Betatest

Realm Royale - kolejny, identyczny battle royale?

Paweł Pochowski, 31 lipca 2018 09:30 0

Realm Royale nie wywraca gatunku do góry nogami, choć dodaje do rozgrywki coś od siebie. Czy to jednak wystarczy, aby przyciągnąć graczy na dłużej?

Pozwólcie, że temat trwającego cały czas boomu na produkcje z gatunku battle royale pominę milczeniem. Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja - ich popularność spowodowała, że deweloperzy postanowili upchnąć choćby elementy tego gatunku, gdziekolwiek się da, co naturalnie powoduje przesyt. I większość graczy słysząc o kolejnej grze lub trybie Battle Royale dostaje mdłości. Ja też, co nie zmienia jednak faktu, że przez ostatnie miesiące lata gatunek po prostu zdominował moją rozrywkę. Przy PUBG nie spędzam już tyle czasu co wcześniej, ale z ciekawością odpalam kolejne tytuły wychodzące najczęściej na Steamie w formie wczesnego dostępu. Czasem spotykam się ze sporym rozczarowaniem (patrz przykład Radical Heights), ale czasem - jak w przypadku Realm Royale - zostaję pozytywnie zaskoczony.

Może dlatego, że względem nowej produkcji Hi-Rez nie miałem wielkich wymagań. Mam wrażenie, że studio usilnie stara się przypodobać graczom, stąd też nie specjalnie przyglądałem się ich kolejnym tworom. Na samym końcu popularności MOBA wydali SMITE, natomiast celując w popularność hero shooter opracowali Paladins - od obydwu produkcji odbiłem się raptem po krótkiej przymiarce, żadna nie doczekała się też znaczącej pozycji na rynku. Realm Royale to kolejne, podobne zagranie. Biorąc przykład z Fornite na podstawie Paladins opracowano nową produkcję, dedykowaną właśnie masowym zmaganiom w trybie online, byle tylko załapać się na trwający trend. Na szczęście okazało się, że ta próba przypodobania się graczom wyszła całkiem nieźle.

Podstawa rozgrywki jest dokładnie taka sama, jak w innych, podobnych produkcjach - setka zawodników wyskakuje z samolotu i rozpoczyna zmagania na śmierć i życie, które trwają tak długo, aż ostatni gracze nie wyjaśnią sobie, kto rządzi w danym meczu. Dyskusja toczy się z wykorzystaniem argumentów o zróżnicowanej wadze - gracze korzystają bowiem zarówno z pistoletów, strzelb i karabinów, jak i kuszy czy mieczy. Klimat Realm Royale łączy w sobie elementy fantasy z rysunkową, cukierkową grafiką prosto z Paladins. Efekt generalnie przypomina w sporym stopniu Fortnite, ale na szczęście nie wymaga od graczy stawiania ścian ani budowania żadnych innych dziwnych budowli.

Czy jednak brak systemu budowania to jedyne czym wyróżnia się Realm Royale? Otóż nic bardziej mylnego. Dzięki temu, że produkcja wywodzi się w prostej linii z hero shooter, mamy w niej do dyspozycji klasy ze zróżnicowanymi umiejętnościami oraz broniami. Do dyspozycji graczy oddano łącznie pięć klas - zabójcę, wojownika, maga, łowcę oraz inżyniera. Każda ma specjalne zdolności pasywne i aktywne, co sprawia, że dołączając do wieloosobowego meczu z podziałem na zespoły, możemy wraz z kompanami uzupełniać się dostępnymi możliwościami. Dla przykładu - fajnie, gdy jeden z naszych zostaje inżynierem, bo ma dzięki temu dostęp do rozstawianej wieżyczki automatycznie ostrzeliwującej wrogów przez określony czas, co przy starciach z przeciwnikami może przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę. Mag może rzucać zaklęcia oraz unosić się w powietrzu, a zabójca jest skuteczny w szybkich atakach z bliskiego dystansu. Dzięki temu można miksować dobór postaci czy umiejętności w taki sposób, aby skutecznie uzupełniać się i wzmacniać nawzajem swoje słabe strony.

Co ważne, dla każdej z klas przygotowano legendarny ekwipunek - od umiejętności głównej, przez broń czy pancerz. Aby je zdobyć, trzeba przepalić odpowiednią ilość przedmiotów na specjalne odłamki, a następnie udać się do jednego z kilkunastu miejsc będących w istocie magicznymi kuźniami. Zamawiamy w nich wykucie danego przedmiotu i czekamy z niecierpliwością na wynik prac ogromnego, automatycznego młota. Jak to bywa z losowymi przedmiotami, trafić można zarówno na perełkę, jak i kompletny badziew, ale to nie ten element przynosi tyle emocji, a fakt, że podczas trwających prac nad kuźnią unosi się czarny dym, informujący wszystkich dookoła, że oto właśnie w tym miejscu znajduje się gracz, który zamówił sobie wykonanie cennego przedmiotu. Jak możecie się domyślić, sprawia to, że obok kuźni ciągle jest ruch - a to gracze przyjadą coś wykuć, a to inni przybędą tu, by zapolować na tych pierwszych, a strzały słyszane już z oddali ściągają w to miejsce kolejnych chętnych do położenia łap na cennym ekwipunku.

