Recenzja - konsole

Nie o takie dodatki walczył B.J. Blazkowicz: recenzja DLC do Wolfentein II: The New Colossus

Piotr Nowacki, 02 lutego 2018 13:35 1

The Diaries of Agent Silent Death i The Adventures of Gunslinger Joe są tylko cieniem oryginalnej kampanii Wolfensteina II.

Wolfenstein II: The New Colossus to gra nietuzinkowa. Totalnie bezkompromisowa, odważna, zadziwiająca od początku do końca. Nie jest to bynajmniej pozycja wolna od wad, lecz mimo to, w swojej recenzji postanowiłem po raz pierwszy, odkąd piszę dla gram.pl, wystawić najwyższą notę. Niestety, DLC do tej gry bynajmniej nie trzymają poziomu pierwowzoru.

Jedną z największych zalet Wolfensteina II była historia przedstawiona w trybie fabularnym. Mistrzowski emocjonalny rollercoaster, który ponurą wizję Stanów Zjednoczonych pod nazistowskim obcasem przeplata szalonymi, campowymi scenami inspirowanymi science fiction z lat 60. A to wszystko zostało okraszone jednymi z najlepszych scen przerywnikowych, jakie można było zobaczyć kiedykolwiek w grach.

Niestety, pod względem opowiedzianej historii żaden z dodatków nie dorasta do pięt Wolfensteinowi II. Fabuła The Adventures of Gunslinger Joe ma w sobie kilka ciekawych elementów: główny bohater jest afroamerykańskim futbolistą, który po wojnie został zmuszony do grania w pokazowych meczach piłki nożnej przeciwko Niemcom, co wyraźnie nawiązuje do słynnego Meczu Śmierci, a także może się kojarzyć z historią polskiego boksera, Tadeusza Pietrzykowskiego. Jednak nie w smak mu była rola marionetki nazistów. Jego niesubordynacja spotkała się z natychmiastową karą: Roderick Metze, przed wojną psychopatyczny dentysta, dziś sadystyczny oficer wierny, Rzeszy postanowił wykorzystać go w swoich okrutnych eksperymentach. Jednak ściany laboratorium są zbyt cienkie, by powstrzymać słynnego Joe Stalliona...

W fabule pierwszego odcinka nie znajdziemy żadnych interesujących zwrotów akcji, a przerywniki utrzymane w komiksowej konwencji wypadają blado przy doskonałych scenach z głównej gry. Jednak całość jest nakreślona poprawnie, historia angażuje przynajmniej w minimalnym stopniu, a Roderick Metze dosyć umiejętnie wzbudza niechęć graczy. Niestety, nawet tyle dobrego nie można powiedzieć o drugim odcinku, The Diaries of Agent Silent Death. Historia brytyjskiej, jednookiej skrytobójczyni mszczącej się za śmierć swojego męża mogłaby być całkiem ciekawa, jednak twórcy nie dali graczom więcej niż absolutne minimum tła fabularnego. Widać, że historia miała jakiś potencjał, postać amerykańskiego aktora, który wystawił jej męża na pewną śmierć mogła być ciekawa, jednak twórcy nie włożyli nawet minimalnego wysiłku w lepsze nakreślenie fabuły. Finalnie widać, że historię potraktowano po łebkach, równie dobrze mogli się ograniczyć do “masz pistolet, idź zabijaj nazioli”.

Miernej fabuły nie wynagradza rozgrywka. Gameplay The New Colossus miał swoje wady, ale twórcom udawało się to umiejętnie tuszować. Dla przykładu, sterowanie ziejącym ogniem Panzerhundem lepiej sprawdzało się na papierze niż w praktyce, ale w samym Wolfensteinie II ten fragment był na tyle krótki, że nie psuło to radości z gry. Jednak kiedy ponownie zasiadamy za sterami pancernego psa w The Adventures of Gunslinger Joe, już nie daje się ukryć, że na dłuższą metę ta mechanika nie zdaje egzaminu. Podobnie jest z elementami skradankowymi: w podstawce zabijanie nazistów z ukrycia było całkiem niezłym urozmaiceniem rozgrywki. Jednak kiedy The Diaries of Agent Silent Death opiera całą zabawę na przemykaniu ukradkiem i wbijaniu sztyletu w plecy żołnierzy Wehrmachtu, wychodzi na jaw, że skradanie się w “Wolfie” jest zwyczajnie prymitywne, a sztuczna inteligencja wrogów za mało przekonująca.

