Czy widowiskowość i filmowość nie zabierają grom tego, co najważniejsze – realnej sprawczości gracza?
Czy dzisiejsze gry są zbyt filmowe kosztem sprawczości gracza? Natrafiliśmy na ciekawą tezę, którą podzielił się serwis ComicBook.com. Dziennikarz zwraca uwagę na rosnący problem w nowoczesnych produkcjach AAA – brak zaufania do odbiorcy. Poddajemy to stwierdzenie pod dyskusję.
Elden Ring
Współczesne gry boją się zaufać graczom?
Warto zwrócić uwagę na to, że współczesne gry nigdy nie były tak efektowne pod względem grafiki, dźwięku i skali widowiska. Twórcy potrafią budować sceny, które zapierają dech w piersiach, jednak coraz częściej robią to, odbierając graczowi kontrolę w kluczowych momentach. Zamiast pozwolić na improwizację, ryzyko czy nawet porażkę, gry uciekają w przerywniki filmowe, blokowanie sterowania lub sekwencje QTE. Efekt? Gracz ogląda wielkość, zamiast ją przeżywać. Gdy kluczowa eksplozja, dramatyczny pościg czy finałowe starcie dzieją się poza faktyczną rozgrywką, napięcie zostaje zastąpione pasywną obserwacją.
GramTV przedstawia:
Jako przykład podawane jest Call of Duty, gdzie najbardziej spektakularne wydarzenia często dzieją się poza realną rozgrywką. Podobnie u Rockstara – nawet w Red Dead Redemption 2 otwarty świat kontrastuje ze sztywnymi, mocno oskryptowanymi misjami fabularnymi. Również fabularne hity Sony, jak God of War: Ragnarok, stawiają na filmowy rozmach, często kosztem interaktywności w kulminacyjnych momentach. Autor tezy zauważa jednak, że gry potrafią ufać graczom – dowodem są Elden Ring czy Helldivers 2, gdzie kluczowe chwile wynikają z decyzji, błędów i adaptacji gracza, a nie z reżyserowanej sceny. Takie doświadczenia zostają w pamięci na dłużej.
ComicBook.com zdaje się nie tyle atakować przerywniki filmowe, lecz ostrzega przed ich nadużywaniem.Gry nie potrzebują mniej widowiskowości – potrzebują więcej zaufania do graczy. Czy twórcy odważą się oddać im kontrolę wtedy, gdy ma ona największe znaczenie? Dajcie znać w komentarzu co o tym myślicie.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
@dariuszp Rodzina to krąg znajomych,przyjaciół albo pasjonatów a obecne pokolenie jest o wiele bardziej prorodzinne niż moje.Bujdy o jakimś krzyzysie to zasłona dymna nieudaczników życiowych,którzy samozwańczo nazwali się elitą społeczeństwa.Ludzie ze wsi i małych miasteczek,którzy świadomie niewyemigrowali to zazwyczaj opiekunowie pradziadków i dziadków posiadający dzieci,ale nie podpisujący papierów ponieważ chory stan prawny państwa implikuje patologiczne skutki.
NOWAHUTANACZASIE
Gramowicz
07/02/2026 13:06
Gry, zwłaszcza te duże tytuły AAA, stały się pozbawione pazura, wyprane, ugrzecznione, z agendą polityczną do odhaczenia, zatrudniające aktywistów, a nie fachowców tak jak kiedyś.
Zatem nie ma się co dziwić, że merytorycznie oraz technicznie stoją na średnim bądź słabym poziomie.
https://imgur.com/a/4MMh3hF
dariuszp
Gramowicz
07/02/2026 08:53
Rzepiór napisał:
Od kiedy trzeba dosłownie za wszystko płacić gracze wrócili do planszówek familijnych sprzedawanych np. w Dealz za 20 złotych i zorientowali się,że nie warto grać w usługi hazardowe pozorujące,iż są czymś innym.Sztuka dla sztuki czyli demoscena od lat 70-tych obnaża miałkość i pustotę tych produktów schowanych za tzw. płatną ścianą czyli,że gracze płacący od pewnego zazwyczaj poziomu w grze mają nieuzasadnioną niczym przewagę nad pozostałymi.Same mikropłatności nie są niczym złym,ale po prostu nie może być tak,że gracze,którzy w sumie za darmo są alfa czy beta testerami prowizorycznych usług wczesnego dostępu mają zazwyczaj jedynie jakiś artefakt czy skórkę a kasyno z walutą dostaje wszystko z góry za nic.
Nikt nie wrócił do planszówek. Zwłaszcza familijnych. Zwłaszcza że obecne pokolenie nie za bardzo chce się żenić. Planszówki są niszą.
Ale zgodzę się z jednym. Coraz więcej graczy sięga po tytuły single player które nie mają ofert za 99zł wyskakujących na nich co godzinę, battle passów i innego syfu. Dlatego tak trudno się przebić usługom live service. Bo większość z nich jest robiona dla kasy co podświadomie i coraz częściej świadomie odpycha graczy. Dodatkowo ci co tolerują czy lubią live service już w coś grają i naprawdę trzeba ich przekonać by zmienili grę.
Mikropłatności to po prostu dodatkowy sposób na zarobek ale realia są takie że mimo że jest to żyła złota - z gry usuwane są rzeczy które kiedyś misliśmy normalnie jak skórki a ja jako ktoś kto lubi kosmetykę w grze szczerze nienawidze gry które tak robią.
Ale całe szczęście rynek odpowiada na potrzeby. Na każdy EA czy Ubisoft mamy Larian czy CDPR. Dodatkowo non stop na Steam wystrzeliwuje jakaś gra Indie na pierwszą stronę top sellerów właśnie dlatego że ludzie mają serdecznie dość korporacyjnego syfu.
A potem te wszystkie szychy w studiach AAA skrobią się po głowie jak to jest że taki Sandfall zwbiera wszystkie nagrody kiedy oni na swoje gry wydali setki milionów i spędzili nad nimi wiele lat.