Recenzja

Symulator pierwszego sortu z wszelkimi tego konsekwencjami - recenzja konsolowej wersji Assetto Corsa

Paweł Pochowski, 05.09.2016 12:00 3

Assetto Corsa pokazuje wyścigowym grom na konsolach gdzie ich miejsce i wyraźnie wskazuje, dlaczego zwykli gracze powinni przy nich pozostać.

Kunos Simulazioni to profesjonaliści, którzy zajmowali się wyścigowymi symulatorami zanim jeszcze stworzyli pecetową Assetto Corsę. Ich produkcje były wykorzystywane przez producentów aut czy zespoły motosportowe, nic więc dziwnego, że przez lata deweloperom udało się stworzyć jeden z najbardziej zaawansowanych simracingowych tytułów. Jego zalety opisaliśmy już dość obszernie przy okazji recenzji wersji komputerowej w zeszłym roku. Tym razem na warsztat wzięliśmy debiutującą kilka dni temu wersję konsolową. Nie da się bowiem ukryć, że premiera takiego tytułu na konsolach to ewenement. Występuje on po prostu w innej lidze niż tytuły, które na konsolach dorobiły się miana symulatorów. Wraz ze swoim debiutem Assetto Corsa pokazuje rywalom, gdzie ich miejsce, ale jednocześnie bezlitośnie odsłania swoje najsłabsze elementy. Wszystko dlatego, że to symulator, a nie typowa gra wyścigowa - Kunos Simulazioni stara się jak może, aby pewne rdzewiejące elementy swojego dzieła przykryć warstwą grubego lakieru, ale z bliska wszelkie niedociągnięcia widać jak na dłoni.

Zacznijmy może od najważniejszego – modelu sterowania samochodami, a ten na przesiadce na konsole aktualnej generacji nie stracił nic ze swojej wybornej miodności. Auta prowadzą się wprost perfekcyjnie i to niezależnie od tego, czy siądziecie akurat za kierownicą wyścigowego potwora pokroju Ferrari F40, bolidu klasy Lotusa 98T czy maleństwa niczym Abartha 500. Każde z aut świetnie reaguje na wszelkie ruchy kierownicą, fenomenalnie oddaje uczucie prędkości i niemiłosiernie karci za nierozważne wariactwa przy wyłączonych wspomagaczach, ale ten tytuł dokładnie taki miał być – mega trudny. Dodatkowo podczas jazdy większość silników mruczy, wyje i bulgocze zawodowo wprost radując uszy, co sprawia, że każde dociśnięcie gazu to niesamowita frajda.

Kierownica to naturalnie preferowany przez Assetto Corsa kontroler, pytanie brzmi czy jest sens kupować tytuł z myślą o gamepadzie? Spędziłem z nim w rękach trochę czasu i werdykt nie jest jednoznaczny. Opanowanie mocniejszych bestii wymaga włączenia minimum fabrycznego ABS-u i kontroli trakcji. I z nimi mocniejsze naciśnięcie gazu przy wyjściu z zakrętu to najprostszy sposób na ślizg prosto poza tor. Wszelkie operacje trzeba wykonywać ze sporą dozą ostrożności, a i to nie gwarantuje sukcesu. Przydaje się lekkie zmniejszenie czułości sterowania i dodanie marginalnej martwej strefy, ale nawet wtedy opanowanie jazdy i każdego z samochodów z osobna będzie wymagało sporo wysiłku i będzie trudniejsze niż za pomocą kierownicy. Stąd też Assetto Corsa na padzie to rozwiązanie jedynie dla tych, którzy wiedzą w co się pakują, a więc zapalonych fanów ścigania się. A większość z nich posiada jednak kierownicę. Jeśli na wyścigach zjadłeś zęby, Forzy masz ograne aż do znudzenia, a na konsolach narzekasz na brak konkretnych symulatorów, Assetto Corsa spada Ci z nieba. Jeśli po prostu lubisz pojeździć i słyszałeś, że jest to fajny tytuł – może lepiej będzie, jeśli z pochopnym zakupem dasz sobie na wstrzymanie.

