Star Wars: Zero Company zaczynało jako gra osadzona w uniwersum Titanfall

Mikołaj Ciesielski
2026/09/02 17:50
1
0

W sieci pojawiły się interesujące informacje na temat początków najnowszej produkcji studia Bit Reactor.

Udaną premierę Star Wars: Zero Company przyćmiewają problemy w studiu Bit Reactor. W sieci pojawiły się jednak interesujące doniesienia na temat początków wspomnianego tytułu. Okazuje się bowiem, że najnowsza strategia skierowana do fanów Gwiezdnych wojen zaczynała jako gra osadzona w zupełnie innym uniwersum.

Star Wars: Zero Company
Star Wars: Zero Company

Star Wars: Zero Company mogło zostać osadzone w zupełnie innym uniwersum

Serwisowi Game File udało się dotrzeć do dokumentów dotyczących sporu sądowego, do którego doszło na szczeblu kierowniczym Bit Reactor. Wynika z nich, że dyrektor Greg Foertsch wspólnie z Alisson Kelly – współzałożycielką studia – pracował nad prezentacją nowej gry taktycznej. Przedstawiciele zespołu odpowiedzialnego za Star Wars: Zero Company pokazali swój pomysł Vince’owi Zampelli, który z kolei poprosił o przygotowanie projektu opartego na marce należącej do Respawn Entertainment.

Oznacza to, że Star Wars: Zero Company mogło zostać osadzone w uniwersum Titanfall. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Game File prezentacja przygotowana przez przedstawicieli studia Bit Reactor była powiązana bezpośrednio z popularnym Apex Legends. Ostatecznie jednak Zampella odrzucił propozycję stworzenia gry taktycznej we wspomnianym świecie.

GramTV przedstawia:

Współzałożyciel Respawn Entertainment zasugerował jednak przedstawicielom Bit Reactor, by osadzili swoją grę w uniwersum Gwiezdnych wojen. Pomysł najwyraźniej przypadł do gustu ludziom odpowiedzialnym za markę Star Wars, dzięki czemu miłośnicy gier taktycznych mogą dziś cieszyć się Star Wars: Zero Company.

Na koniec przypomnijmy, że Star Wars: Zero Comapny dostępne jest na komputerach osobistych, a także konsolach PlayStation 5 i Xbox Series X/S. Jeśli natomiast jesteście ciekawi naszej opinii na temat wspomnianej produkcji, to zapraszamy Was do lektury: Star Wars: Zero Company – recenzja.

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
Ostatni środa

W branży gier to nic nowego. Tak to wygląda. Sławny przykład to Halo. Halo zaczęło się jako RTS. Potem ktoś z deweloperów spróbował dodać bezpośrednie sterowanie jednostką i wrzucił kamerę za plecy, a później przeszli na widok z pierwszej osoby. Halo mogło być zupełnie inne, gdyby oryginalny projekt został taki, jaki był.

Inny znany przykład to Donkey Kong. Donkey Kong zapoczątkował Nintendo, jakie znamy. Nintendo chciało zrobić grę o Popeye'u, ale nie uzyskało licencji. Miyamoto przerobił postacie i tak dostaliśmy Donkey Konga i Mario.

Mój ulubiony Fallout zaczął się jako gra w systemie GURPS. To papierowy RPG. Twórcy systemu nie spodobało się brutalne intro gry i wycofał licencję. Więc ekipa zrobiła system SPECIAL i reszta to historia. Zresztą Fallout powstał, bo nie mieli licencji na Wastelanda.

Devil May Cry to... Resident Evil 4. Capcom próbował zrobić bardziej nastawioną na akcję odsłonę RE. Gra była fajna, ale nie pasowała do marki, więc stworzyli nową markę.

Dead Space i BioShock początkowo miały być System Shockiem 3. Jeden miał być faktycznym sequelem, a drugi duchowym spadkobiercą.

Sleeping Dogs zaczęło się jako True Crime. Projekt został anulowany. Square Enix przejęło projekt, ale nie miało praw do marki True Crime, więc zmieniło nazwę na Sleeping Dogs.

Wszyscy chyba wiedzą, że Warcraft miał powstać na licencji Warhammera. Blizzard rozważał licencję, ale ostatecznie postawił na własną markę. Podobieństwa zostały. 

Całą serię wpisów można by z tego mojego komentarza zrobić ;-)