Król dopalaczy – recenzja filmu. Zmieciony z planszy

Radosław Krajewski
2026/03/13 18:00
1
0

Jedna z najgłośniejszych polskich afer sprzed ponad piętnastu lat powraca w nowym filmie. Oceniamy, czy twórcy zdołali uciągnąć ten skomplikowany temat.

Złoty bilet

Na przełomie pierwszego i drugiego dziesięciolecia XXI wieku cała polska żyła sprawą dopalaczy. W całym kraju pojawiły się sklepy z legalnymi używkami, które stały się podstawą wielu imprez, głównie z udziałem młodzieży i młodych dorosłych. Niedostępne wcześniej narkotyki tym razem można było kupić w specjalnym osiedlowym sklepie lub automacie, jedynie okazując dowód tożsamości potwierdzający ukończenie osiemnastu lat lub mieć znajomości, aby nawet nieletni mogli zaopatrywać się w psychoaktywne substancje. Gdy osoby odpowiedzialne za produkcję dopalaczy zgarniały miliony złotych, w tym samym czasie coraz częściej pojawiały się problemy z ich produktami, które zatruwały ludzi, co kończyło się nawet śmiercią. Dopiero wtedy polskie władze zaczęły na poważnie interesować się tematem. Na szczęście Polska uniknęła podobnego losu, jak dzisiaj można zobaczyć na ulicach wielu największych amerykańskich miast, które mają problem z epidemią fentanylu. Po latach do tego tematu wrócili twórcy Króla dopalaczy, filmu, który miał powstać już kilka lat temu, ale dopiero teraz trafił do kin. Co prawda nie jest to polski Wilk z Wall Street, ale też daleko temu do naśladowców twórczości Patryka Vegi. Mimo to Król dopalaczy wydaje się filmem zbędnym i moralnie wątpliwym.

Król dopalaczy
Król dopalaczy
Foto: Monolith Films

Dawid (Tomasz Włosok) wraca z Anglii do Polski, aby świętować wraz z rodziną swoje 21. urodziny. Niedługo później umiera jego ojciec, a młody chłopak musi zająć się pozostawioną mu w spadku piekarnią. Przygotowania do nowej roli nie trwają jednak długo, gdy do drzwi puka komornik, który zajmuje cały biznes i nakazuje spłacić około pół miliona dolarów długu na rzecz Skarbu Państwa. Dawid decyduje się na dramatyczny krok i zamierza rozpocząć produkcję legalnych narkotyków, z którymi zetknął się podczas pracy w Anglii. Na swej drodze spotyka prawnika Franciszka (Robert Jarociński) oraz byłego wytwórcę, a obecnie dziennikarza, Maestro (Rafał Maćkowiak), który jak nikt inny zna się na chemii. Wraz ze swoim przyjacielem z dzieciństwa, Maćkiem (Adam Wietrzyński), otwierają Bake Szop, który szybko zaczyna być popularnym miejscem wśród młodzieży. Niedługo później imperium rozrasta się, a chłopak staje się nowym narkotykowym królem. Jego tropem podąża nieustępliwy policjant Lewy (Łukasz Simlat), który zamierza zniszczyć imperium, wbrew radom swoich kolegów po fachu. Dawid zaczyna być gwiazdą, nie tylko półświatka, ale całej Polski. W końcu zakochuje się w Pauli (Vanessa Aleksander), dziewczynie lokalnego gangstera Gewera (Jan Frycz), od którego pożyczył pieniądze na rozkręcenie biznesu. Chłopak jednak nie wie, że szybka droga na szczyt powoduje jeszcze szybszy i boleśniejszy upadek.

Polskie kino przyzwyczaiło nas, że podobne historie z pograniczna gangsterki, muszą być robione na modłe hitów Patryka Vegi sprzed dziesięciu lat. Na szczęście Król dopalaczy nie epatuje nadmierną wulgarnością, seksualizacja, czy teledyskowością. To nie film Maciej Kawulskiego lub duetu Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa, aby w każdej pojedynczej scenie grała jakaś muzyka, a na ekranie bohaterowie poruszali się jak w reklamie perfum. Jest to miłe odświeżenie, że dostaliśmy mocne, ale nieprzesadzone kino, które ma wartką, ale nie chaotyczną akcję. Tempo jest odpowiednie, historia dosyć ciekawa, a nawet jeden zwrot akcji potrafi zaskoczyć. Jednak pod całą tą dobrze skrojoną realizacyjną warstwą ukryto sporo problemów, przez które Król dopalaczy ciężko jest jednoznacznie dobrze ocenić.