Wszystko dlatego, że w Assetto Corsa bak z napisem „symulacja” zatankowano praktycznie do pełna i symulator z tego tytułu jest wprost rasowy. Ale właśnie z tego powodu brakuje w nim elementów, które trzymają przy zabawie zwykłych fanów gier wyścigowych. Dla przykładu zapomnijcie tu o jakichkolwiek wciągających trybach zabawy. Owszem, jest kariera, przeniesiona prosto z PC, o której już w poprzedniej recenzji wspominałem, że dla zwykłych graczy może być zbyt nudna. Ot startujemy po prostu w kolejnych cyklach imprez coraz mocniejszymi autami bez żadnych ceregieli, kupowania aut i kolekcjonowania ich czy podpisywania jakiś umów ze sponsorami. Mamy tu w kółko kilka podstawowych rodzajów zawodów, połączonych w cykle, nawet bez możliwości porównania swoich wyników ze znajomymi, nie wspominając już w ogóle o jakichkolwiek samouczkach czy wyjaśnieniach dotyczących poszczególnych elementów zabawy. To symulator. Tu albo radzisz sobie sam, szukasz informacji w sieci, albo gorzko płaczesz.

Poza karierą w Assetto Corsa przygotowano także cykl imprez specjalnych, który właściwie polega na tym samym – mamy narzucony odgórnie tor, realia oraz samochód, a całość przechodzimy w dowolnej kolejności. Jest też cała plejada tradycyjnych trybów na zasadzie czasówki, pojedynczego wyścigu lub całego weekendu czy zawodach w „jeżdżeniu bokiem”. Perełką pecetowej wersji jest tryb sieciowy, wokół którego tak właściwie powstała cała trzymająca produkcję przy życiu społeczność. To właśnie ludzie zbierający się w grupy, by ścigać się w wirtualnych ligach wyścigowych stanowią sporą część klientów Kunos Simulazioni. Dziwne więc, że Włosi jakby zupełnie przeoczyli ten fakt wydając grę w wersji konsolowej bez możliwości zakładania prywatnych serwerów. To strzał w stopę, bo dobrze wiecie jak w takich tytułach kończy się jeżdżenie z randomami. Nawet gdyby to nie inni gracze byli głównym problemem, w ten sposób organizatorzy zawodów nie mogą zdecydować dosłownie o niczym – ani rodzaju aut, ani pogodzie, ani możliwych kamerach czy dopuszczonych wspomagaczach. Sami rozumiecie, że w takich warunkach nie ma szans narodzić się żadna bardziej zaawansowana forma sieciowej rywalizacji. Prywatne serwery będą co prawda w przyszłości, ale niezbyt bliskiej. Według planów dewelopera pierwszeństwo mają inne poprawki.

Bo błędów jest zresztą więcej. Assetto Corsa miała być trudna i jest – aż do przesady, bo dla przykładu w karierze znajdziecie wyścigi z fatalnie zbalansowanym poziomem trudności nawet na niższych szczeblach. Wyścig, w którym część stawki dysponuje autami o kilka sekund szybszym na każdym okrążeniu jest po prostu nie do wygrania, na szczęście Włosi już dostrzegli ten problem i także obiecali się nim zająć. Ekstra, ale mam w zanadrzu całą listę – jak chociażby fatalnie działająca automatyczna skrzynia biegów, z której po prostu nie da się korzystać. Wracając do głównej myśli, tak to symulator i osobiście preferuję manualną skrzynię biegów, ale na konsolach zapewne znajdą się osoby, które wolą automat i srogo się rozczarują. Podobne niedociągnięcie spotykamy w temacie kamer – ujęcie zza auta jest fatalne. Kamera nie podąża za samochodem, co składa się na przedziwny wprost efekt. Ponownie – tak, to symulator, najlepsze wrażenia zapewnia z widoku pierwszoosobowego, ale skoro zewnętrza kamera już jest, niech będzie wykonana dobrze. W aktualnej wersji korzystanie z niej to koszmar.

