Recenzja

Stary kotlet w starej panierce - recenzja The Elder Scrolls V: Skyrim - Special Edition

Mateusz Mucharzewski, 26.11.2016 14:00 9

Odświeżanie starej gry kilka lat po starcie generacji, w dodatku w okresie najgorętszych premier? Samobójstwo.

Jednego Skyrimowi nie można odmówić. W 2011 roku produkcja Bethesdy robiła prawdziwą furorę. Świetny klimat, smoki i wciągający świat sprawiły, że mieszane uczucia po premierze Fallout 3 poszły w niepamięć. Nie było dnia, aby "growy" świat nie zachwycał się tym co dzieje się wokół Skyrima. To było jednak w 2011 roku. Minęło 5 lat, zmieniła się generacja, a moda na remastery jakby nieco ucichła. Nie dlatego, że najwięksi (czasami również ci mali) przestali chcieć odświeżać wszystko co popularne na Xboksie 360 i PlayStation 3. Po prostu niemalże skończyły się dobre gry, które można jeszcze wydać na nowych konsolach. Z takim opóźnieniem budzi się jednak Bethesda i wrzuca na rynek odświeżonego Skyrima, robiąc tym samym krzywdę nie tylko innym wydawcom, ale i sama sobie.

Czasami przy okazji remasterów używa się porównania do odgrzewania starego kotleta z nową panierką. Skyrim taki nie jest. O nie, jest znacznie gorzej. Piąta część serii The Elder Scrolls to jak facet, który od dziesięciu lat nie zmieniał garderoby. Popsikał się właśnie reklamowanymi w telewizji perfumami i wyszedł na miasto zaszaleć. Problem w tym, że jego wygląd nadal jest opóźniony o 10 lat. Świat się zmienił, a on myśli że ciągle jest wspaniały. Nie, dawna świetność przeminęła kilka lat temu.

Po Skyrimie widać to na kilku poziomach. Przede wszystkim Bethesda nie zdecydowała się na żadne konkretne korekty. Oczywiście w oficjalnych komunikatach dewelopera znajdziemy informacje o szeregu zmian w grafice, chociażby wolumetrycznym oświetleniu. Ładnie to brzmi, ale świnia z makijażem nadal pozostaje świnią. Skyrimowi, który pięć lat temu wcale nie grzeszył wspaniałą oprawą wizualną, potrzeba zdecydowanie więcej usprawnień. W 2016 roku standardy są znacznie wyższe i dzisiaj grze brakuje bardzo wiele. Na rynku jest sporo remasterów, które wprowadzają znaczące ulepszenia wizualne, chociażby Halo, Gears of War czy ostatnio recenzowane przez Adama Modern Warfare. Skyrim tego nie ma, przez co wygląda bardzo słabo.

Bethesda powinna wprowadzić więcej ulepszeń nie tylko dlatego, że tego wymaga przyzwoitość. Skyrim dzisiaj jest technologicznie zacofany o 5 lat, a sprawia wrażenie jakby ten okres był znacznie dłuższy. Tekstury są mało szczegółowe, a mimika twarzy i animacje koślawe. Wystarczy dosłownie minuta, aby zobaczyć jak dzisiaj nie powinny wyglądać gry komputerowe. W 2011 roku od Skyrima można było oczekiwać nieco więcej, a teraz jest jeszcze gorzej. Wstyd jest wydawać w dzisiejszych czasach taką grę.

Bethesda poszła po linii najmniejszego oporu, ale nie oznacza to, że studio nie przygotowało kompletnie nic. Z podstawową wersją Skyrima otrzymujemy dwa nieźle oceniane dodatki Dragonborn i Dawnguard oraz niewielkie rozszerzenie Hearthfire. To dla tych, którym mało będzie zawartości w tej bardzo udanej pod tym względem produkcji. Największą atrakcją, oczywiście tylko z punktu widzenia graczy konsolowych, są jednak mody. Odwieczny atut PC-tów pojawia się na urządzeniach Sony i Microsoftu, tradycyjnie w znacznie skromniejszej oraz bardziej ograniczonej formie.

Pierwszy zgrzyt pojawił się już w momencie wejścia do zakładki MODY. Na dzień dobry gra każe się zalogować do Bethesda.net. Kilka nieudanych prób kończy się wnioskiem, że pewnie nie mam tam konta. Powrót do komputera i zamiast cieszyć się grą wypełniam formularz. Po rejestracji i zalogowaniu na komputerze mogę działać dalej. Aktualnie lista dostępnych modów jest całkiem spora, chociaż to oczywiście nie dotyczy tych którzy wiedzą jaki jest wybór na PC. Oni się tylko zaśmieją. Większość modyfikacji związanych jest raczej z drobnymi zmianami. Czasami dodają nowy przedmiot czy czary, innym razem zmieniają wygląd świata.

