InformacjeRecenzja - konsole

Potęga pieśni i smoków - recenzja Shining Resonance Refrain

... Małgorzata Trzyna

Shining Resonance Refrain ma w sobie coś, co sprawia, że trudno się oderwać od ekranu.

Shining Resonance Refrain to remaster tradycyjnego jRPG Shining Resonance, które ukazało się w 2014 roku na PS3 wyłącznie w Japonii. Nowa wersja, dostępna także w wersji angielskiej, trafiła na PS4, Xboksa One, PC i Nintendo Switch. W porównaniu z pierwowzorem, gra została wzbogacona o tryb Refrain z dwiema dodatkowymi, grywalnymi postaciami, zawiera także DLC z PS3.

Japońskie opowieści w mandze, anime czy grach mają w sobie coś, co można uwielbiać albo szczerze nie lubić. W Shining Resonance Refrain pojawia się wiele znanych tropów: bardzo młodzi bohaterowie, chłopak posiadający w swym wnętrzu potężną istotę, nad którą nie potrafi zapanować, położenie ogromnego nacisku na przyjaźń i współpracę, mnóstwo sytuacji typu "zabili go i uciekł" oraz "najpierw cię obiję, ale zostaniemy przyjaciółmi". Jednak jest to pewna konwencja i jeśli lubicie te klimaty, Shining Resonance Refrain wciągnie was bez reszty - jak mnie. Gra oferuje świetną historię, fantastycznie nakreślone postacie, ogromną dawkę humoru i bardzo przyjemny system walki. Zacznijmy jednak od początku - czyli fabuły.

W grze przenosimy się na wyspę Alfheim, gdzie dawno temu elfy żyły w pokoju ze smokami. Elfy do komunikowania się ze swymi potężnymi sojusznikami wykorzystywały Runiczne Pieśni. Spokój jednak nie trwał wiecznie. Deus - siła potężniejsza od wszystkich smoków - postanowił zaprowadzić nowy porządek. Wojna ciągnęła się, aż z Alfheimu nie pozostało nic poza pustkowiami. Niegdyś potężne smoki poświęciły się, by zapieczętować Deusa, a ich dusze zostały skrystalizowane i rozsiane po świecie. Elfy, które walczyły wraz ze smokami, opuściły ojczyznę i zaczęły szukać nowego domu na kontynencie. Od wojny zwanej Ragnarokiem minęło tysiąc lat. Z czasem życie zaczęło powracać na wyspę, osiedlili się na niej ludzie. Dziesięć lat temu na Alfheim rozpoczęła się kolejna wojna - królestwo Astorii zostało zaatakowane przez Lombardzkie Imperium. Astoria straciła część ziem, ale dzięki sprzymierzeńcom z królestwa elfów, Wellant, udało się zatrzymać siły wroga. Wkrótce okazało się, że nie wszystkie najpotężniejsze smoki zginęły. Przetrwał Shining Dragon, dla którego naczyniem jest chłopak imieniem Yuma - główny bohater Shining Resonance. Z tego właśnie powodu młodzieniec stał się celem Imperium.

Yuma jest główną postacią, ale w grze kierujemy drużyną bardzo ciekawych osobistości. Każda z grywalnych postaci to indywiduum nie tylko ze względu na styl walki, ale też charakter. Yuma początkowo jest bardzo nieśmiały, zagubiony i obawia się używać mocy, jaką zapewnia mu Shining Dragon, ale do działania pcha go chęć ochronienia przyjaciół. Księżniczka Sonia z Astorii to odważna i mądra dziewczyna, bardzo starannie przygotowuje się do roli przyszłej władczyni. Kirika z królestwa elfów to Diva Magica, jest bardzo miła i ma ogromną awersję do marchewki. Lester - starszy brat Kiriki - jest bardzo opanowany, jak przystało na kapitana, jest też nadopiekuńczy wobec siostry. Agnum lubi kłócić się ze wszystkimi i potrafi przyrządzać pyszne potrawy. Rinna to szukająca przygód wiedźma, lubiąca zapuszczać się sama w tajemnicze okolice, w rozmowach nie stroni od aluzji do spraw damsko-męskich. Marion ma bardzo ścisły umysł - nawet podczas układania kwiatów kieruje się logiką zamiast ocenić, w jaki sposób będą wyglądać najpiękniej. W Shining Resonance Refrain w drużynie można mieć także Jinasa i księżniczkę Excellę z Imperium, jeśli wybierzemy opcję Refrain przy rozpoczęciu nowej gry (nie warto jednak tego robić przy przechodzeniu gry po raz pierwszy). Z każdym z towarzyszy (także Excellą i Jinasem) można nawiązywać coraz silniejsze więzi - umawiać się na randki lub rozwijać przyjaźń.

