Javier Bardem nie gryzł się w język podczas festiwalu w Cannes. Gwiazdor Diuny i To nie jest kraj dla starych ludzi ostro skrytykował polityków, media i kulturę macho.
Javier Bardem pojawił się w Cannes, aby promować swój nowy film The Beloved, ale szybko okazało się, że znacznie więcej emocji niż sam projekt wywołają jego polityczne wypowiedzi. Aktor znany między innymi z Diuny oraz To nie jest kraj dla starych ludzi otwarcie stwierdził, że współczesny świat jest napędzany przez toksyczną męskość.
Javier Bardem
Javier Bardem o męskości i światowych przywódcach
Bardem szczególnie mocno odniósł się do przemocy wobec kobiet w Hiszpanii. Według aktora problem został częściowo znormalizowany społecznie.
Jesteśmy krajem bardzo szowinistycznym. Co miesiąc średnio dwie kobiety giną z rąk byłych partnerów lub mężów. To niewiarygodne, że zdążyliśmy to w pewnym sensie znormalizować.
Zdaniem aktora źródłem problemu pozostaje kultura macho, która od lat wpływa nie tylko na relacje społeczne, ale również na politykę. Bardem nie unikał konkretnych nazwisk. Wśród przykładów światowych liderów reprezentujących — jak to określił — „toksyczne, męskie zachowanie”, wymienił między innymi Donalda Trumpa, Władimira Putina oraz Benjamina Netanjahu.
Aktor odniósł się także do sytuacji w Strefie Gazy i przyznał, że publiczne zabieranie głosu w tej sprawie wiąże się dziś z dużym ryzykiem zawodowym oraz medialnym. Mimo to nie zamierza milczeć.
Trzeba umieć spojrzeć sobie w lustro. Nie mam planu B. Jeśli wiążą się z tym konsekwencje, jestem gotów je ponieść.
Bardem stwierdził również, że w Hollywood coraz więcej osób przestaje bać się otwartego wspierania Palestyńczyków. Według aktora branża filmowa zaczyna inaczej patrzeć na skalę tragedii rozgrywającej się w Gazie. Nie zabrakło też komentarza dotyczącego mediów i technologii. Bardem wyraził obawy w stosunku do dominacji mediów społecznościowych.
GramTV przedstawia:
Nie ma dziś prawdziwej demokracji w mediach. To bardzo niebezpieczna sytuacja.
Sam The Beloved został tymczasem bardzo dobrze przyjęty po premierowym pokazie w Cannes. Film w reżyserii Rodrigo Sorogoyena opowiada o znanym reżyserze i jego córce, niespełnionej aktorce, którzy wspólnie pracują nad nowym filmem. Bardem już wkrótce wystąpi także w serialu Apple Przylądek strachu.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Więc mówienie, że jest to kraj szowinistyczny, mimo że robi więcej w tym kierunku niż inni, pokazuje, jak bardzo koleś jest oderwany od rzeczywistości.
To aktor-celebryta. Taki który uczepił się jednego (dwóch?) tematu jak rzep psiego ogona. "Kultura macho" i wymienia autokratów (których nawet zdrowie psychiczne jest poddawane w wątpliwość) którzy akurat dorwali się do stołka - problem znany w polityce od niepamiętnych czasów. Wariaci od zawsze rządzą, stad mieliśmy przecież już wiele wojen. Bardzo by mnie zaskoczył jakby nie wymienił przynajmniej jednego z tych nazwisk. A kim był Trump przed prezydenturą? Biznesmenem od luksusowych nieruchomości. Kto kupuje drogie nieruchomości? Bo raczej nie Kowalski... więc bliżej takiemu Bardemowi do "wspierania" Trumpa niż mi. Fajna logika? Nie, taka jak on prezentuje - ogólniaki i frazesy. Ale o autokratach w Iranie i stosunku do kobiet ogólnie w islamie to już nie łaska się zająknąć? W Palestynie też pewnie kobietom świetnie się żyło wcześniej... Niee, Macho to problem Zachodu (Hiszpani), lub USA co nie? Ale kropek nie połączy że np. taki islam jest przemocowy wobec kobiet, a mamy napływ takich kultur do Europy stąd statystyki "rosną". Ale oczywiście widownia w Cannes musi to usłyszeć żeby to im zrobiło się przykro, nie ci do których to powinno być kierowane. Ja mu podpowiem co rozwiązałoby problem - skuteczne karanie takich przestępców. Ale nie, my w Europie mamy protekcje, bo "rasizm". Bo to ludzie po "przejściach" którzy się niezasymilowali.
A czy on wogóle ma pojęcie że to właśnie to "odwrócenie" od kultury macho pozbawiło ich widzów? Ktoś idzie obejrzeć film akcji a dostaje 50-kilową kobietę pokonującą 150 kilowych mężczyzn. Brawo, "girls (also) can get it done". To jest problem zachodnich celebrytów - oceniają wszystko przez pryzmat swoich (aktualnych) wartości i co im tam kto nagadał ostatnio w mediach - na kogo mają pluć, kogo "nie lubi" teraz Hollywood. Nie widzą i nie wgłębiają się w problemy od drugiej strony - nie szukają źródeł problemów bo i po co... lepiej błysnąć na gali przy oklaskach tak samo jak on myślących.
