Pierwsze szczegóły dotyczące zapowiedzi Avengers: Doomsday zaczynają wyciekać do sieci. Z dostępnych informacji wynika, że Marvel Studios przygotowało nietypową kampanię promocyjną, która ma stopniowo budować napięcie wokół nadchodzącego widowiska. Zamiast jednego klasycznego trailera, fani mają otrzymać cztery krótkie zapowiedzi skupione na pojedynczych bohaterach.
Avengers
Avengers: Doomsday – cztery zwiastuny to tak naprawdę krótkie materiały poświęcone pojedynczym bohaterom
Według potwierdzonych doniesień, w ciągu czterech kolejnych tygodni do kin trafią cztery krótkie materiały promocyjne. Ich emisja ma być powiązana z seansami filmu Avatar: Ogień i popiół i prawdopodobnie będą do obejrzenia wyłącznie w kinie. Marvel i Disney najwyraźniej liczą się z tym, że nagrania i tak szybko pojawią się w mediach społecznościowych. Mimo to scooper MyTimeToShineHello w jednym z wcześniejszych wpisów wyznał, że materiały są “nudne”. Teraz dowiedzieliśmy się dlaczego.
Każda z zapowiedzi ma być krótką sceną, a nie pełnoprawnym zwiastunem, i prezentować wydarzenia z perspektywy jednego bohatera. W ten sposób studio chce stopniowo odsłaniać kierunek fabuły oraz role kluczowych postaci w nadchodzącym filmie.
To nie są typowe zwiastuny. To cztery krótkie sceny, z których każda skupia się na innym bohaterze.
Pierwotnie plan zakładał inną kolejność ich publikacji, jednak ostatecznie miało dojść do zmian. Najwcześniej pokazana scena ma koncentrować się na Steve Rogers. Widzowie zobaczą go wracającego do domu na rowerze, a fabuła ma ujawnić, że wraz z Peggy Carter doczekał się syna. Całość wieńczyć ma plansza zapowiadająca powrót Kapitana Ameryki oraz data premiery filmu, po której pojawi się uruchomione odliczanie.
Scena z Steve’em miała być trzecia, ale wygląda na to, że teraz otworzy całą serię. Widzimy go wracającego do domu, dowiadujemy się o jego synu, a na końcu pojawia się zapowiedź powrotu w Avengers: Doomsday oraz data premiery.
GramTV przedstawia:
Kolejna zapowiedź prawdopodobnie skupi się na Thor, natomiast w jednej z następnych ważną rolę ma odegrać Doktor Doom, w którego wciela się Robert Downey Jr. To właśnie te krótkie sceny mają delikatnie zarysować konflikt i pokazać, jakie znaczenie będą miały poszczególne postacie w nadchodzącej historii.
Wczytywanie ramki mediów.
Choć część fanów może liczyć na pełnoprawny zwiastun, wygląda na to, że Marvel celowo ogranicza ujawniane informacji o filmie. Przy premierze zaplanowanej dopiero za ponad rok studio nie chce odsłaniać zbyt wielu kart, stawiając raczej na atmosferę tajemnicy i stopniowe budowanie oczekiwań.
Przypomnijmy, że Avengers: Doomsday zadebiutuje w kinach 18 grudnia 2026 roku. Z kolei Secret Wars pojawi się rok później, czyli 17 grudnia 2027 roku.
Zresztą to nie jest tak że faceci nie oglądają produkcji z kobietą w roli głównej. Wonder Woman była ciepło przyjęta. Alien to klasy. Znowu jeżeli chodzi o graczy to raczej nie trzeba tłumaczyć Tomb Raiders, Nier I innych gier.
Zaskoczę cię - kobiety też lubią oglądać np. męskich superbohaterów, nie trzeba tworzyć "kobiecych" superbohaterek dla kobiet, a już na pewno nie w proporcjach 50-50 (bo to założył sobie Marvel w ramach M-She-U). Powody mogą być inne, ale idee superbohaterstwa lubi każdy - wzór do naśladowania, ktoś kto przyjdzie i "uratuje nas z opresji". A mode na "dekonstrukcje" superbohaterów (co widzimy choćby w Supergirl od Gunna) widzimy w komiksach już od jakiś 10 lat, może jednak czas z tym skończyć?
