Darwin's Paradox! - recenzja. Sprytniejsza, niż się wydaje… czy tylko udaje?

Jakub Piwoński
2026/04/17 09:00
1
1

Konami daje nam grę, która potrafi zaskoczyć. Ale nie zawsze ma czym.

Ośmiornice to jedne z najbardziej fascynujących stworzeń na Ziemi. Ich inteligencja od lat wprawia naukowców w zakłopotanie — do dziś nie ma zgody, jak bardzo są nam, ludziom, bliskie. A jednak wystarczy spojrzeć na ich trzy serca, niebieską krew i niemal nadprzyrodzoną zdolność kamuflażu, by odnieść wrażenie, że należą do zupełnie innego świata. I właśnie w tym tkwi pewna przewrotność — napięcie pomiędzy tym, co znajome, a tym, co obce. To ono staje się punktem wyjścia dla historii opowiedzianej w Darwin’s Paradox!, gry zawieszonej gdzieś pomiędzy dwoma rzeczywistościami.

Darwin’s Paradox!
Darwin’s Paradox!

Konami bez Kojimy

Już na samym początku Darwin’s Paradox!, gdy ruszamy w przygodę z głównym bohaterem, gdzieś na ścianie można dostrzec napis „Snake tu był”. To oczywiście mrugnięcie okiem do fanów jednej z najbardziej emblematycznych serii w dorobku Konami — Metal Gear Solid. W przypadku tego kultowego wydawcy każdy gracz kojarzy jego dziedzictwo nieco inaczej — dla jednych będzie to przede wszystkim wspomniany MGS, dla innych słynne Silent Hill, a w moim przypadku przez lata była to głównie seria Pro Evolution Soccer.

Tym bardziej zaskakuje, jak bardzo Darwin’s Paradox odcina się od tego dorobku. We współpracy z ZDT Studio Konami proponuje coś zupełnie innego: kameralną przygodę w formie klasycznej platformówki z perspektywy bocznej, opartej na eksploracji i zręczności, która momentami przywodzi na myśl animację spod znaku Pixara — coś na kształt nieoficjalnego spin-offu Gdzie jest Nemo, choć zanurzonego w zaskakującym sosie science fiction klimacie.

Darwin’s Paradox!
Darwin’s Paradox!

Trochę jak Abe’s Exodus

Ale to nie jedyne skojarzenia, jakie nasuwają się podczas rozgrywki. W trakcie zabawy nie mogłem odeprzeć wspomnień z obcowania przed laty z Oddworld: Abe’s Exoddus oraz Oddworld: Abe’s Oddysee — tu również wcielamy się w bohatera, który zamiast walczyć, musi uciekać, by nie stać się częścią czyjegoś łańcucha pokarmowego. W przypadku Darwina stawka jest równie prosta: przetrwać niezauważonym. Ale pojawiają się też bardziej przyziemne konotacje. W jednej z sekwencji, gdy sterowana przeze mnie ośmiornica musiała przedostać się przez ruchliwą jezdnię, miałem wrażenie, jakbym na moment cofnął się do lat 90. i ponownie odpalił kultowego Froggera. I choć to porównanie może wydawać się zaskakujące, bardzo dobrze oddaje charakter Darwin’s Paradox! — tutaj wszystko opiera się na odpowiednim timingu, precyzji i wyczuciu chwili.

Jak opisują swoją grę sami twórcy, Darwin’s Paradox to więc przygodowa platformówka z elementami logicznymi, w której wcielamy się w uroczą i sprytną ośmiornicę wyrwaną ze swojego naturalnego środowiska. Trafiając do ogromnego, tajemniczego kompleksu przemysłowego, bohater musi wykorzystać swoje unikalne zdolności — pływanie, kamuflaż i zdolność interakcji z otoczeniem — by przetrwać w świecie pełnym pułapek. Historia rozpoczyna się w spokojnych głębinach oceanu, które zostają nagle przerwane przez tajemniczy promień światła wyciągający Darwina na powierzchnię. Darwin’s Paradox! utrzymane jest w przy tym w estetyce przywodzącej na myśl lata 50., nieco w klimacie Fallout. Retrofuturystyczna wizja miesza się tu z motywami eksperymentów, teorii o UFO i obecności obcych na Ziemi, które bohater odkrywa mimochodem, próbując po prostu przetrwać.

Darwin’s Paradox!
Darwin’s Paradox!

To pułapka

Czy jednak ta obietnica niezwykłej, filmowej przygody rzeczywiście znajduje odzwierciedlenie w samej rozgrywce?

Rdzeń rozgrywki w Darwin’s Paradox! opiera się na prostych założeniach. Interfejs jest bardzo przejrzysty, sterowanie intuicyjne i szybko wchodzi się w ten świat. Co ważne, wraz z postępami poznajemy nowe umiejętności i dostajemy czas, by się z nimi oswoić. Szybko jednak okazuje się, że to tylko pozory. Ta gra to jedna wielka pułapka — nie tylko na poziomie fabuły, gdzie bohater nieustannie znajduje się w sytuacji zagrożenia, ale przede wszystkim w samej rozgrywce.

