Są takie filmy, które od pierwszych minut jasno komunikują, na jakich zasadach będą grać. Alfa nie próbuje udawać niczego więcej — to surowa opowieść o przetrwaniu, w której liczy się instynkt i… kobieca siła.
Kto jak kto, ale Charlize Theron czuje się w kinie akcji jak ryba w wodzie. Wyzwania ciała nie stanowią dla niej żadnej przeszkody, a wiemy to z takich filmów jak Aeon Flux czy Atomic Blonde. Kolejny dźwięczny tytuł na literkę „A” dołącza do jej dorobku. W filmie Alfa aktorka z pięćdziesiątką na karku wspina się boso na szczyt i spuszcza łomot ekranowemu koledze — kilkanaście lat młodszemu (ale z wyraźnie większą masą mięśniową) Taronowi Egertonowi. Energia między tymi postaciami — zderzenie dojrzałości i zmęczenia z młodością i nieokrzesaniem — to zdecydowanie najciekawszy element nowego widowiska Netflix.
Alfa
Theron kontra Egerton — starcie energii
A teraz mała dygresja — w formie ciekawostki, ale wciąż w temacie. Na początku maja tego roku wchodzi do kin długo wyczekiwany film Diabeł ubiera się u Prady 2. Jego gwiazdą jest Meryl Streep, która wraca tu do swojej kultowej roli. Mówimy o aktorce, która nie boi się żadnych wyzwań. I właśnie dlatego Alfa przywiodła mi na myśl pewien dziś już nieco zapomniany film z jej udziałem. Dzika rzeka z 1994 roku opowiada o wyprawie, która z niewinnej, rodzinnej przygody szybko zamienia się w walkę o przetrwanie, gdy bohaterowie trafiają na przestępców. Sielanka się kończy, zaczyna się dramat, a przy okazji na powierzchnię wypływają małżeńskie konflikty. W centrum tego wszystkiego stoi Streep — walcząca zarówno z żywiołem, jak i z męską opresją.
Przykład ten wydaje się znamienny w kontekście Alfy. Tam był ponton, tu jest kajak. Ale najpierw widzimy Charlize Theron, która z Eric Bana wspina się na bliżej nieokreślony szczyt. Warunki nie sprzyjają, ściana jest stroma jak diabli. I nagle — zmiana: zimowa sceneria ustępuje miejsca australijskiej dziczy, w której bohaterka musi zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem. Nie nie będę zdradzać dlaczego zmieniono krajobraz, ale warto odnotować jedno — to jedna z bardziej “zaskakujących” ról Erica Bany w ostatnich latach. Aktora, który — dodajmy — niedawno wystąpił w podobnych okolicznościach przyrody w dobrze przyjętej produkcji Netflix pt. Dzikość. I nie zdziwiłbym się, gdyby na planie Alfy pojawił się w tym samym swetrze.
Alfa
Od Dzikiej rzeki, przez Granice wytrzymałości, do Grawitacji
Kontrakt z czerwonym gigantem (naprzemiennie z pracą dla Apple) najwyraźniej wciąż realizuje Taron Egerton. Kontrola bezpieczeństwa z jego udziałem, która debiutowała na platformie w 2024 roku, okazała się wielkim sukcesem — szczególnie w okresie świątecznym. Najwyraźniej zaraz po jej zakończeniu aktor wszedł na plan Alfy — ogolił głowę i jeszcze podkręcił i tak imponującą sylwetkę. Jego Benny to mocna rola. Aktor, dotąd kojarzony raczej z pozytywnymi bohaterami — Robinem Hoodem czy Elton Johnem — tym razem gra antagonistę. I choć momentami balansuje na granicy szarży, nie przekracza jej. Tworzy postać, w której brutalność i chaos idą w parze z czymś niepokojąco ludzkim — zdolnością do wzbudzania sympatii. Na tle wyraźnie wyciszonej Theron wypada wręcz hipnotyzująco.
