Recenzja - konsole

Pocztówka z Marsa - recenzja dodatku Destiny 2: StrategOS

Michał Grabowski, 13 maja 2018 17:15 0

Bungie łączy siły z Vicarious Visions i zachęca graczy do powrotu. Problem w tym, że większość zmian w Destiny 2 jest darmowa, a DLC wypada blado.

O tym, że Bungie ma duże problemy z Destiny 2 wiadomo nie od dziś. Drugi dodatek miał nie tylko poprawić wrażenie zepsute przez Klątwę Ozyrysa, ale również przygotować graczy na kolejne zmiany. Problem w tym, że StrategOS (w angielskiej wersji o podtytule Warmind) to rozszerzenie, które praktycznie wnosi bardzo mało do samej gry, a stworzenie go na modłę starych dodatków to jeden z jego niewielu plusów.

I am Rasputin. I have no equal…

Głównym problemem jest to, że tak właściwie zmiany względem mechanik rozgrywki są… darmowe. Oznacza to, że wcale nie trzeba kupować StrategOS, aby sprawdzić, co słychać w świecie Destiny 2. To właśnie ten element dla milionów Strażników na całym świecie jest tym najważniejszym. W cenie dodatku otrzymujemy: fabularne wprowadzenie, kilka nowych przygód, aktywność Protokoł Eskalacji oraz trzecie skrzydło najazdu i nowe uzbrojenie. Bungie wraz z Vicarious Visions podjęło rękawicę i spróbowało dostarczyć dodatek lepszy niż poprzedni. I trzeba przyznać - jest lepiej.

Jest lepiej od Klątwy Ozyrysa, choć tak właściwie wielką sztuką to nie było. Nadal pamiętam, jak mocno musiałem się przekonywać do tego, aby porzedni dodatek ukończyć. Festiwal niespełnionych obietnic, lenistwo oraz niewykorzystany potencjał tkwiący w opowiadanej historii - tak w skrócie można było podsumować pierwszy dodatek do Destiny 2. W przypadku Warmind jest lepiej, choć tak naprawdę historia w nim zawarta spokojnie mogłaby być rozpisana na kilka dodatkowych misji oraz szturmy, które wraz ze wzrostem mocy naszego bohatera stają się główną formą zabawy.

Bungie starało się stworzyć dodatek w starym, dobrze znanym graczom stylu. Bez eksperymentów w postaci Nieskończonego Lasu czy krótkiej wizyty legendarnego bohatera. Cztery krótkie misje, które opowiadają pewną historię, próbują wprowadzać nowych bohaterów oraz przeciwników... ale to za mało, aby dobrze ją opowiedzieć. Co prawda, Ana Bray pojawia się na dłużej, ale ostatecznie jej rola jest mocno ograniczona. Podobnie sprawa wygląda z przeciwnikiem, z którym przychodzi się bohaterowi mierzyć. Próbując zbadać ich pochodzenie wydawałoby się, że byliby oni świetnymi przeciwnikami raidowymi, ale niestety - jak mocne ich wejście by nie było do świata Destiny 2, tak bardzo szybko przychodzi ich pokonanie. Ostatecznie, mimo wielu niedoskonałości, zakończenie StrategOS próbuje coś wnieść oraz stworzyć wrażenie niepewnej przyszłości. Czy tak będzie? Przekonamy się w czerwcu, gdy zostanie zapowiedziany kolejny dodatek do gry.

Choć obawiam się, że znów niektóre wydarzenia pozostaną zapomniane lub niewyjaśnione…

Wcześniej wspomniałem co nieco na temat szturmów. Bungie właściwie zrobiło to, co miało miejsce również przy Klątwie Ozyrysa - część misji fabularnych dodano do strike playlist i... tyle. Tutaj o dużej niesprawiedliwości mogą mówić posiadacze konsol Microsoftu oraz pecetów, ponieważ tylko posiadacze PlayStation 4 otrzymali nowy szturm z prawdziwego zdarzenia. Szkoda, ponieważ jest naprawdę dobry. Pod tym względem Bungie zawsze dostarczało misje, które przyjemnie się ogrywało wielokrotnie ze znajomymi, więc tym bardziej nie rozumiem tak leniwego podejścia do kwestii tworzenia nowej zawartości, za którą trzeba płacić. Tym bardziej, że patrząc na nowe uzbrojenie oraz powracające egzotyki trudno nie mieć wrażenia, że pieniądze wydane zostały tak właściwie na to, aby część zabawek zniszczonych podczas ataku Czerwonego Legionu do nas wróciła.

Nowe stare problemy.

Poważnym problemem nadal jest balans związany ze zdobywaną przez graczy mocą. Nowy system zapronowany przez Bungie w Destiny 2 nie zdaje w przypadku StrategOS egzaminu i sprawia, iż trzeba się mocno napracować, aby wziąć udział w nowych aktywnościach.

W tym wszystkim zwyczajnie brakuje naturalnego przejścia z łatwiejszych aktywności w te bardziej wymagające. Trudno jest tu wyczuć przyjemność z postępów, ponieważ wiele zależy tak naprawdę od losowości oraz tego, czy wykonaliśmy cotygodniowe aktywności czy też nie. Bungie próbując połączyć graczy „niedzielnych” z tymi, którym świat Destiny jest drugim domem, zepsuł świetnie zbudowany monolit z pierwszej odsłony. Tam wszystko było jasne i klarowne, a postęp zauważalny. Aktualnie wygląda na to, że wszyscy są stratni. Zarówno gracze, którzy pojawiają się na orbicie sporadycznie oraz ci, którzy lubią powtarzać niektóre aktywności w poszukiwaniu coraz to lepszych zabawek.

