Felieton

Wii U: Zmarnowany potencjał czy pomysł skazany na porażkę?

Jakub Zagalski, 09.11.2016 12:00 6

Miało być powtórzenie sukcesu Wii, a skończyło się na wypuszczeniu najmniej popularnej konsoli ostatnich lat.

Według licznych i niezależnych źródeł, na które powoływał się w zeszłym tygodniu Eurogamer, w piątek 4 listopada taśmę produkcyjną miała opuścić ostatnia konsola Wii U. Wieść o zakończeniu produkcji 4-letniej konsoli Nintendo została podłapana przez serwisy branżowe i fanów, i chociaż firma hydraulika nie potwierdziła tych spekulacji, taki obrót spraw nie wydaje się być czystą fantazją.

Według oficjalnych szacunków do 30 sierpnia Nintendo wypuściło do sklepów 13,5 miliona egzemplarzy tej konsoli, z czego prawie 3 miliony pudełek w dalszym ciągu czeka na klientów. W analogicznym okresie poprzedniczka bez „U” w nazwie przekraczała 70 milionów egzemplarzy i sprzedaż Wii cały czas się rozkręcała, by ostatecznie dobić do 101 milionów sprzedanych konsol.

Bayonetta 2 - takie widoki tylko na Wii U

Wii U nie ma co marzyć o takim wyniku (choć przed laty włodarze Nintendo liczyli na powtórzenie sukcesu Wii), gdyż zainteresowanie tym sprzętem ze strony graczy sukcesywnie maleje. Po części odbija się to na ogólnej kondycji finansowej Nintendo, które odnotowało w ciągu 6 miesięcy (od kwietnia do września) stratę operacyjną w wysokości 5,95 mld jenów (57,09 mln USD). Gwałtowna, ale krótkotrwała fascynacja Pokemon GO nie pomogła firmie, która jeszcze rok wcześniej odnotowała zysk na poziomie 8,98 mld jenów w analogicznym okresie.

Liczby, tabelki, wykresy i plotki o tegorocznym uśmierceniu Wii U (o którym Nikkei wspominał już w marcu) nie nastrajają pozytywnie fanów Nintendo. Oczywiście szary zjadacz software'u nie bardzo interesuje się wynikami finansowymi producenta ulubionych gier, tym niemniej niepokojące prognozy dotyczące sfery biznesowej mają oczywiste przełożenie na przyszłość ukochanego sprzętu. W obliczu niepewnej przyszłości Wii U postanowiłem podsumować relatywnie krótki żywot tej konsoli. Przypominam – oficjalnie produkcja i sprzedaż tego sprzętu może trwać jeszcze z 5 lat. Albo 5 miesięcy. Mając na uwadze zbliżającą się premierę Nintendo Switch, stawiałbym na ten drugi termin, ale to już temat na trochę inny artykuł. Tymczasem rzućmy okiem na plusy i minusy, wzloty i upadki Wii U, oraz to, czego jeszcze możemy się spodziewać po następczyni bestsellerowego Wii.

Źle: Ale gdzie ta konsola?

Doskonale pamiętam pierwszą prezentację Wii U na targach E3 2011, kiedy oglądając zwiastun z ludźmi dzierżącymi pada z ekranem cały czas zadawałem sobie pytanie: „gdzie ta nowa konsola?” Filmik skupił się niemal całkowicie na funkcjach GamePada, który dla Nintendo był oczywistym selling pointem. Tymczasem wielu potencjalnych odbiorców narzekało na niejasny przekaz. Dla osób średnio obeznanych w realiach Nintendo pierwsza zapowiedź nie mówiła wprost, że Wii U to nowy, samodzielny sprzęt. I nie dziwiły mnie komentarze laików, że Japończycy pokazali nowy kontroler do Wii.

Źle: Nintendo Land to nie Wii Sports

Wii sprzedało się w 101 milionach egzemplarzy. I co by nie mówić, wiele osób kupiło ten sprzęt z myślą o Wii Sports. Banalnym, a zarazem niesamowicie grywalnym zestawie gier ruchowych-sportowych. Gdyby Wii U miało powtórzyć sukces z poprzedniej generacji, musiałoby mieć podobny casualowy system-seller. Takim tytułem dla Nintendo był Nintendo Land, który jednak nie miał szans konkurować ze sportowymi minigierkami.

Tekken Tag Tournament 2 a'la Nintendo

Źle: Developerzy nie lubią Wii U

Dwa lata po premierze Wii U i wydaniu na tę konsolę trzeciego Mass Effecta, Need for Speed: Most Wanted czy FIF-y EA dało jasno do zrozumienia, że tworzenie gier na sprzęt Nintendo nie jest dla nich opłacalne. Podobnego zdania była masa innych developerów, którzy traktowali Wii U po macoszemu. I chyba nie trzeba tłumaczyć, czym na dłuższą metę jest konsola bez wsparcia zewnętrznych twórców?