Ale wracając do głównej historii. W Alfie, jak sugeruje już Dzika rzeka, mamy klasyczny układ: kobieta wrzucona w śmiertelnie niebezpieczną sytuację konfrontuje się z męskim oprawcą. Ten trop — metafora kobiecego ciemiężenia — jest obecny, ale nie dominuje. I dobrze, bo film przede wszystkim chce działać emocjonalnie. To schemat znany i wielokrotnie sprawdzony. Czy to Izabella Scorupco w Granicach wytrzymałości, czy Sandra Bullock w Grawitacja — gdy na pierwszy plan wchodzi żywioł, kończy się komfort. A jeśli dorzucimy do tego motyw przetrwania jako formy radzenia sobie z traumą — jak u Alfonso Cuaróna — dostajemy kolejny wariant kina „girl power”.
Alfa
Australijska dzicz i męska opresja
Jedno trzeba Charlize Theron oddać — bezdyskusyjne zaangażowanie. W scenach, w których wpada do wody, wisi nad przepaścią czy walczy o każdy krok, nie widać dublerki — tylko ją. I to robi różnicę. Jeśli wydawało wam się, że tylko Tom Cruise potrafi przekonująco wisieć na stromej ścianie bez asekuracji w prologu do Mission: Impossible 2, to Theron szybko wyprowadzi was z tego błędu.
GramTV przedstawia:
Za reżyserię odpowiada islandzki twórca Baltasar Kormákur, znany m.in. z 101 Reykjavík. I przyznam — trochę się chwaląc — że już w trakcie seansu, bez odświeżania jego filmografii, miałem wrażenie obcowania z czymś bardzo podobnym stylistycznie do Bestii z Idrise Elbą z 2022. Oczywiście trafiłem. Kormákur potrafi budować napięcie — spokojnie, metodycznie, pozwalając najpierw nacieszyć się krajobrazem, zanim przykręci śrubę. Problem w tym, że — podobnie jak w Bestii — całość nie trzyma się w ryzach. To film nierówny, momentami rozchwiany, który ostatecznie zostawia po sobie wrażenie solidnego, ale jednak przeciętnego kina. Z kilkoma błyskotliwymi momentami.
Ostro brzegi nierównej ściany
Co zaważyło? Egerton.A właściwie jego dominacja. Jest tak wyrazisty, że Theron momentami znika. Początek działa świetnie — zwłaszcza scena z wejściem utworu The Chemical Brothers, która zostaje w głowie. Ale impet szybko siada. Potem dostajemy kolejne zwroty — o jeden, dwa za dużo. Film skręca w stronę thrillera i nagle czujemy się, jakby Clarice Starling znów schodziła do piwnicy Buffalo Billa w Milczenie owiec. A gdy zaczyna się to układać, scenariusz dokłada jeszcze jeden element — i wtedy wiarygodność zaczyna się chwiać.
Mimo wszystko Alfa się broni. Ma w sobie wyraźny, bezkompromisowy vibe kina lat 90., co działa na jej korzyść. Theron gra bohaterkę bardzo współczesną — nieidealną, nieprzejmującą się wyglądem, silną w sposób nienachalny. Jej atrakcyjność nie wynika z ekspozycji ciała, tylko z kontroli i dystansu. To dobra rola, a sam film jest sprawnym, intensywnym doświadczeniem — szczególnie dla kobiet. Choć przy tak prostym, liniowym koncepcie drugi akt niemal zawsze coś psuje. Tu też się to zdarza. Na szczęście film trwa półtorej godziny, więc zanim zacznie naprawdę nużyć — już się kończy.
6,0
Alfa to surowy, nierówny, ale momentami bardzo intensywny survival, który bardziej zapada w pamięć dzięki aktorom niż samej historii.
Plusy
Fizyczne zaangażowanie Theron i wiarygodność scen akcji z jej udziałem
Charyzmatyczna, niejednoznaczna rola Egertona, wyraźnie wybijająca się na tle filmu
Umiejętne budowanie napięcia w pierwszej części
Wyczuwalny klimat bezkompromisowego kina lat 90., który działa odświeżająco
Minusy
Problemy z wiarygodnością końcówki
Dominacja Egertona sprawia, że Theron momentami wypada zbyt blado
Wszystko co następuje po scenie z utworem The Chemical Brothers już nie ma tego samego polotu
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!