojarzy tylko i wyłącznie charakterystyczny tekst "Omae wa mou shindeiru skwitowany głośnym "nani?! wykorzystywanym w przeróżnych montażach na YouTube. Pojawiają się również fani serii Yakuza, bo co by nie mówić - gra wręcz czerpie pełnymi garśćmi z tego, co wypracowało dawno temu Yakuza Studio. Ostatecznie Fist of the North Star jawi się jako bardzo ciekawy spin-off, choć dla niektórych może być nieco trudny do strawienia.

Powodów jest kilka. Pierwszym może być chociażby to, że Fist of the North Star: Paradise Lost korzysta z tego samego silnika graficznego, na którym zbudowana została Yakuza 0 przez co czuć, że trąci ona trochę starością. Tym bardziej, gdy zasiądzie się do niej na świeżo po Yakuza 6: The Song of Life czy Yakuza Kiwami 2. Z drugiej strony o wiele lepiej spisuje się w odwzorowaniu kreskówkowego charakteru Fist of the North Star. Wystarczy spojrzeć na przerysowane do granic możliwości finishery, aby zrozumieć, że Dragon Engine prezentowałby je bardzo... dziwnie.

Podobnie jest z wieloma różnymi aktywnościami w świecie gry. Całość zbudowana jest na bardzo podobnym szkielecie, przez co bez problemu można się przysiąść do zabawy, jeśli graliście w poprzednie gry Yakuza Studio. Podział na główne i poboczne misje, handlarze przeróżnymi dobrami, system zapisu czy nawet rozwoju postaci jest prawie żywcem wyjęty z tego, z czym gracze mieli już wcześniej doczynienia. Innowacje zaczynają się natomiast na zupełnie innych płaszczyznach.

System walki w Fist of the North Star: Paradise Lost, mimo pewnych podobieństw do tego z Yakuzy, jest o wiele bardziej widowiskowy. Zestaw obejmuje: przeróżne akrobacje, szybkie uniki, wybuchające głowy po wykonaniu akcji specjalnych i wiele innych, przedziwnych rzeczy. Przeciwnicy chodzą sobie po ulicach, chętnie biegną w kieruku Kenshiro, a my im sprzedajemy kilka soczystych prostych bądź kopniaków z powietrza.

Podobnie jest z minigrami, choć te zostały odpowiednio zmodyfikowane. Przykładowo: prowadzony przez Kenshiro klub jest łudząco podobny do tego z Yakuzy. Z tą różnicą, że nasz bohater może zaproponować po dwie na jednego klienta. Pewne zmiany trzeba zarządzać wręcz w biegu, a i wykręcenie dobrego wyniku za misję wcale nie jest aż takie proste. Inną różnicą możę być to, że zamiast tradycyjnych klubów karaoke bohater może... leczyć mieszkańców za pomocą uderzeń w takt muzyki. I tak Kenshiro rytmiczne uderza kolejnych chorych do melodii "Ody od Radości" czy innych znanych utworów. Dziwne? Tak. Zabawne? Jak najbardziej! Liczę, że tego typu atrakcji w Fist of the North Star: Lost Paradise będzie znacznie więcej.

Zwłaszcza w pobocznych historiach, bo w kilku z nich, na które się natknąłem było tak dziwnie poważnie. Może nawet zbyt poważnie, bo o ile starcia były już na pełnej "animie", tak niektórym opowieściom brakowało tego humorystycznego sznytu. Albo zwyczajnie takie miałem szczęście, bo jak już się takowa potencjalna trafiła, tak było zbyt sztywno. Zobaczymy, jak będzie w październiku.

Nie udało mi się natomiast znaleźć w trakcie pokazu możliwości przełączenia języka wymawianych przez bohaterów kwestii na japoński. Przyznam się bez bicia - chciałem usłyszeć, jak w roli Kenshiro sprawdzi się Takaya Kuroda (aktor wcielający się w rolę Kazumy Kiryu w serii Yakuza), ale chyba nie ma co się obawiać o ostateczną jakość dubbingu. Jeśli nie chcecie słuchać angielskiej wersji, to żadnego problemu z tym nie będzie.

Nawet pojawi się specjalny skin Kenshiro - Kazuma Kiryu ;)

I tak właściwie to trudno jest w stu procentach powiedzieć, czy Fist of the North Star: Lost Paradise odniesie sukces. Jedni ją wezmą dla memów, inni ze względu na hołd oddany kultowej animacji, a jeszcze inni po prostu będą chcieli zagrać w fajną grę akcji a'la Yakuza. Bez względu na wybraną przez was opcję z pewnością warto jest mieć ten tytuł na uwadze. Tym bardziej, jeśli w natłoku blockbusterowych tytułów będziecie szukać czegoś innego i odświeżającego. W tej roli Fist of the NorthStar: Lost Paradise sprawdzi się zapewne znakomicie.