Gra może sprawiać wrażenie produkcji skierowanej do młodszego odbiorcy — choćby przez swoją prostą mechanikę opartą głównie na ruchu, skoku i interakcji. Nic bardziej mylnego. Po kilku godzinach szybko orientujemy się, że razem z ośmiornicą zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę. To trudna gra — momentami wręcz frustrująca. Pułapki i zagrożenia rozmieszczone są wszędzie i nie pozwalają na chwilę wytchnienia. Jeśli ktoś sięgnie po ten tytuł do popołudniowej kawy, może się zorientować, że napój zdążył już wystygnąć.

Darwin’s Paradox!
Darwin’s Paradox!

Będziesz sobie rwał włosy z głowy

Jednocześnie produkcja potrafi zaskoczyć i zagrać na naszych przyzwyczajeniach. Sterowanie ośmiornicą pozwala poruszać się w nietypowy sposób, choćby po ścianach, a gra niejednokrotnie zmusza do zmiany kierunku — nawet do cofania się w lewo. Czasem dopiero kontakt ze ścianą ognia czy siatką pod napięciem uświadamia nam, że obraliśmy złą drogę.

GramTV przedstawia:

Problem polega jednak na tym, że gra nie rozwija swoich mechanik wystarczająco. Bo i tak najważniejszy okazuje się skok wciśnięty w odpowiednim momencie. Po kilku godzinach widzimy już, co gra ma do zaoferowania — później trudności ewoluują, ale ich trzon pozostaje niezmienny. W praktyce wszystko sprowadza się do coraz bardziej wymagających wariacji tych samych wyzwań, co z czasem zaczyna być odczuwalne. Nie znaczy to jednak, że gra nie ma swoich momentów. Poszczególne etapy wprowadzają różne wariacje — od precyzyjnych skoków, przez unikanie zagrożeń, aż po fragmenty skradankowe. Szczególnie dobrze wypadają sekwencje z kamuflażem.

Warto też zaznaczyć, że recenzja opiera się na doświadczeniach wersji PC. Jednym z powtarzających się zarzutów wobec gry jest jej optymalizacja — zwłaszcza w kontekście rozmywających się teł. Szczerze mówiąc, dla mnie był to problem praktycznie niezauważalny. Gra odpala się płynnie i działa płynnie. Znacznie większe znaczenie ma natomiast sposób sterowania. Twórcy od początku sugerują rozgrywkę na padzie i trudno się z tym nie zgodzić. Początkowo próbowałem grać na klawiaturze, w staroszkolnym stylu, ale szybko okazało się, że przy takim poziomie precyzji wymaganym przez grę jest to podejście zwyczajnie niewystarczające. Dopiero pad — w moim przypadku od Xbox — pozwolił w pełni „poczuć” rozgrywkę i realnie poradzić sobie z wyzwaniami.

Darwin’s Paradox!
Darwin’s Paradox!

Ośmiornica w sosie science fiction

Gra jest krótka, do jej ukończenia wystarczy wygospodarować kilka godzin – ale to przy dobrych wiatrach. Bo to jeszcze nie znaczy, że spędzimy z nią mało czasu. Wymagające fragmenty potrafią zatrzymać na długo — jak choćby moment, w którym przez dobre pół godziny próbowałem umknąć jednej, wyjątkowo uporczywej mewie. Darwin’s Paradox! to gra pozorów. Pod prostą formą kryje się wymagające doświadczenie, które potrafi wciągnąć, czasem nawet sfrustrować, ale jednocześnie przez swoją powtarzalność nie zawsze daje wystarczająco dużo różnorodności.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się pojawiać pewna myśl — że być może od samego początku mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju niezobowiązującego eksperymentu. Produkcją, która nie próbuje redefiniować gatunku, a raczej sprawdza, jak daleko można zajść, opierając się na jednym, wyraźnym pomyśle. Tym pomysłem jest bohater i sytuacja, w jakiej się znalazł. Ośmiornica wyrwana ze swojego świata, rzucona w obce, wrogie środowisko, zmuszona do ciągłej adaptacji. Cała reszta — poziomy, wyzwania, powtarzalne sekwencje — sprawia momentami wrażenie tła dla tej koncepcji.

Darwin’s Paradox! nie tyle rozwija swoje założenia, co konsekwentnie je egzekwuje. I choć nie zawsze idzie za tym różnorodność, trudno odmówić twórcom jednego — stworzyli doświadczenie, które potrafi zainteresować właśnie dzięki temu, jak nietypowego bohatera stawia w centrum wydarzeń i w jak nieoczywiste okoliczności go wrzuca. Chętnie zagram w kontynuację, rozbudowującą nieco tę myśl, jeśli takowa w ogóle powstanie.

7,0
Darwin’s Paradox! to pomysłowa, ale nierówna platformówka, która pod płaszczem prostoty kryje wymagającą i momentami monotonną rozgrywkę.
Plusy
  • Pomysłowy i nietypowy bohater oraz ciekawe założenia fabularne
  • Intuicyjne sterowanie i dobrze wprowadzane mechaniki
  • Klimatyczna oprawa w stylistyce retro science fiction
  • Dużo specyficznego humoru
Minusy
  • Mało „znajdziek” i ograniczona eksploracja
  • Mechaniki nie rozwijają się wystarczająco, co prowadzi do powtarzalności
  • Niektóre pułapki okazują się zbyt wymagające i kradną czas
Komentarze
1
OsiemGwiazd
Gramowicz
Ostatni piątek

Całkiem fajnie to wygląda