InformacjeFelieton

Słodki czas końca generacji

... Kamil Ostrowski

Po E3 2018 wniosek może być tylko jeden. Nadchodzi złoty okres dla wszystkich graczy, a to dzięki starym konsolom!

Zbliża się mój ukochany czas. Występuje on w różnych interwałach, których długość zależy od kilku czynników. Można jednak uśrednić ten czasokres i opisać go jako „raz na kilka lat”. Ten okres to schyłek aktualnej generacji konsol. Właśnie żywota dokonują PlayStation 4 i Xbox One, których łabędzim śpiewem będą najlepsze gry, jakie widzieliście od czasu… no cóż – ostatniego schyłku konsol.

Najpierw fakty. Przytelewizorowe sprzęty do zabawy żyją zazwyczaj od czterech do siedmiu lat. Jednak dopiero po około trzech latach od wejścia na rynek zaczynają pojawiać się na nie naprawdę genialne produkcje. W tym roku PlayStation 4 skończy pięć lat, identycznie jak Xbox One. Nie powinno nas zatem dziwić, że line’upy obydwu sprzętów wyglądają coraz bardziej imponująco. Po niedawno zakończonych targach E3 można śmiało stwierdzić, że wchodzimy w złoty okres. Nie trzeba jeszcze zbierać pieniędzy na nowe konsole, a obecna generacja wyszła już z wieku dziecięcego. Pozostaje cieszyć się coraz lepszymi grami.

Trzeba przeżyć kilka tych schyłków z kolei, żeby zorientować się, iż jest to schemat, powtarzający się od dłuższego czasu. Po wypuszczeniu na rynek nowych sprzętów początki bywają ciężkie. Deweloperom nie jest łatwo przestawić się na nowe urządzenia. W skrajnych przypadkach producenci hardware’u potrafią dowalić im takimi kwiatkami jak 128bitowy procesor (PlayStation 3), albo dziwaczna koncepcja w ogóle (Nintendo Wii). Normalką jest z też sytuacja, w której przez pewien czas deweloperzy lecą na pół gwizdka, bo przecież połowa ich potencjalnych klientów w dalszym ciągu tkwi w okowach poprzedniej generacji. Dopiero po jakimś czasie mogą oni w pełni skupić się na tworzeniu pod dany sprzęt. Kolejnych parę lat mija, zanim oswoją się oni z nowym środowiskiem. I dopiero gdy dany sprzęt zaczyna powoli znikać z rynku, a sprzedaż wyhamowuje, oni mogą skupić się na zrobieniu po prostu świetnej gry. Ci najlepsi deweloperzy z kolei potrafią wykorzystać zasoby mocy obliczeniowej do ostatniego megaherca i ostatniego bita, aby dostarczyć na produkt, który już zwiastuje nadejście kolejnej generacji. Wtedy to pojawiają się najlepsze gry. Gry wybitne. Gry, które pozostają z nami na długo. Gry takie jak God of War i God of War 2 na PlayStation 2, jak The Last of Us na PlayStation 3, jak Perfect Dark na Nintendo 64, jak Halo 2 na pierwszego Xboksa.

Wspomniane wcześniej targi E3 obrodziły w naprawdę dojrzałe zapowiedzi, a końcowe efekty mogą zasilić listę tych „schyłkowych” hitów. Nie będę tutaj wskazywał jednoznacznego zwycięzcy, bo zarówno oferta Sony jak i Microsoftu robi wrażenie. Największą uwagę zwraca jednak fakt, że w porównaniu do lat poprzednich czuć nadchodzący urodzaj.

Sony miało do zaprezentowania prawdziwy kondukt interesujących i ślicznie wyglądających tytułów na wyłączność. Co prawda na Death Stranding, The Last of Us Part 2, Days Gone czy Ghost of Tsushima jeszcze trochę poczekamy, ale pewnie krócej niż można by się spodziewać – w końcu deweloperzy nie będą chcieli wypuścić ich na rynek w cieniu premiery nowej generacji. Podobnie sytuacja wygląda u konkurencji. Halo Infinite, Gears of War 5, kolejna Forza – będzie w czym przebierać.

Wszystkie międzyplatformowe serie okrzepły zresztą i czekają na swoje solidne kontynuacje, nie obciążone problemami dojrzewania w ramach generacji. Doom Eternal, Rage 2, Wolfenstein: Youngblood wyglądają świetnie – może to zbyt dalekie założenie, ale odnoszę wrażenie, że po zwiastunach już widać, że twórcy nie męczyli się przy pracy nad nimi, tak jak przy poprzednich częściach.

Koniec generacji to też najlepszy czas, żeby startować z nowymi markami. Stąd taki ich wysyp. Przed końcem obecnego cyklu doczekamy się Cyberpunk 2077 od CD Projekt RED, Anthem od Bioware, Starfield of Bethesdy – jest tego sporo. Swoją drogą cieszę się, że Remedy wyrwało się spod kontroli Microsoftu i w ambitne Control (pun not intended) zagramy na obydwu konsolach. Nawet jeżeli trochę martwi mnie to, jak nudne były Quantum Break i Alan Wake.

Na marginesie mówiąc, również Nintendo Switch zaczyna się rozkręcać. Super Smash Bros. Ultimate wygląda nieźle, a Fire Emblem Three Houses i Daemon x Machina sprawiają, że zaczynam na poważnie myśleć o zakupie tej konsolki.

Pięknie jest. Nie narzekam, tylko zacieram rączki i nadrabiam nieliczne zaległości, czekając na obfite zbiory, które czekają na nas w ciągu kolejnych dwóch, maksymalnie trzech lat. Sony już zadeklarowało się, że kolejnej konsolki nie mamy co spodziewać się wcześniej, niż w 2021 roku (a więc osiem lat po premierze „czwórki”). Biorąc pod uwagę wyniki sprzedaży w ramach aktualnej generacji, wcale mnie to nie dziwi. Nie powinniśmy się także spodziewać, aby Microsoft jakoś znacząco planował wyprzedzić Sony w cyklu wydawniczym. Nie mówiąc o tym, że przejście pomiędzy generacjami może być nieco bardziej delikatne z uwagi na fakt funkcjonowania na rynku również PlayStation 4 Pro oraz Xboksa One X, które stanowić będą zapewne swego rodzaju pomost. Tak czy inaczej, sytuacja jest bardziej niż komfortowa. Mi tam się do następnej generacji nie spieszy, tym bardziej, że mamy na horyzoncie tak piękne perspektywy.

Najnowsze
Lubisz nas?