Dali też dojść do głosu (i decyzji) ludziom którzy nie mają pojęcia co się sprzedaje. Takim którzy kierują się emocjami i "prawdami", które powtarzają w swoich kółkach - i częstokroć nienawidzą swojej widowni. Tym że "brakuje x reprezentacji". Tylko główny błąd polegał na tym że to wyszło na pierwsze miejsce, wszystko było pod dyktando "nowego, lepszego". Ba, niektórzy "krytycy" jak Grace Randolph do których taka retoryka trafia wciąż sie tego trzymają kurczowo - "dajcie nam więcej kobiet w MCU, dajcie nam wiecej gejów". Taka Randolph ostatnio nawet sama powiedziała że np. Avatar "kobiecy" film więc widzimy czym tacy ludzie się kierują - ma być tak jak oni chcą, tylko niestety zbyt dużo osób ich słucha a później filmy przynoszą straty. To ludzie dla których "tożsamość" w filmach jest najważniejsza i jakieś dziwne fantazje odnośnie bohaterów. Spoko, tylko nie psujcie innym tego do czego się przykleiliście jako turyści.
Problem był wg mnie gdzie indziej. Zaczęli po prostu pluć na facetów. Nazywać ich toksycznymi, w produkcjach robić z nich nieporadnych idiotów. Na ekranie robili wykłady napisane przez aktywistów. I ciągle powtarzali że jak się nie podoba to nie oglądaj. Idź gdzie indziej. Po coś się odzywasz że niszczymy to na czym się wychowałeś.
No, to jest właśnie to co opisałem - nieważne jak widzi to "zwykły fan", ważne są założenia które sobie przyjęli - szukamy "nowej widowni" i wszystko pod to kierunkujemy. Twoje pisanie o "żeńskich" fanach nie ma znaczenia mimo że to oczywistość. Od kiedy tylko zaczęto niszczyć wiele franczyz fani kontraguemntowali że były one zawsze otwarte i "inkluzywne". Taki Star Trek był już liberalny i inkluzywny kiedy się to jeszcze młodym aktywistom nie śniło. Ale puste łepetyny z Hollywood wiedziały lepiej...
Efekt taki że nowych fanów było jak na lekarstwo a starzy rzeczywiście odpuścili. No i mimo że studia poszły w zaparte czy to chodzi o kino czy gry - to się nie zmieniło. No pewnie liczyli że jak wytrzymają kilka lat to społeczeństwo się podda i da im pieniądze.
Tu się bardzo przeliczyli. Nie docenili konkurencji, alternatyw - gier czy Youtube. Obcy był im koncept że młodzi nie będa chcieli łykać "nowego" tylko wrócą do starego - stare filmy, retro gaming itp. O ile wogóle, bo teraz ciężko powiedzieć czy dzieci wogóle interesuje taka rozrywka, a nie np. Tik Tok. Ostatnio rozmawiałem z bratanicą - wykazywała "średnie" zainteresowanie tym co akurat leci w kinach. Stracili całą generację i mają wielki problem z zachęceniem ich do swoich "nowych dzieł". Zniechęcili rodziców którzy jeśli już to wolą pokazywać młodym to co było kiedyś, to na czym oni się wychowali - oczywiscie jeśli dziecko wogóle wykaże zainteresowanie. Jeżeli rodzice to pielęgnują może coś z tego będzie, ale raczej nie zachecą ich nowymi filmami. Śmieszne jest teraz obserwowanie tych betonów z Hollywood jak próbują się gorączkowo dostosować do rynku (psst, nie uda im się bo przespali ten moment, a raczej przestrzelili). Albo celebrytów którzy myśleli że mają wpływ na wybory. Kulminacją jest teraz proszenie papcia Trumpa o interwencje w sprawie przejęcia WB przez Netflixa. WB które jest jednym z ostatnich "dawnych" studiów w Hollywood, które nie zostało wchłonięte i rozmyte gdzieś pomiędzy kolejnymi zachciankami milionerów niezwiązanych z branżą filmową.
