Twórca najlepszego i najgorszego filmu nowej trylogii Gwiezdnych wojen ponownie nakręci coś fantastycznego

Jakub Piwoński
2026/01/03 20:45
3
0

J.J. Abrams wraca do gry.

J.J. Abrams – reżyser uznawany jednocześnie za autora najlepiej i najgorzej ocenianych odsłon nowej trylogii Gwiezdnych wojen – w końcu nakręcił nowy film. Po siedmiu latach przerwy od reżyserii twórca Przebudzenia Mocy i Skywalker. Odrodzenie wraca z wysokobudżetowym widowiskiem fantasy realizowanym dla Warner Bros.

Skywalker. Odrodzenie
Skywalker. Odrodzenie

Twórca Przebudzenia mocy i Skywalker. Odrodzenie wraca do gatunku fantasy

Projekt, który przez długi czas funkcjonował pod roboczym tytułem Ghostwriter, nosi już oficjalną nazwę. Zgodnie ze zgłoszeniem do Gildii Scenarzystów Ameryki film Abramsa będzie zatytułowany The Great Beyond, a sam reżyser figuruje jako autor scenariusza. Produkcja rozpoczęła się w maju 2025 roku w Londynie i obecnie znajduje się na etapie postprodukcji, intensywnie wykorzystującej efekty wizualne. Niewykluczone, że film trafi do kin jeszcze w tym roku.

GramTV przedstawia:

Choć szczegóły fabularne nie zostały oficjalnie ujawnione, nieoficjalne doniesienia sugerują, że The Great Beyond będzie nostalgicznym powrotem do kina przygodowego lat 80., inspirowanym m.in. Ostatnim gwiezdnym wojownikiem. Historia ma opowiadać o autorze bestsellerowych powieści fantasy, który odkrywa, że stworzony przez niego świat istnieje naprawdę, co uruchamia niezwykłą wyprawę głównego bohatera.

W obsadzie znaleźli się m.in. Glenn Powell, Jenna Ortega, Emma Mackey oraz Samuel L. Jackson. Dla Abramsa to film szczególnie istotny – po serii anulowanych projektów telewizyjnych i latach spędzonych głównie na produkowaniu, reżyser próbuje odbudować swoją pozycję w Hollywood.

Komentarze
3
dariuszp
Gramowicz
Wczoraj 08:35
Nogradis napisał:

Skrajnie odtwórcze, bezpieczne, pozbawione iskry i ambicji "Przebudzenie Mocy" może być uznane za najlepszą odsłonę najnowszej trylogii tylko przez kogoś, komu do szczęścia wystarczy widok miecza świetlnego oraz laserki robiące "piu, piu" na ekranie. No, ale że fani Gwiezdnych Wojen za nic w świecie nie dadzą się wyrwać ze swojej strefy komfortu, to jest jak jest. Zresztą, patrząc na to, jak zignorowano fenomenalnego "Andora" podczas ubiegłorocznych plebiscytów, na krytyków też nie ma co liczyć.

Wydaje mi się że autor pisał specyficznie o filmach. Trzeba przyznać że z trzech filmów pierwsza część wypada najlepiej. 

Co do drugiej, to najgłupszy i najgorszy film w całej serii. Rian Johnson po prostu wziął wszystkie wątki które rozpoczął pierwszy film i roztrzaskał je o podłogę. Nie zbudował niczego na finał. A to co sam zrobił było bezdennie głupie. Zaczynając od samego początku filmu czyli powolnego bombowania w kosmosie. Nie mówiąc o idiotycznym konflikcie tylko by zbudować DEI General. Czy rozwalić wszystko związane ze Star Wars robiąc głupi skok w przeciwnika. Bo się nagle okazuje że Rebelia mogła zwyczajnie użyć statki jako pociski nadprzestrzenne. Później szukali wymówek czemu tak ciągle nie można robić. 

I dlatego trzeciego filmu nawet nie ma co oceniać. Bo to tak jak oceniać figurkę po tym jak ktoś inny ją roztrzaskał o podłogę. Nie jest to fair. 

