Zapowiedź - PC

Trine 3: The Artifacts of Power - już graliśmy!

Patryk Purczyński, 30 kwietnia 2015 16:00 2

Trine powraca, wskakując przy okazji w trzeci wymiar. Czy to skok na wyższy poziom? A może na zbyt głęboką wodę?

Helsińskie studio Frozenbyte w 2009 roku zachwyciło świat piękną platformówką Trine. Po stronie plusów tego tytułu zapisać można zresztą znacznie więcej niż tylko ładne opakowanie. Sukces został szybko przekuty i już po dwóch latach mogliśmy cieszyć się kontynuacją. Ta po raz kolejny zebrała niemal same przychylne recenzje, aczkolwiek pojawiło się nieco narzekań na zbyt małą porcję nowości. Fiński zespół najwyraźniej wziął sobie te słowa do serca i na stworzenie kolejnej części zarezerwował sobie znacznie więcej czasu. Dziś Trine 3: The Artifacts of Power dostępne jest w programie Early Access, a my mieliśmy okazję przyjrzeć się temu, co najnowsza część sprzedanej w siedmiomilionowym nakładzie serii ma do zaoferowania.

Zaczyna się tak samo jak w poprzednich odsłonach. Powracają nasi trzej dobrzy znajomi: silny i świetnie sprawdzający się w walce rycerz Pontius, zwinna złodziejka Zoya, która znakomicie radzi sobie z przeciwnościami platformowymi oraz mag Amadeus, przydający się szczególnie przy rozwiązywaniu zagadek logicznych. Na tych trzech filarach oparta jest rozgrywka w Trine 3: The Artifacts of Power.

To, co różni trzecią część od dwóch poprzednich, to dodanie trzeciego wymiaru. Plansze mają teraz głębię, dzięki czemu poruszanie się po nich wygląda nieco inaczej. Taka zmiana wymusza na Frozenbyte przywiązanie dużej wagi do interakcji z otoczeniem - zwłaszcza, że wymiar platformowy, przynajmniej na dwóch pierwszych poziomach dostępnych w wersji Early Access, wydaje się odgrywać większą rolę i zmusza odbiorcę do wykazania się większą zręcznością. Gracze świetnie zaznajomieni z serią Trine na pewno będą musieli się przyzwyczaić do nowego wymiaru. Początkowo poruszanie się wgłąb planszy wydaje się nieco sztuczne, ale okrzepnięcie nie zajmuje na szczęście dużo czasu.

Trzeci wymiar wymusza na Frozenbyte modyfikację sterowania. Jest to konieczne zwłaszcza z uwagi na Amadeusa, który przemieszczając swoje sześcienne konstrukcje musi czasem dotrzeć wgłąb lokacji. Zostało to bardzo prosto rozwiązane - za poruszanie przedmiotów w nowym wymiarze odpowiadają dwa kolejne przyciski na klawiaturze (Q i E, podczas gdy WSAD tradycyjnie przypisany jest przemieszczaniu się samej postaci). Podobnie rozwiązano kwestię pływania pod wodą, tyle, że tu WSAD-em poruszamy się po płaszczyźnie, zaś za nurkowanie i wynurzanie odpowiadają spacja i ctrl.

Dodanie głębi niesie ze sobą wiele dobrego, ale są i negatywne konsekwencje. Najbardziej rzucającą się w oczy jest spadek precyzji. Czasami trudno jest ocenić, czy jesteśmy odpowiednio głęboko w planszy, by ucelować w znajdźkę czy platformę, na którą chcemy wskoczyć. Trine 3: The Artifacts of Power potrafi momentami być przez to frustrujące. Innym wyraźnym minusem jest spadek jakości interakcji z otoczeniem względem wcześniejszych części. Trzeba oczywiście pamiętać, że nie jest to finalna wersja gry, tym niemniej na obecnym etapie wzbudza ona pewne obawy. Zdarzyło mi się nawet zniknąć z pola widzenia i zablokować pod jakąś platformą. Jedynym ratunkiem było ponowne wczytanie ostatniego zapisu. Frozenbyte czeka jeszcze sporo pracy z wygładzeniem Trine 3, a nam pozostaje mieć nadzieję, że napotkane trudności nie okażą się dla fińskiej ekipy nie do przeskoczenia.