Mnie szczególnie zainteresowały te mody, które poprawiają wygląd Skyrima. Na wielkie szaleństwo nie ma jednak co liczyć. Jedna modyfikacja poprawia wodę, kilka innych dodaje drogowskazy czy zwiększa ilość roślinności w miastach. Na pochwałę na pewno zasługuje szybkość z jaką instalowane są mody. Przeglądając listę wystarczy raz kliknąć, aby plik zaczął się pobierać i od razu działał w grze. Nie zauważyłem również, aby po zainstalowaniu kilku modyfikacji gra działała wolniej. Niestety trudno liczyć na mody, które w znaczący sposób poprawią wygląd gry. To raczej atrakcja dla tych, którzy najmocniej wciągną się w rozgrywkę i będą potrzebować jeszcze więcej zawartości.

Kończąc temat modów warto wspomnieć, że po ich uruchomieniu gra blokuje osiągnięcia/trofea. To troszkę smutne, że nawet modyfikacja dodająca kierunkowskazy na skrzyżowaniach nie pozwala korzystać ze wszystkich funkcjonalności. Na szczęście gra zawsze zapisuje się dwa razy – jeden plik to ten z modami, drugi bez nich. Można więc przejść połowę fabuły z modyfikacjami, a potem płynnie przenieść się na zapis, w którym nie ma śladów po modach.

Dzisiaj zastanawiając się nad kupnem odświeżonego Skyrima należy przede wszystkim zadać sobie pytanie czy ta gra nadal daje tyle przyjemności co w 2011 roku. Przede wszystkim słowo "odświeżony" jest użyte bardzo na wyrost. Bethesda nie zdecydowała się na wiele i za to teraz zbiera cięgi. Ich produkcja to w czasach Wiedźmina 3 straszny przeżytek. Pod absolutnie każdym względem gra CD Projektu RED jest o minimum klasę lepsza. Kupowanie Skyrima nie znając jeszcze Dzikiego Gonu to wręcz zbrodnia przeciwko całej branży elektronicznej rozrywki. Tytuł Bethedsy jest znacznie słabiej skonstruowany, kuleje na polu fabuły i narracji, ma strasznie chaotyczną walkę i całe zero ciekawych postaci. Rozwalenie smoka może się podobać, ale to jednak troszkę mało.

Kilka lat temu bardzo dobrze bawiłem się ze Skyrimem i nie będę tego ukrywać. To nadal ciekawa produkcja, która potrafi wciągnąć. Widać jednak po niej, że przez ostatnie 5 lat świat poszedł strasznie do przodu. Jeśli ktoś nadal uważa, że branża się nie rozwija i nie podnosi poprzeczki polecam rzucić okiem na Skyrima. To jest produkcja, która pokazuje że jest wręcz przeciwnie. Jeśli jednak ktoś będzie w stanie przymknąć na to oko, możliwe że wciągnie się w rozgrywkę. Bethesdzie wiele można zarzucić, ale nie tego że nie da się wsiąknąć w ich światy, bez względu na to jak bardzo są one kulawe. Jest jednak jedno ale – najpierw przejdź inne RPG-i, bo one są po prostu lepsze.

Na początku tekstu napisałem, że Bethesda wyrządza sporą krzywdę branży i sobie samej. To pierwsze wynika z okresu premiery. Żal patrzeć jak "odświeżony" Skyrim ląduje w TOP 10 najchętniej kupowanych gier na przykład w Wielkiej Brytanii. Dokładnie w tym samym momencie świat obiegają informacje o niezadowalającej sprzedaży Titanfall 2, Watch Dogs 2, Gears of War 4 czy Dishonored 2. Świetne gry, które tracą klientów ponieważ część budżetów idzie na bardzo słaby remaster gry, w którą okazji do zagrania był niezwykle dużo. Nie sądzę, aby Skyrim był sprzedażowym hitem tegorocznej jesieni, ale mimo wszystko zabierze dla siebie część rynku. Bethesda ma jednak święte prawo mieć gdzieś altruizm względem konkurencji i wydawać nowe gry wtedy kiedy uważa to za stosowne. Problem w tym, że w dłuższej perspektywie wiele osób prędzej zrazi się do tego dewelopera niż pokocha serię The Elder Scrolls. "Nowy" Skyrim nie jest dobrą reklamą możliwości studia. To w przyszłości odbije im się czkawka.

The Elder Scrolls: Skyrim Special Edition

  • Jeśli ktoś się wciągnie w rozgrywkę, spędzi w tym świecie mnóstwo godzin
  • Mody...
  • ...które blokują osiągnięcia/trofea
  • 5 lat na karku widać aż za bardzo
  • Znikome poprawki w kwestii grafiki
Strasznie postarzał się ten Skyrim 7.0
najnowsze