InformacjeBetatest

Battle royale z durszlakiem na głowie, czyli wrażenia z Cuisine Royale

... Paweł Pochowski

Cuisine Royale, choć zaczęło żywot jako zwykły dowcip, bynajmniej nie wypadło sroce spod ogona. Skąd wzięła się gra i jak miewa się dziś?

O Cuisine Royale głośno zrobiło się w momencie, w którym gra była jedynie primaaprilisowym żartem studia Darkflow Software. "Darkflow Software?!" - zapytacie, dodając "a kto to w ogóle jest?" i pytanie będzie słuszne, bowiem studio nie jest znane jeszcze z żadnej produkcji, poza tymi, które dopiero się tworzą. Jedną z nich jest drugowojenny, sieciowy shooter Enlisted, tworzony przez deweloperów doświadczonych przy War Thunder. Gra jeszcze w tym roku doczeka się debiutu w Xbox Game Preview, natomiast to na jej podstawie stworzono kwietniowy dowcip z battle royale. Wzbudził on na tyle duże zainteresowanie, że faktycznie powołano go do życia. I faktycznie jest śmiesznie. Przynajmniej z dwóch powodów.

Pierwszy to fakt, że Cuisine Royale dość grubo podszyte jest ironicznym dowcipem. Twórcy wyśmiewając to, co dzieje się w gatunku, pozwalają sobie na wielokrotne puszczanie do graczy oka. Jednym z najśmieszniejszych elementów zabawy jest loot, który gromadzimy podczas niej. Przygotujecie się na noszenie ekwipunku w sklepowych siatkach przywieszonych do karabinu, zakładanie okularów poprawiających czas przeładowania czy bieganie z durszlakiem na głowie. Mało? To może macie ochotę na pobieganie z przyczepioną do ciała kroplówką (zapewnia naturalnie regenerację zdrowia) lub gofrownicą ubezpieczającą co delikatniejsze miejsca naszego wojaka? Inny z wyśmiewanych elementów gatunku to słynne lootboksy. W Cuisine Royale otwieranie ich jest kompletnie darmowe, natomiast zawartość nie jest niespodzianką, bo ze stuprocentową pewnością w środku znajdziecie dokładnie to, czego spodziewacie się po opisie. Dodatkowo skrzynie przybierają postać... lodówek, a paść może z nich m.in. kiełbasa.

Ale zamierzony dowcip to jedno. Cuisine Royale swoim debiutem przysporzyło mi także worka radości z zupełnie innego powodu. Gra zadebiutowała w kwietniu jako żart, w czerwcu pojawiła się na Steam i praktycznie z miejsca oferowała lepszą optymalizację niż Pubg, którego deweloperzy dopiero niedawno skapnęli się, że błędy w grze zgłaszane przez społeczność naprawdę trzeba naprawiać i skoro fani ładnie oraz wytrwale proszą, to Bluehole faktycznie postanowiło się za nie zabrać. Raptem osiem miesięcy po oficjalnej premierze. Poprzedzonej kolejnym, kilkumiesięcznym okresem testów w ramach early access. Owszem, Cuisine Royale nie ma tylu opcji czy trzech map, w grze brakuje także groma ustawień oraz opcji, ale sam fakt, że w krótkim czasie powstała podobna, choć mniej zabugowana produkcja, zakrawa na śmieszność i jeszcze bardziej podkreśla nieudolność koreańskiego studia.

W czym jeszcze Cuisine Royale odróżnia się od PUBG oraz naśladowców? Umiejscowieniem akcji. Opierając się na materiałach z Enlisted niejako jedyną możliwością dla tytułu było osadzenia w czasach II wojny światowej. Dodatkowo czerpiąc pełnymi garściami z pracy wykonanej przy Enlisted, do Cuisine Royale przedostał się charakter zabawy. Mamy więc do czynienia z dowcipem z battle royale, w którym gracze otwierają lodówki i noszą na głowie durszlaki, ale jednocześnie gameplay tytułu zachęca i premiuje taktyczny sposób zabawy, bo zginąć można od jednego strzału, a dostrzec przeciwnika w gęstych zaroślach wcale nie jest łatwo.

Do dyspozycji graczy oddano pokaźny zestaw drugowojennych broni wraz z akcesoriami - znajdziemy więc lunety, magazynki oraz inne dodatki, a także broń białą, pistolety czy granaty. Sęk w tym, że poza durszlakami czy lodówką zamiast loot boksów, do zabawy przemycono trochę realizmu, broń w grze oddana jest naprawdę przyzwoicie, a dodatkowo świetnym elementem walki jest odgłos wystrzałów. Nie tylko brzmią one realistycznie, ale dodatkowo z pięknym dudnieniem roznoszą się po okolicy, wzbudzając postrach wśród wszystkich okolicznych graczy. Wszystkich, czyli raptem garstce osób, bo mecz w Cuisine Royale rozpoczyna zaledwie 30 osób, a liczba maleje z każdą minutą zabawy, ale to już temat na osobną dywagację. Celownik co prawda dziwnie się rusza, ale dotyczy to tylko rozgrywki w trzecioosobowej formie. Zresztą, cała postać dziwnie się chwieje w trzeciej osobie przy bieganiu, choć efekt ten został już trochę zmniejszony razem z jedną z licznych aktualizacji tytułu. Małym problemem jest zachowanie się silnika fizycznego - przedmioty potrafią przez siebie przenikać, szcególnie dotyczy do wykorzystywanego przez gracza ekwipunku.

Cuisine Royale można także pochwalić za niezłą stronę wideo. Niezłą oznacza w tym przypadku przede wszystkim fajną grę światło-cienia oraz bujną roślinność w postaci traw, krzaków i drzew, których liście delikatnie powiewają na wietrze. Przyzwoicie prezentuje się także pole walki oraz liczne zabudowania, na które składają się nie tylko domy, ale także bunkry czy okopy. Grafikę można porównać do PUBG i Cuisine Royale wcale nie musi przy swojej konkurencji chować głowy w... durszlak.

Reasumując, Cuisine Royale to ciekawy, choć mało rozbudowany projekt, który ma swoje problemy i ograniczenia, ale drugowojenny setting, trochę bardziej realistyczne podejście do zabawy i sporo humoru sprawiają, że warto go sprawdzić. Szczególnie że wbrew planom, gra cały czas jest dostępna za darmo i można pobrać ją ze Steama bez uiszczania żadnej dodatkowej opłaty. Spieszcie się jednak, bo na przestrzeni wakacji serwery mocno opustoszały - niedawno Cuisine Royale gromadziło nawet kilka tysięcy osób w jednej chwili, teraz liczba ta oscyluje poniżej tysiąca, co na battle royale absolutnie nie jest zadowalającym wynikiem. Nie zdziwię się więc, jeśli twórcy dojdą do wniosku, że szkoda środków na dalsze rozwijanie tego tytułu. Na ewentualne testy nie macie więc za wiele czasu.

Najnowsze
Lubisz nas?