Trzeci wymiar nie odbija się za to negatywnie na walce. W aktualnej wersji konfrontacji z przeciwnikiem nie było co prawda za dużo, ale dało się w niej poczuć naturalność w poruszaniu się we wszystkich możliwych kierunkach. Nie można mieć również zastrzeżeń do starcia z bossem. Podobnie jak w poprzednich częściach, tak i w Trine 3: The Artifacts of Power trzeba go było pokonać sposobem, a twórcy skorzystali z okazji, by pochwalić się tu możliwościami stwarzanymi przez głębię poziomów.

Frozenbyte dorzuciło też kilka nowych umiejętności dla naszych bohaterów. Zoya może liną przeciągać przedmioty i podwiązywać drugi jej koniec to zaczepów. Pontius z dużą siłą przesuwa ruchome elementy planszy, ale największą nowością w jego wykonaniu - i to wzbudziło największe poruszenie już od pierwszych prezentacji Trine 3: The Artifacts of Power - jest możliwość przeskakiwania długich dystansów. Rycerz podnosi swą tarczę do góry niczym spodek i oszukuje grawitację, lecąc podczepiony pod nią. Wygląda to naprawdę spektakularnie i daje sporo frajdy. Mniej pokazał na razie Amadeus, ale jego dotychczasowe możliwości, o czym już wspominaliśmy, zostały dostosowane do nowych warunków.

Jeśli obawiacie się, że trzeci wymiar odbił się negatywnie na uroku Trine 3: The Artifacts of Power, to jesteście w błędzie. Seria od samego początku słynie z pięknych lokacji, których bogate w intensywne, rozświetlone kolory tła wręcz zapierają dech w piersiach. Nie inaczej jest tym razem. Wrażenie robi zwłaszcza pierwszy poziom z udziałem Amadeusa, na którym dominuje lazurowe niebo, cudownie odbijające się w bezkresnym oceanie. Skoki Zoyi i Pontiusa na otwartych przestrzeniach również wywierają niesamowite wrażenie. Nieco gorzej gra wygląda w zamkniętych lokacjach, gdzie momentami brakuje nieco światła. Ogólny poziom grafiki został jednak utrzymany, a to dla Trine 3 najlepsza rekomendacja.

Nieco pracy czeka jeszcze Frozenbyte nad animacjami. W sytuacji, gdy Pontius osłania się tarczą, nie obraca się zgodnie z kierunkiem kroku, tylko zostaje w pierwotnej pozycji. Sytuacja, w której jest ostrzeliwany w swój bok, ale nie ubywa mu punktów życia, gdyż ma przecież wystawioną tarczę, wygląda komicznie. W pełnej wersji Trine 3: The Artifacts of Power wolelibyśmy mieć jednak inne powody do uśmiechu. O interakcji bohaterów z otoczeniem już wspominaliśmy, warto natomiast dodać jeszcze fakt, że niekiedy postaciom zdarza się wisieć nieco nad ziemią. Wygląda to brzydko i psuje ogólnie pozytywny odbiór wizualny gry.

Z Trine 3: The Artifacts of Power wiążę duże nadzieje. Wersja Early Access wzbudza co prawda pewne wątpliwości, ale tak jest zawsze, gdy idzie się w nieznane. Gra korzysta zresztą także ze swoich starych trików, a połączenie nowego ze sprawdzonym powinno wypaść na korzyść. Spokojnym można być o poziom zagadek logicznych, które zawsze stanowiły mocny punkt Trine. Trzeci wymiar daje twórcom nowe pole manewru w tej kwestii i liczę, że to, co Frozenbyte zaprezentowało we wczesnej wersji, stanowi jedynie przedsmak tego, co otrzymamy na premierę. Wówczas powróci także tryb kooperacji i oczywiście więcej lokacji. Dla tych, którzy po kampanii będą mieli za mało zagadek logicznych i wyzwań zręcznościowych, przygotowywany jest jeszcze obiecujący tryb wyzwań. Na razie trzeba dać Finom czas na dopracowanie "trójki" i kredyt zaufania. Zapracowali na niego dwiema poprzednimi częściami Trine.

6 rzeczy, które Apex Legends robi lepiej od konkurencji
A miało być tak pięknie - recenzja Jump Force
To będzie hit - graliśmy w Hades: Battle out of Hell
Lochy i smoki - recenzja Dragons: Dawn of New Riders (PS4)
najnowsze