Co do Andora - po prostu sci-fi nie ma się dobrze bo ci ludzie co wybierają i wręczają te nagrody to jakieś stare pryki z mocno ograniczonymi umysłami. Dlatego istnieje takie pojęcie jak np. "oscar movies" czy "oscar roles" czyli coś specyficznie zrobionego pod ich upodobania by dostać Oscara. 

A co do samych fanów Star Wars - są dokładnie tacy jak wszyscy inni fani. Nie wiedzą czego chcą dopóki tego nie dostaną. Fajny przykład to Ahsoka Tano. Była umyślnie tworzona jako postać której się nie dało lubić. Głośna, przemądrzała, irytująca. A następnie ją rozwijali bo chcieli arc gdzie się dziewczyna uczy i zmienia co jest domeną najlepszych filmów i seriali. Chcieli by postać dojrzała.

Dlatego np. Breaking Bad był takim fenomenem. Bo dostaliśmy główną postać która zaczyna jako dobry tatuś. Robi coś nielegalnego bo jest zmuszony do tego przez sytuacje. Okazuje się w tym dobry. I ambicja uderza mu do głowy i powoli się stacza. Bo jego Ego nie pozwala mu postawić granicy. 

Niestety bardzo niewiele serii to robi. Np. House M.D - House to ten sam idiota na końcu serii jak na początku. Niczego się nie nauczył. Nie wyciągnął żadnych wniosków. A niby był tym inteligentnym. Też zauważ że właśnie w takich serialach jak House czy Dexter ludzie najbardziej narzekają na zakończenia. Bo czują jakby nic się nie zmieniło.

Realnie jednak trzeba pamiętać o dwóch rzeczach. 

1. Po tym jak zrobisz nowe IP, to IP przechodzi w ręce fanów. Jeżeli to co robisz dalej im się nie spodoba to Twoje IP trafi. Nie ma znaczenia jak dobrą robotę robiłeś na początku. Gra o Tron to idealny przykład tego. Wiele osób mi mówi że oglądają dużo gorsze seriale wielokrotnie a GoT nie dotykają bo wiedzą że zakończenie jest okropne. I sama tego świadomość psuje im oglądanie wcześniejszych sezonów. 

2. Najbardziej oryginalnym elementem Star Wars jest połączenie przyszłości i sci-fi z fantasy (moc). I tego ludzie oczekują. Jasne, możesz zrobić film czy serial o kimś kompletnie pozbawionym mocy ale owa moc powinna być gdzieś w tle. Nawet jeżeli jedyne co dasz to Jedi walczących gdzieś kiedy postać musi ich jakoś ominąć. Albo coś w ten deseń. Typowego Sci-fi mamy na pęczki. Tak samo jak typowe fantasy. Mix nie trafia się często. Trzeba jednak wyjść na przeciw oczekiwaniu fanów.

Na koniec dnia Andor jest świetny ale nawet jak możemy chwalić twórców za kunszt - serial nie bił rekordów bo jednak nie był tym co typowi fani oczekują. Można się złościć z tego powodu ale rzeczywistości to nie zmieni. 

MisticGohan_MODED
Gramowicz
Ostatni sobota

Wszystkie filmy z nowej trylogii były równie nędzne i gówniane :P

Nogradis
Gramowicz
Ostatni sobota

Skrajnie odtwórcze, bezpieczne, pozbawione iskry i ambicji "Przebudzenie Mocy" może być uznane za najlepszą odsłonę najnowszej trylogii tylko przez kogoś, komu do szczęścia wystarczy widok miecza świetlnego oraz laserki robiące "piu, piu" na ekranie. No, ale że fani Gwiezdnych Wojen za nic w świecie nie dadzą się wyrwać ze swojej strefy komfortu, to jest jak jest. Zresztą, patrząc na to, jak zignorowano fenomenalnego "Andora" podczas ubiegłorocznych plebiscytów, na krytyków też nie ma co liczyć.




Trwa Wczytywanie