Podczas rozgrywki sekwencje walki przeplatają się z bieganiem po miasteczku i rozmawianiu z towarzyszami i NPC-ami. Podczas tych rozmów nie nudziłam się ani przez chwilę - za każdym razem czekała mnie lekka i niemądra historyjka, np. o posiłku, podczas którego Kirika z pomocą magii przenosi marchewkę ze swojego obiadu na talerze swych kompanów sądząc, że nikt się nie zorientuje albo o dzieciach, które bardzo sobie dokuczały i postanowiły się pogodzić, po czym... pokłóciły się o to, które bardziej wcześniej zawiniło. Dzięki poczuciu humoru błyskawicznie przywiązałam się do wszystkich bohaterów. Wątek główny został potraktowany poważniej, ale i tu znalazło się mnóstwo miejsca na cukierkowatość i zabawne sytuacje.

Choć rozmowy z mieszkańcami są świetne, zadania, jakie można przyjąć w grze, wypadają wręcz fatalnie. Nie licząc wątku głównego, cała reszta to paskudne fetch questy, w wielu przypadkach zapętlone w nieskończoność. Różni mieszkańcy miasta mogą nas poprosić o ubicie wybranych, potężnych potworów, przyniesienie konkretnych przedmiotów (znajdywanych w świecie gry albo otrzymywanych w nagrodę za udane walki) lub ubicie określonej liczby danego typu przeciwników. Za wypełnianie zadań nie otrzymujemy doświadczenia, jedynie przedmioty. Mimo to warto przyjmować zlecenia, w większości przypadków i tak prędzej czy później wszystko zrobi się samo... a jeśli nie, nie ma czego żałować.

Nieciekawe zadania poboczne łatwo mi było wybaczyć, bo walka okazała się bardzo wciągająca i zaczepianie przeciwników po drodze szybko stało się moim hobby. W potyczkach uczestniczy cztery postaci, kierujemy jedną z nich, kontrolę nad pozostałymi trzema przejmuje sztuczna inteligencja (acz decydujemy, jak towarzysze mają się generalnie zachowywać). Bohaterowie mogą korzystać z potężnych broni będących równocześnie instrumentami muzycznymi zwanymi Armonikami, które Shining Dragon utworzył z własnego ciała. Dzięki nim możemy wzmacniać całą drużynę na określony czas, jeśli na polu walki zagramy pieśń. Każda postać walczy nieco inaczej i posiada inną broń, łatwo więc znaleźć kogoś, kto najlepiej pasuje do naszego stylu. W dowolnym momencie możemy przełączyć się na inną postać, a także korzystać z przedmiotów, z pomocą których uleczymy, uzupełnimy manę albo w jakiś sposób wzmocnimy towarzyszy.

Sztuczna inteligencja radzi sobie jako-tako - przeciwnicy bywają na tyle nierozgarnięci, że wyprowadzają ataki przed siebie, nawet jeśli nikt przed nimi nie stoi, albo szarżują, nawet jeśli nie mają zasięgu. Towarzysze jednak też zbytnio sprytem nie grzeszą i czasem utrzymanie całej gromadki przy życiu to dużo trudniejsza sztuka niż rozprawienie się z bossem solo - szczególnie, gdy boss zmiata wszystkich jednym atakiem, jeśli w porę się nie odsuniemy. Niestety, jeśli dana postać padnie i nie mamy możliwości jej wskrzesić przed zakończeniem potyczki (z pomocą przedmiotu lub magii), nie otrzyma ona doświadczenia. Bywa to szczególnie irytujące, gdy towarzysz ginie tuż przed zadaniem przez nas finalnego ciosu.

Każdą z postaci trzeba rozwijać z osobna. Oznacza to, że jeśli mamy ulubioną czwórkę albo dołączył do nas nowy towarzysz na niższym poziomie, awansowanie go staje się bardzo żmudne. Trzeba jednak dbać o każdego, bo lenistwo mści się okrutnie, gdy z jakiegoś powodu ktoś tymczasowo się odłączy i zostajemy skazani na kompanów bardzo odstających od reszty.

W grze nie ma rozdawania punktów w pożądane cechy ani drzewek rozwoju, nie znajdujemy też broni ani pancerzy, możemy natomiast dodawać do slotów broni modyfikatory, które poprawią nasze statystyki. Może to być zwiększenie ataku, obrony, życia, mocy leczenia i wiele innych - możliwości jest bardzo dużo. Poszczególne dodatki można sobie wytworzyć z pozbieranych łupów albo kupić. Od nas zależy też, w jaki sposób dostroimy broń (co przełoży się na różne premie) i które ze specjalnych umiejętności wykorzystamy. Kolejnym aspektem walki są więzi z postaciami - im silniejsze, tym więcej zróżnicowanych bonusów możemy otrzymać.