Rozszerzenie poprzedniej części Wolfensteina, The Old Blood, miało również swoje wady, ale przynajmniej wprowadzało nowe elementy do rozgrywki, tak jak na przykład genialny granatnik Kampfpistole, który, ku mojej radości, powrócił w The New Colossus. Wydane do tej pory odsłony The Freedom Chronicles, niestety, w żaden sposób nie rozwijają formuły podstawowej wersji gry.

Ani Joe Stallion, ani Agent Silent Death nie posiadają w swoim arsenale żadnej broni, której nie widzieliśmy w podstawce. Nie wyróżniają się również posiadanymi umiejętnościami: “unikalne” talenty bojowników (taranowanie wrogów, przeciskanie się przez szczeliny) także mogliśmy zobaczyć w The New Colossus. Zmarnowano tu spory potencjał – do drugiego epizodu, nastawionego na cichociemną akcję, idealnie pasowałby karabin snajperski z prawdziwego zdarzenia, którego nie uświadczyliśmy w podstawce. Z kolei Joe Stallion mógłby wziąć w swoje mocarne ręce nową zabawkę o dużym polu rażenia – być może byłaby to okazja, abyśmy ponownie zobaczyli w akcji Flammenwerfer albo wyrzutnię rakiet Panzerschreck? Niestety, musimy obejść się smakiem.

Kolejnym elementem, który zawodzi jest projekt poziomów. The New Colossus potrafiło zachwycić pomysłowymi lokacjami: zniszczonym przez bomby atomowe Nowym Jorkiem, zamienionym w getto Nowym Orleanem, czy też niemiecką bazą na Wenus. W obu odcinkach widać gołym okiem, że twórcy poszli po najmniejszej linii oporu, nie starają się zabrać graczy w żadne nowe, interesujące rejony. Podobał się epizod na księżycu w The New Order? No to Agentka Cicha Śmierć też tam poleci. Preferujesz wenusjańskie przygody B.J. Blazkowicza? No to na Wenus wyślemy Joe Stalliona. Amerykańskie prowincje opanowane przez Niemców też chętnie odwiedzisz ponownie… I tak ad nauseam.

Pierwsze dwa rozszerzenia do Wolfenstein II: The New Colossus zawodzą w prawie każdym detalu. Są to dodatki od początku do końca wtórne i nieciekawe, stanowią jedynie cień genialnego pierwowzoru. Poza tym są boleśnie krótkie – w zależności od tempa grania, przejście każdego z nich pokonanie powinno zająć od godziny do dwóch, co moim zdaniem nie usprawiedliwia wydania około 40 złotych. W tym momencie mogę polecić je tylko największym fanatykom zabijania nazistów, chociaż moim zdaniem więcej radości powinien dać powrót do klasycznego BloodRayne. Jednak być może trzeci dodatek, The Amazing Deeds of Captain Wilkins, który ma zostać wydany w marcu, wynagrodzi nam grzechy dwóch poprzednich.

Wolfenstein II: The New Colossus - The Diaries of Agent Silent Death - DLC PS4

  • więcej Wolfensteina zawsze cieszy
  • wtórne
  • krótkie
  • brak żadnych nowinek
  • szczątkowa fabuła
Tylko dla największych fanatyków zabijania nazistów. 5.0
Hymn, który nie brzmi dumnie - recenzja Anthem
Lochy i smoki - recenzja Dragons: Dawn of New Riders (PS4)
Max Payne spotyka Hotline Miami - recenzja The Hong Kong Massacre
Pociąg do postapokalipsy - recenzja gry Metro Exodus
najnowsze