Co z tego, że Protokół Eskalacji jest prostym i wciągającym trybem hordy, skoro aby go ukończyć trzeba mieć wysoki poziom mocy... i kilku dodatkowych Strażników do pomocy? Ukończenie trzech poziomów wynagradza nas mocnymi przedmiotami, ale aby tam dotrzeć, trzeba najpierw zdobyć podstawę. Trochę to wszystko się wyklucza, bo jeśli Heroiczne Szturmy nie wynagradzają graczy tak, aby mogli powoli kierować sie w stronę trudniejszych wyzwań, to coś chyba nie zagrało. Tym samym Bungie samo sobie ucina potencjalne zainteresowanie obydwu grup, które próbuje z uporem maniaka pogodzić.

Szkoda, bo nowe skrzydło raidowe na Lewiatanie to całkiem miłe zaskoczenie. Spire of Stars trzyma poziom, który reprezentował wcześniej The Eater of Worlds. Rozgryzienie mechanik stojących za poszczególnymi starciami jak zwykle daje wiele frajdy, a pokonanie ostatniego przeciwnika dobrze domyka historię Calusa oraz jego statku. Można powiedzieć, że po udostępnieniu wszystkich aktywności na Lewiatanie możemy mówić o raidzie z prawdziwego zdarzenia. Takim, który pamiętają weterani chociażby z czasów Oryxa. Czy eksperyment się powiódł? Z mojego punktu widzenia niekoniecznie, ale wykorzystanie Lewiatana, jako miejsca różnych aktywności nie zaliczyło aż takiej porażki, jak faktycznie mogłoby.

Jest jeszcze jeden problem, który pojawił się wraz z drugim dodatkiem do Destiny 2. Wraz z aktualizacją częściej trafiałem na spore spadki wydajności. Większe zamieszanie podczas Protokołów sprawia, że gra potrafi zwolnić o te kilka klatek. Tak było w przypadku wersji na PlayStation 4. Ciekawe, czy Bungie w przyszłości postara się o łatki związane z optymalizacją, bo przy aktualnym stanie rzeczy wrażliwsi gracze mogą odczuwać pewną frustrację.

Nowości za darmo?

Wniosek nasuwa się sam – StrategOS, mimo pewnych przebłysków i nieśmiałych prób, wypada dosyć blado. Nie ratuje tego nawet fakt, że jest lepiej niż w przypadku Klątwy Ozyrysa, ponieważ, tak jak już wcześniej napisałem, nie było to trudne zadanie. Poprzeczka była zawieszona na bardzo niskim poziomie, a oczekiwania graczy były wręcz zerowe. Każda pozytywna zmiana cieszy, ale to jednak nie wystarczy, aby ocena StrategOS wychodziła ponad przeciętną. Tym bardziej, że w niektórych momentach można mieć wrażenie, że Bungie bardzo leniwie podeszło do tematu nowej, płatnej zawartości. Co prawda, otrzymaliśmy krótką historię, która jest o wiele ciekawsza niż poprzednia, a nowe aktywności się bronią, ale istniejące mechaniki postępów sprawiają, iż wiele z nich z nich może powodować niewiarygodną frustrację.

Można byłoby nawet powiedzieć, że gdyby nie zmiany w aktualizacji 1.2.0., to dodatek wypadłby jeszcze słabiej. Nie skupiałem się jednak na niej z bardzo prostego powodu - jeśli macie Destiny 2, to sami możecie sprawdzić, co nowgo przygotowało Bungie dla graczy bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Wiele zmian pojawi się w przyszłości, a proces naprawiania gry rozpisany został praktycznie do września. W międzyczasie otrzymamy jeszcze informacje na temat nowego dodatku i właściwie, to bez rewolucji się nie obejdzie.

Destiny 2 potrzebuje nowego "Taken Kinga". Problem w tym, że tym razem gracze tak łatwo Bungie nie uwierzą...

Jeśli jesteście takowym zainteresowani – dajcie znać w komentarzach! Postaram się rozebrać na czynniki pierwsze to, co przyniesie przyszłość w Destiny.

Destiny 2: StrategOS - DLC PC

  • Powrót do klasycznego sposobu opowiadania historii w dodatkach do Destiny.
  • Nowe skrzydło najazdu trzyma poziom poprzedników.
  • Powrót legendarnych broni egzotycznych.
  • Protokół Eskalacji jest świetnym trybem hordy...
  • ... gdyby nie fakt, że aby mieć szanse z Rojem trzeba pokonać aktualne mechaniki zbierania doświadczenia
  • Pójście "na skróty" w przypadku szturmów.
  • Brak nowego uzbrojenia z prawdziwego zdarzenia.
  • Problemy ze spadkami płynności w trakcie rozgrywki na PlayStation 4.
Tu Rasputin nie pomoże. Przed Bungie jeszcze bardzo, bardzo dużo pracy... 4.5
Nowa generacja konsol coraz bliżej. Pojedynek PS5 i Project Scarlett zapowiada się ekscytująco
Podsumowanie The Game Awards 2018 - szczegóły wszystkich nowych zapowiedzi
Co dzieje się z Blizzardem? Ceniony deweloper znalazł się na zakręcie
Smocze Szaleństwo - recenzja Spyro: Reignited Trilogy
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?