Grze
Gramowicz
15/12/2025 13:25
wolff01 napisał:
I próba zmieniania takich męskich franczyz jak DC, Marvel, Star Wars na "kobiece" będzie tak samo nietrafione jak próba zachęcania mężczyzn do oglądania Wicked czy Barbie
Powiem tak, badałem temat na baaaardzo wąskiej próbie, czyli rodzinie, i o ile pamiętam, wniosek jest prosty. Kobiety też preferują silnych męskich bohaterów. Ma być książę z białym koniem, który rozwala smoka i ratuje z wieży. Koniec. Kropka.
Co prawda nikt nie zrozumie kobiet, nawet one same, i oczywiście są takie, które marzą pół życia o tym, by być silną i choć raz przywalić swojemu szefowi, partnerowi, sąsiadowi.... Dlaczego? Bo nie ma chłopa we wsi, który by je wyręczył! Tu bym popolitykował, ale nie miejsce na to.
Nie bez powodu romanse są wiodącą kategorią w księgarniach obok kryminałów - wystarczy popatrzeć np. na empiku, jaką sprzedaż mają niektóre tytuły.
Koniec końców, feminizowanie męskich bohaterów daje taki sam skutek, jak obsadzanie niewłaściwych ras w postaciach historycznych.
Wszyscy znamy tego powód i nie jest to powód finansowy. Od razu przypomina się odcinek South Parku z parodią Kathleen Kennedy - "Put a chick in it and make her... hey".
---
Sfiksowałyście, boście chłopa dawno nie miały! Chłopa wam trza, ot co! - Max, Seksmisja 1983
dariuszp
Gramowicz
15/12/2025 12:43
Wiesz, była teoria że nie ma czegoś takiego jak film tylko dla facetów tylko marketing był po prostu kierowany do facetów i tak się utarło.
Dlatego przez lata szli w zaparte. Wydaje mi się że sobie wymyślili że jak zaczną promować te produkcję wśród kobiet to podwoją liczbę fanów.
I poniekąd mieli trochę racji. Weź Star Wars. Jak popatrzysz na jakieś nagrania gdzie fani się zbierają to widzisz kobiety czy małe dziewczynki przebrane za Rey.
Zresztą to nie jest tak że faceci nie oglądają produkcji z kobietą w roli głównej. Wonder Woman była ciepło przyjęta. Alien to klasy. Znowu jeżeli chodzi o graczy to raczej nie trzeba tłumaczyć Tomb Raiders, Nier I innych gier.
Problem był wg mnie gdzie indziej. Zaczęli po prostu pluć na facetów. Nazywać ich toksycznymi, w produkcjach robić z nich nieporadnych idiotów. Na ekranie robili wykłady napisane przez aktywistów. I ciągle powtarzali że jak się nie podoba to nie oglądaj. Idź gdzie indziej. Po coś się odzywasz że niszczymy to na czym się wychowałeś.
Efekt taki że nowych fanów było jak na lekarstwo a starzy rzeczywiście odpuścili. No i mimo że studia poszły w zaparte czy to chodzi o kino czy gry - to się nie zmieniło. No pewnie liczyli że jak wytrzymają kilka lat to społeczeństwo się podda i da im pieniądze.
Co się nie stało.
wolff01 napisał:
Widziałem fajną i wiarygodną analizę powodu - bez szczegółow, ale w skrócie były po prostu wtedy takie trendy i były to decyzje korporacyjne, czasem chęć wykazania się że "my zrobimy coś innego" - podyktowane szumem który wtedy wydawał się zakrzykiwać racjonalne, biznesowe myślenie. Ale teraz po latach diagnoza o której wtedy bano sie mówić staje się oczywista - są pewne franczyzy dla mężczyzn i kobiet (mówimy tu o % widowni, nie że komuś "nie wolno oglądać" czegoś lub że nie będzie fanów wsród obu płci). I nie chodzi mi tu o wojny ideologiczne - chodzi o czysto biznesowe "liczby" - kto ci na dany film przyjdzie i dlaczego, czego w takim filmie oczekuje. I próba zmieniania takich męskich franczyz jak DC, Marvel, Star Wars na "kobiece" będzie tak samo nietrafione jak próba zachęcania mężczyzn do oglądania Wicked czy Barbie itp. I nie ma w tym nic złego chyba że mówimy o kontekscie rujnowania całych franczyz pod te idiotyczne decyzje. Tak samo jak mityczne szukanie "współczesnej widowni" kosztem wieloletnich fanów.