Dobrze: Exclusive'ów ci u nas dostatek

Wii U to sprzęt, który warto kupić wyłącznie z myślą o grach dedykowanych tej konsoli. Koniec i kropka. Jasne, czasami zdarzały się fajne porty/konwersje (vide Deus Ex: Human Revolution - Director's Cut), ale to wyjątki potwierdzające regułę. A reguła jest taka, że Wii U = flagowe produkcje Nintendo + kilka hitów od developerów zewnętrznych. Żeby tylko przypomnieć o Bayonetta 2, przy której recenzenci mnożyli superlatywy, ale trudno oczekiwać, by tego typu produkcja była w stanie pociągnąć sprzedaż konsoli.

Dobrze: Pozycje obowiązkowe

Nie owijając w bawełnę, oto lista gier, w które trzeba/warto/grzech nie zagrać na Wii U: Mario Kart 8, Super Smash Bros. for Wii U, Pikmin 3, Super Mario 3D World, Super Mario Maker, Paper Mario: Color Splash, The Legend of Zelda: Twilight Princess/Wind Waker HD, Xenoblade Chronicles X, Bayonetta 2, New Super Mario Bros. U, Donkey Kong Country: Tropical Freeze, Monster Hunter 3 Ultimate, Splatoon, FAST Racing NEO, Tokyo Mirage Sessions #FE, LEGO City Undercover, Yoshi's Woolly World, Pokken Tournament, Earthbound Beginnings.

Jeżeli ogracie większość tych tytułów, możecie wypowiadać się na temat fajności/niefajności Wii U.

Dobrze: Virtual Console

Sprzedawanie starych gier w cyfrowym sklepie to żadna nowość, ale trzeba zauważyć, że oferta Virtual Console to mocna strona Wii U dla fanów retro z awersją do nielegalnej emulacji. Na najnowszej konsoli Nintendo można odpalić 257 (w Japonii aż 464) mniej lub bardziej klasycznych produkcji z siedmiu platform. Poza tym jest jeszcze wsteczna kompatybilność z Wii, więc na brak ciekawych staroci do ogrania nie można narzekać.

Dobrze: GamePad to naprawdę fajny kontroler

GamePad, zwany przez niektórych padletem, nie rozpoczął rewolucji na miarę Wiilota, jednak ten na pozór przerośnięty kontroler z 6,2” ekranem to w dalszym ciągu bardzo pomysłowe i wygodne akcesorium. Widok dodatkowych funkcji na wyświetlaczu, zarządzanie ekwipunkiem, czytanie komunikatów niczym na smartfonie (vide Tokyo Mirage Sessions #FE), dedykowana muzyczka dobiegająca z wbudowanego głośnika – takie drobiazgi naprawdę robią różnicę. Do tego mamy całą ideę grania „off screen”, czyli przy wyłączonym telewizorze lub w momencie, gdy duży ekran okupuje inny domownik.

Źle: Przestarzała technologia

Zachwalam GamePada, ale nie można zapomnieć o jego oczywistych wpadkach. Niezbyt żywotna bateria, rozdzielczość ekranu, która jest niższa od tego w PS Vicie, brak multitoucha to oczywiste grzechy kontrolera Nintendo. Sama konsola również odstaje od standardów z 2012 roku, przez co wielu graczy przyzwyczajonych do polityki Sony i Microsoftu przekreśliło Wii U na starcie. A nie powinni, bo widok niektórych gier nawet na tak słabym sprzęcie bywa ogromną przyjemnością.

Źle: Wii U nie ma już nowych gier

Co jakiś czas zdarza mi się recenzować nowe gry na Wii U (ostatnio były to: Paper Mario: Color Splash i Jotun: Valhalla Edition), jednak nie da się ukryć, że z miesiąca na miesiąc jest z tym coraz gorzej. Szybki rzut oka na oficjalną stronę Nintendo z listą nadchodzących zapowiedzi nie pozostawia złudzeń, że lepiej już nie będzie. W kolejce do wydania czeka bowiem 17 (słownie: siedemnaście) tytułów, z czego tylko jeden jest produkcją pudełkową. Mowa oczywiście o The Legend of Zelda: Breath of the Wild, które i tak dla wielu będzie pewnie powodem do kupienia Nintendo Switch, a nie do odkurzenia Wii U. Smutne, ale prawdziwe.

Jesteśmy już po pierwszej zapowiedzi Nintendo Switch, 13 stycznia mamy poznać więcej szczegółów, a gotowy produkt trafi do sklepów w marcu przyszłego roku. Wtedy też przekonamy się, czy Nintendo wyciągnęło odpowiednie wnioski i posłuchało konstruktywnej krytyki, czy też w dalszym ciągu stawia na wyjątkowo ryzykowne działania pod znakiem innowacji, rewolucji i płynięcia pod prąd. Pewnym jest, że błędy składające się na porażkę Wii U nie mogą być znowu popełnione, oraz że nie powinno się liczyć na powtórzenie sukcesu Wii. Mamy inne czasy, inne potrzeby i inne realia. Pytanie, czy Nintendo będzie potrafiło się w nich odnaleźć?

najnowsze