Świat gry jest podzielony na liczne obszary. W miarę postępów w fabule można odblokować kolejne przejścia. Lokacje są zróżnicowane - od trawiastych wzgórz przez bagna, ruiny, pustynie i pokryte śniegiem szczyty gór. W orientowaniu się w świecie gry pomaga mini-mapa oraz (niezbyt dokładna) mapa całego świata. Niestety, nie ma szybkiej podróży, wszędzie trzeba chodzić pieszo. Poszczególne lokacje są malutkie, wczytywanie trwa krótko, postacie biegają szybko i mogą omijać przeciwników, więc nie jest źle - ale mogłoby być lepiej. Na szczęście kiedy chcemy powrócić do miasta, możemy się teleportować z pomocą specjalnego przedmiotu. W kluczowych momentach fabularnych gra sama nas przenosi z powrotem do stolicy.

Poza otwartym światem, możemy przemierzać lochy w Grimuarze, czyli kilkupoziomowe lokacje wypełnione potworami z bossem na końcu. Grimuar to miła odskocznia od biegania po mapach czy rozmów w mieście, jeśli mamy ochotę po prostu na walkę. W lochach można wybierać, jakiego typu przeciwnicy mają się pojawić, więc możemy potłuc ulubionych wrogów albo wybrać takich, których potrzebujemy do ukończenia zadań. Można też korzystać z różnorakich modyfikatorów, ułatwiających lub utrudniających zabawę.

Kolejnym, nieco irytującym elementem poza brakiem szybkiej podróży jest zapisywanie gry. Łatwo przywyknąć, że w większości współczesnych tytułów można zapisywać kiedy się chce albo wszystko odbywa się automatycznie po dotarciu do punktu kontrolnego, żeby zachować postępy. W Shining Resonance Refrain można zapisywać tylko w ściśle określonych miejscach.

Pod względem technicznym niestety, także nie było idealnie. Podczas walki efekty wizualne od ataków często sprawiały, że gra wyraźnie spowalniała, akcja zaczynała toczyć się w żółwim tempie.

Shining Resonance Refrain ma mnóstwo wad: brak szybkiej podróży, system zapisów wyłącznie w określonych miejscach, system zdobywania doświadczenia przez każdego z towarzyszy osobno. A jednak tytuł ten ma w sobie coś, co sprawiło, że ciężko mi było się od niego się oderwać. Brak wygód typowych dla współczesnych gier rekompensowała mi bardzo przyjemna walka - czy to z szeregowymi przeciwnikami, czy też z bossami, przy których trzeba odrobinę pokombinować nawet na poziomie trudności Casual. Wciągnęła mnie też przesympatyczna i miejscami straszna fabuła oraz zabawne, dodatkowe scenki, dzięki którym gra jest po prostu urocza. Można wybierać między angielskimi a japońskimi głosami, w obu wersjach językowych postaci słucha się bardzo przyjemnie. Shining Resonance Refrain polubiłam też za ładny, kolorowy świat (co z tego, że bez wodotrysków graficznych, podoba mi się prosta cukierkowatość) i przeciwników, którzy czasem wyglądają tak słodko, że chciałoby się ich raczej przytulić niż obić. Częściowo jest to też zasługa muzyki, która towarzyszy zabawie i po wyłączeniu gry jeszcze długo rozbrzmiewa w głowie. Na pewno wrócę do Shining Resonance Refrain, by bliżej poznać innych towarzyszy oraz odkryć inne zakończenia.

PlayStation 4Shining Resonance Refrain

  • ciekawa fabuła
  • mnóstwo zabawnych, opcjonalnych historyjek
  • wciągający system walki
  • muzyczne motywy
  • potrafi zagrać w duszy fana anime
  • japońskie i angielskie głosy do wyboru
  • rozgrywka na kilkadziesiąt godzin
  • cukierkowatość
  • rozmaite kostiumy, w tym mnóstwo kostiumów kąpielowych dla postaci dziewczyn
  • efekty wizualne wyraźnie spowalniają działanie gry w czasie walki
  • brak wygodnego systemu szybkiej podróży i zapisów
  • misje poboczne to w lwiej mierze nudne fetch questy
  • system awansowania bohaterów wymagający dbania o każdego z osobna

Rezonuje z duszą.

Najnowsze
Lubisz nas?