Skandal podczas Grand Prix Brazylii w MotoGP. Gigantyczna dziura na torze i pełno innych wpadek

Organizatorzy brazylijskiej rundy MotoGP skompromitowali się, jednocześnie zarażając zdrowiu i życiu zawodników. .

Powrót MotoGP do Brazylii po ponad 20 latach miał być wielkim sukcesem i symbolem rozwoju mistrzostw. Organizator MotoGP Sports Entertainment (dawniej Dorna Sports), od lat skutecznie rozszerza kalendarz i zdobywa nowe rynki, a Brazylia wydawała się idealnym kierunkiem dzięki ogromnej pasji lokalnych kibiców. Frekwencja tylko to potwierdziła. Przez weekend na trybunach pojawiło się blisko 150 tysięcy fanów. Wyścigi dostarczyły wielkich emocji, a reakcja publiczności była bardzo pozytywna. Niestety sam fakt, że wyścigi się odbyły można uznać za szczęście, biorąc pod uwagę skalę problemów, jakie dotknęły tor w Goianii.

Próba załatania wielkiej dziury na torze w Brazylii
Próba załatania wielkiej dziury na torze w Brazylii

Problematyczny powrót MotoGP do Brazylii

Tor Autodromo Ayrtona Senny, który nie gościł MotoGP od 1989 roku, wymagał gruntownej modernizacji, w tym całkowitego położenia nowego asfaltu. Prace trwały jeszcze w styczniu, a mimo zapewnień federacji FIM o braku powodów do obaw, sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Intensywne opady deszczu przed weekendem doprowadziły do poważnych podtopień. Woda zalegała na torze jeszcze w piątek, powodując opóźnienia treningów. Szef zespołu Trackhouse, Davide Brivio, nie krył rozczarowania poziomem przygotowania obiektu, podkreślając, że wraz z rozwojem MotoGP rosną też wymagania wobec organizatorów.

W sobotę pojawił się kolejny poważny problem, ponieważ po kwalifikacjach na prostej start-meta powstało zapadlisko spowodowane ruchem gruntu po ulewach. Choć zostało ono naprędce naprawione betonem i znajdowało się poza linią wyścigową, pokazało skalę problemów z nawierzchnią. Jeszcze większe kontrowersje wywołały wydarzenia z niedzieli. W zakrętach 11 i 12 asfalt zaczął się rozpadać, a zawodnicy zostali poinformowani o tym… zaledwie kilka minut przed startem. W efekcie dystans wyścigu nagle skrócono z 31 do 23 okrążeń, co wywołało chaos i frustrację w padoku. Część zespołów zdążyła zmienić opony, inni, szczególnie zawodnicy z końca stawki, nie mieli na to czasu. Do dziś nie wyjaśniono, dlaczego nie opóźniono startu wyścigu, co mogłoby poprawić bezpieczeństwo i dać zawodnikom więcej czasu na ocenę warunków.

GramTV przedstawia:

Dodatkowe kontrowersje budzi proces homologacji toru. Obiekt otrzymał najwyższą kategorię FIM dopiero w trakcie weekendu wyścigowego, mimo oczywistych problemów z nawierzchnią. Pojawiają się też pytania o konflikt interesów. Funkcję oficera ds. bezpieczeństwa w MotoGP pełni obecnie Tome Alfonso Ezpeleta, siostrzeniec szefa MotoGP Carmelo Ezpelety. W kontekście decyzji dotyczących bezpieczeństwa zawodników takie powiązania budzą poważne wątpliwości. Choć ostatecznie nie doszło do poważnych wypadków, wielu zawodników skarżyło się na odłamki asfaltu uderzające w ich motocykle i ciała. Marc Marquez przyznał, że jego błąd w jednym z zakrętów był bezpośrednio spowodowany zniszczoną nawierzchnią. Michelin również podkreślił, że nie był konsultowany w sprawie zmiany dystansu wyścigu.

Organizatorzy toru w Goianii muszą teraz przeprowadzić niezbędne prace naprawcze przed sezonem 2027. Odpowiedzialność spoczywa także na MotoGP, które powinno dokładniej weryfikować obiekty przed dopuszczeniem ich do rywalizacji. Weekend w Brazylii miał być świętem powrotu MotoGP do jednego z najbardziej entuzjastycznych krajów świata motorsportu, a zamiast tego stał się przykładem chaosu organizacyjnego i poważnych zaniedbań na poziomie, który nie powinien mieć miejsca w mistrzostwach świata.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!