Król dopalaczy
Król dopalaczy
Foto: Monolith Films

Szczególnie pod względem scenariusza, który ma sporo niedostatków, przez co ta historia nie potrafi odpowiednio wybrzmieć. Przede wszystkim w postaci głównego bohatera, który jest postacią tragiczną, a film na każdym kroku stara się, abyśmy mu współczuli. Oczywiście zawsze musi być jakiś czynnik, przez który ktoś schodzi na drogę bezprawia, ale w Królu dopalaczy na początku łatwo jest sympatyzować z bohaterem, a dalej wcale jego ocena nie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Oczywiście, Dawid wyraźnie przesadza, staje się niesforny, zaczyna popełniać masę błędów, ale koniec końców nie staje się antagonistą własnej historii, a sam film nie do końca dobrze pokazuje problemy, które na niego spadły. Leniwe jest także zakończenie, jakby twórcy nagle sobie przypomnieli, że ta historia nie może zakończyć się pozytywnie.

Polski Pablo

Do tego film zbyt szybko przechodzi do późniejszych wydarzeń, nie pozwalając lepiej zrozumieć, dlaczego narkotykowy biznes stał się aż tak dochodowy. I tu dochodzimy do przemiany głównego bohatera, która jest mało wiarygodne. Początkowo widzimy go jako niepewnego siebie chłopaka, niepotrafiącego porwać tłumów, aby chwilę później rządził wielkim imperium. Pieniądze, jak i pozycja dodają pewności siebie, ale historia nie potrafi tego odpowiednio zaakcentować, przez co ze sceny na scenę bohater zupełnie zmienia swoje oblicze. Trzeba jednak przyznać, że Tomasz Włosok świetnie potrafił sobie w tej roli i Król dopalaczy, zarówno jako bohater, jak i film, nie byłby nawet w połowie tak udany. Włosok doskonale radzi sobie z takimi postaciami i tutaj też potrafił stworzyć charyzmatyczną, pełną sprzeczności postać.

Król dopalaczy
Król dopalaczy
Foto: Monolith Films

GramTV przedstawia:

W niecałym dwugodzinnym metrażu nie dało się zawrzeć wszystkiego, więc twórcy musieli mocno ciąć historię. Niestety ucierpiało na tym wiele wątków i postaci. Co prawda twórcy próbują pośpiesznie zamknąć je w końcówce, żeby tylko wspomnieć o postaci Cindy, czy też rodzinnym wątku, ale już historia Maćka pozostaje urwana. Kiepsko też wypada policyjne śledztwo, które jest do bólu schematyczne, a główny gliniarz tak stereotypowy, jak tylko może być. Film próbuje również zrzucić większość winy całego procederu dopalaczy na Państwo i ówczesne władze, które najpierw porzuciły młodego człowieka po śmierci jego ojca, a następnie nie potrafiły odpowiednio zareagować na szkodliwy proceder, który dotknął cały kraj. To mogła być naprawdę mocna krytyka działań odpowiednich organów i brak ich szybkiej reakcji, aby to ukrócić, ale zamiast tego otrzymujemy humorystyczne wstawki, które spłycają temat.

Król dopalaczy mógłby być zdecydowanie lepszym filmem, gdyby dopracować scenariusz, wydłużyć metraż i lepiej poprowadzić historię zarówno głównego bohatera, jak i wątek ścigającego go policjanta. Jednak warto zadać sobie w ogóle pytanie, czy takie osoby, jak Król dopalaczy jest na tyle interesujący, aby robić o nim film, a przynajmniej w takiej formie? Gdyby twórcy bardziej skupili się na aspektach działania państwa wobec rozprzestrzeniania się legalnych narkotyków, byłaby to produkcja w służbie społecznej, aby podkreślić patologie polskiego systemu i prawa. A tak otrzymujemy przeciętny sensacyjniak, który dobrze się ogląda, ale zupełnie nie zapada w pamięć po seansie. Można obejrzeć głównie dla świetnego Tomasza Włosoka.

4,0
Król bez tronu, a nawet korony. Można tylko dla doskonałego w głównej roli Tomasza Włosoka.
Plusy
  • Świetny Tomasz Włosok
  • Ma dobre tempo, dzięki czemu nie nudzi
  • Stojąca na wysokim poziomie realizacja
Minusy
  • Sporo scenariuszowych problemów, począwszy od przemiany głównego bohatera, a skończywszy na słabo rozwiniętych lub pominiętych wątkach pobocznych
  • Za krótki metraż jak na tę historię
  • Kiepski wątek z krytyką działań służb państwowych
  • Słabe zakończenie
Komentarze
1
Renchar
Gramowicz
Dzisiaj 18:35

99% polskich filmów to dno szczególnie ten kogo obchodzi gościu co sprzedawał dopalacze lol za pół roku się dowiem że dostał z 20mil zł z budżetu państwa.