Jeszcze niedawno była internetową ciekawostką. Dziś Cyfrowy Cyrk przyciąga tłumy do kin i pokonuje hollywoodzkie produkcje w walce o widzów.
Mało która internetowa animacja odniosła w ostatnich latach taki sukces jak Cyfrowy Cyrk (The Amazing Digital Circus). Seria stworzona przez niezależne studio Glitch Productions od momentu debiutu w 2023 roku zgromadziła dziesiątki milionów wyświetleń i błyskawicznie stała się fenomenem wśród młodszych widzów. Popularność produkcji była na tyle duża, że twórcy zdecydowali się na nietypowy krok – finał historii trafił najpierw do kin.
Cyfrowy Cyrk
Internetowy hit pokonał kinowy horror
Cyfrowy Cyrk opowiada historię grupy ludzi uwięzionych w dziwnym cyfrowym świecie przypominającym surrealistyczny cyrk. Główna bohaterka, Pomni, trafia tam wbrew swojej woli i szybko odkrywa, że nie pamięta nawet własnego życia sprzed tego wydarzenia. Wraz z innymi mieszkańcami próbuje zachować zdrowe zmysły, podczas gdy ekscentryczny gospodarz Caine organizuje kolejne absurdalne i niebezpieczne przygody. Pod kolorową, momentami wręcz bajkową oprawą kryje się jednak opowieść o samotności, utracie tożsamości i próbach odnalezienia sensu w świecie, z którego nie ma ucieczki.
Według pierwszych raportów finał historii wyświetlony w kinach zarobiło podczas premierowego wieczoru około 6,8 mln dolarów. To wynik lepszy od osiągniętego tego samego dnia przez horror Backrooms, który zgromadził około 5,9 mln dolarów. Jak się okazuje, była to bardzo dobra decyzja.
To spore zaskoczenie dla branży. Mamy bowiem do czynienia nie z kolejną wysokobudżetową produkcją wielkiego studia, lecz z finałem internetowej animacji, która swoją popularność zbudowała przede wszystkim dzięki YouTube'owi i późniejszej obecności na Netfliksie. Film wyświetlany jest w ponad 2200 kinach na świecie, a prognozy wskazują, że podczas pierwszego weekendu może zarobić od 9 do 10 mln dolarów.
GramTV przedstawia:
Droga do kin nie była jednak łatwa. Produkcja została zablokowana w części krajów Bliskiego Wschodu, finał wyciekł wcześniej do sieci, a część fanów krytykowała decyzję o opóźnieniu premiery odcinka na YouTubie. Twórcy postanowili bowiem, że finał najpierw trafi do kin, a dopiero dwa tygodnie później zostanie udostępniony za darmo w internecie.
Współtwórca serii Kevin Lerdwichagul tłumaczył, że stawką jest coś więcej niż sukces jednej produkcji. Jego zdaniem udane wprowadzenie internetowej animacji do tysięcy kin na całym świecie może otworzyć drogę innym niezależnym twórcom. Patrząc na pierwsze wyniki finansowe, wszystko wskazuje na to, że eksperyment się udał.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!