Nie negujmy problemów, ale ja chce zwrócić uwagę na inny fakt - celebrytom bardzo urosło ego w ostatnich latach życia z Social Media. Żyją sobie na kupie kasy i bywają rozczarowani faktem jak niewiele znaczą dla zwykłego zjadacza chleba (np. przy wyborach na prezydenta) - postanawiają więc, że oto nie wystarczy im już zwykłe "zawodowe udawanie". Nie, oni muszą się "poświęcić" jakiejś sprawie. Nie mylmy dobrych intencji z pustym ego. A Hollywood "mówi mniej" o pewnych sprawach gdyż mądrzeje - bo coraz bardziej zdaje sobie sprawę jak to jest szkodliwe dla wizerunku branży i jak bardzo widzowie zmęczeni są już polityką. To po prostu nie działa. Od wielu lat jest to powtarzane, a część dalej tego nie rozumie. Zresztą decydują politycy a nie celebryci. Skoro jest tak duża polaryzacja i upartość w poglądach na ulicach, to tym bardziej ludzi wkurza jak słyszą ciągle to samo od tych samych osób - aktorów którzy mają z założenia zapewniać im rozrywkę. Sami aktorzy nie zdają sobie z tego sprawy z uwagi na klakierów, ale nie są (już) uważani za autorytety i swoimi działaniami bardziej zniechęcają ludzi niż zachęcają, bo nikt nie będzie słuchał kogoś kto patrzy "z wysokiego konia" (celebryci to często ludzie których nie dotyczą codzienne problemy normików), którzy dali nie raz juz wyraz swojego oderwania. To są często ludzie nie obeznani w tematach o których mówią - oni tylko o tym gdzieś przeczytali lub "ktoś" im powiedział. Kiedyś widzowie byli w nich zapatrzeni bo "bywali na salonach" więc można było odnieść wrażenie że wiedzą co mówią. Ale czar prysł gdy weszli w Social Media - ludzie zobaczyli że to zwykle papugi mówiące o tym co akurat w danej chwili "jest modne" np. krytyka tej czy tamtej osoby bo ma odmienne poglądy.
A zajrzysz do domu takiego i dopiero się okaże ile ma za skórą - nałogi, afery, przekręty czy hipokryzja - mówimy przecież o ludziach którzy "walczą o Planetę" a później latają prywatnymi odrzutowcami na spotkanie.
dariuszp
Gramowicz
18/05/2026 22:54
Jeżeli tylko dwie, to się chyba znacznie poprawiło, bo pamiętam, że nie tylko statystyka była dużo gorsza, ale też jego opinia jest tu mocno przesadzona, bo… Hiszpania wypada dużo lepiej niż wiele innych krajów europejskich.
Więc mówienie, że jest to kraj szowinistyczny, mimo że robi więcej w tym kierunku niż inni, pokazuje, jak bardzo koleś jest oderwany od rzeczywistości.
Z drugiej strony, przez to, co robią, statystyki w Hiszpanii są mocno zniekształcone. Przemoc wobec partnerki ma dedykowaną kategorię. Każda inna forma przemocy idzie pod kategorią przemocy domowej. I tak, przemoc kobiet wobec mężczyzn, jak bardzo by nie była znikoma - nie ma swojej kategorii.
Co nie zmienia faktu, że statystyka zawsze będzie szła w tym samym kierunku. Przemoc domowa zawsze będzie przeważała, i to drastycznie, wśród mężczyzn, bo wbrew temu, co mówią aktywiści, istnieje drastyczna różnica między kobietami a mężczyznami, jeśli chodzi o kwestie fizyczne. Kobieta po prostu nie ma szans.
Co nie oznacza, że kobiety są święte. Po prostu robią, co mogą. W ich wykonaniu przemoc ma charakter psychiczny. Wyzwiska, kontrola, izolacja, manipulacja. Wykorzystują swój status w społeczeństwie (faworyzowanie w sądach rodzinnych, przy opiece nad dziećmi, przy zgłaszaniu przemocy, wierzą kobiecie niemal z automatu itp). Problem jest taki, że kiedy taki konflikt eskaluje, w końcu może przejść do przemocy fizycznej, a w takim konflikcie osoba fizycznie silniejsza „wygrywa".
Nikt nie myśli, że każdy facet to zwierzę, które atakuje kobietę, bo zupa była zimna. Najczęściej mówimy o jednym z kilku wzorców.
Impuls. Problem z kontrolą emocji, niska tolerancja frustracji. Kłótnia, alkohol, zazdrość. Epizodyczne, nieskalkulowane.
Eskalacja. Para tkwi we wzajemnym znęcaniu psychicznym i przepychankach. Gdy konflikt przechodzi w fizyczny, silniejszy fizycznie "wygrywa". W dyskusji kontekst znika, bo patrzymy tylko na ostatni akt. Facet to zwierzę i koniec.
Kontrola. Ktoś latami buduje system władzy. Izolacja, kontrola finansów, monitoring. Przemoc wchodzi w grę dopiero, gdy ofiara próbuje uciec. Stąd pik ryzyka zabójstwa pada na okres rozstania. I jest to często skalkulowane. Prawdziwi psychole.
Agresor. Czyli właśnie ten, co ma kartotekę i jest generalnie agresywny, a partnerka to tylko jedna z ofiar.
Temat rzeka. Ale mówienie, że to nami rządzi, to po prostu głupota. To nie są społecznie akceptowane zachowania. No ale jak to typowy oderwany od rzeczywistości celebryta. Pierdnął typowe slogany aktywistów, dostał oklaski. Za dwa dni nikt nawet nie będzie o tym pamiętał.