Pozostańmy na chwilę przy kamerze, bo to miejsce przy którym pojawiają się elementy wykastrowane z wersji konsolowej. Bo na PC dało się dostosować dokładnie widok z kokpitu, a tutaj już się nie da. Podobnie jak i wyłączyć wirtualnych rąk na kierownicy, które potrafią przeszkadzać – w końcu podczas zabawy z wykorzystaniem kiery widzimy już swoje własne kółko i ręce, druga para naprawdę nie jest potrzebna do szczęścia. Przydałaby się za to możliwość wyświetlania na ekranie dodatkowych parametrów i dostosowania interfejsu według własnych potrzeb. Na PC nie było z tym problemu, a gra dostarczała szczegółowych informacji o każdym aspekcie jazdy. Na konsolach niestety już nie. Nie znajdziecie tutaj także modów ani trybu fotograficznego, który także na komputerze można odpalić. I chyba nie dziwię się dlaczego.

Assetto Corsa na konsolach prezentuje się gorzej niż jej pecetowy odpowiednik i gorzej niż inne gry wyścigowe. Owszem, auta to najlepszy element i wyglądają naprawdę bardzo dobrze, ale już tor i jego otoczenie wraz z publiką, słaby pod wizualnym względem model zniszczeń, krztusząca się momentami animacja (dobrze, że gra celowała w 60 klatek), doczytujące na oczach szczegóły tekstur i brak możliwości jeżdżenia po zmroku lub przy brzydkiej pogodzie z całą pewnością nie zadowolą większości konsolowych graczy. Nie jest tragicznie, poziom wrażeń wizualnych uplasowałbym gdzieś w okolicach akceptowalnej jakości z ładniejszymi momentami, ale jeśli naoglądacie się przed zakupem zwiastunów czy screenów szczególnie z pecetowej wersji – możecie być rozczarowani.

Assetto Corsa to świetny symulator, który na przesiadce na PC nie stracił w swoim najważniejszym elemencie – modelu sterowania. Jeżeli macie w żyłach krew, a nie benzynę, a do świetnej zabawy potrzebujecie jedynie fajnych aut, kilku torów i fantastycznego modelu sterowania, to Assetto Corsa spełni wszystkie Wasze potrzeby. Będziecie mogli godzinami szlifować linie przejazdu poszczególnych torów, bawić się ustawieniami ciśnienia w oponach czy przełożeń skrzyni biegów i chłonąć niesamowite wrażenia z jazdy – o ile macie kierownicę i przymkniecie oko na niedociągnięcia w pewnych kwestiach i nie przeszkadzają Wam wykastrowane elementy względem pecetowej wersji. Gamepad to opcja jedynie dla największych zapaleńców, natomiast fanów typowych gier wyścigowych odsyłam pod inny adres. Szczególnie, jeśli przyzwyczajeni są do gier wyścigowych w klasycznym ujęciu - ze świetną grafiką, rozbudowaną karierą, dopieszczonymi animacjami i topową oprawą wizualną. Tutaj tego brak.

Assetto Corsa

  • fantastyczny model sterowania
  • ponad setka aut z wieloma świetnymi markami
  • rasowy symulator
  • bardzo dobre uczucie prędkości
  • dla największych maniaków
  • oprawa wizualna wypada przeciętnie
  • dziwna kamera trzecioosobowa
  • brak prywatnych serwerów i wielu innych ważnych opcji z PC
  • bugi i błędy
Świetny symulator, niestety tylko dla zapalonych fanów i w obciętej względem PC wersji 6.5
najnowsze