A pojedynki w Realm Royale są całkiem zacięte. Walka jest wykonana w mocno casualowy sposób - nie liczcie na żadną fizykę strzału, bo pociski lecą prosto, kompletnie nie poddając się sile grawitacji. Początkowo był to zresztą spory problem w grze, bo zbyt wielkie hitboksy sprawiały, że przy walce na większy dystans wystarczało strzelić choćby obok gracza, by zaliczyć trafienie. Łatwo było więc o śmierć z dystansu. Teraz sytuacja uległa poprawie, ale mimo tego, że strzelanie w grze jest proste, zabicie wrogiego przeciwnika czy teamu wcale takie nie jest. Wymaga nie tylko celnego oka, ale również odrobiny taktyki, szczególnie w wersji zespołowej, a także rozeznania się w dostępnych skillach i pasywkach, aby zrobić z nich odpowiedni użytek. Natomiast teraz, gdy 90 procent populacji odstawiło Realm Royale w kąt, w grze potyczkujecie się z najbardziej zapalonymi i zaprawionymi w bojach zawodnikami. I to właśnie ten element sprawia, że rozgrywka, choć prosta do opanowania, wcale nie jest szczególnie łatwa, toteż często po przegranym pojedynku będziecie mieli okazję pobiegać kurczakiem, wymachując przy tym białą flagą - jeśli wytrzymacie w tym stanie około pół minuty, Wasza postać zostanie przywrócona do rozgrywki. To nie zdarza się często.

Jak i wszystkie pozostałe battle royale, także i Realm Royale zadebiutowało z zaledwie jedną mapą w zestawie. Co jednak ciekawe, jest to świat o zróżnicowanych biomach - obok piaszczystych wydm i skał znajdziecie zarówno lodową krainę, jak i leśną dżunglę, dzięki czemu zabawa zyskuje na różnorodności. Nie zmienia to jednak faktu, że trzymam kciuki za dodanie do rozgrywki kolejnej mapy, bo jedna to ciut mało. Zupełnie nie mam jednak pojęcia, czy twórcy się na to zdecydują. Przyszłość Realm Royale stoi bowiem pod znakiem zapytania. Tuż po debiucie produkcja przyciągała rekordowe sto tysięcy graczy, jednak aktualnie jej popularność oscyluje poniżej 10 tysięcy aktywnych w tym samym momencie osób, a jak na battle royale to naprawdę niedużo. Dość powiedzieć, że nawet wiekowy już Paladins nadal cieszy się większą bazą aktywnych graczy, trzykrotnie przebijając Realm Royale. Twórcy wdrażają co prawda plan wsparcia dla e-sportu, co może poprawić popularność gry, a dodatkowo planują jej rychły debiut na konsolach aktualnej generacji, co wzmocni ją jako markę. Lecz dalszy sukces i przetrwanie Realm Royale wcale nie jest takie pewne.

Dlatego właśnie zachęcam do spróbowania, póki jeszcze można. Jeżeli nie macie uczulenia na ten gatunek, które uniemożliwia Wam sprawdzanie kolejnych produkcji, to właściwie czemu nie? Znajdziecie tu klimat fantasy, zróżnicowane biomy, pięć klas postaci i proste strzelanie, choć pojedynki trzymają niezły poziom trudności i zaciętości. Jednocześnie całość bardzo sprawnie hula nawet na słabszych pecetach, a optymalizacja w większości przypadków działa bez zarzutu, umożliwiając utrzymanie animacji na stałym i płynnym poziomie. Całość jest darmowa, a zawarte w grze mikrotransakcje odnoszą się jedynie do kosmetycznych elementów. Dodatkowo deweloperzy rozprawili się już ze znaczną listą bugów, a dalsze prace nad balansem rozgrywki czy dodaniem do niej kolejnych elementów trwają. Owszem, poza szczegółami nic tu odkrywczego dla gatunku, a zasady przepustki sezonowej właściwie w całości skopiowano od konkurencji, ale trudno dziwić się, że deweloperzy ze studia Hi-Rez wzorują się na modelu, który odniósł sukces i przynosi dochody. Szczególnie że dla przykładu twórcy PUBG kompletnie nie potrafią wzorować się na tym, co robi konkurencja.

Jeżeli próbowaliście już zabawy w Realm Royale, dajcie znać czy przypadła Wam do gustu. Jeżeli dopiero namówiłem Was na spróbowanie, podzielcie się swoimi wrazeniami już po odpaleniu gry. Jedno jest pewne, czasu nie macie w nieskończoność, bo przyszłość Realm Royale nadal stoi pod znakiem zapytania.

Podsumowanie The Game Awards 2018 - szczegóły wszystkich nowych zapowiedzi
PUBG i Fortnite mają nowego konkurenta? Graliśmy w Dying Light: Bad Blood
Niebieski znowu w akcji - recenzja Mega Man 11
Przyspieszony kurs dojrzewania, czyli recenzja Life is Strange 2
najnowsze