Inne

Warto było czekać na powrót zwariowanej rodzinki - recenzja filmu Iniemamocni 2

Adam Berlik, 14 lipca 2018 11:00 2

Ciężko powiedzieć, czy Iniemamocni 2 są lepsi czy gorsi od „jedynki”. Pewne jest natomiast to, że nie wyjdziecie z kina rozczarowani.

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że warto znać fabułę pierwszych Iniemamocnych, by wyłapać wszystkie żarty i nawiązania, a gdzieniegdzie także zrozumieć opowiadaną historię. Akcja nowego filmu rozpoczyna się bowiem w tym samym momencie, w którym zakończyła się kultowa animacja Disneya i Pixara z 2004 roku. Człowiek Szpadel atakuje miasto, a poradzić sobie z nim mogą jedynie Bob, Elastyna i dzieciaki. Problem w tym, że nie radzą sobie w ogóle, a ulice zostają zdewastowane. Nic dziwnego, że superbohaterowie nie zostali przywróceni do łask i wciąż są na cenzurowanym. Czas jednak zmienić ten stan rzeczy.

Ponowne zalegalizowanie superbohaterów będzie dużo trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Wykonaniem tego zadania początkowo zajmie się wyłącznie Elastyna, podczas gdy Bob (który w „jedynce” lubił działać solo) będzie pełni rolę kury domowej. Zarówno w tym wątku, jak i wielu innych, scenarzyści nie unikają trudnych tematów. Pokazują, że opieka nad pociechami i utrzymanie domu w jako takim ładzie (przy okazji znajdując chwilę czasu na spanie) jest ogromnym wyzwaniem. A trzeba przecież jeszcze nakarmić dzieci, ubrać i wysłać do szkoły. Autorzy podejmują także inne zagadnienia. Najważniejsza jest chyba jednak rodzinna współpraca. Starszych należy słuchać, ale są wyjątki od tej reguły. Kiedy grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo, można złamać zasady. W przypadku Iniemamocnych takie podejście do sprawy opłaciło się w stu procentach.

W Iniemamocnych 2 zobaczymy nie tylko doskonale znanych bohaterów z filmu wyemitowanego po raz pierwszy 14 lat temu, ale i zupełnie nowe twarze. Konstrukcja scenariusza bazuje oczywiście na utartym schemacie walki dobra ze złem, gdzie jednak nie wszystko jest czarne i białe, a niektóre postacie działają wbrew sobie. Ma to związek z najważniejszym antagonistą, który potrafi przejmować kontrolę nad superbohaterami, wykorzystując ich moce do własnych celów. Nie będzie wielką tajemnicą, jeśli zdradzę, że w pewnym momencie nawet Iniemamocni działają wbrew swoim zasadom, a nawet… No, idźcie do kina.

Mimo wszystko całe show skradł Jack-Jack, najmłodszy z rodzeństwa Iniemamocnych. Żadna tam Elastyna, która potrafi zatrzymać pociąg czy też Pan Iniemamocny cechujący się niesamowitą siłą (nie zapominajmy również o Mrożonie, który oczywiście pełni istotną rolę w fabule „dwójki”). To właśnie żarty z udziałem niemowlęcia budziły największe salwy śmiechu w sali kinowej. Wynika to nie tylko z konstrukcji poszczególnych scen z udziałem tego bohatera, ale także niesamowitego dubbingu. Na dźwięk charakterystycznego śmiechu dziecka, które jeszcze nie zaczęło nawet mówić, trudno samemu zachować powagę. Zwłaszcza, że Jack-Jack, jak się okazuje, także ma swoje moce. Nie będzie to jednak niespodzianką dla tych, którzy grali w LEGO Iniemamocnych (odsyłam do naszej recenzji), gdzie kampania wymaga ukończenia najpierw drugiego, a potem dopiero pierwszego filmu.

Żartów jest tutaj bez liku, ale są miejsca, gdzie autorzy dali sobie na wstrzymanie. Iniemamocni 2 nie mają być obrazem, który nieustannie bawi, ale wymaga także chwili refleksji. Na przykład w sytuacji, kiedy tajemniczy głos udowadnia, jak bardzo uzależniliśmy się od technologii albo wtedy, gdy członkowie zwariowanej rodzinki toczą poważną dyskusję na temat swojej przyszłości. Czy warto słuchać mediów, które manipulują opinią publiczną? Czy powinniśmy łamać prawo, które nie jest sprawiedliwe? To ciężkie pytania, ale oglądając film warto zastanowić się nad tymi tematami. Na szczęście nie przez cały seans, bo humorystycznych scen jest dużo więcej, a nawet te, które teoretycznie nie powinny śmieszyć, i tak potrafią rozbawić za sprawą świetnych dialogów i umiejętnie wplecionych żartów. Ciężko nie zaśmiać się po usłyszeniu nazwiska pewnej projektantki mody. Można także uśmiechnąć się pod nosem, słysząc głos pewnego dziennikarza, który w filmie wcielił się w prowadzącego lokalne wiadomości.

Iniemamocnych uznaję bez wątpienia za najlepszy film Disneya i Pixara, ale czy „dwójka” jest od niego lepsza? Jak już napisałem we wstępie, ciężko to jednoznacznie określić. Można natomiast śmiało stwierdzić, że autorzy stanęli na wysokości zadania, przygotowując naprawdę udaną kontynuację, pełną świetnie wyreżyserowanych scen, ciekawie napisanych dialogów i przeplatających się ze sobą wątków, które traktują o życiu (nie)zwykłej rodziny i superbohaterach. Tych, którzy pokochali Helen, Boba, Wiolkę, Maxa i Jack-Jacka kilkanaście lat temu nie trzeba zachęcać do wizyty w kinie. Jeśli natomiast jeszcze nie oglądaliście Iniemamocnych, nadróbcie zaległości, a potem idźcie obejrzeć nowe przygody zwariowanej rodzinki na dużym ekranie, bo naprawdę warto.

Śmierć autentyczności - recenzja filmu Narodziny gwiazdy
Zabójcze maszyny miały zachwycać, a śmiertelnie mnie zażenowały
Assassin z Sherwood - recenzja filmu Robin Hood: Początek
Creed II, czyli historia taka jak wszystkie, za to jaka piękna!
najnowsze

Co nowego w PlayLink?

Recenzja gier: Frantics, Wiedza to Potęga: Dekady, Szymparty i Planet of the Apes: Last Frontier.

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?