Uniwersum Star Treka po raz kolejny sięga do własnej historii, by symbolicznie ją skorygować. W nadchodzącym serialu Starfleet Academy, twórcy zdecydowali się na zaskakujący gest wobec jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci całej franczyzy – Wesleya Crushera.
Star Trek
Star Trek: Starfleet Academy zrehabilituje tę nielubianą postać?
W opublikowanej niedawno scenie promocyjnej na Instagramie widać mural upamiętniający legendarnych oficerów Gwiezdnej Floty. Wśród nazwisk pojawia się właśnie Crusher, grany niegdyś przez Wila Wheatona. Scenie towarzyszy temu wypowiedź kapitan Nahli Ake (Holly Hunter), która wspomina „najwspanialszych oficerów Floty, którzy stali się legendą”. Dla wielu fanów to jasny sygnał: po 35 latach od odejścia z Następnego Pokolenia Wesley Crusher doczekał się oficjalnej rehabilitacji.
Postać Crushera, granego przez Wila Wheatona, od lat budziła skrajne emocje. W czasach emisji Następnego Pokolenia był często krytykowany jako zbyt idealny bohater, określany mianem Mary Sue lub fabularnego wytrycha. Kontrowersje wzbudzał zwłaszcza jego szybki awans na chorążego oraz wyjątkowa pozycja na pokładzie USS Enterprise.
GramTV przedstawia:
Z perspektywy czasu wielu widzów zwraca jednak uwagę, że Wesley brał udział w licznych kluczowych misjach i wielokrotnie ratował załogę, co realnie uzasadniałoby wyróżnienia i awanse. Nowy serial zdaje się to potwierdzać, wpisując go w oficjalny panteon bohaterów Floty Gwiezdnej.
Choć decyzja twórców nosi znamiona czystego fanserwisu – zwłaszcza że Crusher ostatecznie porzucił Akademię – dla wielu fanów to długo wyczekiwany gest sprawiedliwości. A dla Star Treka kolejny dowód na to, że nawet po dekadach potrafi dialogować z własnym dziedzictwem. Nowy serial zadebiutuje już w styczniu.
Dziennikarz filmowy z otwartym podejściem do kina i popkultury. Science fiction w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Mnóstwo ludzi narzeka na dzisiejszych "bohaterów" pisanych przez tzw. "woke" aktywistów. Są zarozumiali, irytujący, wszystko wiedzący i protekcjonalni. Po prostu nie da się ich lubić. Bardzo często są też self-insertem osoby piszącej scenariusz. A my nie lubimy tych postaci, bo czujemy, że ludzie, którzy je napisali, sami są paskudni i irytujący.
Nie zawsze oczywiście tak jest. Dobry twórca potrafi stworzyć irytującą postać umyślnie (Cersei i Joffrey z GoT, Homelander) i wtedy to działa. Problem w tym, że większość tych aktywistów zwyczajnie nie ma takiego talentu.
Dobrym przykładem jest Captain Marvel. "Bohaterka" słyszy niestosowny komentarz od jakiegoś faceta i w odpowiedzi… kradnie mu motocykl. Film traktuje to jak coś słusznego. Widz przewraca oczami. Są też gorsze przykłady jak Wonder Woman w zasadzie gwałcąca faceta w WW 1984. Serio nikt się nie zorientował?
Właśnie w ten sposób termin "girl boss" przeszedł drogę od określenia twardych, kompetentnych postaci (Ripley, Sarah Connor) do mema wyśmiewającego konkretny archetyp. Postać, która ma rację nie dlatego, że na nią zapracowała, tylko dlatego, że autor i scenariusz ją chroni.
Podobnie w She-Hulk. Jest scena, w której ona wygłasza wykład o tym, że ktoś ją zaczepiał na ulicy, więc jej życie jest "100 razy trudniejsze" niż życie Bannera. Bannera, który był ścigany przez wojsko, stracił kontrolę nad własnym ciałem i praktycznie całe życie miał pod górkę. She-Hulk umniejsza jego traumę i stawia się w pozycji moralnej wyższości, a serial traktuje to jako obiektywną prawdę. A widz przewraca oczami.
Samo "woke" używa się tu często jak tarcze. Kiedy krytykujesz źle napisane postacie, słyszysz "seksista" albo "rasista", w zależności od tego, jak dana postać została obsadzona. To ma odwrócić uwagę od realnego problemu czyli scenarzystów bez talentu i osobowości.
Dlaczego o tym piszę? Bo Wesley Crusher z TNG to dokładnie ten sam przypadek. To jest klasyczny self-insert Genea Roddenberrego. Jego pełne imię to Eugene Wesley Roddenberry (zobaczcie wiki).
Wesley jest pisany jako młody geniusz, który częściej ma rację niż doświadczeni oficerowie floty. Problem w tym, że ten "geniusz" nie wynikał z faktycznie inteligentnego scenariusza tylko z umniejszania kompetencji innych. To było widoczne i irytowało. Dodatkowo, jeśli Wesley popełniał błędy, to niemal nigdy nie miały one realnych konsekwencji. Kiepsko napisana, zarozumiała postać dziecka, która mówi dorosłym profesjonalistom, jak mają wykonywać swoją pracę. Widz przewracał oczami.
Później, gdy rola Roddenberrego w produkcji została ograniczona, obecność Wesleya zmniejszono i próbowano tę postać naprawić. Ale było już za późno bo fani go nie znosili i reputacji nie dało się odbudować. Dla porównania znacznie lepiej napisanym przykładem podobnej postaci jest Nog z DS9.
Kolejnym przykładem jest Ahsoka ze Star Wars. Na początku była irytująca celowo, ale twórcy szybko zaczęli ją rozwijać. Popełniała błędy, ponosiła konsekwencje i faktycznie dojrzewała. Dzięki temu przeszła drogę od postaci nielubianej do jednej z ulubionych postaci fanów.
Żeby było jasne. Nie mówię, że Roddenberry był beztalenciem podobnym do dzisiejszych scenarzystów-aktywistów. Był wizjonerem i stworzył fundament Star Treka, którego jestem dużym fanem. W tym przypadku problemem była jego ślepota wobec tej konkretnej postaci właśnie dlatego, że był to self-insert. Nie miał do niej dystansu i zwyczajnie ją skopał. To była plama na ogólnie bardzo dobrej serii. W przypadku She-Hulk czy Captain Marvel problem jest szerszy bo tam słabe pisanie dotyczy całej produkcji, a nie jednego elementu.
I niestety w tym konkretnym wypadku ja tej rehabilitacji nie widzę. Ten drobny element nie zmieni tego jak widzę tę postać.